beauty & lifestyle blog
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bomb Cosmetics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bomb Cosmetics. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 stycznia 2015

Witajcie w Nowym Roku, czyli podsumowanie grudnia | popularne posty, rozrywka, blogowe odkrycie, zakupy i prezenty


Witajcie w Nowym Roku! Na podsumowanie ostatnich dwunastu miesięcy zaproszę Was za kilka dni, tymczasem chciałabym zatrzymać się na chwilę przy grudniu. Najpierw jednak noworoczne życzenia, których nie miałam jeszcze okazji Wam złożyć. Oby 2015 rok przyniósł Wam wiele dobrego! Ambitnych wyzwań, zrealizowanych planów, spełnionych marzeń, pozytywnych emocji i inspirujących ludzi wokół. Serdeczności!

Skoro noworoczne grzeczności mamy już za sobą, zapraszam na podsumowanie grudnia. Mam nadzieję, że z ciekawością sprawdzicie, jak mi ten miesiąc minął.




Na początek jak zwykle krótki przegląd najpopularniejszych grudniowych wpisów. Ze statystyk wynika, że najchętniej sprawdzałyście, co mam do powiedzenia na temat czytnika ebooków Kindle ---> KLIK. Zainteresowanie wzbudzał też post, w którym pokazałam Wam moją świąteczną listę marzeń ---> KLIK. Ciekawe byłyście również, czy do twarzy mi w brązowej szmince, którą ogłosiłam swoim grudniowym odkryciem ---> KLIK. Jeśli te posty przegapiłyście, teraz macie doskonałą okazję, żeby do nich zajrzeć.

Na FB ---> KLIK największy zasięg osiągnął wpis, pod którym dyskutowałyśmy o najpiękniejszych czerwonych lakierach do paznokci. Wskazałyście wiele interesujących typów, ja jednak zatrzymałam się przy jednym, szybko powiększając swoje lakierowe zbiory o Essie A list, przepiękną, głęboką czerwień o kremowym wykończeniu. Miałyście już okazję zresztą ją zobaczyć, o TUTAJ.




Jeśli chodzi o moje grudniowe rozrywki, to wieczory podobnie jak w listopadzie ---> KLIK upływały mi głównie pod znakiem The Big Bang Theory.




Obejrzałam już wszystkie dostępne odcinki i właśnie zastanawiam się, co dalej. Jakieś sugestie? Z chęcią poznam Wasze serialowe rekomendacje. W końcu muszę czymś wypełniać te długie zimowe wieczory :DDD

Seriale serialami, ale trochę mnie już znacie i dobrze wiecie, że bez czytania nie żyję. Moim grudniowym lekturom jak zwykle poświęciłam odrębnego posta, do którego odsyłam zainteresowanych tematem ---> KLIK.




W dwóch słowach dodam jedynie, że spośród wszystkich książek, które przeczytałam w grudniu, Waszej szczególnej uwadze polecam "Marsjanina" Andy'ego Weira i "Czy jesteś psychopatą?" Jona Ronsona. Zainteresowani historią po "Dzieci '44" sięgną pewnie i bez mojej podpowiedzi.

Po dość długim okresie posuchy mam też dla Was w końcu odkrycie blogowe. Chciałabym polecić Wam InspiYear Project ---> KLIK, którego autorka w 365 codziennych wpisach, jakie planowo mają powstać, na bieżąco zdaje relację ze zmian, jakie zaprowadza w swoim życiu, porządkując je, oczyszczając i szukając równowagi, skupiając się na czterech głównych obszarach - minimalizmie, ciele, umyśle i organizacji. Bardzo ciekawe podejście do samorozwoju, koniecznie zajrzyjcie!

Jeśli chodzi o grudniowe zakupy, to nie sposób nie wspomnieć o Dniu Darmowej Dostawy. Szykując świąteczne prezenty dla bliskich, skorzystałam z oferty Minti, Cocolity, Pan tu nie stał, Pudło nie nudno i Wydawnictwa Znak. Wspominam o tym, bo zetknęłam się z wieloma negatywnymi opiniami na temat tej akcji. Ja niczego niepożądanego nie doświadczyłam, wszystkie sklepy wywiązały się z transakcji na medal. Także Pachnąca Wanna, gdzie tuż przed północą zdążyłam też kliknąć kilka aromatycznych drobiazgów dla siebie, uzupełniając zimowe zapasy wosków.




Na zdjęciu oprócz Yankee Candle i Kringle widzicie też kilka wosków Craft&Beauty, które udało mi się wygrać w konkursie organizowanym przez Kasiaj85, autorkę Sweet&Punchy. Na razie jednak czekają na swoją kolej, aktualnie moim zapachowym hitem jest wosk Kringle Balsam Fir, tak wiernie odzwierciedlający zapach igliwia, że spokojnie może konkurować z żywą choinką, która ciągle jeszcze zdobi mój salon. Serdecznie Wam ten zapach polecam. A tak przy okazji, macie żywe choinki, czy sztuczne?

A reszta zakupów? Zdecydowanie najważniejszym grudniowym nabytkiem była zapewne dobrze Wam znana paleta Urban Decay Naked 2.




Tak jak wspominałam już na FB, uwielbiam sama robić sobie prezenty, bo zawsze są trafione ;))) O palecie pewnie jeszcze kiedyś napiszę, podejrzewam, że w ramach serii O tym się mówi.

Innych kosmetycznych zakupów większego kalibru w grudniu już nie robiłam, cała para poszła w książki (Publio.pl, zbankrutuję kiedyś przez Was!). Ale o nich nie będę Wam tu pisać, prędzej czy później i tak znajdą się w którymś z książkowych postów.

Dostałam za to kilka bardzo interesujących prezentów, czy to świątecznych, czy to w ramach moich blogowych współprac. Przemiłą niespodziankę zrobiła mi chociażby wspominana już dzisiaj Pachnąca Wanna ---> KLIK, która postanowiła umilić mi święta Śnieżnymi Babeczkami, czyli świecą zapachową Bomb Cosmetics o aromacie ciasta, karmelu i jagód oraz piernikowym Ciastkiem, czyli musującą kulą do kąpieli, również Bomb Cosmetics, pachnącą imbirem, cytrusami, goździkiem, kardamonem i piżmem.




