beauty & lifestyle blog
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guerlain. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guerlain. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 lipca 2012

Zapachy na lato :)))

Żarty żartami (piję do poprzedniego posta KLIK), ale dziś już na poważnie. Moje ulubione zapachy na lato! Pomyślałam, że może miałybyście ochotę dowiedzieć się, czym pachnę, a przy okazji, kto wie, trochę się zainspirować? Czy tylko ja w perfumeriach mam dość poszukiwań "czegoś dla siebie" już po pięciu minutach? :DDD Dlatego lubię sprawdzać jednorazowo najwyżej kilka zapachów, z myślą o których przyszłam, gdzieś coś wcześniej o nich czytając lub słysząc.

Latem opcja "na co dzień" to dla mnie od kilku lat Sunflowers od Elizabeth Arden. Nic ekskluzywnego, zwykła, niedroga woda toaletowa dostępna w większości drogerii. 






Wylansowane w 1993 roku. Sunflowers jest beztroskim zapachem dla kobiety kochającej naturę. Mocny i trwały, trudno przeoczyć kobietę, która go nosi. Jego intensywny aromat wzmacnia się jeszcze bardziej na rozgrzanym ciele, wtedy upojna woń polnych kwiatów wprowadza w prawdziwie euforyczny nastrój. Polecamy w słoneczne dni. 

Nuta głowy: bergamotka, melon, brzoskwinia, drzewo różane.
Nuta serca: cyklamen, osmatus, jaśmin, róża herbaciana.
Nuta bazy: drzewo sandałowe, mech piżmo. 

Sunflowers to zapach, który kojarzy mi się ze słońcem, drgającym upalnym powietrzem i ostrym światłem. Lubię go na sobie, jest taki ciepły, pulsujący i energiczny. Ma tę wspaniałą zaletę, że nie tworzy nade mną duszącej chmury, nie kradnie przestrzeni, co latem jest niezwykle ważne. Jest wesoły, ale dyskretny. No i tani! W Rossmannie bardzo często objęty jest promocją, w której 30 ml kupić można już za 30 zł. 



Opcja "na szczególne okazje" to Aqua Allegoria Mandarine Basilic od Guerlain. Zapach świeży, lekki, ziołowo - owocowy. Uwielbiam! 






Jeden z dwóch zapachów serii Aqua Allegoria wykreowanych w roku 2007. Należy do rodziny cytrusowo - aromatycznej. Otwiera go woń czerwonej pomarańczy i bluszczu. W sercu spotykają się mandarynka i bazylia w towarzystwie nut kwiatowych i aromatycznych (piwonii, rumianku rzymskiego i kwiatu pomarańczy). Dalszy rozwój ujawnia delikatną ambrę i szlachetne drzewo. 

Nuta głowy: zielona herbata, bluszcz, klementynka, czerwona pomarańcza, kwiat pomarańczy.
Nuta serca: mandarynka, bazylia, piwonia, rumianek.
Nuta bazy: ambra, drzewo sandałowe.

Mój flakon niestety jest już prawie pusty. Trzeba będzie pomyśleć o nowym, bo bardzo lubię otaczać się tym zapachem. Jest elegancki i powściągliwy. Nie ma w sobie nic z krzykliwości, ale przez swoją niepowtarzalność jest bardzo rozpoznawalny. Kojarzy mi się z bielą, świeżością i czystym powietrzem. Bardzo ciekawa propozycja na lato, choć cena tej wody toaletowej nie jest najniższa. Za 125 ml zapłaciłam około 250 zł.



Na koniec ulubieniec ostatnich dni. Tym razem niskobudżetowy ;))) Ananasowo - kokosowa woda toaletowa z letniej edycji limitowanej Yves Rocher.






Ananas-Noix de Coco imituje tropikalny zapach kokosa oraz słodki i soczysty aromat ananasa, tworząc prawdziwie letnią kompozycję. Linia produktu składa się z wody toaletowej (20 i 100 ml) oraz ż
elu pod prysznic (50 i 400 ml).

Zakup spontaniczny, ale niezwykle udany. W dodatku za flakonik 100 ml zapłaciłam raptem 39 zł. Zapach jest dość nieskomplikowany, słodki, oblepiający. Kojarzy mi się z tropikami, dusznym upałem, sokiem owoców spływającym po brodzie. Bardzo smakowity :))) Nie rozwija się na skórze jakoś niezwykle, po prostu otacza aromatem soczystych ananasów i słodkich kokosów.


