beauty & lifestyle blog
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Taft. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Taft. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 listopada 2014

Tracę umiar, czyli podsumowanie października | Popularne posty, rozrywka, blogowe odkrycia, kuracja dermatologiczna, kosmetyczne nowości


Kolejny miesiąc minął nie wiadomo kiedy, listopad nabiera już rozpędu i naprawdę najwyższa już pora, żeby tradycyjnie rozliczyć się przed Wami z ostatnich tygodni, przypomnieć najciekawsze posty, poopowiadać o sprawach, które wypełniały mi czas, pokazać kosmetyczne nowości i po prostu trochę poplotkować. A zatem gotowe na podsumowanie października? Zapraszam!




Na początek króciutko o najpopularniejszych w październiku postach. Najchętniej czytałyście o pędzlach Real Techniques, które niedawno pojawiły się w drogeriach Rossmann ---> KLIK, o gumkach Invisibobble, które okazały się dla mnie niewypałem ---> KLIK oraz o nadspodziewanie dobrym podkładzie Pierre Rene Skin Balance, który mimo śmiesznie niskiej ceny zaskoczył mnie trwałością i stopniem krycia ---> KLIK. Kto te wpisy przegapił, teraz ma okazję nadrobić.

Na FB, jak można było przewidzieć, największy zasięg osiągnął post zapraszający Was do udziału w konkursie, w którym miałyście szansę zagrać o trzy zestawy kosmetyków naturalnych Ikarov. Nie linkuję, bo sprawa zdążyła się zdezaktualizować. 

Jeśli chodzi o blogowe odkrycia, to koniecznie muszę wspomnieć o blogu Gattaca ---> KLIK. Patryk, jego autor, jest dermatologiem z bardzo wnikliwym i pełnym zrozumienia dla problemu podejściem do trądziku wieku dojrzałego. Wpisy publikuje rzadko, ale zawsze są one niezwykle rzeczowe. Waszej uwadze polecam też dyskusje toczące się w komentarzach pozostawianych przez jego czytelników, prawdziwa kopalnia wiedzy. Właśnie dzięki nim trafiłam do Ziemoliny ---> KLIK, której posty też załadowane są wartościową wiedzą. Gorąco zachęcam Was do odwiedzenia obu tych stron.

Wolny czas upłynął mi w październiku pod znakiem serialu American Horror Story. Przez kilka październikowych tygodni obejrzałam trzy sezony, Murder House, Asylum i Coven.




W życiu nie powiedziałabym, że coś takiego mnie wciągnie, horror jako gatunek zawsze był mi obcy. Ale coś mnie podkusiło i zaczęłam oglądać, wbrew wszelkim oczekiwaniom natychmiast się wciągając. Serial jest naprawdę świetnie zrobiony i bardzo dobrze zagrany (w obsadzie m.in. niepowtarzalna Jessica Lange czy niesamowita Kathy Bates, także aktorstwo naprawdę wysokich lotów!), poza tym ogromnie podoba mi się zamysł, zgodnie z którym w kolejnych sezonach, choć opowiadających zupełnie niezwiązane ze sobą historie, pojawiają się ci sami aktorzy, wcielający się po prostu w inne postaci. Trudno też nazwać ten serial po prostu horrorem, tam nie ma taniego rozlewu krwi bryzgającej po ścianach czy innych charakterystycznych atrybutów kina tego gatunku klasy B, jest za to intrygująca fabuła, niezwykły klimat i mistrzowska charakteryzacja. Dla mnie absolutnym hitem jest sezon drugi, Asylum, opowiadający historię tropiącej seryjnego mordercę dziennikarki z prowadzonym przez zakonnice mrocznym ośrodkiem dla obłąkanych w tle. Owszem, sporo w tym serialu motywów sił nadprzyrodzonych (duchy w sezonie pierwszym, opętanie w drugim, czy czary w trzecim), jednak ogląda się to naprawdę dobrze. Gorąco Wam ten serial polecam, o ile oczywiście już go nie znacie!

