beauty & lifestyle blog
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nivea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nivea. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 listopada 2013

Ryzykując, czyli moje rossmannowe zakupy ;)))

Zamieszczając dzisiejszy post pewnie narażam się na hejt, bo na wpisy o rossamannowej promocji co niektórzy reagują już alergią, ale co tam, zaryzykuję :DDD Chcę pokazać, co kupiłam

Byłam twarda, trzymałam się listy ---> KLIK. I w zasadzie niemal w całości udało mi się ją zrealizować.






Nie dostałam jedynie czarnego lakieru do paznokci L'Oreal Black Swan, byłam w dwóch Rossmannach i w żadnym go nie było. Za to w obu stan reszty lakierów L'Oreal wołał o pomstę do nieba! Dramat. Wyeksponowane na samej górze, tuż pod głównymi lampami szafy, wszystkie co do jednego były obrzydliwie rozwarstwione. Zastanawiam się, kto to w ogóle kupi? Już nie wspominając o tym, że nawet gdybym upadła na głowę i jednak chciała za któryś zapłacić i tak nic by z tego nie było, bo nie mogłam do tej półeczki dosięgnąć i czegokolwiek z niej ściągnąć. W szpilkach! Owszem, nie jestem wysoka, no ale bez przesady. Nie wiem, nawet jeśli sposób ekspozycji nie interesuje producenta, to powinien interesować dystrybutora, który przecież przez te pozornie błahe sprawy traci potencjalnych klientów.

Także czarnego lakieru nie mam. Ale mam za to czerwony. I złoty top coat :DDD Próżni przecież być nie może ;)))






Złoty top coat Wibo chodził za mną już od kliku tygodni, ale jak na złość nigdy nie mogłam na niego trafić. Wczoraj nie było nawet śladu po reszcie kolekcji WOW, za to to jedno złotko na mnie czekało. Czerwień natomiast skusiła mnie swoim klasycznym odcieniem i idealnie kremową formułą. Brakowało mi takiego lakieru.

Trafił mi się też gratis! Dwie wiśniowe pomadki ochronne Nivea Fruity Shine.






Miła niespodzianka. Pomadek ochronnych mam teraz pod takim dostatkiem, że chyba na całą zimę wystarczy :))) A skoro już o pielęgnacji ust mowa, to na koniec dodam tylko, że Baby Lips jednak nie były objęte promocją, jedną sztukę na próbę kupiłam więc w regularnej cenie.


A jak tam Wasze zakupy? Udane? Jak wrażenia?


Buziaki,
Cammie.




czwartek, 7 października 2010

Błękitne misie :)

O dobrodziejstwach kosmetyków dla niemowląt jeszcze słów kilka. W moim przypadku nie kończą się one bowiem na oliwce :) Jest jeszcze jeden produkt przeznaczony dla dzieci, który ZAWSZE mam pod ręką.

Chusteczki. Wilgotne chusteczki, które w pielęgnacji maleńkich dzieci wykorzystuje się w celach higienicznych, mnie służące do demakijażu.

Jeszcze niedawno wierna byłam chusteczkom Rossmann Babydream. Ale moje ostatnie odkrycie to Nivea Baby Soft&Cream (Nivea KLIK).



Do jakości chusteczek Babydream nie miałam zastrzeżeń, ale zdarzało się, że wysychały, zanim zdążyłam zużyć całe opakowanie (z tego, co pamiętam, 80 sztuk). Z Nivea Baby nie ma tego problemu, bo po pierwsze są mocniej nasączone, a po drugie opakowania są mniej pojemne (63 sztuki). Nie oznacza to jednak, że mniej ekonomiczne, bo dwupak kosztuje około 10 - 12 zł. Przyznacie, że to nie tak dużo za 126 chusteczek, które stosowane codziennie wystarczą w takiej ilości na ponad cztery miesiące?

Cieszę się, że po nie sięgnęłam, bo mają cechę, dzięki której świetnie się w demakijażu sprawdzają. Wyróżnia je bowiem coś, co producent nazwał mikrogąbeczkami. Chusteczki Nivea Baby mają po prostu tłoczoną w maleńkie wypustki fakturę, dzięki czemu bardzo skutecznie ścierają makijaż. Nasączone są substancjami nawilżającymi i naturalnym olejkiem z nagietka, są przy tym miękkie, ale i wytrzymałe. Jedna sztuka wystarcza na starcie makijażu z całej twarzy. Konieczny jest oczywiście dalszy demakijaż tradycyjnymi środkami, ale po kolorowych kosmetykach i całodniowej warstwie kurzu i innych zanieczyszczeń nie ma śladu, nie rozmazujemy ich więc po skórze np. razem z mleczkiem czy żelem do mycia twarzy.

Chusteczki Nivea Baby to jak na razie mój faworyt w swojej kategorii. Nie przeszkadza mi nawet ten niemowlęcy akcent w postaci zdobiących je błękitnych misiów :)))