Piszcie, jakie są Wasze typy na gorące lato! Żebym wiedziała, co wąchać, kiedy następnym razem wyląduję w perfumerii :DDD

poniedziałek, 24 maja 2010

Szukajcie, a znajdziecie :)

Jakiś czas temu pokazywałam Wam mój niewielki zbiór meteorytów Guerlain. Te kulki to jeden z tych produktów, których legenda żyje własnym życiem ;) Nasłuchałam się o nich, naoglądałam, rozbudziłam w sobie nadzieje na kosmetyk idealny, w końcu kupiłam.









(White Pastels, Midnight Butterflies, Mythic)

Fakt, są śliczne. Są pięknie opakowane. Pachną obłędnie. Tylko gdzie ten słynny woal na twarzy, ja się pytam?

Zaczęło się kombinowanie. Czym to cudo nakładać?

Próbowałam najpierw tym:



(Sephora Professionnel Angled Blush 40, Blusche Blush Brush, Everyday Minerals Angled Blush Brush)

Potem tym:



(Blusche Retractable Kabuki Brush, Sephora Professionnel Powder Brush 51, Sephora Professionnel Kabuki Brush 50, Everyday Minerals Long Handled Kabuki)

Następnie eksperymentowałam z tym:



(Coastal Scents Pink Duo Fiber Powder Stippler, Coastal Scents Silver Duo Fiber Stippling Brush, Blusche Duo Fiber Brush)

Nie dał rady kulkom żaden z posiadanych przeze mnie pędzli. Każdy okazywał się za miękki, nie wystarczająco elastyczny lub po prostu za mały. Zaczęłam nawet wierzyć, że te meteoryty to jeden wielki pic na wodę, zwątpiłam w ich cudowne właściwości. Nic tylko ręce załamać, usiąść i zapłakać.

Przemyślałam sprawę i koniec końców wpadłam na pomysł ostatniej szansy. Kupiłam najzwyklejszy pędzel do pudru z Rossmanna (For Your Beauty). Eureka!





W końcu mam coś, co może nie powala jakością wykonania, może nie pieści skóry delikatnością włosia, ale też jej nie podrażnia, a jest w stanie zebrać z kulek tyle pudru, ile trzeba, żeby jego efekt był na twarzy widoczny :) Kto by pomyślał, że sprawdzi się w tej roli taki drogeryjny zwyklak!

Pędzli nigdy nie za dużo, no nie? A bo to wiadomo, do czego który się przyda? ;)))

środa, 19 maja 2010

My preciouss ... ;)))

Przyznajcie, opakowanie ma znaczenie, prawda?

Lubię kosmetyki, które wyróżniają się nie tylko swoimi świetnymi właściwościami, ale po prostu cieszą też oko i ładnie się prezentują na półce czy w kuferku.

Podobają mi się różne opakowania. Zwykle zachwycam się dyskretną elegancją, ale potrafię też docenić pomysłowość i funkcjonalność, nawet jeśli idzie to w parze z krzykliwością.

Dzisiaj pokażę Wam wyróżniające się opakowaniem produkty z moich kosmetycznych zbiorów.

Meteoryty Guerlain (na zdjęciach Midnight butterflies, White pastels oraz Mythic):





Pudełeczka przyciągają uwagę. Stwarzają wrażenie ciężkich puzdereczek, w rzeczywistości są jednak lekkie, bo tekturowe. Stylizowane "na bogato" ;)

Rosebud Salve (na zdjęciach Rosebud Salve oraz Brambleberry Rose):





Opakowania tych balsamów do ust są niezwykle urokliwe. Ich stylistyka nieco trąci myszką, ale właśnie to jest fajne. Wykonane z metalu, dzięki czemu trwałe.

Pomadki Inglot:





To coś w moim stylu. Czarne, minimalistyczne, eleganckie. Dopracowane w najmniejszym detalu.

Benefit, Dandelion:





Opakowania firmy Benefit są charakterystyczne, po prostu ładne. Niestety niezbyt trwałe, bo tekturowe, ale funkcjonalne i wygodne.

Lush, Dark Angels:





Na zdjęciach peeling Dark Angels, ale wszystkie opakowania produktów Lush są utrzymane w podobnej, skromnej, czarnej kolorystyce. Cenię je za praktyczność i solidność.

A Wy? Czym kierujecie się w swoich wyborach? Stawiacie na piękny design, czy raczej na funkcjonalność i trwałość? Podawajcie swoje typy!