Witajcie! Zastanawiałyście się może, gdzie się podziewam? Zniknęłam bez słowa na parę tygodni, ale jestem usprawiedliwiona, urlop ma swoje prawa - oderwana od pracy i internetu wypoczywałam w Chorwacji. W ostatnich latach miałam wrażenie, że jeżdżą tam wszyscy, tylko nie ja, tak się jakoś składało, że w swoich wcześniejszych podróżach na południe zawsze ten kraj omijałam, no ale w końcu i na mnie przyszła pora. Spakowaliśmy walizki i w drogę, kierunek: Zadar!
Relacjonując Wam swoje wcześniejsze wojaże ---> KLIK, zawsze starałam się pokazać Wam coś ciekawego, wyróżniającego w jakiś sposób miejsce, które odwiedzałam. Tym razem jednak mam za sobą zwykłe rodzinne wakacje dostosowane do sił i możliwości mojej ciągle jeszcze sypiającej w dzień trzyletniej córeczki, cały więc praktycznie czas spędziliśmy w jednym miejscu, bez długich wycieczek i wyszukiwania lokalnych atrakcji. Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko z chęcią rzucicie okiem na kilka pamiątkowych zdjęć, taki odpoczynek też ma przecież swoje niezaprzeczalne zalety. Migawki postaram się skomentować paroma luźnymi refleksjami, jakie nasuwają mi się po tym wyjeździe. Nie zabraknie też oczywiście wakacyjnych zakupów :))) Zapraszam!
Relacjonując Wam swoje wcześniejsze wojaże ---> KLIK, zawsze starałam się pokazać Wam coś ciekawego, wyróżniającego w jakiś sposób miejsce, które odwiedzałam. Tym razem jednak mam za sobą zwykłe rodzinne wakacje dostosowane do sił i możliwości mojej ciągle jeszcze sypiającej w dzień trzyletniej córeczki, cały więc praktycznie czas spędziliśmy w jednym miejscu, bez długich wycieczek i wyszukiwania lokalnych atrakcji. Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko z chęcią rzucicie okiem na kilka pamiątkowych zdjęć, taki odpoczynek też ma przecież swoje niezaprzeczalne zalety. Migawki postaram się skomentować paroma luźnymi refleksjami, jakie nasuwają mi się po tym wyjeździe. Nie zabraknie też oczywiście wakacyjnych zakupów :))) Zapraszam!

Nasze chorwackie wakacje spędziliśmy w Bibinje, niewielkiej, uroczej miejscowości położonej na obrzeżach Zadaru. Na początku czerwca, tuż przed rozpoczęciem sezonu, sprawiała wrażenie, jakby budziła się ze snu, omywana spokojnymi wodami zatoki. Prowadzącego wzdłuż jej brzegów deptaku nie zalewała jeszcze fala turystów, ale w nadmorskich restauracyjkach powoli zaczynał się już letni ruch. Komfort wypoczynku byłby wspaniały, gdyby nie niemiłosierny upał! Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jakie temperatury panują tam w lipcu i sierpniu, skoro czerwiec przyniósł grubo ponad trzydzieści stopni. Z drugiej strony, raj dla miłośników plażowania i morskich kąpieli.
Pobliski Zadar jest piątym pod względem wielkości miastem Chorwacji, ale wielkomiejskiego wrażenia wcale na mnie nie zrobił. Owszem, tętni życiem, ale łatwo daje się oswoić. Jest gdzie pospacerować, jest gdzie zjeść, jest gdzie kupić pamiątki, jest gdzie podziwiać widoki. Oryginalną ciekawostką są wbudowane w nadmorski deptak morskie organy, wypełniane dźwiękiem przez uderzające w nabrzeże fale. Niesamowita wodna muzyka! Warto posłuchać. Na tym samym deptaku nie można przejść też obojętnie obok "Pochwały Słońca". Dosłownie i w przenośni, bo instalacja wkomponowana została po prostu w trotuar, odtwarzając Układ Słoneczny. Dekoracyjne wielkie kręgi, z których największy, aż 22-metrowy, przedstawia Słońce, to nic innego jak wielkie baterie słoneczne, które wraz z nadejściem nocy rozbłyskują światłem. Piękne widowisko. Mówi się zresztą, że Zadar słynie z przepięknych zachodów słońca i naprawdę coś w tym jest.

Chorwacja w moich oczach?
- palące słońce;
- bezchmurne niebo;
- ciepłe morze;
- kamieniste i niezatłoczone jeszcze o tej tej porze roku plaże;
- zjawiskowe zachody słońca;
- dość surowy, ale przepiękny w swej prostocie krajobraz;
- przepyszne lody;
- śmiesznie tania i bardzo dobra kawa;
- pozostawiająca jak dla mnie sporo do życzenia kuchnia, nie do końca śródziemnomorska, nie do końca bałkańska, bogata co prawda w owoce morza, ale także w przygotowywane w niezbyt wyrafinowany sposób mięso, z mojego punktu widzenia uboga w warzywa i owoce;
- przedziwna, niezwykle ciasna zabudowa nadmorskich miejscowości, sprawiająca wrażenie kompletnej samowolki bez ładu i składu;
- gościnni ludzie;
- łatwość komunikacji z miejscowymi, dość powszechna znajomość angielskiego.
Na koniec jeszcze słówko o moich wakacyjnych zakupach. Nie mogłam przecież nie wejść do DM, drogerie tej sieci kusiły w Zadarze na każdym niemal rogu. Nie żałowałam sobie, oj nie :DDD

W drodze powrotnej spędziliśmy jeszcze parę dni w Budapeszcie, co z kolei zaowocowało odwiedzinami salonu Lush. To chyba oczywista oczywistość, że nie wyszłam z pustymi rękami? :)))

Za ilość szamponów, jaką przytargałam z tych wakacji, powinnam pójść do piekła :DDD Ale kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem :PPP
Wpadło Wam w oko coś z moich wakacyjnych zdobyczy? Dajcie znać. Napiszcie też koniecznie, jakie skojarzenia macie z Chorwacją. Spędzałyście tam kiedyś wakacje? A może macie to w planach? Dodałybyście coś do mojej listy spostrzeżeń? Piszcie, jak zwykle czekam na Wasze komentarze!
Niebawem wracam do regularnego blogowania,
tymczasem całuję,
Cammie.