beauty & lifestyle blog
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uriage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uriage. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 sierpnia 2013

Uffff, jak gorąco, czyli jak przetrwać lato w biurze

Jeśli chodzi o temperatury, sięgające ostatnio niemal czterdziestu stopni, to tegoroczne lato jest bezlitosne, nie daje wytchnienia. Jak przetrwać te upały w pracy, w nieklimatyzowanym biurze? Wiadomo, najlepiej wziąć urlop :DDD Co zrobić jednak, kiedy o urlopie można tylko pomarzyć? Trzeba zacisnąć zęby i jakoś sobie radzić.

Tak, w moim biurze nie ma klimatyzacji. Pracuję w dużej instytucji, jednak warunki pracy są, jakie są. Tyle dobrego, że nie obowiązuje mnie sztywny dress code, więc jeśli chodzi o strój, mam pewną swobodę, w upały mogę pozwolić sobie na nieco luźniejsze ubranie. Tak czy inaczej pewne normy powinny być standardem niezależnie od pogody i tego się trzymam. Takim właśnie standardem są dla mnie rajstopy. Gołym nogom w pewnych sytuacjach mówię: nie. Co oczywiście oznacza, że latem zawsze szukam tych najcieńszych z najcieńszych, czyli oznaczonych symbolem co najwyżej 8 DEN. Produkowane są co prawda rajstopy nawet 6 DEN, ale w zwykłych sklepach trudno je dostać. Na zdjęciu niezawodna Gatta, do kupienia chociażby w Rossmannie.






W upalne dni makijaż ograniczam do minimum, ale i tak muszę mieć go w ciągu dnia pod kontrolą, bo moja skłonna do błysku cera w wysokich temperaturach radzi sobie jeszcze gorzej niż zwykle. Dlatego nie rozstaję się z bibułkami matującymi, które szybko i skutecznie pozwalają mi zmatowić skórę i nieco odświeżyć makijaż. Od kilku lat wierna jestem bibułkom Wibo, są taniutkie (około 5 zł za 40 sztuk) i łatwo dostępne. Nie mam do nich zastrzeżeń, nie rwą się w palcach i skutecznie zbierają sebum. 






A dla ochłody woda termalna! Najbardziej lubię Avene i Uriage, którą widzicie na zdjęciu. Znalazłam ją w lipcowym ShinyBox, ale sama też regularnie tę wodę kupuję (z Waszego polecenia zresztą!), bo nad innymi termalkami ma tę przewagę, że po jej użyciu nie ma potrzeby osuszania cery. Rano spryskuję nią twarz, żeby pozbyć się pudrowości makijażu i przy okazji odrobinę go utrwalić, a w ciągu dnia po prostu odświeżam się jej chłodną mgiełką. Przynosi mi to ogromną ulgę i koi zmęczoną upałem, opuchniętą skórę. Letni must have!






Na koniec nie mogę nie wspomnieć o antyperspirancie. To naturalne, że w tak ekstremalnych upałach termoregulacja organizmu często zawodzi i łatwo się spocić nawet nic nie robiąc. W pracy jest to trochę kłopotliwe (przynajmniej dla mnie, niestety widzę, a raczej czuję, że wiele osób nic sobie z tego nie robi ...), dlatego ratuję się sprejem, który na awaryjne sytuacje trzymam w służbowym biurku. Co w nim takiego niezwykłego? Obniżona zawartość substancji zapachowych! Na zdjęciu widzicie akurat Lady Speed Stick, ale wydaje mi się, że inne marki też mają w ofercie coś podobnego. Ten antyperspirant jest bardzo delikatnie perfumowany (czuć w nim jedynie słabą nutę na kształt "fresh cotton" czy "fresh linen"), nie przytłaczając zapachem ani mnie, ani mojego otoczenia, co w czasie upałów naprawdę nie jest bez znaczenia, jednocześnie dość skutecznie chroniąc mnie przed potem i dając poczucie panowania nad sytuacją. Godny uwagi!