Kolejny prezent to przesyłka niespodzianka od Ecolore ---> KLIK, nowej polskiej marki oferującej kosmetyki mineralne. Polecam ją Waszej uwadze, naprawdę ciekawe produkty! Dwa z nich, róż Dolly Mist i cień Velvet Almond, zasiliły moje mineralne zasoby.




W ramach współpracy z Clareną ---> KLIK, do mojej pielęgnacji włączyłam w grudniu silnie nawilżający preparat z kwasem hialurownowym, Hyaluron 3D Elixir. Świetnie sprawdza się w walce ze skutkami ubocznymi kuracji Locacidem. Więcej za parę tygodni!




Nie sposób nie pochwalić się też świątecznymi prezentami od moich bliskich, zwłaszcza tak trafionymi. Zdecydowanie największą radochę zrobił mi mąż, dzięki któremu mój stary wysłużony HTC wymieniłam na piękny, smukły i jakże wielofunkcyjny iPhone 6. Uwierzcie mi, jakbym przesiadła się z malucha do mercedesa :DDD Kocham ten telefon od pierwszej chwili. 




Mogę też wykreślić już kilka pozycji z mojej świątecznej listy marzeń. Jeśli chodzi o kolorówkę, to jak już wspominałam Wam w którymś z ostatnich postów, pomiędzy innymi prezentami pod choinką znalazłam MAC Blankety. Dzięki, mamo!




Mam już też swoje wymarzone naszyjniki i przepiękny notatnik. Cieszę się, jak nie wiem co :))) Teraz muszę jeszcze tylko rozejrzeć się za jakimś ładnie wydanym terminarzem na 2015 rok.






Na koniec coś, o czym powinnam wspomnieć Wam już w listopadzie, bo właśnie wtedy trafił do mnie ten gadżet, ale całkiem wyleciało mi to z głowy. Cóż, wielkiej straty nie było, bo szczerze mówiąc produkt mnie nie oczarował. Chodzi o Jelid, chusteczki zmywające lakier do paznokci. Opakowanie zawiera 50 osobno pakowanych chusteczek nasączonych zmywaczem bez acetonu. Jedna rzekomo ma dawać radę zmyć lakier ze wszystkich 10 paznokci, ale niestety obietnicę tę między bajki można włożyć. Chusteczki kompletnie nie radzą sobie z brokatami, bardzo słabo z ciemnymi lakierami, jedynie te najjaśniejsze poddają się im bez oporów. Także szału nie ma. Choć awaryjnie kilka sztuk w torebce można nosić. Co myślicie o takich wynalazkach? Dałybyście tym chusteczkom szansę?




To już wszystko, o czym chciałam Wam napisać, podsumowując grudzień. Mam nadzieję, że nie nudziłyście się, mimo tej przydługiej formy. Zapraszam do komentowania, jeśli tylko macie ochotę do czegoś się odnieść. Zdradźcie też, jak upłynęła Wam końcówka roku. Co porabiałyście, jakie dostałyście prezenty, jakim świątecznym bądź poświątecznym promocjom uległyście? Piszcie, jak zwykle czekam na Wasze komentarze!

Buziaki,
Cammie.



wtorek, 6 maja 2014

Dobry temat na dzień jak dziś, czyli eksplozja zapachów Bomb Cosmetics


Trudno wrócić do rzeczywistości po tak długim weekendzie, no nie? Ja w każdym razie mam z tym problem, ciągle jeszcze funkcjonuję na pół gwizdka, chcąc więc koniecznie coś dziś dla Was napisać, szukałam tematu, który byłby lekki i przyjemny i nie kłócił się z moim rozleniwionym nastrojem. Padło na wiosenną propozycję Bomb Cosmetics, mleczko do ciała o słodkim zapachu kokosa i ylang ylang, pomarańczowo - mandarynkowy żel pod prysznic i mydło w płynie pachnące świeżo niczym pranie wypłukane w wodzie z dodatkiem olejku z drzewa sandałowego i paczuli. Mówię Wam, prawdziwa eksplozja zapachów. Tak, to dobry temat na dziś!




Lotion do ciała Cloud Cuckoo Land
Rozkoszny zapach kokosa + dodatek naturalnego olejku kokosowego i ylang ylang = dogłębnie nawilżona i rozkosznie pachnąca skóra! Dzięki swojej lekkości lotion doskonale się wchłania, a dzięki pompce jest też praktyczny i wydajny!

Żel pod prysznic Flying High
Owocowy, odświeżający żel pod prysznic, który orzeźwia dzięki naturalnym olejkom z pomarańczy i mandarynki oraz tropikalnemu zapachowi z nutkami bergamotki i trawy cytrynowejŻel doskonale myje i nie wysusza skóry, bo nie zawiera SLS ani parabenów. Dzięki praktycznemu opakowaniu żelu używa się bardzo łatwo i jest on wyjątkowo wydajny.

Żel do mycia rąk Handbags&Gladrags
Żel o zapachu świeżej bawełny dla wielbicieli czystości i lekkich, naturalnych aromatów. Doskonale myje i nie wysusza skóry, bo nie zawiera SLS ani parabenów! W zapachu odnajdziesz także akordy kwiatu jabłoni, nuty cytrusowe oraz świeże kwiatyDzięki pompce żel jest praktyczny i wydajny!




Taaaaak, zapachy to zdecydowanie to, co wyróżnia te produkty wśród całej masy podobnych balsamów, żeli i mydeł. Są intensywne, głębokie, skoncentrowane i długo utrzymują się na skórze, wszystkie trzy!

Palma pierwszeństwa pod tym względem zdecydowanie należy się jednak balsamowi, który choć ma postać lekkiego mleczka, pachnie wyjątkowo mocno, przywodząc na myśl słodkie kokosowe ciasteczka. Naprawdę, zapach wyłącznie dla wielbicieli kokosanek, każdego innego może zemdlić ;))) 

Zapachy żelu i mydła są już dużo lżejsze, choć nadal bardzo, bardzo wyraziste. Moim faworytem od pierwszej chwili został żel pod prysznic, którego zapach jest kompozycją świeżych cytrusowych nut doprawionych bergamotką i ma tę cudowną właściwość, że zawsze mnie pobudza, strząsając ze mnie największe zmęczenie. Genialny! Dowodem na to, jak go lubię, niech będzie fakt, że na zdjęciach zapozowała niemal pusta butelka. Moje wyróżnienie dla żelu pod prysznic jest tym bardziej istotne, że jak pewnie wiecie, generalnie wolę myć ciało mydłami w kostce.