Co do październikowych lektur, to tradycyjnie odsyłam Wam do odrębnego posta ---> KLIK. Tutaj dodam tylko, że książką miesiąca ogłaszam "Czarne skrzydła" Sue Monk Kidd.

Wspominając październik, nie mogę nie napisać kilku słów o mojej nowej kuracji przeciw przebarwieniom, wraz z nadejściem jesieni zdecydowałam się bowiem na retinoid. Postawiłam na Locacid, którego działanie ma wspomagać płyn bakteriostatyczny z 2% kwasu migdałowego z Pharmaceris T.




Locacid zdążyłam zastosować raptem parę razy, ale już widzę, że łuszczę się książkowo, po trzech dniach od aplikacji (preparat nakładam co kilka dni, z czasem planuję robić to coraz częściej). Efekty jeszcze nie są widoczne, ale liczę na wyrównanie kolorytu cery i spłycenie pierwszych zmarszczek. Widzę za to wyraźnie efekty działania płynu Pharmaceris, którego używam nieco dłużej. Niemal od razu w cudowny sposób zaczął oczyszczać i zwężać pory, nawet na nosie! Miałam opisać go w odkryciach miesiąca, ale ostatecznie uznałam, że lepiej jednak trochę poczekać, zanim się na jego temat wypowiem, bałam się bowiem, że może po dłuższym czasie z jakichś względów mój entuzjazm osłabnie, ale nie, ten płyn jest genialny! Na pewno napiszę Wam o nim coś więcej, podobnie jak o kuracji Locacidem. I to chyba całkiem niedługo, planuję post wprowadzający do tematu powiązany z recenzją kosmetyków, z pomocą których radziłam sobie z przebarwieniami w ostatnich tygodniach.

Kuracja wymusiła na mnie zmianę pielęgnacji. Spodziewam się efektów ubocznych Locacidu, głównie w postaci uwrażliwionej skóry i łuszczenia, zaopatrzyłam się więc w łagodny płyn do mycia tłustej cery wrażliwej oraz kojący krem do cery wrażliwej, stawiając na żel Effaclar i krem Toleriane Ultra La Roche-Posay.




Oba specyfiki bardzo przypadły mi do gustu, myślę, że też doczekają się recenzji. Mam co prawda pewne obawy względem Effaclaru, bo zostałam ostrzeżona, że SLS w jego składzie w czasie kuracji retinoidem może mi nie służyć, ale nie wiem, ile w tym prawdy, szczerze mówiąc na ten moment nie widzę w nim wad. Macie może jakieś doświadczenia w tym względzie? Będę też wdzięczna za wskazówki, jakim peelingiem enzymatycznym warto się zainteresować, bo na pewno niebawem będzie mi potrzebny. Póki co rozważam zakup Ginvera Green Tea Whitening Marvel Gel, co myślicie?

Inne październikowe zakupy? Przyznaję, że moją wstrzemięźliwość diabli wzięli, w październiku obudziła się we mnie zakupowa bestia :DDD O pędzlach Real Techniques już Wam pisałam [TUTAJ], więc teraz nie będę się powtarzać. Pokażę Wam za to ustrzelony na ebay podkład Diorskin Nude.




Edit: W reakcji na dyskusję odnośnie oryginalności tego podkładu, jaka wywiązała się w komentarzach, zamieszczam jeszcze jedną fotkę ze zbliżeniem na logo. Jeśli macie ochotę jakoś się do sprawy odnieść, zachęcam do zabrania głosu :)))




Miałam na ten podkład chrapkę już od dłuższego czasu, jednak wśród odcieni dostępnych w polskich drogeriach nie mogłam znaleźć dla siebie odpowiedniego koloru. Na ebay trafiłam na nie wiedzieć czemu wyłączony z oferty w Europie 011 Cream, czyli najjaśniejszy z produkowanych z żółtym pigmentem. Bardzo się cieszyłam, że udało mi się stosunkowo tanio go kupić, teraz jednak mam wobec niego szczerze mówiąc mieszane uczucia, bo o ile poziom jasności jest dla mnie idealny, to jednak wydaje mi się nieco za żółty. Jeszcze nie wiem, co z nim zrobię, póki co próbuję go oswoić. I rozważam zakup Diorskin Star :DDD