Tak prezentują się moje biurowe sztuczki na upalne dni i jestem ogromnie ciekawa, jakie są Wasze sposoby na przetrwanie lata w pracy. Piszcie! Mam nadzieję, że coś jeszcze mi podpowiecie. Żebym nie musiała liczyć na to, że szef w swojej łaskawości znowu tak jak dziś z powodu wysokich temperatur po prostu wypuści nas wcześniej do domu ;)))


Buziaki,
Cammie.





czwartek, 18 lipca 2013

Mogło być lepiej, czyli lipcowy ShinyBox

No i jest, lipcowy ShinyBox. Letnia edycja szumnie zapowiadana była jako niezwykle bogata, nic dziwnego, że apetyt miałam wyostrzony. Owszem, w pudełku znalazłam aż osiem produktów, ale mimo tej obfitości wygląda na to, że uczta dla konesera niestety to nie jest. Choć muszę przyznać, że stonowana estetyka lipcowego pudełka naprawdę do mnie przemawia. Podoba mi się ten dekoracyjny i kolorystyczny minimalizm.






A w środku? Hmmmm, cóż ... Raz lepiej, raz gorzej.



BAZA POD CIENIE I DO UST ORAZ PERŁOWY CIEŃ DO POWIEK GRASHKA






Baza bardzo mnie zainteresowała, myślę, że to jeden z ciekawszych produktów w pudełku, w dodatku pełnowymiarowy. Cieszę się, że będę miała okazję bliżej ją poznać. Ciekawią mnie zwłaszcza jej właściwości utrwalające produkty do ust, jeszcze nigdy nie miałam czegoś takiego. 

Cień do powiek zupełnie nie trafiony niestety, kolor kompletnie do mnie nie przemawia, poza tym sugeruje się, żeby używać go na mokro, a ja nie lubię takich formuł. Szkoda, bo to jeden z dwóch produktów pełnowymiarowych, a ja na pewno nie będę miała z niego użytku.



ŻEL POD PRYSZNIC I MLECZKO DO CIAŁA WERBENA L'OCCITANE






Generalnie L'Occitane lubię i w innych okolicznościach cieszyłabym się z tych dwóch produktów, ale tak się składa, że nie jest to dla mnie żadna nowość, tę samą serię proponował bowiem w którejś z zeszłorocznych edycji konkurencyjny Glossybox. Nie zmienia to oczywiście faktu, że i żel, i mleczko z przyjemnością zużyję, nie będzie to miało dla mnie po prostu posmaku nowości.



WODA TERMALNA I KREM DO MYCIA CREME LAVANTE URIAGE






Analogiczna sytuacja - świetna marka, ale doskonale mi znana. Wodę termalną Uriage kupuję od dawna, więc miniatura na pewno się przyda, szkoda jedynie, że znowu znalazłam w pudełku produkt, który nie ma już przede mną tajemnic. Dobrze, że chociaż krem będzie dla mnie nowością, aczkolwiek zwykle podejrzliwa jestem w stosunku do kosmetyków tak uniwersalnych, że przeznaczonych jednocześnie i do ciała, i do twarzy. Ufam jednak marce Uriage, więc na pewno sprawdzę, co to za cudo.



No i na koniec kuriozalne "prezenty specjalne", jak określone zostały dwa ostatnie produkty.



LAKIER DO PAZNOKCI EXTREME NAILS I CIEŃ DO POWIEK WIBO






Zdecydowanie najsłabszy punkt tego pudełka. Lakier w kolorze zupełnie spoza "mojej" palety i cienie, których na bank nigdy nie użyję. Z pewnością nie zawiesiłabym na nich oka w sklepie. Już pomijam nawet fakt, jak tania i popularna to marka, nie mogę zrozumieć po prostu, po co umieszczać w pudełku tak nieciekawe kolorystycznie produkty? Zwłaszcza że marka Wibo, choć reprezentuje niską półkę, nadąża za trendami i na pewno mogłaby pokazać się z dużo lepszej strony.



Nie porwało mnie to pudełko jakoś szczególnie, ale przyznaję, że w dużej mierze też dlatego, że sporo produktów, które w nim znalazłam, już od dawna znam. Wrażenie popsuł ten nieszczęsny prezent specjalny, choć nie wykluczam, są osoby, dla których miałby on jakąś wartość estetyczną i praktyczną. Dla mnie nie ma. Cieszę się natomiast z bazy i wody termalnej, na pewno pójdą w ruch. 


Co myślicie o lipcowym Shiny? Mogło być lepiej, prawda? Ale na pewno dostrzegacie jakieś mocne punkty. Co wpadło Wam w oko?


Buziaki,
Cammie.




Wybierz podkład dla siebie!
Yves Rocher Pure Light
czy Maybelline Dream Satin Liquid?