A jak pachnie mydło w płynie? Otóż pachnie suszonym na słońcu, powiewającym na wietrze praniem, świeżą, czystą, miękką bawełną przesiąkniętą zmysłową nutą drzewa sandałowego i paczuli. Zapach piękny, a na dłoniach tak wyczuwalny, jakbyśmy te pranie same przed chwilą ręcznie zrobiły :DDD

Można by zastanawiać się nad innymi walorami wiosennych produktów Bomb Cosmetics, ale chyba nie ma po co. Nie są to kosmetyki wybitne, ale bardzo przyzwoite, spełniają swoje funkcje, nawilżają, myją, odświeżają. Ale za to pachną po prostu bezkonkurencyjnie.

Bezkonkurencyjne mają też opakowania. Duże, pojemne butle (każda po 300 ml) wyposażone zostały w pompkę lub wygodny dozownik, dzięki czemu są niezwykle praktyczne i wygodne w użytkowaniu. Nie wspominając już nawet o tym, że po prostu cieszą oko, ładne są te zdobiące je rysuneczki.

Żałuję jedynie, że ta seria kosmetyków Bomb Cosmetics nie jest nieco tańsza, bo każdy z nich kosztuje około 40 zł. Wyobrażam sobie, że w miarę lekką ręką można dać tyle za balsam do ciała, ale już płacąc za mydło czy żel pod prysznic, pewnie niejednemu ta ręka by zadrżała. Dobra wiadomość jest jednak taka, że dzięki Pachnącej Wannie (pisałam Wam o niej już tyle razy, że nie będę się znowu powtarzać, zainteresowanych odsyłam do starszych postów, szukajcie pod etykietą "W kąpieli") mamy szansę niektóre z nich dostać aż o 25% taniej. W ramach promocji "Produkt dnia" codziennie zniżką objęty jest inny produkt z asortymentu sklepu i z tego, co wiem, 9 maja taniej kupić będzie można opisywany dziś przeze mnie żel do rąk o świeżym zapachu prania, a pod koniec miesiąca, 29 maja, kokosowe mleczko do ciała. Wszystkie szczegóły na bieżąco TUTAJ.


Są tu jakieś miłośniczki mocnych zapachów? Który z tych trzech wydaje Wam się najbardziej kuszący? Słodkie kokosanki, orzeźwiające cytrusy czy świeżo wyprana bawełna? Dajcie znać, czekam na Wasze komentarze!

Buziaki,
Cammie.



piątek, 18 kwietnia 2014

Dla ciała i dla oka, czyli czyż to nie jest śliczne?| Bomb Cosmetics


Tuż przed świętami, w wirze wielkanocnych przygotowań, pewnie nie znajdziecie czasu na długą relaksującą kąpiel? W takim razie choć rzućcie okiem na dodatki do kąpieli Bomb Cosmetics! Jak zwykle prześliczne, urocze, słodkie. Kto wie, może nawet nabierzecie ochoty na chwilę wytchnienia w wannie? 




To jak, co wybieracie? Deser kakaowy, jagodową babeczkę, czy wiśniowo-jabłkową kulę? Wybór trudny, bo wszystko warte grzechu. Wiem, co mówię!


"Dalekie krainy", deser kakaowy do kąpieli z rumiankiem i olejkiem kokosowym. Owocowy koktajl łączący mleczne nuty kokosów ze słodkim ananasem. Cukierkowe serce zapachu cieszy nos, a jego słodką bazę tworzą karmel oraz wanilia.




"Tęcza", przywracająca równowagę kremowa babeczka do kąpieli z olejkiem szałwiowym i paczuli, pachnąca niczym przepyszny, jagodowy deser z lodami.




"Pocałunek motyla", podnosząca na duchu musująca kula do kąpieli z olejkami eterycznymi z mandarynki i neroli. Jabłuszka i wiśnie zaklęte w słodkiej kuli z motylkiem.




Powiem Wam szczerze, że ja mam z tego typu dodatkami do kąpieli pewien problem. Dość poważny nawet. Szkoda mi wrzucać je do wanny! Te wszystkie kuleczki, babeczki i inne muffinki są zwykle tak ładne, że najnormalniej w świecie lubię cieszyć nimi oko i moment rozpuszczenia ich w wodzie odwlekam w nieskończoność. Muszą swoje odleżeć, pełniąc w łazience funkcje dekoracyjne. Ale jak już się w końcu zdecyduję i przygotuję kąpiel z prawdziwego zdarzenia, to jest to dzięki nim najczęściej prawdziwa uczta dla zmysłów.

Nie inaczej było tym razem, nie zawiodłam się na żadnym z tych trzech dodatków. Nie było to dla mnie niespodzianką, bo tego typu produkty Bomb Cosmetics zdążyłam już dość dobrze poznać i wiedziałam, że za każdym razem czeka mnie odżywcza, kremowa, natłuszczająca ciało kąpiel. I tak właśnie było.

Najbardziej spodobała mi się kąpiel z "Pocałunkiem motyla", bo ta kula jako jedyna mocno musowała i wyraźnie zabarwiła wodę na piękną, żywą zieleń. Najtreściwszy okazał się deser kakaowy, bardzo skoncentrowany, według producenta wystarczający na nawet cztery kąpiele (mnie wystarczył na dwie, ale tylko od Was zależy, jak bardzo pozwolicie mu się rozpuścić za jednym razem). Kąpiel z "Tęczą" była natomiast zabawna, dzięki dodatkowi migoczącego brokatu, który na szczęście nie osiadał za bardzo na skórze.

