Jak Wam mija majówka, ten otwierający sezon letni, najbardziej wyczekany weekend w roku? Mam nadzieję, że wspaniale, mimo że pogoda nie dopisuje. Aura nie sprzyja co prawda wycieczkom i rekreacji na świeżym powietrzu, ale przecież czas wolny w przyjemny sposób można spędzić też w domu. Na przykład nad książką, prawda? Idąc tym tropem, zapraszam Was na kolejny post z serii Książki miesiąca, chętnie podzielę się z Wami refleksjami odnośnie moich kwietniowych lektur. To co, zaczynamy?
W kwietniu wzięło mnie na odświeżenie w pamięci kilku książek, które czytałam przed laty, ale nowości oczywiście też nie zabrakło. Liczę na to, że z ciekawością przyjrzycie się wszystkim pozycjom.
Noah Gordon, "Medicus"
Słynna powieść o średniowiecznym balwierzu, który został wielkim lekarzem. Anglia, XI wiek. Rob J. Cole, syn cieśli i hafciarki, po śmierci rodziców zostaje pomocnikiem wędrownego balwierza parającego się również leczeniem. Wykazuje nie tylko zapał do nauki, ale też ową szczególną wrażliwość, która pozwala "czytać" w chorym organizmie, dostrzegać w nim wolę walki lub chęć poddania się. Punktem zwrotnym w jego życiu staje się spotkanie z żydowskim lekarzem, którego kunszt przewyższa nikłe umiejętności średniowiecznych medyków. Odtąd każdym krokiem Roba kieruje jedno tylko pragnienie: dotrzeć do Isfahanu i zostać uczniem sławnego perskiego lekarza, Ibn Siny, w świecie zachodnim zwanego Awicenną.
Ta książka to dla mnie powrót do przeszłości, po raz pierwszy czytałam ją jako nastolatka. Pamiętałam raczej emocje, które kiedyś przy jej lekturze mi towarzyszyły, niż faktyczne szczegóły fabuły, ale tym lepiej czytało mi się ją po raz drugi. Nie jest to może literatura najwyższych lotów, ale całkiem zgrabnie napisana powieść, wciągająca i wartka. Opowiada historię życia tytułowego medicusa, który do swej jakże rzadkiej w swoich średniowiecznych czasach profesji lekarza doszedł nie tylko dzięki wrodzonej inteligencji, ale też dzięki łutowi szczęścia i odważnemu podstępowi. Z rodzinnej Anglii wyruszył po wiedzę do mędrców Wschodu, po drodze dosłownie i w przenośni stając się innym człowiekiem. Głęboka determinacja, z jaką dążył do celu, dyktowana była nadprzyrodzonym darem, dzięki któremu od dziecka szóstym zmysłem czuł, z kogo ulatuje życie. "Medicus" to dość głośny tytuł, od lat cieszy się sporą popularnością, więc pewnie część z Was tę powieść zna, ale jeśli tak się złożyło, że jeszcze jej nie czytałyście, to może warto się skusić? Fajne czytadło.
Noah Gordon, "Szaman"
Druga część trylogii o lekarskim rodzie Cole'ów. Osiemset lat po Robie J. Cole'u, bohaterze powieści "Medicus", człowiek o tym samym imieniu i nazwisku, przedstawiciel tej samej profesji, opuszcza Szkocję i udaje się do Ameryki. Odbywszy praktykę pod okiem słynnego chirurga, wyrusza w prerie Illinois, gdzie osiada w powstającym dopiero miasteczku. Tam spotyka przyszłą żonę, tam też przychodzi na świat jego syn, zwany Szamanem, który dziedziczy po ojcu Dar - umiejętność "czytania" w chorym organizmie. Jego powołaniem jest leczenie ludzi. Niestety, Szaman traci słuch...
"Szaman" to - podobnie jak "Medicus" - ciepła, głęboko humanistyczna powieść, której bohaterowie, ludzie różnych wyznań i kultur, przeciwstawiają się fanatyzmowi i obskurantyzmowi, to także powieść o miłości, poświęceniu i współczuciu dla cierpiących oraz o walce ze słabością własnego organizmu.
