beauty & lifestyle blog
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biżuteria i dodatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biżuteria i dodatki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 kwietnia 2015

Dwa w jednym, czyli zaległe podsumowanie lutego i marca | Popularne posty, ciekawe linki, rozrywka, zakupy


Kwiecień nabrał już rozpędu, a tymczasem ja zabieram się dopiero za podsumowanie marca. I przy okazji lutego, żeby było śmieszniej. No cóż, tak się złożyło, lepiej późno niż wcale. A zatem dwa w jednym, zapraszam. Tradycyjnie przypomnę najpopularniejsze posty, podam kilka ciekawych linków, zdradzę, jak spędzałam czas wolny, pokażę też zakupy z ostatnich tygodni. Nie przegapcie!




Rzut oka na statystyki pozwolił mi wytypować najpopularniejsze lutowe i marcowe posty. Zdecydowanie z największym zainteresowaniem przyjęłyście podsumowanie stycznia ---> KLIK, ale niemal równie chętnie czytałyście o kosmetycznym odkryciu marca ---> KLIK i o znaczeniu ochrony przeciwsłonecznej ---> KLIK. Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze!

Nawiązując do FB (polubiłaś już? ---> KLIK), chciałabym na chwilę wrócić do tematu, o którym właśnie tam kilka tygodni temu wspominałam. Słyszałyście o BookRage ---> KLIK? To arcyciekawa inicjatywa, dzięki której kupić możemy pakiety ebooków (uwaga! każdy pakiet w sprzedaży jest tylko przez dwa tygodnie!), samodzielnie decydując, ile za nie zapłacić. Mało tego, od nas zależy też, ile naszych pieniędzy trafić ma do autorów książek (może wszystko? ty tu rządzisz!), ile do serwisu BookRange, a ile do patronującej akcji Fundacji Nowoczesna Polska. Szczegóły w obszernym artykule z jednego z weekendowych wydań Gazety, o tutaj ---> KLIK. Dajcie znać, jak zapatrujecie się na to przedsięwzięcie, co myślicie o takiej nietypowej formie sprzedaży.

Skoro już jesteśmy przy książkach, pozwólcie, że zainteresowanych odeślę w tym miejscu do postów o moich lutowych ---> KLIK i marcowych ---> KLIK lekturach. 






Nie będzie też lepszego momentu, żeby napomknąć o fantastycznej "Cukierni Lidla". Niezorientowanym (są w ogóle tacy?) w tym miejscu wyjaśnię, że Lidl po raz drugi już wydał książkę kucharską, którą klienci zdobyć mogli w przedświątecznym programie lojalnościowym. Przepiękne zdjęcia! Wzroku nie można oderwać. Brawo, Lidl! Macie swój egzemplarz?




Oprócz książek czas wolny wypełniał mi też serial. Pewnie nie będzie dla Was niespodzianką, jak napiszę, że w dalszym ciągu oglądam How I met your mother? Już prawie finiszuję, jeszcze tylko jeden sezon i może w końcu się dowiem, jak on, do licha, poznał ich matkę :DDD Powiem Wam, że trudno będzie mi się z tym serialem rozstać. Kto jeszcze lubi tego tasiemca, palec do budki? :)))




A zakupy? Możecie się domyślać, że przez dwa miesiące zdążyłam kupić co nieco :))) Wszystkiego nie będę Wam pokazywać, skupmy się na najciekawszych rzeczach. Na początek może coś azjatyckiego? W lutym skusiłam się na kolejny bb krem, tym razem stawiając na Dr.G Bright+ Super Light Brightening Balm. Mimo nieco sinego koloru (na szczęście odcień dostosowuje się do karnacji), polubiłam go od pierwszego użycia, jeszcze Wam o nim napiszę. Na zdjęcie załapał się też mój nowy beauty blender. Ktoś się może orientuje, czy dwupaki zniknęły ze sprzedaży tylko u polskiego dystrybutora, czy też całkiem zniknęły z oferty marki? 




