beauty & lifestyle blog
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą For Your Beauty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą For Your Beauty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 października 2010

Narzędzia tortur ;)))

Kiedy przywołuję w głowie obraz zjawiskowych, długich, pięknie podkreślonych rzęs, przychodzi mi na myśl scena z jakiegoś filmu, w którym Julia Roberts (poprawcie mnie, jeśli się mylę) rozdziela swoje rzęsy igłą. Fakt, spojrzenie miała przepiękne, ale brrrr! Igła do oka? Never! :))) Mam własne, bezpieczniejsze sposoby na jego podkreślenie. Choć szczerze mówiąc moje akcesoria niektórym też mogą wydawać się narzędziami tortur ;)))

Do rzeczy. Mam dla Was proste równanie:

zalotka + maskara + grzebyk = podkręcone, długie, rozdzielone rzęsy

Oczywiście jakość tuszu do rzęs, a przede wszystkim jego szczoteczki, jest bardzo istotna, ale przy pomocy zalotki i grzebyka nawet z najzwyklejszym tuszem można wyczarować piękne, wyraziste spojrzenie. Ja używam zalotki For Your Beauty, wygodnej i zabezpieczonej gumką, dzięki czemu nie jest zbyt inwazyjna oraz metalowego składanego grzebyka z Inglota, pozwalającego rozczesać nawet najbardziej sklejone rzęsy.





Dzięki tym niewielkim gadżetom z łatwością wyczarowuję zadowalający mnie efekt.







Makijaż ten zrobiłam przy minimum wysiłku, wykorzystując zaledwie kilka produktów: dwa sypkie mineralne cienie Sweetscents (opalizującą Deltę nałożyłam na całą powiekę ruchomą, a czerwonawy Cactus Blossom roztarłam w załamaniu powieki), czarny eyeliner Lovely i tusz The Falsies Volum' Express Maybelline (na marginesie dodam, że cienie i liner dostałam niedawno od Fanki Fiorda, za co jeszcze raz pięknie jej dziękuję!).



Jak widzicie, naprawdę minimum. Ale dzięki zalotce i grzebykowi spojrzenie jest świeże, a oko podkreślone, otwarte i wyraziste. Trzeba tylko pamiętać, żeby zalotki używać przed pomalowaniem rzęs, bo w innym przypadku po prostu je połamiemy.



Takie tortury nie są mi straszne :))) Zalotka to dla mnie fantastyczne udogodnienie, dzięki któremu spojrzenie w pół sekundy nabiera charakteru, a grzebyk to podręczne s.o.s., kiedy tusz brzydko skleja rzęsy. A dla Was? Zbędna fanaberia czy niezbędny "must have"?

sobota, 23 października 2010

(Z)masowany atak :)

Dzisiaj propozycja na pewno nie dla wrażliwców. I nie mam na myśli Waszej konstrukcji psychicznej, tylko specyfikę cery ;))) Gadżet, o którym zaraz napiszę, osobom o skórze wrażliwej może zrobić kuku, ale wszystkim pozostałym zapewne przyniesie wiele pożytku. Sprawdziłam na sobie! No ale ja jestem gruboskórna ;)))

Szczoteczka do twarzy For Your Beauty





Szczoteczka For Your Beauty dostępna jest w Rossmannie i kosztuje 10 zł. Za tę niewygórowaną cenę dostajecie coś, co być może nieco komplikuje Waszą codzienną toaletę, ale za to zwielokrotnia jej skuteczność.

Jak jej używać? Po prostu w duecie z ulubionym kosmetykiem do mycia twarzy. Mydło, żel, piankę, czy co tam macie, aplikujecie jak zwykle, a szczoteczką masujecie skórę. Takie oczyszczanie jest niezwykle dogłębne i dokładne. Skóra po zabiegu jest nie tylko czysta, ale także wygładzona i zrelaksowana, lepiej przygotowana do przyjęcia kosmetyku pielęgnacyjnego - kremu, emulsji, czy serum.

