W jednym z ostatnich postów wspominałam Wam o #KylieJennerChallenge, obiecując, że wrócę jeszcze do tego tematu. Bo i jak bez słowa komentarza przejść obok tak idiotycznego trendu?
Do niedawna nie wiedziałam nawet, kim jest Kylie Jenner. Jej osoba znajdowała się kompletnie poza sferą moich zainteresowań i tak sobie żyłam sobie w nieświadomości, że gdzieś tam w świecie dziewczyna zgromadziła wokół siebie ogromną społeczność śledzącą jej życie, podziwiającą ją i poniekąd stawiającą ją sobie za wzór. Zalew informacji o wyzwaniu, które pod jej nazwiskiem zaczęło jakiś czas temu krążyć po internecie, uświadomił mi w końcu, że Kylie to nastoletnia siostra Kim Kardashian. To poniekąd tłumaczy jej zagadkową dla mnie wcześniej popularność, której naprawdę nie można jej odmówić, lajki na serwisach społecznościowych idą w miliony! Nic więc dziwnego, że chcąc upodobnić się do swojej idolki, #KylieJennerChallenge podjęło tak wiele osób.
Kylie to śliczna, młoda dziewczyna. Uwagę przyciągają zwłaszcza jej wydatne, zawsze podkreślone usta.
Naturalność ust Kylie jest kwestią dyskusyjną (poszukajcie sobie jej starych zdjęć, jest coś na rzeczy), ale to temat na zupełnie inny post. Faktem jest natomiast, że mnóstwo jej fanek (i fanów, gwoli ścisłości) pragnie wyglądać jak ona, marząc właśnie o pełnych, ponętnych ustach.
I tu zaczyna się problem. Nie każdy obdarzony został przez naturę dużymi ustami. Co zrobić, żeby szybko je powiększyć, bez zastrzyków i wypełniaczy? Potrzeba matką wynalazku. Amerykańska marka Fullips opatentowała specjalne nakładki, które należy przyłożyć do ust i mocno zassać, dzięki czemu pod wpływem ciśnienia podrażnione usta momentalnie stają się lekko opuchnięte, zyskując tym samym na wydatności. Efekt ten oczywiście przez producenta opisany został bardziej zachęcająco, cytując za polską stroną, podciśnienie sprawia, że wargi stają się jędrne, pełniejsze i kusząco uwydatnione jak po profesjonalnym zabiegu w gabinecie.
Nakładki, choć niepozorne, swoje jednak kosztują (jedna sztuka to wydatek rzędu 20 dolarów, w Polsce wydać trzeba 100 zł), mimo to szybko zyskały sporą popularność. Rzekomo działają. Nie wiem, nie mam potrzeby sprawdzać. Kłopot w tym, że na fali tej popularności szybko poszukano tańszych zamienników, sięgając po prostu po wszystko, co swoim kształtem choć w przybliżeniu przypomina opatentowany oryginał. Jakieś kieliszki, szklanki, butelki, nakrętki, sama nie wiem, co jeszcze. Eksperyment wymknął się spod kontroli i hula po internecie pod hasztagiem #KylieJennerChallenge, młodzież masowo sprawdza metodę na własnej skórze (czy też może trafniej byłoby powiedzieć, że na własnych ustach), dążąc do ideału, czyli pięknych, pełnych ust swojej idolki.
Jak możecie się domyślać, skutki tych zasysań bywają opłakane. Obrzęki, zasinienia, wybroczyny, pęknięcia, a nawet otwarte rany, jak w przypadku chłopaka, któremu szklanka pod wpływem ciśnienia eksplodowała w ustach! Po prostu cały repertuar obrażeń i podrażnień. Nawet nie będę Wam tego opisywać, same spójrzcie.
To nie są żarty, to jest niebezpieczne. Naprawdę można zrobić sobie dużą krzywdę. Trend jest niestety bardzo silny, serwisy społecznościowe pękają w szwach od filmów i zdjęć otagowanych #KylieJennerChallenge, wystarczy poguglać, skala zjawiska jest ogromna. Dla mnie przerażające jest to, że wyzwania podejmują się nawet dzieciaki. Na szczęście pojawia się coraz więcej komentarzy do całej tej sytuacji, sprawa staje się głośna i mam nadzieję, że ostrzeżenia w jakimś przynajmniej stopniu spełnią swoją rolę, uzmysławiając ludziom, jak nieszczęśliwie może się skończyć ta niewinna z pozoru zabawa.
Natknęłyście się w sieci na #KylieJennerChallenge? Co myślcie o całym tym wyzwaniu? Wasze nastawienie jest równie krytyczne jak moje? Dajcie znać. Ciekawa też jestem, czy byłybyście skłonne wypróbować Fullips. Wierzycie, że oryginalne nakładki są bezpieczne? Piszcie, jak zwykle czekam na Wasze komentarze!
Buziaki,
Cammie.
Do niedawna nie wiedziałam nawet, kim jest Kylie Jenner. Jej osoba znajdowała się kompletnie poza sferą moich zainteresowań i tak sobie żyłam sobie w nieświadomości, że gdzieś tam w świecie dziewczyna zgromadziła wokół siebie ogromną społeczność śledzącą jej życie, podziwiającą ją i poniekąd stawiającą ją sobie za wzór. Zalew informacji o wyzwaniu, które pod jej nazwiskiem zaczęło jakiś czas temu krążyć po internecie, uświadomił mi w końcu, że Kylie to nastoletnia siostra Kim Kardashian. To poniekąd tłumaczy jej zagadkową dla mnie wcześniej popularność, której naprawdę nie można jej odmówić, lajki na serwisach społecznościowych idą w miliony! Nic więc dziwnego, że chcąc upodobnić się do swojej idolki, #KylieJennerChallenge podjęło tak wiele osób.
Kylie to śliczna, młoda dziewczyna. Uwagę przyciągają zwłaszcza jej wydatne, zawsze podkreślone usta.

