Uwaga, ogłoszenie dla zainteresowanych wynikami konkursu Ikarov! Mam już listę zwyciężczyń. Przypomnę, że gra toczyła się o trzy zestawy kosmetyków naturalnych tej bułgarskiej marki. Takich, jak na poniższej konkursowej grafice :)))
Otrzymałam od Was mnóstwo zgłoszeń, ale nagrody niestety są tylko trzy. Do kogo trafiają? Oto szczęśliwe zwyciężczynie.
TheOrchidea1988
Paulina Joanna
kajka
Dziewczyny, serdecznie gratuluję! Zaraz napiszę do Was w sprawie danych do wysyłki. Mam nadzieję, że kosmetyki będą Wam dobrze służyć.
Dziękuję wszystkim za udział w konkursie. Jego popularność to dla mnie wyraźny sygnał, że był dla Was atrakcyjny. Zapamiętam na przyszłość! Dobrze wiedzieć, o jakie nagrody najchętniej gracie.
W ostatnim poście zapowiadałam niespodziankę i oto jest! Kolejny konkurs ze wspaniałymi nagrodami :))) Tym razem mam dla Was trzy zestawy świetnych naturalnych kosmetyków Ikarov. Zapraszam!
Stali czytelnicy No to pięknie! bułgarską markę Ikarov na pewno już znają, bo kilkakrotnie o niej pisałam [KLIK]. Dziś w kilku słowach przypomnę, że to producent naturalnych kosmetyków o doskonałych składach oraz zimnotłoczonych olejków do twarzy i ciała pozyskiwanych o owoców, nasion i orzechów pochodzących z naturalnych i dzikich upraw z całego ciała (ciekawscy więcej informacji mogą zdobyć TUTAJ). Jeśli macie ochotę poznać tę markę bliżej, dzisiejszy konkurs jest właśnie dla Was! Gratka dla miłośników naturalnej pielęgnacji, okazja do zdobycia jednego z trzech zestawów składających się z niezwykle wielofunkcyjnego masła shea, odżywczego i kojącego skórę, a także regenerującego włosy olejku migdałowego oraz oczyszczającej, odświeżającej i łagodzącej wody różanej ze szlachetnej róży damasceńskiej. Grzech nie zagrać!
Co trzeba zrobić, żeby powalczyć o nagrodę? Naprawdę niewiele. Wystarczy obserwować No to pięknie! i odpowiedzieć na jedno proste pytanie (podpowiedzi szukajcie w treści posta). Wszystkich chętnych zapraszam do wypełnienia konkursowego formularza.
Regulamin
1. Konkurs organizowany jest przez blog no-to-pieknie.pl Realizowany jest na zasadach określonych niniejszym Regulaminem i zgodnie z powszechnie obowiązującymi przepisami prawa.
3. Niniejszy konkurs adresowany jest do wszystkich czytelników bloga No to pięknie!.
4.
Uczestnicy konkursu mają za zadanie wypełnić i przesłać formularz
zgłoszeniowy, odpowiadając na pytanie: z jakiego kraju pochodzi marka Ikarov? Uczestnicy konkursu dodatkowo mogą polubić profil Kosmetyki Ikarov Natura w czystej postaci na portalu społecznościowym Facebook oraz udostępnić informację o konkursie na swoich profilach.
5. Konkurs rozpoczyna się 26.10.2014 r., termin zgłaszania się do konkursu upływa z dniem 02.11.2014 r.
6.
Uczestnik zgłaszając się do konkursu tym samym przyjmuje warunki jego
Regulaminu i wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych
zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 roku o ochronie danych
osobowych (Dz.U.Nr.133 pozycja 883z późn. zm.).
7. Nagrodami w konkursie są trzy jednakowe zestawy kosmetyków marki Ikarov, w skład których wchodzi woda różana, olejek migdałowy oraz masło shea. Nagrody nie podlegają zamianie na inne.
8.
Spośród wszystkich poprawnych zgłoszeń losowo wyłonione zostaną trzy zwycięskie
odpowiedzi. Werdykt zostanie ogłoszony w przeciągu siedmiu dni od upływu
terminu zgłoszeń. O wygranej zwycięzcy zostaną poinformowani za
pośrednictwem bloga no-to-pieknie.pl, a nagrody przekazane zostaną zwycięzcom w ciągu 7 dni kalendarzowych od otrzymania danych adresowych.
9.
Konkurs nie podlega przepisom ustawy z dnia 19 listopada 2009 roku o
grach hazardowych (Dz. U. z 2009 roku nr 201, poz. 1540 z późn. zm.).
10.
Niniejszy Regulamin wchodzi w życie z dniem rozpoczęcia konkursu i
obowiązuje do czasu jego zakończenia. W sprawach nie określonych w
niniejszym regulaminie zastosowanie mają przepisy Kodeksu Cywilnego oraz
innych przepisów powszechnie obowiązujących.
Chętni profil Kosmetyki Ikarov Natura w czystej postaci znajdą TUTAJ. Do dzieła! Grajcie, nagrody czekają :))) Na przesłanie zgłoszenia macie czas do 2 listopada. Powodzenia!
Liczę na to, że nagrody Wam się podobają. Dajcie znać, co myślicie o naturalnej pielęgnacji.Macie jakieś doświadczenia z marką Ikarov? Piszcie, jak zawsze czekam na Wasze komentarze!