"Szaman" to kontynuacja "Medicusa", niestety trochę słabsza. Akcja osadzona została w dziewiętnastowiecznych Stanach Zjednoczonych, w jej tle autor umieścił wątki związane z grabieżą indiańskich habitatów i z potwornościami wojny secesyjnej. Okazuje się, że niezwykły zmysł pozwalający przewidzieć śmierć pacjenta przechodzi z ojca na syna i w kolejnych pokoleniach ród wydał wielu utalentowanych lekarzy. Tytułowy Szaman to jego kolejny przedstawiciel obdarzony darem, który marzenie o leczeniu ludzi realizuje z tym większym trudem, że boryka się nabytą w dzieciństwie głuchotą. Ostatecznie nie przeszkadza mu to w zdobyciu wykształcenia i rozpoczęciu lekarskiej praktyki. Przeczytać można, ale radzę nie nastawiać się na poziom pierwszej części.
Noah Gordon, "Spadkobierczyni medicusa"
Kontynuacja dziejów lekarskiego rodu Cole'ów, którego protoplastą był żyjący w XI wieku dr. Robert J.Cole, bohater "Medicusa". Wielu jego potomków było lekarzami, niektórzy zaś odznaczali się niezwykłym szóstym zmysłem. zwanym w rodzinie Darem, pozwalającym przeczuwać, czy pacjent wyzdrowieje. W XX wieku Dar odziedziczyła Roberta Cole, która sprawiła zawód ukochanemu ojcu, gdy wybrała studia prawnicze, nie medyczne. Powołanie okazało się jednak silniejsze- Roberta poddała się w końcu przeznaczeniu, kontynuując tradycję długiej linii przodków.
Ostatnia część trylogii, zdecydowanie jej najsłabsze ogniwo. Tym razem czasy współczesne i kobieta jako główna bohaterka, lekarka, która rezygnuje z wielkomiejskiej kariery i zaszywa się na prowincji, gdzie na nowo odkrywa swoje powołanie. W tle tym razem problemy społeczne w postaci kontrowersji wokół ruchu antyaborcyjnego. Temat na pewno ważki, ale forma tej powieści ... Szkoda czasu!
Adam Ragiel, Magdalena Rigamonti, "Bez strachu. Jak umiera człowiek"
Tajemnica śmierci, zagadka odchodzenia, ciało i dusza... Magdalena Rigamonti odsłania fizyczność i metafizykę śmierci w rozmowie z jedynym polskim balsamistą, przed którym ludzkie ciało nie ma żadnych tajemnic. Rozmawia o znakach, energii, zdarzeniach niewyjaśnionych i fizjologii człowieka, z którą mierzy się balsamista, przygotowując go do ostatniej drogi. Na co dzień nie przyjaźnimy się ze śmiercią, nie chcemy oglądać wypadków, chorób, zmarłych... To wszystko zmienia się w chwili, kiedy odchodzą najbliżsi. Wtedy zaczynają się trudne rozmowy i decyzje. Bliscy przychodzą do prosektorium pełni bólu, żalu, w rozpaczy i z poczuciem straty. A balsamista...? Ma ich zrozumieć, opanować emocje, przyjąć na siebie pierwsze uderzenie. Zapytać, czy mama chciałaby trzymać w rękach książeczkę do nabożeństwa, bo skoro tata nie trzymał, to ona mu w niebie przekaże. Jakiego koloru ma być szminka, jakie rajstopy, jak uczesać grzywkę. I dzieci, maleńkie nieżywe płody, które zaprzeczają logice istnienia, i zmarłe kobiety w ciąży. Czy do balsamisty przychodzą duchy? Podobno nie, bo on robi wszystko tak, jak zmarli by sobie życzyli. Nie boi się z nimi przebywać.