Naturalność ust Kylie jest kwestią dyskusyjną (poszukajcie sobie jej starych zdjęć, jest coś na rzeczy), ale to temat na zupełnie inny post. Faktem jest natomiast, że mnóstwo jej fanek (i fanów, gwoli ścisłości) pragnie wyglądać jak ona, marząc właśnie o pełnych, ponętnych ustach.
I tu zaczyna się problem. Nie każdy obdarzony został przez naturę dużymi ustami. Co zrobić, żeby szybko je powiększyć, bez zastrzyków i wypełniaczy? Potrzeba matką wynalazku. Amerykańska marka Fullips opatentowała specjalne nakładki, które należy przyłożyć do ust i mocno zassać, dzięki czemu pod wpływem ciśnienia podrażnione usta momentalnie stają się lekko opuchnięte, zyskując tym samym na wydatności. Efekt ten oczywiście przez producenta opisany został bardziej zachęcająco, cytując za polską stroną, podciśnienie sprawia, że wargi stają się jędrne, pełniejsze i kusząco uwydatnione jak po profesjonalnym zabiegu w gabinecie.

Nakładki, choć niepozorne, swoje jednak kosztują (jedna sztuka to wydatek rzędu 20 dolarów, w Polsce wydać trzeba 100 zł), mimo to szybko zyskały sporą popularność. Rzekomo działają. Nie wiem, nie mam potrzeby sprawdzać. Kłopot w tym, że na fali tej popularności szybko poszukano tańszych zamienników, sięgając po prostu po wszystko, co swoim kształtem choć w przybliżeniu przypomina opatentowany oryginał. Jakieś kieliszki, szklanki, butelki, nakrętki, sama nie wiem, co jeszcze. Eksperyment wymknął się spod kontroli i hula po internecie pod hasztagiem #KylieJennerChallenge, młodzież masowo sprawdza metodę na własnej skórze (czy też może trafniej byłoby powiedzieć, że na własnych ustach), dążąc do ideału, czyli pięknych, pełnych ust swojej idolki.
Jak możecie się domyślać, skutki tych zasysań bywają opłakane. Obrzęki, zasinienia, wybroczyny, pęknięcia, a nawet otwarte rany, jak w przypadku chłopaka, któremu szklanka pod wpływem ciśnienia eksplodowała w ustach! Po prostu cały repertuar obrażeń i podrażnień. Nawet nie będę Wam tego opisywać, same spójrzcie.

To nie są żarty, to jest niebezpieczne. Naprawdę można zrobić sobie dużą krzywdę. Trend jest niestety bardzo silny, serwisy społecznościowe pękają w szwach od filmów i zdjęć otagowanych #KylieJennerChallenge, wystarczy poguglać, skala zjawiska jest ogromna. Dla mnie przerażające jest to, że wyzwania podejmują się nawet dzieciaki. Na szczęście pojawia się coraz więcej komentarzy do całej tej sytuacji, sprawa staje się głośna i mam nadzieję, że ostrzeżenia w jakimś przynajmniej stopniu spełnią swoją rolę, uzmysławiając ludziom, jak nieszczęśliwie może się skończyć ta niewinna z pozoru zabawa.
Natknęłyście się w sieci na #KylieJennerChallenge? Co myślcie o całym tym wyzwaniu? Wasze nastawienie jest równie krytyczne jak moje? Dajcie znać. Ciekawa też jestem, czy byłybyście skłonne wypróbować Fullips. Wierzycie, że oryginalne nakładki są bezpieczne? Piszcie, jak zwykle czekam na Wasze komentarze!
Buziaki,
Cammie.
Zagrałaś już w konkursie urodzinowym
o 1 z 5 zestawów bajecznie pachnących kosmetyków Allverne? KLIK
A w konkursie o dużą świecę zapachową Goose Creek Candle,
który toczy się na FB? KLIK

.jpg)




















