Mankamenty? Jak zwykle te same. Brak piany i konieczność szorowania wanny z tłustego osadu. No i cena, bo trzeba liczyć się z wydatkiem rzędu 12-18 zł. Wbrew pozorom najekonomiczniej wypada najdroższy "Pocałunek motyla", bo teoretycznie powinien wystarczyć na cztery kąpiele, więc jego koszt rozkłada się na kilka seansów w wannie.


Produkty Bomb Cosmetics dostępne są w Polsce coraz szerzej, ale ja jak zwykle rekomenduję Wam Pachnącą Wannę ---> KLIK, której kibicuję od samego początku. Koniecznie zajrzyjcie, trwają tam teraz wiosenne porządki, wybrane produkty kupić można nawet o 50% taniej. Ja chyba też powinnam sprawdzić, co mają ciekawego, w końcu po kulach i babeczkach zostało mi tylko wspomnienie, pora więc zadbać o nowe dekoracje do mojej łazienki :DDD No bo same przyznajcie, czyż one nie są śliczne?


Buziaki,
Cammie.



piątek, 7 marca 2014

Mandarynkowa królowa i budyń z rabarbarem, czyli kąpiel z Bomb Cosmetics | Wiosenne nowości


Propozycja na piątkowy wieczór? Kąpiel! Gorąca, relaksująca, z pachnącym, pielęgnującym ciało dodatkiem. Co powiecie na kulę lub babeczkę Bomb Comsetics? "Mandarynkową królową" albo "Budyń z rabarbarem"? Nie powiecie pewnie nic, bo prawdopodobnie nic na ich temat jeszcze nie wiecie. Ale się dowiecie :D Zapraszam na recenzję! A zaraz potem na krótką prezentację wiosennych nowości od Bomb Cosmetics. Kąpielowych, a jakże! Ale nie tylko :)))


Jak możecie pamiętacie, "Mandarynkową królową" i "Budyń z rabarbarem" dostałam jakiś czas temu w prezencie od Pachnącej Wanny. Szybko zrobiłam z nich użytek!

"Mandarynkowa królowa" to kremowa kuleczka o przepięknym, orzeźwiającym zapachu mandarynki z pomarańczą. Dzięki wysokiej zawartości masła kakaowego i nieco niższej shea cechują ją silne właściwości nawilżające i natłuszczające, przyczyniające się do odżywienia i uelastycznienia skóry.






Skład: Sodium Bicarbonate, Citric Acid, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Zea Mays (Corn) Starch, Sodium Lauryl Sulfate, Sucrose, Parfum (Fragrance), Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Aqua (Water), Citrus Nobilis (Mandarin) Peel Oil, Citrus Limonum, Hydrogenated Vegetable Oil, Lecithin, Shellac, Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax, Dextrin, Aroma (Flavor), Limonene, Citral, CI 19140 (Yellow 5), CI 45430, CI 15985 (Yellow 6), CI 16035 (Red 40).

Cena: 11 zł (aktualnie Pachnąca Wanna oferuje ją za 8,8 zł).






Kulka jest malutka, ale tym razem nie było to już dla mnie zaskoczeniem, pamiętałam "Owocowy raj", z którym miałam do czynienia kilka tygodni temu ---> KLIK. Mimo mikrych rozmiarów (spójrzcie, jak niewielka się wydaje chwycona w dwa palce), naprawdę ma moc! Wrzucona do wody rozpuszcza się około kwadransa, stopniowo uwalniając cytrusowy zapach, masła i olejki. Niestety nie pieni się, to nie ten rodzaj kąpielowego gadżetu. Trochę mi tego szczerze mówiąc brakowało, bo kocham kąpiel z pianką. Nie do przecenienia są jednak właściwości odżywcze tej niepozornej kulki. Bogata w składniki natłuszczające, zmienia wodą niemal w emulsję, odczuwalnie otulającą skórę, w działaniu przypominając dobrą oliwkę. Jeśli nie lubicie natłuszczać ciała w ten sposób, "Mandarynkowa królowa" pewnie nie przypadnie Wam do gustu, jednak jeśli kochacie ten rodzaj pielęgnacji, będziecie zachwycone. Nie wierzę jednak, że istnieje ktokolwiek, kto kochałby czyszczenie wanny po tym tłustym domowym SPA ...


"Budyń z rabarbarem" z kolei to babeczka o słodkim, owocowym zapachu jagód, rabarbaru i brzoskwini podszytym karmelowo-waniliową nutą, która mimo podobnych proporcji składników natłuszczających, sprawia jednak wrażenie produktu nieco lżejszego niż opisywana wcześniej "Mandarynkowa królowa".






Skład: Sodium Bicarbonate, Citric Acid, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Zea Mays (Corn) Starch, Sodium Lauryl Sulfate, Parfum (Fragrance), Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Sucrose, Aqua (Water), Elaeis Guineensis (Palm) Kernel Oil, Elaeis Guineensis (Palm) Oil, Lecithin, Amyris Balsamifera Bark Oil, Salvia Sclarea (Clary) Oil, Acacia Senegal Gum, Shellac, Linalool, CI 19140 (Yellow 5), CI 16255, CI 14270, CI 18050. 

Cena: 12 zł (aktualnie Pachnąca Wanna oferuje ją za 9,6 zł).






Prześliczna! Aż żal było wrzucać do wanny. W końcu jednak tam trafiła, powoli (około 20 minut) rozpuszczając się i zwykłą kąpiel, dzięki przyjemnemu zapachowi i właściwościom odżywczym, zmieniając w relaksującą sesję. Tak jak wspominałam, miałam wrażenie, że "Budyń" nie jest aż tak bogaty, tak tłusty, jak "Królowa", więc pewnie ma szanse przypaść do gustu szerszemu gronu. Zaznaczę tylko, że i w tym przypadku nie ma co liczyć na pianę. Z pewnością można jednak liczyć na porządne nawilżenie ciała, co najmniej na kilka dni zwalniające z nielubianej przez niektórych konieczności balsamowania.


Nie wyobrażam sobie wrzucać kul czy babeczek do każdej kąpieli, po pierwsze ze względu na ich cenę, po drugie (i ważniejsze) ze względu na ich bogaty skład. Nie widzę potrzeby częstego tak mocnego natłuszczania skóry. Ale od czasu do czasu, dlaczego nie? Cieszę się więc, że dzięki niezawodnej Pachnącej Wannie będę miała okazję poznać kilka kolejnych kąpielowych gadżetów od Bomb Cosmetics, tym razem z ich najnowszej wiosennej kolekcji. 






