beauty & lifestyle blog
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowenia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 września 2011

Drążąc skałę

Słowenia jest maleńkim krajem, a cieszy się zarówno pięknymi górami, jak i malowniczym, ciepłym morzem. Jakby tego było mało, słynie też z ogromnego systemu jaskiń, wśród których perłą w koronie jest Postojnska Jama, oddalona od Lublany zaledwie o kilkadziesiąt kilometrów.

Postojna to najdłuższa w Słowenii, wydrążona przez wodę, jaskinia krasowa. Jej korytarze liczą łącznie około 20 km, ale turystom udostępnia się oczywiście tylko niewielką ich część.

Chyba nie umiem wam opowiedzieć, jak tam pięknie. Brak mi słów, żeby wyrazić majestat tego cudu natury. Pomyśleć tylko, jak powoli powstają nacieki! Jedna dziesiąta milimetra przyrasta w ciągu dziesięciu lat! A Postojna jest ogromna, pełna stalaktytów, stalagmitów i kolumn. Kto potrafi objąć wyobraźnią ten ogrom czasu potrzebny do stworzenia takiego miejsca? Ja nie.

W jaskini obowiązuje absolutny zakaz fotografowania, posiłkuję się więc zdjęciami zamieszczonymi na oficjalnej stronie Postojnej. I tak nie oddają w pełni panującej tam atmosfery, gorąco zachęcam więc Was do obejrzenia filmu, który pozwala nieco ją sobie przybliżyć KLIK.















(Zdjęcia: www.postojnska-jama.si)



Bajkowe widoki, czyż nie? Aż trudno uwierzyć, jaką moc ma kropla wody drążąca skalę.




Święty spokój

Krótki pobyt w Lublanie dobiegł końca. Muszę przyznać, że jestem totalnie zauroczona tym miastem i Słowenią w ogóle.

Już na przysłowiowe "dzień dobry" przyjemnie zaskoczył mnie język, dla Polaka w dużej mierze zrozumiały. Miła odmiana po niemieckojęzycznej Austrii. Szyldy, reklamy, drogowskazy w końcu zaczęły do mnie mówić. Dzięki temu od pierwszej chwili czułam się w Słowenii swobodnie. A przy okazji świetnie się bawiłam, bo niektóre sformułowania wydawały mi się wielce zabawne :D Ale jak nie uśmiechnąć się na widok napisów typu "żenskie torbice", "gasilska brigada", "kitajski dvor", czy "cokoladna kupa" :DDD

Kolejnym miłym zaskoczeniem był proekologiczny styl życia Słoweńców, czego wyrazem jest nie tylko niezwykła popularność rowerów, ale także powszechność segregowania śmieci. Nawet miejskie kosze występują w charakterystycznych skupiskach, składających się z kilku pojemników przeznaczonych na różnego rodzaju odpadki.

Niezmiernie spodobał mi się także widoczny w Lublanie zwyczaj spacerowania z psami. I nie mam tu na myśli pospiesznego wyprowadzania ich za potrzebą. Lublańczycy zabierają swoich pupili wszędzie tam, gdzie akurat mają coś do załatwienia. Widać więc pieski leżące przy właścicielach w knajpach, wędrujące przy nodze w drodze nie wiadomo dokąd, a nawet biegnące przy rowerach!

Wydaje mi się, że Lublana z taką łatwością podbija serca z tego względu, że jest tak mała. To niewielka stolica (około 250 tysięcy mieszkańców) niewielkiego państwa (około 2 milionów obywateli), którą z pewnością łatwiej zarządzać niż wielką metropolią. Wszędzie jest blisko. Wszyscy czują się tu po prostu u siebie i dbają o wspólne dobro.











Fakt, widać, że wiele miejsc wymaga renowacji, ale widać też, jak wiele już zrobiono. Szczególnie wyraźny jest kontrast pomiędzy zabytkową starówką a resztą miasta z wielkiej płyty. Nie uświadczycie tu wielkiego biznesu, szklanych drapaczy chmur i nowoczesnych osiedli, ale w zamian za to macie zwartą zabudowę i klimatyczną atmosferę. Oraz święty spokój.



Miasto smoka

Symbolem Lublany jest smok. Spogląda z miejskiego herbu i strzeże miasta na Smoczym Moście.






Skąd smok? Prosto z mitologii greckiej :))) Lublańczycy utrzymują, że Jazon uciekając ze złotym runem, dotarł aż do Lublanicy, gdzie pokonał smoka i założył miasto, Lublanę właśnie.

Na Smoczym Moście smoków jest kilka. Miejska legenda głosi, że poruszą ogonami, jeśli mostem przejdzie dziewica. Nikt nigdy nie widział, żeby choć drgnęły ... ;)))




Jak magnes :)

Po wymuskanym, eleganckim Wiedniu, Lublana wydaje się zaniedbana. Niczym nieco zniszczona życiem, ale za to pełna charakteru i temperamentu kochanka, wobec wypielęgnowanej, ale nudnej żony :)))








Zdjęcia zrobione zostały w samym sercu starówki, wcale nie trzeba długich poszukiwań, żeby odnaleźć podobne obrazki. Taka jest właśnie Lublana! Jej urok nie wynika z pięknych fasad i bogatych zdobień, raczej z przemawiającej do nas historii.

Wiedeń należało podziwiać, najlepiej z daleka, nie dotykając, nie spoufalając się zanadto. W Lublanie wszystko służy mieszkańcom, każdy budynek, każdy plac spełnia funkcje użytkowe. Parki i skwery pełne są odpoczywających wprost na trawie ludzi. W najstarszej w mieście, kilkusetletniej kamienicy ciągle mieszkają zwykli lokatorzy!

Olśniewający, zadbany Wiedeń onieśmielał, naruszona zębem czasu Lublana przyciąga. Jak magnes.



czwartek, 15 września 2011

Klimat śródziemnomorski :)))

Życie w Lublanie koncentruje się wzdłuż przecinającej ją rzeki, Lublanicy, od której miasto wzięło nazwę. Nadrzeczne deptaki są tłoczne i głośne, w dzień pełne spieszących się gdzieś przechodniów i rowerzystów, wieczorami przyciągające tłumy złaknionych odpoczynku. Widać, że to serce miasta. W dodatku bardzo malownicze :)))










Restauracyjki i knajpki usytuowane nad rzeką jedna przy drugiej, zapraszają na wino i lokalną kuchnię. Wszystkie są pełne! Z pewnością sprzyja temu kultura spędzania wolnego czasu, bardzo południowa, wśród przyjaciół, przy dobrym winie i muzyce na żywo. Wszystko to sprawia, że Lublana robi wrażenie miasta wyjątkowo klimatycznego. Czuć jej śródziemnomorskiego ducha :)))




Nine million bicycles :)))

Przystanek trzeci: Lublana! O tym mieście do niedawna nie wiedziałam w zasadzie nic. No, może oprócz tego, że to właśnie w stolicy Słowenii "Weronika postanawia umrzeć" ;))) A teraz już wiem, że Lublana to nie tylko stolica Słowenii, to także stolica dwóch kółek! Rowery są wszędzie, całe miasto pedałuje :))) Dzieci, młodzież, dorośli. Luźni i eleganccy. W trampkach i w szpilkach. W spodniach i w sukienkach.




















Tak przywitała mnie Lublana. Na rowerze :)))