Niezawodny sposób na dobrą kondycję dłoni i paznokci? Istnieje! Porządny krem do rąk plus skuteczny preparat do pielęgnacji skórek. Mój zestaw to od wielu, wielu tygodni niezmiennie krem The Secret Soap Store i olejek wzmacniający paznokcie Ikarov. Koniecznie chcę Wam o nim napisać, zapraszam!
Kremy do rąk The Secret Soap Store (20 zł / 70 ml)to jedno z moich największych kosmetycznych odkryć poprzedniego roku, o którym zdążyłam Wam już zresztą napisać, teraz nie będę się więc powtarzać, a zainteresowanych obszerną recenzją zapraszam po prostu TUTAJ. Dodam tylko, że odkąd dzięki Pachnącej Wannie trafiła do mnie pierwsza tubka, tak do tej pory towarzyszą mi kolejne, a to chyba najlepiej świadczy o tym, że krem mi służy. Miałam już wersję pomarańczową i porzeczkową, teraz o moje dłonie dba wersja z marakują. Wszystkie są równie dobre, dzięki wysokiej zawartości masła shea (20%) fantastycznie pielęgnują, przepięknie przy tym pachnąc. Mają bogatą formułę (bez obaw, nie pozostawiającą tłustego, brudzącego wszystko wokół filmu!), latem stosuję je więc na noc, w pozostałe pory roku, chroniąc dłonie przed przesuszeniem i chłodem, sięgam po nie cały czas (na marginesie dodam, że bardzo też lubię smarować nimi stopy). Polecam te kremy Waszej uwadze, jak dotąd nie miałam w tej kategorii nic lepszego.
Krem kremem, ale jak na pewno wiecie, nawet ten najlepszy może okazać się za słaby w pielęgnacji paznokci, zwłaszcza jeśli są regularnie malowane, poddawane wysuszającym właściwościom lakierów, rozmaitych topperów i zmywaczy, poza tym codzienne obowiązki, kontakt z detergentami i przytrafiające się urazy mechaniczne też robią swoje. Mogą też zdarzyć się problemy o głębszym podłożu, związane z niedoborami witamin czy chorobami. Wszystko to przekłada się na stan paznokci i skórek, wymagających pielęgnacji skoncentrowanej i silniejszej niż ta, jaką zapewnić może krem. Można postawić na specjalne balsamy (np. Herba Studio, który jednak w moim przypadku nie dał spodziewanych rezultatów), natłuszczające sztyfty (np. uwielbiane przeze mnie, ale niestety trudno w Polsce dostępne Cuccio), naturalne masełka różnej maści (jak chociażby olej kokosowy) albo olejki lub ich mieszanki. Do tej pory miałam do czynienia wyłącznie z olejkami drogeryjnymi (np. takim sobie Sensique), wszystkie dozowały produkt za pomocą zakraplacza, co zwykle było nieprecyzyjne, od jakiegoś czasu natomiast (dzięki Natur Polska ---> KLIK) mam świetny olejek, nie dość, że w pełni naturalny, to jeszcze z wygodnym aplikatorem w pędzelku! Moje drogie, przedstawiam olejek wzmacniający paznokcie Ikarov!
Olejek wzmacniający paznokcie Ikarov to produkt o bardzo skutecznym działaniu regeneracyjnym. Stanowi kompozycję olejku z migdałowego (utrzymującego odpowiednie nawilżenie oraz odżywiającego płytkę i macierz paznokcia) z pięcioma olejkami eterycznymi: olejkiem z rozmarynu (pobudzającym wzrost paznokci), olejkiem eukaliptusowym (o właściwościach nawilżających i odżywczych) oraz trzema olejkami cytrusowymi – cytrynowym, grejpfrutowym i cytronella (klasycznymi olejkami do pielęgnacji paznokci). Wszystkie olejki cytrusowe są wrażliwe na światło, dlatego w trakcie kuracji, nie należy eksponować paznokci na światło słoneczne lub solarne. W celu zapobiegnięcia utlenianiu, do olejku zostały dodane: wyciąg z rozmarynu, lecytyna oraz witaminy E i C. Mają one zbawienny wpływ na paznokcie. Olejek wzmacniający paznokcie jest środkiem o zewnętrznym zastosowaniu. Po zaaplikowaniu na płytkę paznokcia, wytwarza niezwykły aromat cytrusowego ogrodu. Codzienne zastosowanie olejku daje szybkie i widoczne efekty. Zmiękcza skórki i zapobiega ich ponownemu wzrostowi. Jeżeli na paznokciu jest lakier, olejek należy nałożyć tylko na skórki oraz wokół paznokcia. Preparat efektywnie poprawia wygląd paznokci oraz przywraca im dobrą kondycję.
Jak stosować olejek? Olejek należy nałożyć pędzelkiem na płytkę paznokcia i skórkę, następnie ruchami kolistymi delikatnie wmasować w te miejsca. Tak zaaplikowany olejek należy pozostawić na paznokciach przez min. 20 minut, a nadmiar usunąć wacikiem. Ze względu na naturalny, odżywczo-regeneracyjny skład, bez obawy można pozostawić olejek na płytkach paznokci, nie zmywając go. Zmywanie olejku nie jest również wymagane przed malowaniem paznokci. Należy się jedynie upewnić, czy został on dokładnie wtarty, do uzyskania efektu „błyszczących paznokci”. Jeśli na paznokciach jest lakier, olejek wystarczy zaaplikować tylko na skórki i również wmasować. Masaż wspomaga cyrkulację krwi wokół paznokcia i odżywia komórki odpowiedzialne za jego wzrost. Stosowanie olejku jest zalecane 2-3 razy dziennie, nie rzadziej niż 2-3 razy w tygodniu. Pierwsze rezultaty są widoczne dość szybko. Całkowita regeneracja paznokci następuje po upływie 6 miesięcy.