Na swoją kolej w mojej łazience czeka już musująca jabłkowo - wiśniowa kuleczka "Pocałunek motyla" z olejkami eterycznymi z mandarynki i neroli, kremowa jagodowa babeczka "Tęcza" z paczuli i szałwią oraz deser kakaowy "Dalekie krainy" z rumiankiem i kokosem. Wielkie butle, które widzicie na ostatnim zdjęciu, to z kolei kokosowy lotion do ciała, cytrusowy żel pod prysznic i mydło do rąk o zapachu świeżej bawełny. Szczegóły wkrótce, tymczasem odsyłam Was na stronę Pachnącej Wanny, gdzie możecie zobaczyć więcej wiosennych nowości ---> KLIK.



Lubicie umilać sobie kąpiel takimi gadżetami? Piszcie! I nie zapomnijcie zajrzeć jutro, z okazji Dnia Kobiet zaproszę Was na konkurs z atrakcyjną nagrodą!


Buziaki,
Cammie.

Edit:
Pachnąca Wanna dała znać,
że do niedzieli włącznie
na wszystkie produkty Bomb Cosmetics
obowiązuje zniżka 20% :)
Plus, jak zwykle, bezpłatna przesyłka
przy zamówieniu o wartości minimum 50 zł.




poniedziałek, 2 grudnia 2013

Błogi odpoczynek, czyli świeca zapachowa Bomb Cosmetics | DDD i kod rabatowy dla Was!


Kończąc cykl postów podsumowujących listopad, powinnam napisać Wam teraz o moich listopadowych lekturach, ale ze względu na przypadający dziś Dzień Darmowej Dostawy [wszystkie szczegóły TUTAJ] postanowiłam zmienić plany. O książkach następnym razem, tymczasem zapraszam na recenzję świecy zapachowej Bomb Cosmetics Blissful Rest z asortymentu Pachnącej Wanny. Wytrwajcie do końca, bo mam dla was kod rabatowy, który w połączeniu z darmową przesyłką może stanowić pokusę nie do odparcia.


Blissful Rest, czyli Błogi Odpoczynek, to już moja druga świeca Bomb Comsetics, także wybierając ją, dobrze wiedziałam, czego się spodziewać - uroczej metalowej puszki kryjącej ozdobiony serduszkami aromatyczny, długo palący się wosk.






Piękna świeca o dynamicznym zapachu bergamotki z typowym, cytrusowym charakterem zielonego cytrusa, podkreślonym cierpką falą cytryny, limonki, grejpfruta oraz mandarynki. Sprzyja błogiemu wypoczynkowi! Świeca zawiera czyste, naturalne olejki eteryczne z lawendy oraz szałwii.

Cena: 39 zł






Świece Bomb Cosmetics nie tylko pięknie pachną, ale też zwyczajnie cieszą oko. Czyż to nie jest śliczne?






Blissful Rest to dobrze skomponowane połączenie mandarynki z bergamotką. Zapach jest świeży i lekki, jego intensywność określiłabym jako średnią. Owszem, jest wyczuwalny, ale nie męczący. Raczej dyskretny, wypełniający pomieszczenie, ale pozostający gdzieś tam w tle. Muszę przyznać, że świeca Olive Garden, którą miałam wcześniej, była pod tym względem mocniejsza, wygląda więc na to, że siła zapachu zależy od konkretnej kompozycji. 

Wiadomo, wszystko jest kwestią upodobań. Dla mnie Blissful Rest mógłby być zapachem nieco mocniejszym, ale chcę mu oddać sprawiedliwość i podkreślić, że mandarynka świetnie uzupełnia się z bergamotką, tworząc naprawdę relaksującą całość. Warto przy tym zaznaczyć, że świece Bomb Cosmetics są ręcznie robione! Przyjemność, jaką dają, jest długotrwała, wszystkie palą się około 45 godzin, równomiernie się przy tym wypalając i nie kopcąc.






Recenzją Blissful Rest zamykam serię wpisów o produktach z Pachnącej Wanny. Za kilka dni zaproszę Was na mikołajkowy konkurs, w którym będzie można zagrać o nagrodę z jej pachnącego asortymentu, tymczasem dla zainteresowanych mam kod rabatowy dający 10% zniżki na zakupy w tym internetowym sklepie z kąpielowymi kosmetykami i umilaczami kąpieli. W trakcie składania zamówienia wystarczy podać hasło o treści "Cammie". Będzie aktywne aż do 24 grudnia. A dziś, w ramach Dnia Darmowej Dostawy, w przypadku zakupów o wartości minimum 20 zł, dodatkowo wysyłka gratis! Co więcej, wróbelki ćwierkają, że przez cały grudzień do zamówień o wartości powyżej 75 zł dołączane będą pachnące prezenty. Mam nadzieję, że skorzystacie, czy to kupując coś dla siebie, czy też wybierając coś dla bliskich. Ofertę sklepu możecie przejrzeć TUTAJ. Udanych zakupów!


Lubicie świece zapachowe? Jakie zapachy są dla Was najbardziej kuszące? No i jak podobają Wam się świecie w puszkach od Bomb Cosmetics?


Buziaki,
Cammie.






sobota, 16 listopada 2013

Owoce i płatki róż, czyli pachnące dodatki do kąpieli

Propozycja na sobotni wieczór, kąpiel! Co powiecie na relaks w wannie z pachnącymi dodatkami? Z cząstkami owoców lub z płatkami kwiatów? Pozwólcie, że pomogę Wam się zdecydować. Zapraszam na recenzję kremowej kuleczki kąpielowej "Owocowy raj" Bomb Cosmetics oraz koziego mleka do kąpieli z płatkami róż The Secret Soap Store, cudowności z asortymentu opisywanej przeze mnie niedawno Pachnącej Wanny ---> KLIK.


Na pierwszy ogień kuleczka. Nie kula, nie kulka, kuleczka właśnie. Rozmiarów mniej więcej mandarynki. 