Szczoteczkę można wykorzystywać nie tylko do codziennego oczyszczania skóry, ale także do zabiegów pielęgnacyjnych wykonywanych sporadycznie. Świetnie sprawdza się na przykład do zmywania opornie schodzących maseczek.

Włosie tej konkretnej szczoteczki jest elastyczne i dość miękkie, ale mimo wszystko masaż może podrażnić, zwłaszcza jeśli włożymy w niego więcej siły. Dlatego z góry ostrzegałam osoby o cerze wrażliwej. "Wrażliwcom" polecam raczej specjalne gąbeczki, które oczyszczają w łagodniejszy sposób, ale których faktura też pozwala na masaż, choć delikatniejszy (taką gąbeczkę miał kiedyś w ofercie na przykład Inglot, ale nie wiem, czy nadal jest dostępna).

Jak widzicie na zdjęciu, szczoteczka For Your Beauty zabezpieczona jest plastikową osłonką, dzięki której łatwe staje się jej przechowywanie. Bez problemu można też zabrać ją w podróż.

Oczywiście można się bez takiego gadżetu obyć, ale ja lubię go mieć. Wcześniej używałam bardzo podobnej, ale ponad dwa razy droższej szczoteczki firmy KillyS. Ta z Rossmanna nie odbiega jakością, choć przyznaję, że jest trochę gorzej wyprofilowana i plastik, z którego jest wykonana, jest bardziej toporny. Ale liczy się włosie, a to jest porównywalne. Jest miękkie, łatwo wysycha, nie wypada. Dlatego nie żałuję tych 10 złotych, które na nią wydałam :)))

A Wy? Jesteście gotowi zaryzykować dychę? ;)))

poniedziałek, 24 maja 2010

Szukajcie, a znajdziecie :)

Jakiś czas temu pokazywałam Wam mój niewielki zbiór meteorytów Guerlain. Te kulki to jeden z tych produktów, których legenda żyje własnym życiem ;) Nasłuchałam się o nich, naoglądałam, rozbudziłam w sobie nadzieje na kosmetyk idealny, w końcu kupiłam.









(White Pastels, Midnight Butterflies, Mythic)

Fakt, są śliczne. Są pięknie opakowane. Pachną obłędnie. Tylko gdzie ten słynny woal na twarzy, ja się pytam?

Zaczęło się kombinowanie. Czym to cudo nakładać?

Próbowałam najpierw tym:



(Sephora Professionnel Angled Blush 40, Blusche Blush Brush, Everyday Minerals Angled Blush Brush)

Potem tym:



(Blusche Retractable Kabuki Brush, Sephora Professionnel Powder Brush 51, Sephora Professionnel Kabuki Brush 50, Everyday Minerals Long Handled Kabuki)

Następnie eksperymentowałam z tym:



(Coastal Scents Pink Duo Fiber Powder Stippler, Coastal Scents Silver Duo Fiber Stippling Brush, Blusche Duo Fiber Brush)

Nie dał rady kulkom żaden z posiadanych przeze mnie pędzli. Każdy okazywał się za miękki, nie wystarczająco elastyczny lub po prostu za mały. Zaczęłam nawet wierzyć, że te meteoryty to jeden wielki pic na wodę, zwątpiłam w ich cudowne właściwości. Nic tylko ręce załamać, usiąść i zapłakać.

Przemyślałam sprawę i koniec końców wpadłam na pomysł ostatniej szansy. Kupiłam najzwyklejszy pędzel do pudru z Rossmanna (For Your Beauty). Eureka!





W końcu mam coś, co może nie powala jakością wykonania, może nie pieści skóry delikatnością włosia, ale też jej nie podrażnia, a jest w stanie zebrać z kulek tyle pudru, ile trzeba, żeby jego efekt był na twarzy widoczny :) Kto by pomyślał, że sprawdzi się w tej roli taki drogeryjny zwyklak!

Pędzli nigdy nie za dużo, no nie? A bo to wiadomo, do czego który się przyda? ;)))