Marce Sylveco opierałam się naprawdę długo, ale w końcu uległam. Może dlatego, że wreszcie znalazłam w swoim mieście sklep, w którym dostępna jest jej pełna oferta? Na dobry początek zdecydowałam się na peeling oczyszczający z korundem, ekstraktem ze skrzypu polnego i olejkiem z drzewa herbacianego oraz na peelingującą pomadkę odżywczą z drobinkami brązowego cukru. Powiem krótko - szybko zrozumiałam, skąd te wszechobecne zachwyty. Dołączam! Polecacie szczególnie jakiś produkt tej marki? Koniecznie napiszcie.




W ostatnich tygodniach zrobiłam też niewielkie zamówienie na Truskawce. Zbiegiem okoliczności w jednym czasie udało mi się upolować w świetnych cenach akcesoria, które już od dawna chodziły mi po głowie - pęsetę Tweezerman i zalotkę Shu Uemura, jako nieplanowaną zachciankę do koszyka wrzuciłam też na próbę podkład w sztyfcie Becca (nieprzyzwoicie przeceniony, grzech było nie wziąć!). W tle zdjęcia z akcesoriami widzicie maskarę Miss Sporty Studio Lash (całkiem fajna, choć bardzo usztywnia rzęsy) i odżywkę do rzęs Eveline Advance Volumiere (ładnie rozdziela rzęsy, stanowiąc dobrą bazę pod tusz).






Nareszcie wróciłam też do mojego ukochanego żelu do włosów, Kemon Hair Manya Cosmo.  Nic tak nie ujarzmia baby hair jak to jadowicie zielone dziwadło. Swoje niestety kosztuje, więc przez jakiś czas próbowałam znaleźć dla niego zamiennik, jednak zawsze był to kompromis, nigdy nie byłam do końca zadowolona. Welcome home, baby!




Jeśli chodzi o lakiery do paznokci, na szczególną uwagę zasłużył sobie jeden, bladoróżowy topper Catrice Luxury Lacquers 04 Lost'N Roses. Już niedługo pokażę go w pełnej krasie!




Zamykając temat zakupów, chciałabym pokazać Wam moje nowe nabytki pozakosmetyczne, wiem, że również z ciekawością je oglądacie. Najpierw coś dla miłośniczek dużych, strojnych naszyjników. Mam do tego typu biżuterii ogromną słabość, moja kolekcja szybko się powiększa. W ostatnim czasie nie oparłam się czarnym kryształkom z Reserved (w rzeczywistości są nieco przejrzyste, przez co przybierają odcień odbijających się w nich rzeczy, widać to nawet na zdjęciu, zwróćcie uwagę na niebieski poblask) i błyskotkom z Top Secret (szarości w starym złocie, nietypowe, a jednak bardzo udane połączenie). Być może części z Was tego typu biżuteria wydaje się krzykliwa, ale to jest właśnie mój styl - proste, jednokolorowe, gładkie ubrania plus jakiś jeden widoczny, wyrazisty element, który przykuwa uwagę i kolokwialnie mówiąc, "robi robotę". Napiszcie, proszę, czy nosicie takie naszyjniki, a jeśli tak, zdradźcie, gdzie wyszukujecie swoje biżuteryjne zdobycze.




Znalazłam też  w końcu (w Reserved) dużą, szarą torbę, którą w dodatku udało mi się kupić ze sporą zniżką. Rozglądałam się za czymś w tym stylu już od dłuższego czasu, ta jest po prostu idealna - jasna, pojemna, a przy tym lekka i bardzo, bardzo prosta, bez żadnych wątpliwej urody ozdób. Musiałam jedynie włożyć do niej organizer, bo jest jednokomorowa i w pięć sekund robił mi się w niej bałagan. Wybaczcie, że posiłkuję się zdjęciem z sieci, moje ujęcia nie oddawały dobrze jej kształtu.