Olejek wzmacniający paznokcie Ikarov to produkt w 100% naturalny. Cena: ok. 15 zł / 10 ml
Jak widzicie na zdjęciu, ubytek w buteleczce jest spory, co jest doskonałym dowodem na to, że sięgam po ten preparat regularnie. Jest to zasługa głównie oczywiście jego właściwości, ale powiem Wam, że nieuciążliwa forma aplikacji też ma niebagatelne znaczenie. No bo ileż to problemu, przeciągnąć po skórkach pędzelkiem! Duża wygoda, naprawdę.
Co do wspomnianych właściwości, to zachęcam Was do przeczytania cytowanego wyżej opisu producenta, znajdziecie tam dokładne wskazówki, jak osiągnąć pożądane efekty. Ja osobiście nie przeprowadzam pełnej kuracji, bo stan moich paznokci dzięki odżywce Herome jakiś czas temu znacząco się poprawił, skupiłam się za to na pielęgnacji skórek. I właśnie do tej funkcji olejku Ikarov teraz się odniosę. Nie będę się rozpisywać, od razu przechodzę do sedna: jest dobrze, jest bardzo dobrze. Zero pęknięć, zero zadziorów, skórki są nawilżone i elastyczne, dłonie są zadbane i ładnie się prezentują. Zresztą nie ma co się dziwić, spójrzcie na skład!
Gdybyście miały chęć sięgnąć po ten olejek, bądźcie gotowe na specyficzny zapach. W pierwszej fali uderza mocna ziołowa nuta rozmarynu, która po chwili ulatnia się, ustępując miejsca tyleż świeżym, co i słodkim nutom cytrusowym, w gruncie rzeczy bardzo przyjemnym, ale charakterystycznym, utrzymującym się na dłoniach. Ja w każdym razie ten zapach szybko oswoiłam. Teraz to także dzięki niemu wieczorny rytuał wmasowywania olejku w skórki jest tak przyjemny. Najważniejsza jednak oczywiście jest skuteczność, a tej olejkowi Ikarov odmówić nie można. I like it!
No dobrze, zdradziłam Wam mój sprawdzony sposób na zadbane dłonie, ale ciekawa jestem, jak Wy sobie radzicie? Czego używacie, jakim produktom ufacie? Czym kremujecie dłonie? Sięgacie po preparaty do pielęgnacji skórek? Koniecznie napiszcie. Dajcie też znać, czy miałyście do czynienia z kremami The Secret Soap Store bądź olejkiem Ikarov, co o nich sądzicie?Podzielacie mój zachwyt? Piszcie, czekam na Wasze komentarze!
Wypadłam z rytmu regularnego pisania, jakoś trudno mi ostatnio o mobilizację. Ale jest, nowy post, podsumowanie czerwca! Przypomnę Wam najciekawsze czerwcowe tematy, poopowiadam, gdzie byłam i co widziałam, pochwalę się też zakupami i prezentami, a na koniec pokażę drobiazg, który niebawem powędruje do jednej z Was. Zapraszam!
W czerwcu z różnych przyczyn nie publikowałam za wiele, tym bardziej doceniam, że tak licznie No to pięknie! odwiedzałyście. Zdecydowanie najchętniej czytałyście o Skin79 Green Super Plus BB ---> KLIK, ale tylko nieznacznie mniejszym zainteresowaniem cieszył się post poświęcony kosmetykom wycofanym ze sprzedaży ---> KLIK. Waszą ciekawość wzbudził też wpis o elektronicznym pilniku do stóp Scholl Velvet Smooth ---> KLIK, który w czerwcu zyskał miano odkrycia miesiąca.
To tyle na blogu, a co prywatnie? Cóż, było ciężko, kto przechodził przez gruntowny remont mieszkania, ten wie, co mam na myśli. Zachciało mi się malowania i tym samym moje życie przez tydzień przypominało armageddon. Na szczęście cały ten chaos już za mną. Choć do tematu remontu na blogu jeszcze wrócę, bo koniecznie chciałabym napisać Wam o możliwościach, jakie daje farba tablicowa. Mam nadzieję, że Was to zaciekawi, wypatrujcie posta z serii Ładne rzeczy.
Oprócz niekwestionowanych walorów natury estetycznej remont sam w sobie miał jeszcze jedną dobrą stronę, dając mi naprawdę sporo czasu na wyłączność, bo na okres tego całego remontowego bałaganu moje dziecko z tatusiem pojechało do babci. Nie chcąc kręcić się majstrom pod nogami, po pracy szukałam sobie zajęć poza domem, chodziłam na zakupy, przesiadywałam w knajpkach, byłam też w kinie. To było wydarzenie! Rodzice maleńkich dzieci, których nie mają z kim zostawić, na pewno mnie rozumieją. Kino od narodzin mojej córki to dla mnie luksus. Tym bardziej cieszę się, że udało mi się zobaczyć na dużym ekranie film, którego losy śledziłam od pierwszych sygnałów o jego realizacji. Mam na myśli jedyny w swoim rodzaju obraz wskrzeszający przeszłość, czyli "Powstanie warszawskie", film, który oparto na odrestaurowanych oryginalnych ujęciach sprzed kilkudziesięciu lat.