Poddaj się swojej grzesznej stronie! Soczysty, porzeczkowy aromat kulki, wzbogacony owocowymi akcentami letnich truskawek, malin i jagód na ciepłej bazie z kremowego karmelu i wanilii to tylko preludium do kąpielowej ekstazy! W kuleczkę wciśnięto ręcznie prawdziwe owoce kiwi i jeżyny oraz wegańskie perełki do kąpieli, a jej serce wypełniono czystymi olejkami eterycznymi z orzecha makadamii i z cedru!

Zapach: czarna porzeczka
Zawiera naturalne olejki: orzech Makadamii i Cedr
Zawiera owoce kiwi, wegańskie perełki do kąpieli i jeżyny
Właściwości: odżywia i nawilża
Waga: 30g
Cena: 11 zł






Kuleczka już na pierwszy rzut oka mnie oczarowała, urocza z tymi swoimi wszystkimi dodatkami i mocnym owocowym zapachem. Ale przyznam szczerze, że jej mikre rozmiary mnie zaskoczyły. Przyzwyczajona do dużych, podzielnych kul kąpielowych, spodziewałam się czegoś większych gabarytów. Ale jak to mówią, w małym ciele wielki duch, bo wrzucona do wody rozpuszczała się dłużej niż jakikolwiek znany mi produkt tego typu, dobrych 15 minut! Powoli, stopniowo uwalniała kawałki owoców, pielęgnujące ciało olejki i nasilający się porzeczkowy zapach. 

Sama kąpiel była niezwykle przyjemna, gorzej po kąpieli ... Okazało się, że kuleczka miała naprawdę bogaty skład. O ile olejki na mojej skórze zrobiły dobrą robotę, porządnie ją odżywiając, tak wannę pobrudziły niemiłosiernie. Po spuszczeniu wody został na niej gruby tłusty osad z masą owocowych paprochów. Także relaksująca kąpiel skończyła się mało relaksującym szorowaniem wanny ...

Sama nie wiem. Z jednej strony fantastyczna jakość, bogaty skład i odprężenie, z drugiej jednak denerwująca konieczność gruntownego sprzątania po kąpieli. No i cena, aż 11 zł. Sporo, jak na jednorazową przyjemność. Myślę, że to na pewno doskonały pomysł na prezent, dla siebie samej chyba pożałowałabym kasy. Zwłaszcza że kąpiel biorę kilka razy w tygodniu i poszłabym z torbami, gdybym miała rozpieszczać się tak za każdym razem. No chyba że kupiłabym taką kulkę w celach dekoracyjnych, bo naprawdę jest śliczna i roztacza intensywny zapach, więc na pewno byłaby miłym akcentem w łazience. Też tak macie, że szkoda Wam wrzucić co ładniejsze kule do wody? U mnie niektóre leżą tygodniami, najpierw ciesząc oczy, dopiero potem ciało.


Jeśli chodzi natomiast o mleko do kąpieli, nie mam żadnych wątpliwości, będę kupować. Moje, moje, moje! Wspaniałe. I ekonomiczne :DDD






Naturalne mleko do kąpieli z dodatkiem mleka koziego:
  • doskonale oczyszcza, odżywia i nawilża skórę, proteiny zawarte w mleku, ze względu na swe właściwości pielęgnacyjne, dobroczynnie wpływają na kolagen w skórze opóźniając procesy starzenia;
  • mleko jest źródłem wysokowartościowych białek i kwasów tłuszczowych w tym niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych;
  • zawiera witaminy A, D, E rozpuszczalne w tłuszczach oraz z grupy B rozpuszczalne w wodzie;
  • regularne stosowanie sprawia, ze skóra staje się bardziej jedwabista i utrzymuje elastyczność przez długi czas;
  • kąpiel z dodatkiem mleka przenosi do świata zmysłów, pielęgnuje skórę pozostawiając ją gładką i miłą w dotyku.
Róża, królowa kwiatów, najpiękniejszy i najdelikatniejszy kwiat,symbol gorących uczuć i ogrodowego piękna. Towarzyszy ludziom od zawsze urzekając swym zapachem i pięknem. Płatki czerwonej róży mają działanie ściągające i rozjaśniające skórę. Olejek różany pobudza produkcję kolagenu.

Cena: 25 zł / 500 ml






Opakowanie kosztuje 25 zł i mieści 500 ml produktu. Ta ilość, jak szacuję, starczy na pięć, sześć kąpieli (a w wannach mniejszych niż moja pewnie więcej), co jednorazowo oznacza koszt nie większy niż 5 zł. Brzmi lepiej, prawda? :DDD

Brak mi słów, żeby opisać Wam walory tego produktu. Jest znakomity. Wsypany do wody, odczuwalnie zmiękcza ją, dając jednocześnie niewielką co prawda, ale gęstą pianę. Momentalnie uwalnia się też różany zapach, niesamowicie intensywny, mocny, a co najważniejsze naturalny, przy tym bardzo, bardzo odprężający. Płatki róż w opakowaniu nie wydają się może imponujące, ale pod wpływem ciepłej wody cudownie się rozwijają, unosząc się na powierzchni i dając prawdziwe poczucie luksusu. Z takiej kąpieli aż nie chce się wychodzić!

To mój pierwszy kontakt z The Secret Soap Store i coś czuję, że przepadłam. Jeśli to mleko do kąpieli jest reprezentatywne i inne produkty marki są równie dobre, to na pewno stanę się wierną klientką. Póki co mam ochotę wypróbować mleko z innymi dodatkami, może z piwonią albo passiflorą? Dostępne są jeszcze wersje z konwalią, lawendą, czerwoną borówką, a także miodem i ziołami.



Uwielbiam wszelkie dodatki do kąpieli, ale muszę uczciwie przyznać, że jak dla mnie mleko The Secret Soap Store zdystansowało kuleczkę Bomb Cosmetics. Oba produkty są fajne, ale mleko jest fajniejsze :DDD


To co, idziemy się kąpać? Co wrzucicie do wody? :)))


Buziaki,
Cammie.