A na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Słyszałyście o najnowszej kampanii Dove? Marka ta słynie z promowania naturalnego piękna i jej nowa kampania nie odbiega od tego charakterystycznego, sprawdzonego już schematu. Kilka dni temu opublikowany został film Choose Beautiful, koniecznie zobaczcie! Myślę, że będzie szeroko komentowany. Już teraz można o nim poczytać chociażby tutaj ---> KLIK.





To w zasadzie tyle. Rozpisałam się ponad normę, ale mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Bo ciągle tu jesteście, prawda? :)))

Już wiecie, jak minęły mi ostatnie tygodnie, teraz Wasza kolej, napiszcie, co u Was słychać. Liczę też oczywiście na komentarze odnoszące się do poruszanych dziś przeze mnie tematów. Coś szczególnie Was zainteresowało, coś wpadło Wam w oczy? Piszcie, nie dajcie się prosić!

Buziaki,
Cammie.



sobota, 3 stycznia 2015

Witajcie w Nowym Roku, czyli podsumowanie grudnia | popularne posty, rozrywka, blogowe odkrycie, zakupy i prezenty


Witajcie w Nowym Roku! Na podsumowanie ostatnich dwunastu miesięcy zaproszę Was za kilka dni, tymczasem chciałabym zatrzymać się na chwilę przy grudniu. Najpierw jednak noworoczne życzenia, których nie miałam jeszcze okazji Wam złożyć. Oby 2015 rok przyniósł Wam wiele dobrego! Ambitnych wyzwań, zrealizowanych planów, spełnionych marzeń, pozytywnych emocji i inspirujących ludzi wokół. Serdeczności!

Skoro noworoczne grzeczności mamy już za sobą, zapraszam na podsumowanie grudnia. Mam nadzieję, że z ciekawością sprawdzicie, jak mi ten miesiąc minął.




Na początek jak zwykle krótki przegląd najpopularniejszych grudniowych wpisów. Ze statystyk wynika, że najchętniej sprawdzałyście, co mam do powiedzenia na temat czytnika ebooków Kindle ---> KLIK. Zainteresowanie wzbudzał też post, w którym pokazałam Wam moją świąteczną listę marzeń ---> KLIK. Ciekawe byłyście również, czy do twarzy mi w brązowej szmince, którą ogłosiłam swoim grudniowym odkryciem ---> KLIK. Jeśli te posty przegapiłyście, teraz macie doskonałą okazję, żeby do nich zajrzeć.

Na FB ---> KLIK największy zasięg osiągnął wpis, pod którym dyskutowałyśmy o najpiękniejszych czerwonych lakierach do paznokci. Wskazałyście wiele interesujących typów, ja jednak zatrzymałam się przy jednym, szybko powiększając swoje lakierowe zbiory o Essie A list, przepiękną, głęboką czerwień o kremowym wykończeniu. Miałyście już okazję zresztą ją zobaczyć, o TUTAJ.




Jeśli chodzi o moje grudniowe rozrywki, to wieczory podobnie jak w listopadzie ---> KLIK upływały mi głównie pod znakiem The Big Bang Theory.




Obejrzałam już wszystkie dostępne odcinki i właśnie zastanawiam się, co dalej. Jakieś sugestie? Z chęcią poznam Wasze serialowe rekomendacje. W końcu muszę czymś wypełniać te długie zimowe wieczory :DDD

Seriale serialami, ale trochę mnie już znacie i dobrze wiecie, że bez czytania nie żyję. Moim grudniowym lekturom jak zwykle poświęciłam odrębnego posta, do którego odsyłam zainteresowanych tematem ---> KLIK.




