Wiem, że gumki Invisibobble w krótkim czasie zdążyły zgromadzić sporą grupę oddanych fanek, ja jednak ogromnie się nimi rozczarowałam i daleka jestem od ich wychwalania. Jeśli macie ochotę dowiedzieć się, dlaczego nastawiona jestem wobec nich tak niechętnie, zapraszam!

Przypominające sprężynki gumki Invisibobble są na pewno gadżetem pomysłowym. Wyglądają oryginalnie, ale o ich wyjątkowości przesądzać ma nie tyle ich wygląd, co rewolucyjne rzekomo właściwości. Według producenta gumki Invisibobble to nowa jakość, dzięki której możemy związywać włosy bez ryzyka ich wyrywania, nadmiernego ściskania i odkształcania. Przyznaję, że wizja możliwości zachowania gładkiej fryzury, bez śladów po gumce, naprawdę do mnie przemówiła. Uwierzyłam też w zapewnienia o niezwykłej elastyczności i trwałości tych sprężynek. Koniec końców kupiłam, z wielu wariantów kolorystycznych wybierając klasyczną czerń.

Mieszczące trzy sztuki opakowanie kosztuje 15 zł, co nie czyni z Invisibobble najtańszych gumek świata, jednak nie jest to też na pewno koszt nie do przełknięcia. Inna rzecz, czy warto tych kilkanaście złotych wydać. Według mnie niekoniecznie ...
Oczywiście wiele zależy od rodzaju włosów. Na moich, bardzo długich, grubych, ciężkich i z natury gładkich, gumki Invisibobble kompletnie nie zdały egzaminu. Pomijam już nawet fakt, że obietnice o ich trwałości można między bajki włożyć, bo jedna z nich pękła mi na dzień dobry już przy pierwszej próbie związania włosów, pozostałe dwie bardzo szybko natomiast odkształciły się, nie wracając do fabrycznego kształtu ciasnej sprężynki. Pal licho, ostatecznie można przymknąć na to oko. Gorzej, że one nie są w stanie utrzymać się na miejscu, po prostu ześlizgują się z kitki. Wiem, że założenie jest takie, żeby kitka związana Invisibobble była luźna, a przez to bardziej komfortowa, jednak w moim przypadku o komforcie nie ma mowy. Gumka zawiązana na dwa razy nie wytrzymuje naporu włosów, na trzy razy natomiast zawiązać się nie da, bo włosów mam po prostu za dużo (wychodzi na to, że najlepiej byłoby, gdybym miała ich jeszcze więcej albo nieco mniej). Nie nadaje się też do uformowania nocnego koczka, bo nie jest w stanie utrzymać jego ciężaru. To czyni Ivisibobble dla mnie praktycznie bezużytecznymi (wybaczcie, ale sugestii producenta, żeby gumki traktować jak biżuterię i nosić na nadgarstkach jako bransoletki, nie traktuję poważnie ...).

Oddając gumkom Invisibobble sprawiedliwość, trzeba dodać, że ładnie się na kitce prezentują, zaplatając się w ciekawy wzór. Na pewno trzeba też je pochwalić za delikatność, bo faktycznie nie przyczyniają się do wyrywania włosów. Łatwo też utrzymać je w czystości, bo tworzywo, z jakiego są wykonane, doskonale znosi kontakt z wodą. Ale zdecydowanie nie jest to propozycja dla każdego. Jeśli włosów macie dużo, a w dodatku są one niskoporowate, a więc naturalnie gładkie i lejące, Invisibobble mogą nie dać im rady. Takie jest moje doświadczenie, więcej ich nie kupię. Zwłaszcza że ślady na włosach to one jednak jakieś tam zostawiają ...
Gumki Invisibobble zdobyły ogromną popularność, na pewno więc wiele z Was ich używa. Jestem ogromnie ciekawa, co o nich myślicie. Kochacie je bezkrytycznie, czy jednak przychylacie się do mojej opinii? Koniecznie dajcie znać. Zdradźcie też, jak najchętniej radzicie sobie z włosami, związujecie je, czy spinacie? Czego używacie, gumek, klamer, spinek? Piszcie, czekam na Wasze komentarze!
Buziaki,
Cammie.









