Lubię eksperymentować i często kupuję mydła nietypowe, oryginalnie pachnące, z wyszukanymi dodatkami, czy to w szczególny sposób pielęgnującymi, czy peelingującymi, odprężającymi, czy to po prostu ładnie wyglądającymi. Jednak równie często sięgam też po zwykłe mydła drogeryjne. Najczęściej po Dove. Zawsze mam w domu kilka kostek w zapasie :)

Owszem, nie każde mydło nadaje się do kąpieli. Większość wysusza skórę, niektóre mogą podrażniać. Ale ja nie mam skóry szczególnie wrażliwej i Dove spełnia w sumie wszystkie moje wymagania. Jest łatwo dostępne (praktycznie w każdej drogerii), niedrogie (kosztuje około 3 złotych), w miarę wydajne (jedno wystarcza mi na mniej więcej 2 - 3 tygodnie), dobrze się pieni (nadaje się chociażby do awaryjnej depilacji), pięknie pachnie (charakterystycznie, kremowo), nie wysusza skóry (nie bardziej niż pierwszy lepszy żel pod prysznic), jest niewielkie (zmieści się w każdym bagażu) i fajnie wyprofilowane (poręczne), a co najważniejsze, świetnie myje ciało (to w końcu jego podstawowa funkcja, czyż nie?). W dodatku wybierać można między kilkoma jego wariantami. Moim ulubieńcem jest klasyczna kostka w biało - granatowym opakowaniu, ale równie wysoko cenię kostkę peelingującą (opakowanie biało - błękitne) czy przeznaczoną do skóry dojrzałej (opakowanie bordowe). Unikam tylko wersji ogórkowej i cytrusowej, ale nie ze względu na słabszą jakość, tylko po prostu nie przepadam za tymi zapachami.
Lubię, lubię, lubię :) Zużyłam już niezliczoną ich ilość. A Wy? Co wybieracie? Mydło czy żel? Żel czy mydło? Zostawiam Was z tym dylematem ;)))