beauty & lifestyle blog

sobota, 16 lutego 2013

Miszmasz :)))

Witajcie! Jak Wam mija sobota? Mam nadzieję, że oderwiecie się na chwilę od swoich zajęć i zdołam przyciągnąć Was na No to pięknie! wyczekiwaną recenzją The impossible, piaskowego lakieru z wiosennej kolekcji O.P.I. by Mariah Carey.

Uwaga, zbliżenie! Shimmer, brokat i gwiazdki, widzicie? Wszystko zanurzone w czerwonej, dość rzadkiej i przejrzystej bazie. Zdjęcie co prawda nieco przekłamało kolor (w rzeczywistości nie ma w nim różu), ale za to pozwala dostrzec wszystkie wspomniane elementy.






A jak prezentuje się na paznokciach? Rzeczywiście jak drobny piasek! Przejrzysta czerwona baza wysycha do matu, ale zanurzone w niej drobiny nadal połyskują, sprawiając, że całość nie traci jednak głębi. To właśnie one dają ten chropowaty, wyczuwalny pod palcami efekt. Całość wygląda bardzo oryginalnie, ale mimo wszystko w sposób dość stonowany, nie do końca matowo i nie do końca błyszcząco. 

Spójrzcie na zdjęcie. To z kolei całkiem dobrze oddaje zarówno kolor, jak i fakturę.






1. Dostępność - 1 (internet, sieciowe perfumerie).
2. Cena - 0 (42 zł, nie na każdą kieszeń).
3. Kolor - 1 (co prawda w porównaniu do koloru w butelce na paznokciach ze względu na półmatowe wykończenie traci na intensywności, ale nadal pozostaje ładnym, jasnym odcieniem czerwieni).
4. Aplikacja - 0 (tu mam problem ... bo z jednej strony lakier nakłada się fantastycznie, bez zalewania skórek, ale z drugiej wyłowienie gwiazdek jest tak trudne, że nie mogę przymknąć na to oka, zwłaszcza że w czyimś przypadku być może ten dekor mógłby zadecydować o zakupie).
5. Pędzelek - 1 (charakterystyczny dla O.P.I., pozwalający dwoma, trzema ruchami pokryć lakierem całą płytkę paznokcia).
6. Krycie - 1 (dwie warstwy dają już ładne krycie, ale dla wzmocnienia efektu nałożyłam trzecią).
7. Wysychanie - 1 (torpeda!, genialne, zwłaszcza że nie wspomagane żadnym topem).
8. Współpraca z innymi preparatami (tu: tylko Sally Hansen Miracle Cure, top coata na lakiery piaskowe się nie stosuje) - 1 (bezproblemowa).
9. Trwałość - 1 (trzy dni, co jest wynikiem całkiem dobrym, biorąc pod uwagę, że lakier nie został niczym zabezpieczony).
10. Zmywanie - 1 (niby brokat i zmywanie nie idzie tak łatwo jak w przypadku lakierów kremowych, ale po folię aluminiową sięgać nie musiałam).

Moja ocena: 8/10.


Jakość, jak widać, oceniam wysoko, ale co myślę o samej formule? Owszem, prezentuje się naprawdę ciekawie, ale muszę przyznać, że nie jest tak innowacyjna, jak się spodziewałam. Jest w niej coś z przejrzystości żelków, coś z bijących jakiś czas temu rekordy popularności matów, coś z ciągle nie wychodzących z mody brokatów. Taki lakierowy miszmasz. Ale koniec końców efekt superowy! Stonowany, ale z jajem. Dyskretny, ale z pazurem. Must have dla każdej kochającej eksperymenty lakieromaniaczki! Nawet jeśli ten konkretny kolor nie przypadł Wam do gustu, to dostępne są przecież jeszcze trzy inne (kupkosmetyk.pl).


Na koniec piosenka Mariah Carey, która była inspiracją dla tego konkretnego odcienia. Liryczna The impossible. Całkiem przyjemna nutka.






Cudownego wieczoru!

Ściskam,
Cammie.




środa, 13 lutego 2013

Jak podrasować maseczkę glinkową?

Do dobroczynnych właściwości glinek na pewno nie muszę nikogo przekonywać, są niezastąpione w pielęgnacji cer zarówno zanieczyszczonych, jak i wrażliwych. Dla mojej problematycznej i skłonnej do przetłuszczania skóry najlepsza jest silnie oczyszczająca, ściągająca i wygładzająca glinka zielona

Glinki kosmetyczne ma w ofercie praktycznie każdy sklep z kosmetykami naturalnymi. Nawet nie pamiętam, gdzie kupiłam swoją, ale sygnowana jest marką Armadillo. 









Zielona glinka jest produktem pochodzenia naturalnego. Wydobywana jest z pokładów gliny mineralnej z głębokości 35 m poniżej poziomu ziemi przy użyciu narzędzi drewnianych. Cały proces przygotowania glinki odbywa się ręcznie przy użyciu niemetalowych narzędzi i urządzeń, aby zachować jej naturalne cenne właściwości, wzmacniane dodatkowo przez suszenie glinki na słońcu:
  • absorbuje zanieczyszczenia zalegające w tkankach, krwi, limfie, neutralizuje je i wydala;
  • posiada właściwości antyseptyczne i antybakteryjne – działa jak naturalny antybiotyk – niszczy komórki skażone chorobą oszczędzając te zdrowe;
  • zapobiega rozmnażaniu szkodliwych mikroorganizmów, wspomaga działanie dobroczynnych bakterii;
  • aktywizuje procesy odbudowy komórek;
  • przyczynia się do odnowienia zasobów energii i sił witalnych organizmu, gdyż jest silnym stymulatorem, transformatorem i transmiterem energii. 