W dwóch słowach dodam jedynie, że spośród wszystkich książek, które przeczytałam w grudniu, Waszej szczególnej uwadze polecam "Marsjanina" Andy'ego Weira i "Czy jesteś psychopatą?" Jona Ronsona. Zainteresowani historią po "Dzieci '44" sięgną pewnie i bez mojej podpowiedzi.

Po dość długim okresie posuchy mam też dla Was w końcu odkrycie blogowe. Chciałabym polecić Wam InspiYear Project ---> KLIK, którego autorka w 365 codziennych wpisach, jakie planowo mają powstać, na bieżąco zdaje relację ze zmian, jakie zaprowadza w swoim życiu, porządkując je, oczyszczając i szukając równowagi, skupiając się na czterech głównych obszarach - minimalizmie, ciele, umyśle i organizacji. Bardzo ciekawe podejście do samorozwoju, koniecznie zajrzyjcie!

Jeśli chodzi o grudniowe zakupy, to nie sposób nie wspomnieć o Dniu Darmowej Dostawy. Szykując świąteczne prezenty dla bliskich, skorzystałam z oferty Minti, Cocolity, Pan tu nie stał, Pudło nie nudno i Wydawnictwa Znak. Wspominam o tym, bo zetknęłam się z wieloma negatywnymi opiniami na temat tej akcji. Ja niczego niepożądanego nie doświadczyłam, wszystkie sklepy wywiązały się z transakcji na medal. Także Pachnąca Wanna, gdzie tuż przed północą zdążyłam też kliknąć kilka aromatycznych drobiazgów dla siebie, uzupełniając zimowe zapasy wosków.




Na zdjęciu oprócz Yankee Candle i Kringle widzicie też kilka wosków Craft&Beauty, które udało mi się wygrać w konkursie organizowanym przez Kasiaj85, autorkę Sweet&Punchy. Na razie jednak czekają na swoją kolej, aktualnie moim zapachowym hitem jest wosk Kringle Balsam Fir, tak wiernie odzwierciedlający zapach igliwia, że spokojnie może konkurować z żywą choinką, która ciągle jeszcze zdobi mój salon. Serdecznie Wam ten zapach polecam. A tak przy okazji, macie żywe choinki, czy sztuczne?

A reszta zakupów? Zdecydowanie najważniejszym grudniowym nabytkiem była zapewne dobrze Wam znana paleta Urban Decay Naked 2.




Tak jak wspominałam już na FB, uwielbiam sama robić sobie prezenty, bo zawsze są trafione ;))) O palecie pewnie jeszcze kiedyś napiszę, podejrzewam, że w ramach serii O tym się mówi.

Innych kosmetycznych zakupów większego kalibru w grudniu już nie robiłam, cała para poszła w książki (Publio.pl, zbankrutuję kiedyś przez Was!). Ale o nich nie będę Wam tu pisać, prędzej czy później i tak znajdą się w którymś z książkowych postów.

Dostałam za to kilka bardzo interesujących prezentów, czy to świątecznych, czy to w ramach moich blogowych współprac. Przemiłą niespodziankę zrobiła mi chociażby wspominana już dzisiaj Pachnąca Wanna ---> KLIK, która postanowiła umilić mi święta Śnieżnymi Babeczkami, czyli świecą zapachową Bomb Cosmetics o aromacie ciasta, karmelu i jagód oraz piernikowym Ciastkiem, czyli musującą kulą do kąpieli, również Bomb Cosmetics, pachnącą imbirem, cytrusami, goździkiem, kardamonem i piżmem.




Kolejny prezent to przesyłka niespodzianka od Ecolore ---> KLIK, nowej polskiej marki oferującej kosmetyki mineralne. Polecam ją Waszej uwadze, naprawdę ciekawe produkty! Dwa z nich, róż Dolly Mist i cień Velvet Almond, zasiliły moje mineralne zasoby.