Przypominam, że przez cały listopad
w Pachnącej Wannie trwa promocja "Oswajanie jesieni", 
dzięki której każdego dnia jeden wybrany produkt 
kupić można ze zniżką rzędu 25%
(dziś na przykład zestaw upominkowy Bomb Cosmetics
 "Hawajski kwiat" ---> KLIK).
Ponadto do końca roku wysyłka zakupów 
o wartości powyżej 50 zł gratis!




czwartek, 7 listopada 2013

Relaks w kąpieli, czyli Pachnąca Wanna

Bez czego nie możecie się obejść, przygotowując sobie relaksującą kąpiel? Cokolwiek by to nie było, założę się, że znajdziecie to w Pachnącej Wannie!

Pachnąca Wanna ---> KLIK to nowy sklep online oferujący wszystko to, bez czego kąpiel się nie liczy, czyli pieniące się płyny, pielęgnujące olejki, odprężające sole, bogate w dodatki kremowe i musujące kule, aromatyczne żele do mycia ciała, kolorowe mydła czy świece zapachowe. Prawdziwy sezam dla miłośników kąpielowych umilaczy. Oto dowód!






BOMB COSMETICS
KREMOWA KULECZKA DO KĄPIELI OWOCOWY RAJ

Soczysty, porzeczkowy aromat kulki, wzbogacony owocowymi akcentami letnich truskawek, malin i jagód na ciepłej bazie z kremowego karmelu i wanilii to tylko preludium do kąpielowej ekstazy! W kuleczkę wciśnięto ręcznie prawdziwe owoce kiwi i jeżyny oraz wegańskie perełki do kąpieli, a jej serce wypełniono czystymi olejkami eterycznymi z orzecha makadamii i z cedru!

THE SECRET SOAP STORE
KOZIE MLEKO DO KĄPIELI Z PŁATKAMI RÓŻY

Róża królowa kwiatów, najpiękniejszy i najdelikatniejszy kwiat,symbol gorących uczuć i ogrodowego piękna. Towarzyszy ludziom od zawsze urzekając swym zapachem i pięknem. Płatki czerwonej róży mają działanie ściągające i rozjaśniające skórę. Olejek różany pobudza produkcję kolagenu. 

THE SECRET SOAP STORE 
MYDŁO W KOSTCE MANDARYNKA I BERGAMOTKA 

Mydło 100% roślinne z dodatkiem 8 naturalnych olejów roślinnych: olejek Avocado (Eco-Cert), olejek Shea/ Karite, olejek Macadamia, olejek Jojoba, oliwa z oliwek, olejek ze Słodkich Migdałów, olejek winogronowy, olejki z Palm Kokosowych. Skoncentrowane działanie szerokiej gamy naturalnych olejów roślinnych i zawartych w nich witamin C, A, D, E, B oraz kwasów omega sprawia, że po umyciu skóra jest bardzo dobrze nawilżona, doskonale odżywiona i lekko natłuszczona. 

BOMB COSMETICS
ŚWIECA ZAPACHOWA BŁOGI ODPOCZYNEK

Piękna świeca o dynamicznym zapachu bergamotki z typowym, cytrusowym charakterem zielonego cytrusa, podkreślonym cierpką falą cytryny, limonki, grejpfruta oraz mandarynki. Sprzyja błogiemu wypoczynkowi! Świeca zawiera czyste, naturalne olejki eteryczne z lawendy oraz szałwii.

THE SECRET SOAP STORE
KREM DO RĄK 20% SHEA POMARAŃCZA

Krem do rąk, dzięki wysokiej - 20% zawartości masła Shea, jest znakomitym kosmetykiem do pielęgnacji suchej i podrażnionej skóry rąk. Dodatkową jego zaletą kremu jest zniewalający zapach pomarańczy.




Dzięki Pachnącej Wannie najbliższe wieczory upłyną mi pod znakiem aromatycznego relaksu. Pierwsze recenzje niebawem. Szykuje się też atrakcyjna niespodzianka dla Was! Tymczasem może zainteresuje Was aktualna promocja, Oswajanie jesieni, dzięki której przez cały listopad każdego dnia jakiś produkt z pachnącego asortymentu sklepu kupić można ze zniżką rzędu 25%. Dziś na przykład produktem dnia jest szampon w kostce Bomb Cosmetics Czynnik Wow. Pamiętajcie też, że do końca roku wysyłka zakupów o wartości powyżej 50 zł gratis!


Uważam, że Pachnąca Wanna ma ogromny potencjał i trzymam kciuki za ten biznes, tym bardziej, że rozkręca go jedna z Was. Pomysłodawczyni życzę powodzenia w interesach, a nam, klientkom, jak najszerszej oferty, niskich cen i wielu atrakcyjnych promocji!


Kusi Was oferta Pachnącej Wanny? Obok jakich dodatków do kąpieli nigdy nie możecie przejść obojętnie? 


Buziaki,
Cammie.





poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Znowu poniedziałek, czyli lubię krówki :DDD

Weekendy są zdecydowanie za krótkie, nie uważacie? Ani się człowiek obejrzy i znowu poniedziałek ... No ale przynajmniej okna umyte, meble balkonowe przytachane z piwnicy, a w donicach kwitną pierwsze kwiatowe sadzonki. Mam nadzieję, że już niedługo będę do Was klikać spod parasola chroniącego przed słońcem! Póki co nadaję jednak z kanapy :DDD 

W tamtym tygodniu przy okazji wpisu o granulkach zapachowych [---> KLIK] wspominałam Wam, że znowu skusiłam się na mydła Bomb Cosmetics. Tym razem dla siebie wybrałam słodkie Candy Box z bergamotką, słodką pomarańczą oraz nutami karmelu i wanilii, a dla męża rześkie Crystal Waters z olejkiem lawendowym i nutami cytrusowymi.






Każde mydełko jest formowane, kolorowane i ozdabiane ręcznie. Gliceryna zawarta w kosteczce "zamyka" wodę w skórze, dzięki czemu mydełko nie tylko doskonale myje, ale też nawilża. Dodatkowo, wszystkie mydełka zawierają specjalnie dobrane, czyste, naturalne olejki eteryczne, które poprawią nastrój czy wygląd ciała, w zależności od tego, które mydełko wybierzesz! Poza tym, że są bardzo praktyczne, nasze mydełka są także wyjątkowo piękne i cudownie pachnące - więc ozdobią i napełnią Twoją łazienkę zapachem nawet wtedy, gdy ich nie używasz!