Przygotowanie maseczki z glinki, choć leniuszkom może wydawać się kłopotliwe, jest naprawdę proste, wystarczy odrobinę proszku zmieszać z wodą. Nie pytajcie mnie o proporcje, ja zawsze robię to na oko, pilnując, by uzyskać konsystencję gęstej śmietany. Ważne jedynie, żeby do mieszania nie używać metalowych elementów, najlepiej sięgnąć po szklane lub ceramiczne naczynie i drewniane bądź plastikowe mieszadełko.

Dzisiejszy wpis nie ma być jednak instruktażem ani obszerną charakterystyką glinek, bo przecież doskonale je znacie. Chciałabym natomiast przedstawić Wam moje sposoby na wzbogacenie maseczek glinkowych. Tak łatwo je podrasować! W dodatku inspiracji można szukać nie tylko w łazience, ale też w kuchni :)))



W ŁAZIENCE






Najprostszym sposobem na dodanie wartości maseczce glinkowej jest zastąpienie wody ulubionym hydrolatem. Na zdjęciu widzicie akurat hydrolat z czarnej porzeczki z Biochemii Urody, który ma wspomagać moją walkę z przebarwieniami, ale naprawdę może to być cokolwiek innego. Mnie zdarza się nawet sięgać po zwykły tonik, ostatnio na przykład był to tonik z serii Zioła polskie z wyciągiem z czerwonej koniczyny z Evy Natury.

Doskonałym pomysłem jest połączenie rozrobionej już maseczki z kilkoma kroplami żelu hialuronowego. Stosuję to rozwiązanie, kiedy czuję, że moja skóra potrzebuje solidnego nawilżenia. Dodatkowym atutem jest to, że taka mikstura znacznie trudniej wysycha na twarzy, a wiadomo, że do totalnego wyschnięcia maseczki glinkowej raczej nie należy dopuszczać (nakładając taką maskę, warto mieć pod ręką wodę termalną albo atomizer z jakimś hydrolatem i spryskiwać twarz od czasu do czasu).

Ratunkiem dla cery borykającej się z wypryskami różnej maści może być wzbogacenie rozrobionej  już maseczki glinkowej niewielką ilością olejku z drzewa herbacianego, który słynie ze swoich antybakteryjnych właściwości. Seans z tak przygotowaną maską koi cerę, niweluje zaczerwienienia i przyspiesza gojenie podrażnionych miejsc. Dla mnie nie bez znaczenia jest też to, że zapach olejku tłumi naturalny, ziemisty zapach glinki.



W KUCHNI






W kuchni też możemy znaleźć produkty, które pozwolą nam podnieść jakość naszych maseczek. Dobrym sposobem na ściągnięcie przetłuszczającej się cery z rozszerzonymi porami jest dodanie do rozrobionej maseczki odrobiny soku z cytryny. Ja dodatkowo liczę też oczywiście na efekty rozjaśniające. Cytryna pomaga też ujędrnić i napiąć skórę, przy okazji lekko ją złuszczając i przyjemnie odświeżając.

Prawdziwy relaks i odżywienie zapewni skórze dodanie do maseczki glinkowej miodu. Przyznaję, że sięgam po to rozwiązanie najrzadziej, ale czasami po prostu czuję potrzebę zadbania o cerę i w ten sposób, zwłaszcza kiedy z jakichś względów doprowadzę ją do odwodnienia. Skóra po takim zabiegu staje się cudownie miękka.



Przedstawiłam Wam kilka sprawdzonych propozycji, ale prawda jest taka, że możliwości jest o wiele więcej. Czytałam o wzbogacaniu glinek chociażby gliceryną, oliwką dziecięcą, różnego rodzaju  olejkami kosmetycznymi (rycynowym, migdałowym itp.), oliwą, jogurtem naturalnym, octem jabłkowym, żółtkiem, czy siemieniem lnianym. Myślę, że naprawdę warto poeksperymentować, bo choć glinki są dobre same w sobie, to przecież mogą być jeszcze lepsze!

Podzielcie się, proszę, swoimi doświadczeniami. Jakie są Wasze ulubione glinki? Z czym macie w zwyczaju je łączyć? Czekam na Wasze komentarze!


Całuję,
Cammie.



wtorek, 12 lutego 2013

Nowości i podziękowania :)))

Już dawno żadnej przesyłki nie wypatrywałam tak jak tej. Ale jest, nareszcie dotarła, pachnąca nowością wiosenna kolekcja O.P.I. by Mariah Carey. Cztery lakiery klasyczne (ciemny kremowy róż, drobinkowa miedź, opalizujący nude i bladoróżowy brokat) oraz cztery o innowacyjnej dla O.P.I. formule płynnego piasku (czerwień, bordo, błękit i fiolet). Dziś tylko szybki rzut oka, na zaostrzenie apetytów, detale wkrótce :)))









Oczywiście nie wytrzymałam i na paznokciach mam już The impossible, czyli piaskową czerwień. Efekt trochę mnie zaskoczył, ale nic więcej nie powiem, zapraszam na recenzję za kilka dni. Tymczasem liczę na to, że napiszecie, co wpadło Wam w oko.


Kończąc, chciałabym pochwalić się Wam jeszcze, że po raz czwarty wraz z No to pięknie! znalazłam się w Złotej Pięćdziesiątce najpopularniejszych polskich blogów kosmetycznych ---> KLIK, rankingu opracowywanego przez Em. To Wasza zasługa, bo zestawienie jest odzwierciedleniem statystyk, czyli subskrybcji i ruchu na blogu. Dziękuję!

Serdecznie witam też wszystkie nowe czytelniczki, które w ostatnim czasie tutaj trafiły. Rozgośćcie się i zostańcie na dłużej! 


Buziaki,
Cammie.