W ramach współpracy z Clareną ---> KLIK, do mojej pielęgnacji włączyłam w grudniu silnie nawilżający preparat z kwasem hialurownowym, Hyaluron 3D Elixir. Świetnie sprawdza się w walce ze skutkami ubocznymi kuracji Locacidem. Więcej za parę tygodni!




Nie sposób nie pochwalić się też świątecznymi prezentami od moich bliskich, zwłaszcza tak trafionymi. Zdecydowanie największą radochę zrobił mi mąż, dzięki któremu mój stary wysłużony HTC wymieniłam na piękny, smukły i jakże wielofunkcyjny iPhone 6. Uwierzcie mi, jakbym przesiadła się z malucha do mercedesa :DDD Kocham ten telefon od pierwszej chwili. 




Mogę też wykreślić już kilka pozycji z mojej świątecznej listy marzeń. Jeśli chodzi o kolorówkę, to jak już wspominałam Wam w którymś z ostatnich postów, pomiędzy innymi prezentami pod choinką znalazłam MAC Blankety. Dzięki, mamo!




Mam już też swoje wymarzone naszyjniki i przepiękny notatnik. Cieszę się, jak nie wiem co :))) Teraz muszę jeszcze tylko rozejrzeć się za jakimś ładnie wydanym terminarzem na 2015 rok.






Na koniec coś, o czym powinnam wspomnieć Wam już w listopadzie, bo właśnie wtedy trafił do mnie ten gadżet, ale całkiem wyleciało mi to z głowy. Cóż, wielkiej straty nie było, bo szczerze mówiąc produkt mnie nie oczarował. Chodzi o Jelid, chusteczki zmywające lakier do paznokci. Opakowanie zawiera 50 osobno pakowanych chusteczek nasączonych zmywaczem bez acetonu. Jedna rzekomo ma dawać radę zmyć lakier ze wszystkich 10 paznokci, ale niestety obietnicę tę między bajki można włożyć. Chusteczki kompletnie nie radzą sobie z brokatami, bardzo słabo z ciemnymi lakierami, jedynie te najjaśniejsze poddają się im bez oporów. Także szału nie ma. Choć awaryjnie kilka sztuk w torebce można nosić. Co myślicie o takich wynalazkach? Dałybyście tym chusteczkom szansę?




To już wszystko, o czym chciałam Wam napisać, podsumowując grudzień. Mam nadzieję, że nie nudziłyście się, mimo tej przydługiej formy. Zapraszam do komentowania, jeśli tylko macie ochotę do czegoś się odnieść. Zdradźcie też, jak upłynęła Wam końcówka roku. Co porabiałyście, jakie dostałyście prezenty, jakim świątecznym bądź poświątecznym promocjom uległyście? Piszcie, jak zwykle czekam na Wasze komentarze!

Buziaki,
Cammie.



piątek, 25 października 2013

Dojrzała brzoskwinia, czyli Inglot nr 355

Brzoskwiniowe odcienie to jedne z niewielu pasteli, które toleruję na swoich paznokciach. Inne, z nielicznymi wyjątkami (mięta!), wydają mi się jakieś mdłe i mało konkretne. Ale brzoskwinkę naprawdę lubię, dlatego skakałam do góry, kiedy niedawno trafił w moje ręce lakier Inglot nr 355 [pamiętacie? KLIK]. Daleko mu co prawda do mojego kolorystycznego ideału w tej kategorii, czyli Essie A Crewed Interest ---> KLIK, ale i tak cieszy oko. To ciepły odcień dojrzałej, słodkiej brzoskwini z domieszką złotego pyłku, na paznokciach niestety zupełnie niewidocznego. 






Pomimo wspomnianej złotej mgiełki, lakier wykończenie ma zupełnie kremowe, złoto kompletnie gdzieś się gubi. Prezentuje się grzecznie i schludnie. 






Początkowo denerwowały mnie łososiowe tony, które w nim dostrzegałam, ale ostatecznie oswoiłam się i nosiłam go z dużą przyjemnością, zwłaszcza od kiedy okazało się, że wręcz idealnie pasuje do mojego ulubionego ostatnio naszyjnika.






