beauty & lifestyle blog
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blusche. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blusche. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 września 2010

Spokojnie, wszystko pod kontrolą :)

Piękny makijaż zrobiony wcześnie rano już koło południa jest tylko wspomnieniem porannej świeżości i precyzji. Tu coś się rozmazało, tam coś starło, nos się świeci. W popłochu szukam lustra, by dyskretnie doprowadzić się do porządku. Brzmi znajomo? No to witam w klubie :)))

Poprawki makijażu w ciągu dnia to dla mnie konieczność. Dziś chcę Wam pokazać mój mały arsenał, tajną broń, bez której nie ruszam się z domu ;)

Po pierwsze: bibułki matujące.

Niezwykle przydatny gadżet. W ciągu kilku chwil odświeżają twarz usuwając nadmiar sebum, nie naruszając przy tym podkładu. Niewielkie i poręczne, mieszczą się w każdej torebce. Po prostu must have dla osoby borykającej się z przetłuszczającą się cerą. Nie muszę chyba wspominać, że użycie bibułki pozwala na poprawienie makijażu w sposób nie tyle niekłopotliwy, co przede wszystkim higieniczny. To dla cery dużo zdrowsze niż nałożenie kolejnej warstwy pudru prosto na przetłuszczoną, nieświeżą skórę.

Gorąco polecam Wam bibułki Wibo. Kosztują około 5 zł, w opakowaniu jest 40 sztuk. Naprawdę świetna relacja ceny do jakości. Używałam dużo droższych bibułek (np. Shiseido), ale od dłuższego czasu regularnie kupuję Wibo, nie widzę powodu, żeby przepłacać.










Po drugie: wspomniany już wyżej puder.

W torebce najlepiej sprawdza się puder prasowany. Dobrze, żeby był transparentny, co pozwoli na szybkie poprawki nawet w niekomfortowych warunkach (np. w złym świetle albo bez lusterka), bez ryzyka, że puder nieprecyzyjnie albo zbyt hojnie nałożony będzie się odznaczać.

Oczywiście trzeba dobrać puder do potrzeb swojej cery. Ja lubię, kiedy ma właściwości matujące, bo to przedłuża trwałość makijażu o kolejnych kilka godzin. Aktualnie noszę przy sobie taniutki Synergen. Sprawdza się świetnie.






Po trzecie: pędzel.

Oczywiście można aplikować puder gąbeczką, ale ja robię to rzadko, w sytuacjach naprawdę podbramkowych. Zwykle noszę przy sobie pędzel. Taki, który jest do tego przeznaczony, czyli zamknięty w chroniącą włosie obudowę. Bez ryzyka, że się zniszczy czy pobrudzi w torebce. Mój (Blusche, syntetyczny Retractable Kabuki Brush) to typowy kabuki, krągły i gęsty, doskonale nadaje się do nakładania pudru, rozprowadza go równomiernie cieniutką warstwą.











Tak oto codziennie odświeżam makijaż. Czasami, jeśli mam gorszy dzień, w ruch idzie dodatkowo korektor. Ale bibułki i puder aplikowany pędzlem to podstawa :)

A Wy? Macie swój kosmetyczny niezbędnik, bez którego nie wyjdziecie z domu?



piątek, 21 maja 2010

Pokaż, kotku, co masz w środku ;)

To stara prawda, że nie szata zdobi człowieka, warto poznawać ludzi bliżej nie oceniając ich powierzchownie, bo tak zwane "pierwsze wrażenie" może mylić. Ja stawiam tezę, że z kosmetykami jest podobnie :)

Pokazywałam Wam kosmetyczne śliczności, dzisiaj natomiast zbliżenie na produkty, które wyglądają niepozornie, ale ja kupowałabym je nadal, nawet jeśli miałyby najbrzydsze opakowania świata. Dlaczego? Bo to według mnie prawdziwe kosmetyczne perły.

Agropharm, Oeparol, Łagodny tonik bezalkoholowy:



Dziwna, trudna do zapamiętania nazwa i nie rzucająca się w oczy zwykła plastikowa butelka z papierową etykietą. Nie przykuwa uwagi, nie błyszczy, w żaden sposób nie wyróżnia się wyglądem. Nawet nie wiem, jak to się stało, że po niego sięgnęłam. To musiało być zrządzenie losu, bo to toporne opakowanie kryje najlepszy tonik, jaki znam! Delikatny, łagodny, odżywczy, pozostawia skórę oczyszczoną, mięciutką i nie podrażnioną. Spełnia wszelkie moje oczekiwania, nie mam do tego produktu absolutnie żadnych zastrzeżeń. Raczej do producenta, że nie dba o dystrybucję, bo nie jest to niestety kosmetyk łatwo dostępny. Ja zwykle zaopatruję się w niego składając specjalne zamówienie w aptece, ale wart jest tego trudu!

Everyday minerals, Luminizing Sunlight Powder:



Jestem ogromną fanką kosmetyków mineralnych, zdecydowanie dominują w mojej kolorówce. Miałam do czynienia z wieloma firmami, przetestowałam mnóstwo produktów i w tym mineralnym gąszczu propozycji moim faworytem, mimo okropnego pudełka, jest właśnie ten puder. Cóż, opakowania edm urodą nie grzeszą, to zwykłe plastikowe krążki, w których notorycznie zacinają się zabezpieczające pokrętełka. Nieważne, wszystko nieważne, bo luminizing broni się sam. Jest produktem uniwersalnym, stosuję go z powodzeniem zarówno jako primer, jak i jako finisher. W połączeniu z dobrze dobranym mineralnym podkładem działa na mojej twarzy cuda! Skutecznie i długotrwale matuje, widocznie wygładza i dyskretnie rozświetla. Rysy są złagodzone, twarz wygląda zdrowo i promiennie. Uwielbiam ten efekt!

Blusche, Babydoll illuminizer:



Kolejne mineralne cudeńko w niezbyt ładnym opakowaniu. Pudełeczko, które widzicie na zdjęciu, to wzór starego typu, bo firma Blusche jakiś czas temu wprowadziła zmiany. Tych nowych opakowań nie miałam jeszcze w rękach, ale do jakichkolwiek rewolucji by nie doszło, dla mnie to nie ma znaczenia, liczy się przede wszystkim to, co jest w środku. Babydoll illuminizier to w zasadzie jasnoróżowy rozświetlacz, jednak na mojej bardzo jasnej skórze świetnie sprawdza się jako róż. Nie umiem dobrze oddać słowami, jak wspaniały efekt ten produkt daje na policzkach. W lustrze widzę niesamowicie naturalny look, delikatny rumieniec, jakby z podekscytowania. Widzę subtelne rozświetlenie, bez widocznych drobinek. Widzę promienną, zdrową skórę. Czego chcieć więcej?

Czasem warto zajrzeć pod tę przysłowiową szatę, nieprawdaż? ;)))