beauty & lifestyle blog
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woodwick. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woodwick. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 sierpnia 2014

Pod wrażeniem, czyli odkrycia lipca


Witajcie! Lato w pełni, żar lejący się z nieba nie daje nam o tym zapomnieć. A skoro upał i mocne słońce, to pewnie zainteresuje Was produkt, o którym chcę dziś napisać. Produkt, który zdecydowanie zasłużył na miano odkrycia lipca, filtr Bielenda Bikini do cery mieszanej i tłustej. Odkryciem były też na pewno towarzyszące mi ostatnio wieczorami zapachy Woodwick, zarówno świeca, jak i woski zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Zapraszam do lektury!

Jeśli czytacie No to pięknie! regularnie, pewnie pamiętacie, że ze względu na tendencję do przebarwień po filtry do twarzy sięgam cały rok. Przez długi czas wierna byłam filtrom azjatyckim, wśród których moim ulubieńcem stało się mleczko Missha All-Around Safe Block Waterproof Sun Milk [KLIK], ale wiadomo, prędzej czy później każda z nas potrzebuje odmiany, ostatnio postawiłam więc nieco w ciemno na nasz rodzimy produkt, ochronny krem Bielenda Bikini do cery mieszanej i tłustej SPF 30. Był śmiesznie tani, a okazał się po prostu genialny.




Specjalistyczny produkt ochronny do twarzy uwzględniający potrzeby skóry tłustej i mieszanej o lekkiej, nietłustej konsystencji, nie obciążającej cery, nie zatykającej porów. Produkt wielosezonowy i wielozadaniowy – ochrona skóry twarzy latem na plaży, zimą w górach oraz jako city bloker, ochrona anti-age na poziomie komórkowym, skuteczne nawilżanie, zawartość kwasu hialuronowego. Wzmacnia ochronę przed podrażnieniami i poparzeniami słonecznymi, nie zatyka porów, łagodzi zmiany trądzikowe, przeciwdziała nadmiernemu wysuszeniu skóry i utracie wody z naskórka, zapobiega powstawaniu przebarwień spowodowanych słońcem – chroni przed fotostarzeniem, wspomaga ochronę anti-age i opóźnia procesy starzenia się skóry, intensywnie nawilża, poprawia jędrność i elastyczność skóry. Krem szybko się wchłania, pozostawia przyjemne uczucie gładkiej, miękkiej i jedwabistej skóry.

Cena: 10 zł / 50 ml


Powiem Wam szczerze, nie spodziewałam się po tym kremie zbyt wiele, jakoś nie wierzyłam, że filtr do twarzy z tak niskiej półki cenowej jest coś wart. Ale koleżanki namawiały, a jeszcze przyczepiony był jako gratis do mleczka do opalania dla dzieci, które i tak miałam kupić. Zdecydowałam się więc i muszę odszczekać wszystkie wyartykułowane na jego temat wątpliwości, bo okazał się doskonały. Spełnia wszystkie wymagania, jakie stawiam filtrom - nie bieli, nadmiernie nie natłuszcza, łatwo się wchłania, nie obciąża skóry, nie zapycha i świetnie nadaje się pod makijaż (aplikowałam go zarówno pod tradycyjny podkład, jak i bb krem i minerały, zawsze spisywał się bez zarzutu). Rzeczywiście idealnie współpracuje z cerą tłustą, cud! Gwarantuje ochronę przeciwsłoneczną UVB na poziomie SPF 30. Na opakowaniu zamieszczona jest też informacja o ochronie przed promieniami UVA, jednak bardzo zdawkowa, bez określenia jej poziomu. Pisałam nawet do Bielendy, próbując ustalić szczegóły, ale niestety nie doczekałam się odpowiedzi (jeśli jeszcze odpiszą, edytuję posta w tym miejscu). 

Nie mam co prawda porównania do bardzo popularnego filtra Vichy do cery mieszanej i tłustej, ale coś mi mówi, że nasza rodzima niepozorna Bielenda Bikini może być dla niego konkurencją. Kilka razy tańszą! Jeśli przywiązujecie wagę do ochrony skóry przed słońcem, a ciężko dobrać Wam filtr ze względu na problemy charakterystyczne dla przetłuszczającej się cery, koniecznie dajcie temu kremowi szansę, jest dużo prawdopodobieństwo, że to właśnie to, czego szukacie. Swój filtr kupiłam w Hebe (jak wspominałam, jako gratis do innego produktu, ale wiem, że solo też można go dostać za niecałe 10 zł), widziałam go także w Rossmannie (wyłącznie w zestawach). U mnie spisuje się tak dobrze, że chyba zrobię zapas, bo podejrzewam, że z końcem lata zniknie ze sprzedaży, jak to u nas w Polsce najczęściej bywa. To tylko dycha, zaryzykujcie!