Kolor ładny, uroku nie mogę mu odmówić, ale zachwalać tego lakieru szczególnie nie będę, bo jednak jego aplikacja do najprzyjemniejszych nie należy. Smuży, a pełne krycie daje dopiero przy trzeciej warstwie. Tak to już jest z pastelami, zwykle sprawiają takie kłopoty. Dobrze, że przynajmniej trwałość jest przyzwoita (cztery, pięć dni), w innym przypadku mogłoby mi się nie chcieć męczyć z malowaniem.


A Wy? Pomęczyłybyście się dla takiej słodkiej brzoskwinki? :)))


Buziaki,
udanego weekendu!
Cammie.


środa, 13 marca 2013

Dreams come true :)))

Pamiętacie moją świąteczną listę marzeń? ---> KLIK Pisząc tamtego posta nie spodziewałam się, że tak szybko uda mi się skreślić z niej większość punktów. Ostatnio odhaczyłam dwa kolejne. Uwaga, chwalę się :DDD

Torebka od Dzikiego Józefa chodziła za mną z pół roku. Galerię marki na FB ---> KLIK obejrzałam chyba z milion razy. Marzyłam o wielkiej torbie z chabrowym wnętrzem, ale zanim zdecydowałam się na zakup, zniknęła z oferty i wszystko wskazuje na to, że do sprzedaży już nie wróci. Ostatecznie wybrałam wersję w całości czarną i oto nareszcie mam! Wielka surowa czarna torba od Dzikiego Józefa :)))






Nie pytajcie mnie, proszę, o dostępność tych toreb i ich ceny, marka udostępnia takie informacje via mail, w tych sprawach piszcie więc do źródła. Mogę Wam tylko powiedzieć, że mój model kosztował 350 zł i wart jest każdej wydanej złotówki. Torba jest ogromna, ma nowoczesny design, świetną jakość i naprawdę robi wrażenie :))) 


Z listy marzeń mogę też skreślić pomadkę z MACa. Markę w sumie znam dość dobrze, ale wcześniej jakoś nie miałam zacięcia do malowania ust i na zakup szminki nigdy się nie zdecydowałam. Tę, Creme d'nude, dostałam w prezencie :)))






Mam ją na tyle krótko, że nie chciałabym tu wydawać na temat jej jakości żadnych sądów, ale jedno już teraz mogę stwierdzić - to najładniejszy nude, z jakim miałam do czynienia, idealnie neutralny. Może kiedyś pokuszę się o zestawienie wszystkich moich pomadek w podobnych odcieniach, to same zobaczycie różnicę.


Na koniec coś, czego co prawda nie było na mojej liście, ale po prostu nie mogę się powstrzymać, muszę Wam pokazać. Naszyjnik upolowany w H&M, jeden jedyny w tym wzorze wisiał taki samotny, przecież nie mogłam go tam zostawić? :)))






Jak na H&M był skandalicznie drogi (60 zł), ale tak doskonale wpisywał się w mój gust, że długo się nad nim nie zastanawiałam. Tak naprawdę to taka krótka ciężka kolia, wystarczająca za całą biżuterię. Noszę ją tuż przy szyi, na gładkich rzeczach prezentuje się genialnie.


Wszystkie te zdobycze, choć to tylko dobra materialne, bardzo mnie uszczęśliwiły. Mam nadzieję, że Wy także skreślacie kolejne punkty na własnych listach marzeń. Chcecie się pochwalić? Nie krępujcie się :)))


Całuję,
Cammie.