"Powstanie warszawskie" jest co prawda filmem fabularyzowanym, ale większość scen ma charakter dokumentalny, całość robi na widzu wstrząsające wrażenie. To naprawdę niesamowite, że dzięki autorom, tym sprzed lat, uwieczniającym powstanie na taśmie filmowej z narażeniem życia, i tym współczesnym, z taką pieczołowitością nadającym tym starym ujęciom nową jakość, możemy odbyć podróż w czasie i na własne oczy ujrzeć tamte wydarzenia, tamtych ludzi i tamte emocje. Coś niepowtarzalnego i dogłębnie poruszającego. To trzeba zobaczyć! Dla chętnych wklejam teledysk do filmu, też zresztą chwytający za serce.
Kilka dni czerwcowego urlopu spędziłam w rodzinnym gronie, odwiedzając rodziców. Ze względu na dzielącą nas odległość widujemy się rzadko, także każde takie spotkanie to święto. Najbardziej "świętuje" oczywiście rozpieszczania przez dziadków wnusia :DDD Chyba największą atrakcją była dla niej pierwsza w życiu wizyta w zoo.
Co tam słonie, co tam zebry, największe zainteresowanie i tak wzbudził krokodyl :DDD Kto zgadnie, które to zoo? :)))
Czerwcowe wieczory jak zwykle należały do seriali. Obejrzałam do końca trzeci sezon "Suits" i płynnie przeszłam do czwartego, który akurat kilka tygodni temu miał swoją premierę, także dalsze losy Mike'a i Harvey'a śledzę na bieżąco. Wkręciłam się natomiast w "Lost". Dlaczego mam wrażenie, że jestem ostatnią osobą na świecie, która tego serialu jeszcze nie widziała? :DDD
Trochę mnie przeraża myśl, że sezony "Lost" są tak długie, łącznie to ponad 120 odcinków. Na szczęście akcja toczy się wartko, ogląda się szybko, więc może nie utknę na pół roku. Zastanawia mnie tylko, czy po wszystkim nie będę żałować zmarnowanego czasu, bo podobno finał serialu pozostawia wiele do życzenia. Macie coś na ten temat do powiedzenia? Tylko bez spoilerów, plisss!
Jeśli chodzi o czerwcowe lektury, to jak zwykle odsyłam Was do posta sprzed kilku dni ---> KLIK. Dodam tylko, że nadal dryfuję po literaturze z nurtu dystopii, co rusz wynajdując nowe tytuły. Połknęłam już "451 stopni Fahrenheita" Ray'a Bradbury'ego i "Opowieść Podręcznej" Margaret Atwood (polecam!), teraz natomiast pochłonęły mnie "Mroczne umysły" Alexandry Bracken. Ale o tym za miesiąc.
Tymczasem słów kilka poświęcić chcę czerwcowym zakupom. Tych najbardziej interesujących dokonałam chyba składając swoje pierwsze zamówienie na kosmetyki FM. Marka dzięki swojemu przepięknie wydanemu katalogowi (Avon może się schować) interesowała mnie już od dawna, a akurat okazało się, że jedna z moich koleżanek jest jej konsultantką, także nareszcie miałam okazję kupić kilka drobiazgów. Zdecydowałam się na prasowany puder bambusowy (ślicznie tłoczony, w świetnej kasetce z lusterkiem), lodową pomadkę ochronną i kredkę do brwi o wielce obiecującym kolorze.
Wiem, że FM ze względu na sposób dystrybucji produktów i oferowanie "odpowiedników" znanych perfum to marka nieco kontrowersyjna, ale abstrahując od otaczającej ją aury muszę przyznać, że jej kosmetyki kolorowe naprawdę są warte uwagi. Na pewno poświęcę im odrębnego posta.
W czerwcu po długiej przerwie odezwał się do mnie dystrybutor marki JOIK, którą, jak może pamiętacie, uznałam za jedno z odkryć ubiegłego roku. Cieszę się, że ponownie mam okazję włączyć jej produkty do swojej pielęgnacji. Tym razem wybrałam odświeżająco-oczyszczającą maseczkę z miętą i zieloną herbatą, grejpfrutowo-mandarynkowy peeling do ciała z białym cukrem i granulkami jojoba, nawilżająco-odżywczy mus do ciała w sztyfcie z masłem kakaowym i rozświetlający balsam do ciała z olejkiem migdałowym. Zaciekawił mnie też olejek wzmacniający paznokcie Ikarov, oferowany przez tego samego dystrybutora.
Już się cieszę na te doznania! Wszystkie produkty JOIK, z jakimi miałam do czynienia, były genialne. Spodziewajcie się obszernych recenzji.
Na koniec nowości od JOKO. Sporo produktów znałam jeszcze sprzed niedawnej wizualnej metamorfozy marki, skusiłam się więc tylko na kilka kosmetyków, z którymi nie miałam jeszcze w ogóle do czynienia, decydując się na puder sypki, róż, pomadkę i lakier do paznokci z nowej kolekcji limitowanej.
Na pewno niebawem będziecie mogły o wszystkich tych produktach poczytać, teraz natomiast chciałam zapowiedzieć małą niespodziankę. Zajrzyjcie jutro na FB ---> KLIK, jednej z Was podaruję lakier w wibrującym odcieniu Lavender oraz uroczą bransoletkę By Dziubeka. Ten duet ożywi na pewno niejedną letnią stylizację!