Skoro jesteśmy przy odkryciach ostatnich tygodni, nie mogę nie wspomnieć o Woodwick. Obdarowana przez Pachnącą Wannę, w lipcu po raz pierwszy miałam styczność zarówno ze świecą, jak i z woskami tej marki.




Świeczki zapachowe WoodWick® posiadają specjalnie zaprojektowany przez Virginia Candle Company, naturalny drewniany knot. Dzięki temu, wydają one kojący dźwięk przypominający skwierczenie drewna w domowym kominku. Zastosowanie drewnianego knota oznacza również dużo szybsze uwalnianie zapachu - roztopiony wysokiej jakości wosk otrzymany jest 5 razy szybciej w porównaniu z tradycyjnym bawełnianym knotem, paląc się przy tym długo, równo i czysto! Świeczki WoodWick® zawierają wysokiej jakości mieszankę wosku sojowego oraz wysoce skoncentrowanych olejków zapachowych, zapewniających intensywny, autentyczny i długo utrzymujący się zapach. Świeczki w szkle o eleganckim kształcie klepsydry oraz starannie wykonaną drewnianą pokrywką, stanowią doskonale pasujący dodatek do każdego wnętrza.




Już Wam o tym wspominałam, więc być może pamiętacie, że trafiła do mnie świeca z serii Trilogy, dzięki czemu poznać mogę aż trzy zapachy Woodwick. Warstwowo ułożony wosk stopniowo uwalnia pudrową kompozycję Baby Powder, potem kojarzącą się ze świeżym praniem Pure Comfort, a w końcu niosącą świeżość morskiej bryzy Paradise Blue. 

Mimo że mam tę świecę już od dobrych kilku tygodni, a za sobą kilka minimum trzygodzinnych sesji w jej pachnącym towarzystwie (taki okres pojedynczego palenia zaleca producent, ma to gwarantować równomierne wypalanie się świecy), zdążyłam poznać tylko pierwszy z zapachów, czyli Baby Powder. Świeca tej wielkości pali się aż przez 100 godzin, także będę się nią cieszyć jeszcze długo.

Co tak bardzo mnie w niej urzekło? Wygląd wyglądem (eleganckie, szklane opakowanie z drewnianymi elementami), zapach zapachem (swoją drogą śliczny, intensywny, wypełniający mój naprawdę sporych rozmiarów, otwarty na kuchnię salon), ale ten dźwięk! Knoty świec Woodwick w czasie palenia skwierczą niczym trzaskające w ogniu polana. Niesamowite! Wiedziałam, że knot ma wydawać ten dźwięk, ale szczerze mówiąc nie spodziewałam, się, ze będzie on tak głośny. Mnie osobiście bardzo on relaksuje, przywodząc na myśl kominek albo ognisko, uspokaja i wycisza. 




A woski? Również zasługują na wyróżnienie. Naturalną koleją rzeczy porównuję je do wosków Yankee Candle, które znam najlepiej, myślę, że i dla Was będzie to dobry punkt odniesienia. Nie mogę powiedzieć, że zapachy jednej czy drugiej marki są lepsze albo gorsze, to oczywiście kwestia gustu, a wybór w obu przypadkach jest ogromny, jednak w mojej opinii Woodwick wygrywa w kwestii komfortu używania. Wosk uformowany jest w gotowe porcje w postaci kostek, bardzo łatwo je odłamać, nic się nie kruszy i nie brudzi otoczenia, dla mnie to duży plus. Podobnie jak opakowanie, na tyle trwałe, że spokojnie można przechowywać w nim pozostałe kostki. W przypadku YC nie jest to możliwe, po rozerwaniu ochronnej folii i podzieleniu tarty, niewykorzystane części jakimś domowym sposobem trzeba zabezpieczyć samodzielnie.




Miałam okazję poznać trzy zapachy, z których najpiękniejszy okazał się dla mnie Fireside. Uchodzi on za sztandarową propozycję marki i wcale mnie to nie dziwi. Naprawdę przywodzi na myśl przytulny wieczór przy ogniu. Mimo ciepłych, otulających skojarzeń, jakimś sposobem jest to kompozycja lekka i dość świeża, z wyraźnie wyczuwalnym aromatem igliwia. Bardzo mi się spodobała i mam ochotę na dużą świecę o tym zapachu. 