Zapraszam serdecznie na FB
---> KLIK,
gdzie macie szansę wskazać
swój wymarzony kosmetyk Yves Rocher.
Czekam na Wasze propozycje,
uwierzcie mi,
że warto zabrać głos!



niedziela, 17 lutego 2013

Ładne rzeczy! (1)

Wiecie, że jak szukałam nazwy dla swojego bloga, rozważałam też opcję Ładne rzeczy!? Tak było. W zamierzeniu chciałam pisać szeroko o wszystkim, co mnie zachwyca, ale po drodze tak się zafiksowałam na tematyce beauty, że wyszło, jak wyszło :DDD Ostatnio jednak, obserwując, jak na moich ulubionych blogach pojawiają się posty o różnorodnych inspiracjach, niekoniecznie związanych z urodą i kosmetykami, pomyślałam, że może warto do tych pierwszych zamysłów w jakimś stopniu wrócić? Dlatego proponuję Wam nową serię wpisów, pod symbolicznym dla mnie tytułem Ładne rzeczy! Od czasu do czasu chciałabym po prostu pokazać Wam, co gromadzę w pękającym w szwach folderze Pomysły. Wrzucam tam wszystko, co mnie jakoś zainteresuje, czy w jakiś sposób poruszy. Co mi się spodoba po prostu! Z różnych dziedzin, bez ograniczeń. 

Na dobry początek coś z biżuterii, coś z wyposażenia wnętrz i coś z placu zabaw :DDD


Spójrzcie, jaki piękny pierścionek! Florentines, marka, która powstała z miłości do piękna, z pasji do tworzenia rzeczy niezwykłych, unikalnych, które zachwycają i pobudzają wyobraźnię.






Pierścionek prosty w formie, ale interesujący dzięki detalom, łańcuszkowi i temu uroczemu serduszku. Spokojnie, dla bardziej rockandrollowych dziewczyn jest też wersja z trupią czachą :DDD



Lubicie robótki ręczne? Ja bardzo. Patrzcie, co wpadło mi w oko. Chodnik Natural, handmade Manufaktury Splotów ---> KLIKChodnik wykonany ręcznie, na drutach z grubego bawełnianego sznurka w kolorze naturalnej bawełny.









Czyż nie jest uroczy? Ja robię na drutach, wiem, że to podstawowy, nieskomplikowany ścieg, ale jednak pomysł robi na mnie wrażenie. Genialny w swojej prostocie!


No i wisienka na torcie, coś, co chciałabym móc sprezentować za jakiś czas mojej córeczce, na co ze względu na zaporową cenę raczej się nie zapowiada. Sweet Cake (Beerd Van Stokkum), wielka wielofunkcyjna muffinowa foremka, mogąca służyć jako basenik, legowisko dla zwierząt, donica i cokolwiek sobie nie wymyślicie :DDD





















Zuzia miałaby fantastyczną piaskownicę, nie sądzicie? :DDD 



Dziewczyny, spodobały Wam się Ładne rzeczy!? Chcecie więcej postów tego typu? Czekam na jakiś feedback.


Tymczasem całuję,
Cammie.



sobota, 29 grudnia 2012

Świąteczne prezenty :)))

Witajcie! Ależ się za Wami stęskniłam! Przyznam jednak szczerze, że potrzebny był mi ten kilkudniowy internetowy detoks.

Powoli otrząsam się z rozleniwiającej świątecznej atmosfery, wracając do normalnego, codziennego rytmu. Wracam też oczywiście do blogowania. O czym mogłabym napisać w pierwszym poście po świętach? Wiadomo, o prezentach :DDD Okazuje się, że choć listę świątecznych życzeń pisałam na ostatnią chwilę, wcale zresztą nie oczekując, że moi najbliżsi wezmą ją na serio, została ona potraktowana całkiem poważnie :)))



Złote kolczyki, kuleczki, o jakich marzyłam. Od mojego kochanego męża.






Travalo. I to od razu dwa! Zestaw w eleganckim, skórzanym etui. Dzięki, braciszku!






Kolejny koralik do mojej pandory. Różyczka od mamy.