Jak zwykle przy okazji postów z tej serii nieco się rozpisałam, mam nadzieję, że dotrwałyście do końca. Jeśli macie ochotę odnieść się do czegokolwiek, zachęcam. Dajcie też znać, jak minął Wam czerwiec. Czekam na Wasze komentarze!
Kocham pączki, nie umiem się im oprzeć. Zwłaszcza tym tradycyjnym, z różą. Złamię dla nich każdą dietę. Dlatego przeżyłam szok, kiedy po początkowej euforii wywołanej zapachem wody różanej Ikarov, pachnącej wypisz wymaluj niczym słodki pączek z różanym nadzieniem, zaczęło mnie od niego odrzucać ... Ale po kolei.
Woda różana Ikarov, jak wszystkie zresztą produkty tej bułgarskiej marki (której wyłącznym dystrybutorem w Polsce jest Natur Polska ---> KLIK), to kosmetyk w 100% naturalny. W jej arcyprostym składzie znajdziecie tylko wodę i olejek ze szlachetnej róży damasceńskiej. Polecana jest głównie do oczyszczania i odświeżania skóry twarzy i dekoltu, ale znajduje też zastosowanie w łagodzeniu podrażnień po goleniu, regeneracji włosów, można ją także stosować do pielęgnacji niemowląt i dzieci.
Róża bułgarska (róża damasceńska) od zarania wieków uważana jest za najszlachetniejszy gatunek tego kwiatu na całym świecie. Wodę różaną z róży damasceńskiej uzyskuje się w długotrwałym procesie destylacji płatków i ceni przede wszystkim za niezwykłe właściwości odświeżające i oczyszczające. Można ją stosować do każdego typu skóry (także wrażliwej). Woda różana jednocześnie nawilża, odświeża i łagodzi podrażnienia. Posiada działanie tonizujące i przygotowujące skórę do nałożeniem innego kosmetyku, np. kremu. Dzięki zawartości olejku różanego, działa dezynfekująco i antybakteryjne, a także łagodzi stany alergiczne, egzemy itp. Jest polecana do pielęgnacji skóry niemowląt oraz skóry po goleniu. Uważa się ją za jeden z najwspanialszych afrodyzjaków.
Woda różana stymuluje odbudowę zniszczonej i starzejącej się tkanki, poprawia cyrkulację krwi i gospodarkę wodną skóry. Można ją stosować na zmęczone, opuchnięte oczy. Koi skórę po zabiegach pilingujących, po opalaniu (na słońcu lub w solarium). Jest również stosowana w celu regeneracji zniszczonych, suchych i łamliwych włosów.
Woda różna Ikarov jest kosmetykiem w 100% naturalnym. Cena: około 20 zł / 125 ml
Ciemnoniebieska, chroniąca zawartość butelka zawiera 125 ml płynu. Opakowanie nie jest może najpiękniejsze, ale z pewnością za to praktyczne, lekkie, bo plastikowe, a dzięki elementowi z maleńką dziurką zasłaniającemu ujście, precyzyjnie dozujące.
Ze względu na niewielką pojemność, zdecydowałam się stosować wodę różaną jako tonik (nie wiem, ile musiałabym wylać jej na moje długie włosy, żeby zauważyć jakieś regenerujące efekty, pewnie od razu całą butelkę, co nie byłoby rozwiązaniem ekonomicznym). Przemywałam nią twarz rano i wieczorem w tradycyjny sposób, aplikując ją na wacik i przecierając twarz.
Woda wspaniale spisywała się w tonizowaniu cery, odprężając ją, odświeżając i kojąc, dając jednocześnie uczucie lekkiego nawilżenia. Nie oblepiała przy tym skóry żadnym nieprzyjemnym filmem. W dodatku ten zapach! Czysto różany, esencjonalny, intensywny, wyraźny. Początkowo byłam nim oczarowana. Z biegiem czasu jednak niestety zaczął mnie męczyć, dusić, odrzucać. Pomimo całej mej miłości do pączków z różą. Potwierdziła się stara prawda, co za dużo, to niezdrowo!
Nie mam żadnych zastrzeżeń do właściwości tej wody, w mojej pielęgnacji sprawdziła się świetnie. Po prostu czułam, że cera dobrze na nią reaguje, zyskując na kondycji. Nie wiem, jak to możliwe, bo to w końcu tylko hydrolat, ale poziom nawilżenia naprawdę wydawał się wzrastać. Nawet wydajność okazała się przyzwoita przy takim stosowaniu, na jakie się zdecydowałam. Tylko ten różany zapach ... Chyba jednak za mocny.
Woda różana Ikarov to doskonała jakość, prosty, bezpieczny skład i mnogość zastosowań. Plus zapach. Charakterystyczny i naprawdę intensywny. Osobom o wrażliwym powonieniu może przeszkadzać. Ale miłośnikom róż polecam! No dobra, miłośnikom pączków z różą też :DDD
Skusiłby Was taki esencjonalny różany zapach? Czy też jeśli chodzi o różę, zostajecie wyłącznie przy pączkach? :DDD
Za jakiś czas zaproszę Was jeszcze na recenzję oleju kokosowego i arganowego z asortymentu Ikarov, tymczasem całuję,
Hej, hej, hej! Macie chwilkę? Jeśli tak, to zapraszam na krótką prezentację kliku nowości, a tym samym zapowiedź recenzji, które za jakiś czas pojawią się na No to pięknie!