"Bez strachu" to najważniejsza lektura na mojej kwietniowej liście. Niesamowicie interesująca, odsłania bowiem tabu związane ze śmiercią, uchyla rąbka tajemnicy okrywającej przygotowanie ciała do pochówku. Napisana z niezwykłym wyczuciem, bez taniej sensacji i egzaltacji. Autorka jest wnikliwą obserwatorką i dobrym słuchaczem, głos oddaje swoim rozmówcom, osobom zawodowo zajmującym się pielęgnacją umarłych, w tym Adamowi Ragielowi, jednemu z najbardziej doświadczonych balsamistów w Polsce. Nam, czytelnikom, pozwala towarzyszyć sobie w odkrywaniu tajników tej profesji, dzieląc się z nami swoimi refleksjami. Nie jest łatwo przyglądać się sekcji, patrzeć na zwłoki zniszczone czasem czy straszliwymi niekiedy okolicznościami śmierci - samobójców, topielców, ofiar nieszczęśliwych wypadków ... Gorąco namawiam Was do lektury tej arcyciekawej książki!
Richard Bachman (Stephen King), "Uciekinier"
Przerażająca wizja Ameryki ze zdegradowanym środowiskiem naturalnym, wyraźnym podziałem na dwie klasy społeczne (biednych oraz bogatych) i wszechobecną telewizją Free Vee. Jedyną rozrywką są liczne teleturnieje i gry, których uczestnicy ryzykują życiem, gdyż rząd praktycznie zalegalizował morderstwo. Przebojem jest prowadzona na żywo i wzbudzająca w ludziach najgorsze instynkty gra zwana UCIEKINIEREM, gdzie zgłaszający się mają szanse wygrać miliard dolarów – muszą tylko przez trzydzieści dni zwodzić pogoń polujących nań morderców, zwanych łowcami. Oraz wszechobecnej policji. Do tej pory nikomu się to nie udało. Dla Bena Richardsa udział w Free Vee to jedyna szansa na zdobycie pieniędzy niezbędnych do uratowania jego osiemnastomiesięcznej córeczki Cathy. Przechodzi pomyślnie wymagane testy umysłowe i sprawnościowe i przystępuje do Gry. Rozpoczyna się pościg. Przegrana oznacza tylko jedno – śmierć. Ale „zwierzyna” okazuje się sprytniejsza od myśliwego...
"Uciekinier" to jedna z książek Stephena Kinga napisana pod pseudonimem. Zainteresowałam się nią, bo natknęłam się gdzieś na porównanie z "Igrzyskami śmierci", z którymi łączy ją rzekomo podobieństwo. Owszem, podobieństw można się doszukać, fabuła oparta jest bowiem na uczestnictwie głównego bohatera w okrutnym reality show, w którym na śmierć i życie walczy o przetrwanie. Na tym jednak w moim odczuciu podobieństwa się kończą. "Igrzyska" są rozbudowane, pełne niuansów, sylwetki i losy bohaterów nakreślone są tam z dużą dbałością o szczegóły, a zdegenerowany świat tytułowego uciekiniera przedstawiony jest w moim odczuciu powierzchownie. Narracja skupia się raczej na akcji i to w taki sposób, w jaki kręcone są niezbyt wysokich lotów filmy sensacyjne (swoją drogą powieść została zekranizowana, główną rolę grał Arnold Schwarzenegger). Sam finał jest tak nieprawdopodobny, że po prostu rozczarowujący. Krótko mówiąc, książka mi się nie podobała.
Jonas Jonasson, "Analfabetka, która potrafiła liczyć"
Autor wielkiego międzynarodowego przeboju o „Stulatku, który wyskoczył przez okno i zniknął” (aż w końcu trafił na wielki ekran w święcącej i u nas sukcesy szwedzkiej komedii pod tym samym tytułem) powraca z nową książką. Jej bohaterką jest Nombeko Mayeki, która urodziła się wprawdzie w południowoafrykańskiej dzielnicy nędzy, sercu apartheidu, ale pod szczęśliwą gwiazdą. Dzięki temu po latach przyszło jej jeść kolację z królem i premierem Szwecji. Chociaż w momencie, w którym to się zdarzyło, chyba już nic nie było w stanie jej zdziwić… Międzynarodowa polityka, skomplikowane zagadki matematyki i fizyki, los chińskich emigrantów, podrabianie starożytnych dzieł sztuki, fanatycy szwedzkiej monarchii, stały kontakt z bombą atomową oraz ludzie, którzy teoretycznie nie istnieją, bo nie figurują w żadnych urzędowych rejestrach, pomimo że można z nimi porozmawiać i ich dotknąć, to tylko niektóre z dziwnych rzeczy, do których przywykła Nombeko, i o których przeczytamy w tej książce. Jonas Jonasson daje lekcję historii najnowszej z przymrużeniem oka, przy okazji sprawiając, że wciągnięty w wir akcji czytelnik będzie się zaśmiewał do łez, przewracając jak najszybciej kolejne strony powieści.