MAC Shale, wkład do mojej paletki. Od rodziców, ale wiem, że powinnam podziękować mamie, tata za Chiny Ludowe by na to nie wpadł ;)))






Kilka gadżetów sprezentowałam sobie sama z myślą o świętach. Naszyjnik i bransoleta w odcieniach złota z Mohito.






Kołnierzyk z C&A. Uwielbiam go!






A na koniec zupełnie niespodziewany prezent od The Body Shop Polska, dotarł tuż przed świętami. Zestaw miniatur zimowych maseł do ciała, pierniczki, żurawina i wanilia.






Prezenty to miła świąteczna tradycja, wiadomo, nie najważniejsza, ale jednak przynosząca sporo radości. Mam nadzieję, że równie jak ja zadowolone jesteście z tego, co znalazłyście pod choinką. Może nawet macie ochotę się pochwalić? Miejsce w sekcji komentarzy jest do Waszej dyspozycji! :)))




środa, 26 września 2012

Błyskotki :)))

Kilkakrotnie pokazywałam Wam moją biżuterię i zwykle były to szlachetne kruszce. Ale nie ukrywam, że kręci mnie też biżuteria sztuczna. Lubię takie świecidełka, bo są tanie i mogę co jakiś czas bez bólu serca po prostu kupić coś nowego, wykorzystując ich sezonowy, nawiązujący do trendów charakter i ożywiając nieco strój. W sklepach pełno tego typu akcesoriów, można wybierać i przebierać, od razu oceniając, co ma jako taką jakość, a co jest kompletną tandetą. Przy zakupach online nie ma niestety tego komfortu, ale i tak postanowiłam zaryzykować, składając na próbę zamówienie na stronie edibaazar.pl KLIK. Nie znałam wcześniej tego sklepu, ale jak zdążyłam się zorientować, wśród szafiarek cieszy się popularnością.

Sklep oferuje biżuterię i zegarki. Tanio. Bardzo tanio, rzekłabym nawet. I muszę ze zdziwieniem przyznać, że jak na tak niskie ceny, jakość wybranych przeze mnie gadżetów jest naprawdę satysfakcjonująca. Spójrzcie.

Zachciało mi się zegarka na łańcuszku. Wybrałam jeden z wielu dostępnych na stronie wzorów, spodobała mi się zdobiona ornamentowym dekorem koperta w odcieniu starego złota. I jestem bardzo zadowolona z zakupu, bo okazało się, że zegarek wykonany jest z dbałością o szczegóły, ma precyzyjny, dobrze chodzący mechanizm, a jego bateria jest wymienna. Pomyśleć, że kosztował raptem 25 złotych! To zresztą najdroższa rzecz w moim zamówieniu.









Skusił mnie też wisior w kształcie serca, w którym zamknięto kolorowe kuleczki, szumnie i na wyrost nazwane perełkami. Jakość stali jubilerskiej jest już nieco gorsza niż w przypadku zegarka, ale i tak błyskotka prezentuje się całkiem ładnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej cenę, zaledwie 10 złotych.






Paw zdobiony kamyczkami w odcieniach błękitu i fioletu też kosztował 10 złotych, ale jego jakość jest nieco słabsza. Wykonany z cienkiej blaszki, nie waży w dłoni jak dwa wyżej prezentowane wisiory. Ale ma swój urok, fajnie prezentuje się na tle białej bluzki.






Jestem z tych zakupów całkiem zadowolona, zwłaszcza zegarek zrobił na mnie wrażenie. Myślę, że będę do tego sklepu od czasu do czasu wracać.

Jaki macie stosunek do sztucznej biżuterii? Uważacie, że takie błyskotki trącą kiczem, czy jednak je nosicie? A jeśli tak, to gdzie najchętniej je kupujecie? Piszcie!



Przypominam o konkursie z CupoNation.
Wygraj bon na zakupy o wartości 100 zł!