Po wcześniejszych świetnych doświadczeniach z marką Ikarov [KLIK], nie było trudno namówić mnie na dalsze eksplorowanie jej asortymentu. Tym razem zdecydowałam się na klasykę, czyli uniwersalny, wszechstronnie działający olej kokosowy, bogaty, dobroczynny olej arganowy i szlachetną, delikatną wodę różaną.
Jeśli nie zetknęłyście się jeszcze z produktami Ikarov, a lubicie naturalną pielęgnację, to polecam tę bułgarską markę Waszej szczególnej uwadze. Krótkie, w pełni naturalne składy, oparte o zimnotłoczone oleje pozyskiwane z owoców, nasion i orzechów oraz wyciągi z róży damasceńskiej i doskonała jakość, o czym miałam już okazję się przekonać. I coś mi mówi, że tylko upewnię się w tej opinii.
Jeśli zaś chodzi o markę JOIK, oferującą kosmetyki naturalne rodem z Estonii, to przyznam szczerze, że jest to dla mnie kompletna nowość, a tym samym zupełna niewiadoma. Licząc jednak na skuteczność i przyjemne doznania, zdecydowałam się na ekskluzywną czekoladową maseczkę do zmęczonej i zestresowanej cery, nawilżający olejek do ciała z cytryną i bergamotką oraz peelingi do ciała na bazie kawy, brązowego cukru i płatków owsianych.
Na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że wszystkie produkty obłędnie pachną i już tylko za to jestem gotowa piać z zachwytu. Biorąc jeszcze pod uwagę, że mają świetne składy, a niektóre są ręcznie robione, to już w ogóle jestem dobrej myśli i przyjmuję to wszystko za dobrą wróżbę. Mam nadzieję, że wrócę do tematu wyłącznie z pozytywnymi recenzjami.
Napiszcie, czy ktoś z Was miał już do czynienia z produktami Ikarov lub JOIK. Co macie na ich temat do powiedzenia?
Dociekliwych odsyłam na stronę dystrybutora ---> naturpolska.pl,
Są tu jakieś miłośniczki naturalnej pielęgnacji? Ja przyznaję, że nie stronię od niej, ale także nie dążę za wszelką cenę do wyeliminowania ze swojej pielęgnacyjnej rutyny zwykłych kosmetyków drogeryjnych. Określiłabym raczej, że miewam naturalne "epizody", jedne bardziej udane, inne mniej. Nie zdziwi Was pewnie, kiedy napiszę, że najbardziej kocham naturalne mydła, ale dużą sympatię mam też chociażby do żelu hialuronowego, czystego masła shea czy wybranych hydrolatów. Od olejków do pielęgnacji twarzy jednak stroniłam, z troski o moją cerę skłonną do zanieczyszczeń. Wyjątek zrobiłam kiedyś dla oleju ze słodkich migdałów, no i niestety nie skończyło się to dobrze, choć przez długi czas był moim ulubieńcem. Owszem, do pielęgnacji ciała sprawdził się świetnie, jednak mojej twarzy na dłuższą metę czynił niestety więcej szkody niż pożytku.
Dlatego do oleju z pestek moreli podchodziłam jak pies do jeża. Buteleczkę Ikarov otrzymałam kiedyś od Magazynu Drogeria. I tak leżała i czekała, aż się odważę. Naprawdę nie wiem, dlaczego tak długo! Nie ma nic głupszego, niż poddać się jakimś nieuzasadnionym uprzedzeniom i jestem tego najlepszym przykładem, bo okazało się, że olej z pestek moreli może nie jest dla mnie kosmetykiem idealnym, ale udało mi się znaleźć dla niego kilka satysfakcjonujących mnie zastosowań :)))
Olej z pestek moreli Ikarov jest olejkiem 100% naturalnym. Należy do kategorii „olejków najbliższych strukturze ludzkiej skóry”. To olejek o doskonałym działaniu regeneracyjnym. Ze względu na udowodniona skuteczność, zyskał szerokie zastosowanie przy produkcji kosmetyków przeciwzmarszczkowych. Charakteryzuje się wysoką zawartością witaminy F, co potęguje właściwości regeneracyjne i opóźniające procesy starzenia. Wykazuje działanie odbudowujące oraz utrzymuje optymalny poziom nawilżenia skóry. Doskonały do pielęgnacji cery mieszanej, wrażliwej, suchej, szorstkiej i popękanej. Polecany jako olejek do kąpieli dla niemowląt i dzieci.
Zastosowanie:
jako krem - do aplikacji bezpośrednio na twarz i ciało;
do pielęgnacji skóry niemowląt i dzieci;
jako dodatek do kremów, balsamów i maseczek kosmetycznych;
jako dodatek do kąpieli;
do masażu ciała.
Uwaga: Olejek jest produktem w pełni naturalnym. Zawiera wyłącznie naturalne antyoksydanty i konserwanty. Kosmetyk należy zużyć maksymalnie do 3 miesięcy od dnia otwarcia butelki.