Jak widzicie, lipiec w moim przypadku obfitował w zachwyty, i te kosmetyczne, i te niekosmetyczne. Pozostaję pod głębokim wrażeniem zarówno filtra, jak i moich pachnących zabaweczek i cieszę się przeogromnie, że mogłam Wam o nich napisać, zwracając na nie Waszą uwagę. Są tego warte! Koniecznie dajcie znać, czy zdołałam Was nimi zainteresować. A jeśli miałyście już z nimi do czynienia, liczę na to, że podzielicie się swoją opinią na ich temat ze mną i innymi czytelniczkami bloga. Czekam na Wasze komentarze, piszcie! Zdradźcie przy okazji, czy Wam też trafiły się w lipcu jakieś ciekawe odkrycia.


Buziaki, 
Cammie.


Jeśli zainteresowała Was oferta Woodwick,
to tradycyjnie odsyłam Was do Pachnącej Wanny KLIK,
darmowa dostawa przy zamówieniach powyżej 60 zł nadal aktualna!
Już niedługo będę miała zresztą dla Was zniżkę na zakupy w tym sklepie,
spodziewajcie się też atrakcyjnego konkursu :)))



czwartek, 10 lipca 2014

Dosłownie i w przenośni, czyli co czuć w powietrzu


Wiem, że upalne lato nie sprzyja relaksowi przy świecach czy rozpuszczających się w kominku woskach, ale upał upałem, a o zapach w domu lubię dbać niezależnie od wszystkiego. Wraz z biegiem pór roku zmieniają się jedynie nuty zapachowe, jakimi się otaczam. I tak jak zimą przepadam za zapachami ciepłymi, słodkimi i korzennymi, tak latem preferuję zapachy lekkie, czyste, świeże. Mam nadzieję, że moja nowa świeca, Woodwick Trilogy Fresh & Clean, zapewni mi właśnie takie orzeźwiające doznania, wypełniając mój dom przyjemnym, rześkim zapachem.




Świece Woodwick to dla mnie zupełna nowość. Oczywiście słyszałam o nich wcześniej, ale jeszcze nigdy nie miałam okazji cieszyć się ich niezwykłymi właściwościami. Bo musicie wiedzieć, że zapalone nie tylko wspaniale pachną, ale też wydają podobno dźwięk przypominający skwierczenie palącego się drewna. Już to sobie wyobrażam i nie mogę się doczekać pierwszego pachnącego seansu.

Ze sporej oferty marki wybrałam potrójną świecę Fresh & Clean z serii Trilogy, dzięki czemu będę miała okazję poznać aż trzy zapachy, pudrowy Baby Powder, kojarzący się ze świeżym praniem Pure Comfort i niosący świeżość morskiej bryzy Paradise Blue.




Średniej wielkości słoik zapewnić ma aż 100 godzin palenia. Świeca wygląda pięknie, już na pierwszy rzut oka widać jakość, dopracowany jest każdy detal, łącznie z knotem z naturalnego drewna. Całość naprawdę robi wrażenie.




Woodwick to oczywiście nie tylko świece, wszystkie zapachy dostępne są też w postaci wosków. Z nimi również nie miałam wcześniej do czynienia, także będę je poznawać od podstaw. I nic chyba dziwnego, że na początek wybrałam najsłynniejszy bodaj zapach marki, czyli Fireside, opisywany jako esencja przytulnego wieczoru przy ogniu. Skusił mnie też Bakery Cupcake, pachnący ciastem z maślanym kremem oraz Beach Boardwalk, miks morskiej bryzy, białego piasku i waniliowych gofrów.




Oferta Woodwick stanęła dla mnie otworem dzięki Pachnącej Wannie ---> KLIK, która dbając o klientów konsekwentnie poszerza swój asortyment. W dodatku do końca lipca wszystkie świece zapachowe objęła 25% rabatem! Niezła gratka, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że przy zamówieniu o wartości 60 zł liczyć można na bezpłatną przesyłkę.

Czuję (dosłownie i w przenośni :D), że czeka mnie dziś cudowny wieczór. Już nie mogę się doczekać tego skwierczenia! Mam nadzieję, że rzeczywistość nie będzie odbiegać od moich wyobrażeń, a liczę na namiastkę ogniska. Recenzję tej świecy przygotuję dla Was za kilka tygodni, dam Wam znać, czy rzeczywiście jest tak niesamowita i warta swojej dość wygórowanej ceny. Tymczasem Wy napiszcie, jakie zapachy lubicie najbardziej. Czym pachnie Wasz dom? Czekam na Wasze komentarze!

Buziaki,
Cammie.