Kolejna świetna, zabawna powieść autora "Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął". Jeśli przy lekturze lubicie się pośmiać, rozluźnić w atmosferze absurdalnego humoru, ta książka jest właśnie dla Was! "Analfabetka" powiela pewien schemat "Stulatka", nie tylko napisana jest bowiem podobnym, bardzo charakterystycznym lekkim stylem, ale w podobny sposób losy bohaterów splata też ze zwrotnymi punktami historii świata. Efekt genialny! Zachęcam Was do lektury i zapoznania się z przedziwnymi kolejami życia rezolutnej Nombeko, która rozmaitymi zbiegami okoliczności z południowoafrykańskich slumsów trafia do Szwecji, gdzie wiąże się z mężczyzną, który nie istnieje, przez dobrych parę lat opiekując się bombą atomową, skutecznie unikając przy tym agentów Mosadu ;))) Dobra zabawa gwarantowana!
Matthew Gregory Lewis, "Mnich"
Akcja powieści rozgrywa się częściowo w ponurej scenerii: stare zamczyska, groty, labirynty podziemnych korytarzy, grobowce. Na tym tle pojawiają się moce nadprzyrodzone, krwiożercze upiory, szatany w ponętnych wcieleniach, obsesja śmierci. Zjawiska przyrody solidarnie współdziałają z owymi elementami grozy. Są też w "Mnichu" pełne napięcia epizody i sytuacje - krwawa oberża, porwania, pogoń za uciekającymi, którzy salwowali się z rąk podstępnych zbójców, nadto dworni kawalerowie, piękna dziewczyna, zmuszona przez przewrotnych krewnych do wstąpienia do klasztoru; przebiegły pazik zakochanego kawalera, serenady pod oknem ukochanej, cygańskie wróżby, które się sprawdzają...
"Mnich" to kolejny powrót po latach, czytałam tę książkę dawno, dawno temu. Podejrzewam, że Wy także kiedyś się z nią zetknęłyście albo przynajmniej o niej słyszałyście, bo uchodzi ona za klasyczną gotycką powieść grozy. Napisana pod koniec osiemnastego stulecia charakterystycznym, nie przystającym do współczesnego języka stylem, stanowi swoistą ucztę dla konesera. Fajnie było do niej wrócić po tak długim czasie, odświeżyć sobie fabułę i odtworzyć jej mroczny klimat. Wszystko w tej książce znajdziecie - słabych ludzi, upadające cnoty, nieszczęśliwe miłości, złe moce i krwawe zbrodnie. Nie do wiary, co mogą kryć klasztorne mury ... Czy polecam? Sama nie wiem, tak jak wspominałam, to nie jest współczesna proza, jeśli brakuje Wam poznawczego zacięcia, możecie się rozczarować. Ja osobiście wychodzę jednak z założenia, że klasykę trzeba znać!
To już wszystko. Znacie książki, o których dziś pisałam? Chciałybyście powiedzieć coś na ich temat? A może za moją namową macie ochotę sięgnąć po którąś z nich? Dajcie znać, zachęcam do zostawienia komentarza. Jak zwykle liczę też na wypowiedzi odnośnie Waszych lektur, co ciekawego ostatnio czytałyście? A może teraz, w trakcie tej jakże pochmurnej i deszczowej majówki, spędzacie czas z jakąś wyjątkowo ciekawą książką? Ja ze swojej strony jeszcze raz gorąco polecam Wam "Bez strachu", a zaraz potem, dla rozluźnienia, "Analfabetkę, która potrafiła liczyć". Satysfakcja gwarantowana!
Buziaki,
Cammie.