Poszłam na całość i przez kilka tygodni stosowałam ten olejek zamiast kremu na noc. Czasami solo, czasami w połączeniu z żelem hialuronowym. Przyznam, że początkowo byłam zachwycona jego działaniem, pięknie się wchłaniał (zwłaszcza z żelem, co zrozumiałe), a rano budziłam się ze skórą miękką, ukojoną i odżywioną, bez śladu wyprysków. Na tamtym etapie gotowa byłam piać z zachwytu na jego temat. Ale z biegiem czasu zauważyłam, że cera nie tyle zaczyna się zanieczyszczać, co nadspodziewanie przetłuszczać. Już kilka chwil po aplikacji mój nos świecił się jak latarnia, zaraz potem dochodził do tego błysk czoła i brody. W ciągu dnia też cera przetłuszczała się bardziej niż zwykle, a w porannej pielęgnacji i w makijażu nic nie zmieniałam. Także uznałam, że co za dużo, to jednak niezdrowo. Olejek zdecydowanie lepiej służy mi nakładany co kilka dni. Stosowany z taką częstotliwością jest takim odżywczym, regeneracyjnym zastrzykiem. Nie zauważyłam, żeby zapychał mi pory, co zgadzałoby się z zapewnieniami producenta, opisującego go jako olejek najbliższy strukturze ludzkiej skóry.
W drugim kroku sprawdziłam, jak olejek wzbogaca kąpiel. Powiem szczerze, że sama w tej roli go nie polubiłam, bo w kontakcie z wodą nie zamienia się w emulsję jak typowe olejki do kąpieli, tylko pływa po powierzchni w postaci tłustych ok. Jakoś mnie to nie przekonuje, zwłaszcza że potem mam problem z szorowaniem wanny. Nie wspominając już o tym, że w takim wydaniu staje się potwornie nieekonomiczny. Ale jako dodatek do kąpieli mojej Zuzi sprawdza się całkiem nieźle. Jej wanienka jest niewielka, mieści mało wody, toteż i olejku wystarczy odrobina. Myjką czy ręką łatwo natłuścić malutkie ciałko niemowlaka. I mimo że może nie jest najbardziej komfortowy w stosowaniu, to nie bez znaczenia jest fakt, że jest w 100% naturalny, co wyróżnia go spośród całej masy drogeryjnych płynów i emulsji dla dzieci. Doceniłam to, kiedy ostatnio w panice wywalałam do śmieci niemal pełną butelkę Babydream po doniesieniach o dwóch seriach skażonych w procesie produkcji niebezpiecznymi bakteriami. Właśnie wtedy po raz pierwszy zafundowałam Zuzi kąpiel z olejkiem z pestek moreli.
W kroku trzecim spróbowałam użyć olejku jak zwykłej oliwki do ciała. Sprawdził się całkiem dobrze, delikatnie skórę natłuszczając i nadając jej elastyczności. Znowu jednak w grę weszła niska ekonomiczność tego rozwiązania ... Dysponuję bowiem opakowaniem o niewielkiej pojemności, zaledwie 55 ml. Wiem jednak, że w sprzedaży jest także butla półlitrowa. Problem polega na tym, że producent zaleca zużycie oleju najpóźniej do trzech miesięcy od momentu otwarcia, także i tak źle, i tak niedobrze ...
Właściwości olejku oceniam wysoko, choć jak napisałam, nie jest to dla mnie produkt bez wad. Podoba mi się dostępność w dwóch pojemnościach, ale uważam, że i jedno, i drugie opakowanie ciężko może być opróżnić we wskazanym czasie. Co prawda olejek ten nie jest szczególnie drogi (około 15 złotych za 55 ml i około 100 zł za 500 ml), ale szkoda byłoby, gdyby miał się marnować. Lekkim rozczarowaniem okazał się też zapach, bo siłą sugestii (wiem, że bez sensu) spodziewałam się czegoś owocowego, tymczasem olejek pachnie zupełnie neutralnie.
Co do zalet, to oczywiście pomijając doskonały naturalny skład (czysty olej z pestek moreli konserwowany wyciągiem z rozmarynu), uważam, że jedną z największych jest uniwersalność. Dobrze, że można znaleźć dla niego tyle zastosowań i to dla każdego członka rodziny. Pochwalić można też całkiem funkcjonalne opakowanie, bo buteleczka wykonana jest z chroniącego olej ciemnego plastiku, solidnego, aczkolwiek na tyle miękkiego, żeby ułatwiać dozowanie.
Jakie są Wasze doświadczenia z olejkami? Służą Wam, czy wręcz przeciwnie? Ja, jak pisałam, mam do tego konkretnego olejku pewne zastrzeżenia, ale jednak cieszę się, że trafił w moje ręce, bo przekonałam się, że tego typu pielęgnacja może być korzystna dla mojej kapryśnej cery. I że warto eksperymentować. A nie jak ten pies do jeża ;)))
Okna umyte? Podłogi wypastowane? Wszystkie kąty przewietrzone? Baby w piekarnikach? W takim razie pora zafundować sobie chwilę odpoczynku od świątecznych przygotowań. Dlaczego by nie z No to pięknie!?