Jeśli chodzi o marki selektywne, to w październiku załapałam się też na bardzo atrakcyjną zniżkę na Chanel. Lokalna galeria handlowa obchodziła urodziny i z tej okazji Douglas przecenił o połowę część asortymentu. Grzech było nie skorzystać, skusiłam się na różowo-herbaciany róż Rose Ecrin i lakier do paznokci w kultowym swojego czasu odcieniu Paradoxal.




Paradoxal królował na moich paznokciach przez niemal dwa tygodnie, aż do wczoraj, kiedy dotarła w końcu do mnie przesyłka z zamówionymi na ebay dwoma lakierami O.P.I. z dość starej już kolekcji New York City Ballet, mianowicie mlecznobiałym Don't touch my tutu! i iskrzącym srebrnym topperem Pirouette my whistle. Cu-dow-noś-ci!




Szpinakożerco, wszystko przez ciebie! A tak naprawdę dzięki Tobie :* Gdyby nie Ty, pewnie nie zwróciłabym na tę kolekcję uwagi. Tymczasem te lakiery są przepiękne i od wczoraj nie mogę przestać patrzeć na swoje paznokcie. Dodam jeszcze, że kupiłam je w naprawdę atrakcyjnej cenie, za dwie sztuki płacąc na ebay mniej, niż musiałabym zapłacić za jedną chociażby w Douglasie.

Skoro już o nowościach mowa, wspomnieć muszę o naturalnym BB kremie Joik, który niedawno otrzymałam do testów. Jeszcze nie zdążyłam go wypróbować, ale wiele sobie obiecuję po jego doskonałym składzie i bardzo udanym, jasnym kolorze. Więcej za parę tygodni w recenzji.




Dostałam też niespodziewaną przesyłkę od Schwarzkopf, w której znalazłam piankę i lakier do włosów Taft z linii Perfect Flex. Pojęcia nie mam, z jakiej to okazji, ale oczywiście od razu oba produkty wypróbowałam i muszę przyznać, że są naprawdę udane. Utrwalenie dają mocne, ale ciągle naturalnie wyglądające, bardzo pozytywnie wpływają też na objętość włosów. Odkąd odebrałam paczkę, i po piankę, i po lakier sięgam codziennie.




Na koniec chciałabym podziękować jeszcze Aparatce, dzięki której w komentarzach pod ostatnim postem z serii Summa Summarum dowiedziałam się o tabletkach Biotebal. Przejrzałam internety i po przeczytaniu wielu relacji z udanych włosowych kuracji zdecydowałam się dać szansę temu suplementowi. Także do Calcium Pantothenicum w październiku dołączyła biotyna. Pierwsze efekty zauważyłam już po jakichś dwóch tygodniach, ale na razie cicho sza! Nie chcę zapeszać, ale wydaje mi się problem nadmiernego wypadania włosów w pewnym stopniu opanowałam.




Nie wiem, jak to się dzieje, że te posty podsumowujące kolejne miesiące są tak długie, liczę na to, że Was to nie odstrasza. O tylu sprawach chcę zawsze Wam napisać, tyle problemów poruszyć, tyle rzeczy zasygnalizować, że po prostu tracę umiar. Wybaczcie! Mam nadzieję, że ciągle tu jesteście i zechcecie zdradzić, jak minął Wam październik, co Was bawiło, co smuciło, co poruszyło, jak spędzałyście czas? Jakieś wyjazdy, wyjątkowo udane zakupy? Dajcie też znać, czy zaciekawiło Was coś, o czym dziś wspominałam. Piszcie, czekam na Wasze komentarze!

Buziaki,
Cammie.