Zapowiadałam na dziś opis mojego wybawcy od kłopotów dermatologicznych. Kilka razy już o tym wspominałam, ale dla tych, które nie kojarzą, powtórzę raz jeszcze, że nękają mnie nawracające ataki ŁZS, czyli łojotokowego zapalenia skóry. Na szczęście dość łagodne i ograniczające się wyłącznie do okolic ust. Choroba objawia się miejscowym zaczerwienieniem i pieczeniem skóry, kończącym się łuszczeniem się naskórka. Stany zapalne utrzymują się tygodniami i mają niestety charakter nawrotowy (ja problemy mam zwykle zimą), w dodatku ciężko się je leczy, głównie sterydami. Chcąc uniknąć takiej terapii, a mając na uwadze niewielkie w sumie zmiany skórne, które mnie dotykają, staram się radzić sobie na własną rękę. Z doświadczenia wiem, że największą ulgę przynosi mi natłuszczanie podrażnionych miejsc. Niestety wszelkie specyfiki, po które zwykle sięgałam, tej zimy nie przynosiły ukojenia. Aż w końcu, w sumie przez przypadek i bez przekonania, wysmarowałam się najzwyklejszym masłem shea. I to był strzał w dziesiątkę!
Masełko, Ikarov Shea Butter + Antioxidant [bułgarskiej produkcji KLIK], leżało u mnie już dość długo, dostałam je w pierwszej paczce od Magazynu Drogeria. Jakoś nie umiałam wcześniej znaleźć dla niego zastosowania. Cieszę się, że w końcu mnie olśniło :)))
Masło Shea, inaczej zwane Karite, jest uzyskiwane z owoców afrykańskiego drzewa. Posiada niezliczoną ilość dobroczynnych kwasów tłuszczowych, które wykazują zdolności do regeneracji i odnowy zniszczonego naskórka. Długotrwale stosowanie kosmetyków na bazie tego naturalnego masła widocznie czyni skórę delikatniejszą i gładszą. Poza tym masło Shea wykazuje działanie filtrujące szkodliwe promienie UV4, chroni skórę od wiatru i zimna, a także stymuluje aktywność komórek do walki ze starzeniem skóry. Masło shea rozpuszcza się w temperaturze ludzkiego ciała. Można je aplikować na skórę, zamiast codziennego kremu, w celu efektywnego nawilżenia. Głównie przez to, że jest składnikiem naturalnym, jest obojętne dla alergików, którzy z powodzeniem mogą je stosować. Karite jest nawet zalecane jako lekarstwo łagodzące podrażnienia, egzemę, oparzenia czy reakcje alergiczne skóry. To wszystko zawdzięczamy zawartości w maśle witaminy E i F, które miedzy innymi niwelują przebarwienia i zmarszczki. Coraz częściej masełko Shea jest także wykorzystywane jako składnik kosmetyków do włosów. Szampony, odżywki i maski produkowane na jego bazie znacząco regenerują i chronią włosy, ale również dobrze nawilżają i pomagają pozbyć się łupieżu.
Zastosowanie:
jako krem - do aplikacji bezpośrednio na twarz i ciało;
jako dodatek do kremów, balsamów i maseczek kosmetycznych;
w celu regeneracji i pielęgnacji włosów;
do pielęgnacji po kąpieli;
w celu ochrony w trakcie i po opalaniu;
jako błyszczyk i pomadka ochronna do ust.
Uwaga: Maslo Shea rozpuszcza sie bezpośrednio po nałożeniu na skórę. Jest produktem w pełni naturalnym. Zawiera wylacznie naturalne antyoksydanty i konserwanty. Kosmetyk należy zużyć maksymalnie do 3 miesięcy od dnia otwarcia pudełeczka.
Masło wygląda wyjątkowo niepozornie. Zamknięte w najzwyklejszym, plastikowym, niewielkim opakowaniu, nie rzuca się w oczy. Ma postać zwartą i zbitą, rozpuszcza się dopiero pod wpływem ciepła dłoni. Mimo tej pozornej trudności, aplikacja jest całkiem łatwa, masełko dobrze rozprowadza się po skórze. Jest zupełnie bezzapachowe, co sugeruje, że zostało poddane jakiejś obróbce, bo czyste shea pachnie bardzo charakterystycznie. Skład wskazuje na wzbogacenie produktu witaminą C i E.
Jestem zachwycona jego właściwościami. Shea Ikarov jest treściwe, tłuste, bogate. Tak jak pisałam, stosowałam je miejscowo na twarz, co w przeciągu zaledwie kilku dni pomogło mi uporać się z ŁSZ. Podrażnienia zniknęły, skóra nareszcie się wygładziła. Zachęcona efektami, z powodzeniem stosowałam je także na noc pod oczy, wsmarowywałam w skórki wokół paznokci, wklepywałam w spierzchnięte usta. W każdym z tych zastosowań sprawdziło się doskonale. W dodatku kosztuje zaledwie 20 zł!
Podoba mi się, że to produkt o naturalnym pochodzeniu, przyjazny nawet najwrażliwszej skórze, a przy tym w swojej prostocie tak skuteczny. Szkoda tylko, że Ikarov pakuje go w totalnie niepraktyczne opakowanie. Słoiczek ma wąskie ujście, zastanawiam się, jak zdołam wydobywać masło z jego dna. Choć szczerze mówiąc wątpię, czy będę miała taką okazję. Masełko jest bardzo, bardzo wydajne, co przy pojemności 60 ml i zaledwie 3 miesiącach zdatności do użycia od momentu otwarcia każe przypuszczać, że nie zdążę wykorzystać go w całości. Chyba że znajdę dla niego nowe zastosowania :))) Co proponujecie? Dodam tylko, że ciało (głównie ciążowy brzuszek i piersi) smaruję inną, nieco lżejszą formułą shea. Czekam na Wasze pomysły! Any idea? :)))