Kostki ważą 120 g, czyli nieco więcej niż tradycyjnie, kosztują 14 zł za sztukę. Lubię je za piękne zapachy, dekoracyjny wygląd i wydajność. Pod kątem pielęgnacji skóry cudów nie czynią, ale w końcu to tylko mydła. Ja w każdym razie regularnie do nich wracam. Jakiś czas temu szczegółowo opisałam Wam Hawaiian Flower [TUTAJ], a teraz, skoro już i tak o Bomb Cosmetics mowa, podzielę się z Wami opinią na temat Foaming Fudge, czyli Waniliowej Krówki :)))






Jak na złość dziś akurat nie widzę na Aromatelli tego wariantu zapachowego, ale to pewnie kwestia czasu, aż pojawi się z powrotem. W każdym razie Foaming Fudge to mydło o słodkim zapachu karmelu z nutami wanilii. Kombinacja ta do złudzenia przypomina naszą swojską krówkę!

Waniliowa Krówka, słodka i jakże apetyczna! Pięknie pachnie, świetnie się pieni, doskonale myje, nie wysuszając przy tym skóry. Żałuję jedynie, że zapach, choć wyczuwalny w trakcie kąpieli, na skórze w zasadzie się nie utrzymuje. Dla większości z Was pewnie będzie to zaletą, bo nie konkuruje z perfumami, ale ja chciałabym móc cieszyć się tymi słodkościami dłużej. Po prostu lubię krówki :DDD

Mydła Bomb Cosmetics, choć glicerynowe, nie mają tendencji do rozmiękania (o ile oczywiście odpowiednio je przechowujemy, nie narażając na stały kontakt z wodą) i charakteryzują się świetną wydajnością. Zwykle taka kostka starcza mi na minimum 4-5 tygodni, także cena (14 zł), na pierwszy rzut oka nie taka niska, wydaje mi się całkiem adekwatna. Czego najlepszym dowodem jest chyba to, że ciągle do tych mydeł wracam. Waniliowa Krówka powoli staje się tylko wspomnieniem, ale na swoją kolej czeka już Candy Box, czyli Bombonierka. A przy następnych zakupach na bank wezmę pobudzającą Musującą Pomarańczę, to już postanowione!


Macie swoje ulubione mydła? W jakie zapachy zwykle celujecie? Słodkości? Owoce? Zioła? Kwiaty? Ciekawa jestem Waszych preferencji. No i oczywiście ukochanych mydlarni! Będę wdzięczna za opinie i linki.


Buziaki,
Cammie.



Zmieniłam nieco szerokość szablonu,
dajcie znać,
czy wszystko gra 
i nic się nie rozjeżdża :*



czwartek, 11 października 2012

Czynnik "wow"?

Zapowiadałam, że będzie sporo o włosach i tak jest. Nie jesteście jeszcze zmęczone tym tematem? Jeśli nie, to zapraszam na recenzję szamponu w kostce Wow Factor z Bomb Cosmetics :) Pamiętacie? Kilka miesięcy temu kupiłam go w sporym zamówieniu na aromatella.pl [KLIK].









Absolutna nowość: szampon w kostce! Bez zbędnej wody, sama esencja wydajnego, naturalnego szamponu z dodatkiem olejków eterycznych i odżywek, który sprawi, że Twoje włosy będą doskonale jedwabiste! Ten szamponik zawiera doskonałe olejki eteryczne z cedru oraz drzewa herbacianego, a pachnie klasycznym rumiankiem z drzewną, lawendową nutą.

Jak używać szamponu?
Potrzyj 2-3 razy mokre włosy kosteczką, a otrzymasz gęstą pianę, którą dokładnie wetrzyj, masując głowę. Następnie spłucz pianę - i gotowe!

Waga: 50g



Na stronie sklepu zachwalany jest jako absolutna nowość. Cóż, kłóciłabym się. Szampony w kostkach od dawna dostępne są w Lushu, nawet niektóre nasze rodzime mydlarnie mają coś podobnego w ofercie. W ogóle jakoś cały ten Wow Factor trąci mi podobieństwem do szamponów Lush. Identyczny kształt, identyczna, jakby wiórkowa formuła (widać to na drugim zdjęciu, bardzo przypomina chociażby Seanik czy Squeaky Green), nawet wymiary identyczne, bo kostka idealnie zmieściła mi się w lushowym okrągłym metalowym pudełeczku (bar tin). Ktoś tu wyraźnie się "inspirował"! :DDD

Dobra, pomińmy to. Nie od dziś wiadomo, że mniej znane marki często wzorują się na tych bardziej znanych. Wystarczy chociażby przypomnieć niezwykłe podobieństwo niektórych opakowań Essence, W7 czy MeMeMe do charakterystycznych kartoników Benefitu.

Skupmy się raczej na właściwościach Wow Factor. Jest ten obiecywany czynnik "wow", czy go nie ma? Cóż, ja go nie zauważyłam, ale muszę tej kostce oddać, że włosy myje bardzo porządnie. Oczyszcza je dokładnie ze wszystkiego (z codziennych zanieczyszczeń, z wszelkich kosmetyków do stylizacji, nawet z olejów), tak mocno, że aż piszczą pod palcami. Ale nie robi nic ponadto. 

Jego największą chyba zaletą jest formuła. Kostka jest niewielka i lekka, świetna dla osób często podróżujących, mających niewielką łazienkę lub dzielących ją z innymi. Rzeczywiście pieni się fantastycznie, pod tym względem obietnice spełnia w 100%, wystarczy dwa, trzy razy przetrzeć nią włosy i otrzymujemy obfitą, miękką pianę. Wydajność też jest przyzwoita, 50 gramów odpowiada moim zdaniem butelce tradycyjnego szamponu o pojemności 200 ml. Kostka wystarczyła mi na cztery tygodnie, a włosy myję codziennie. Owszem, kosztuje 19 złotych, czyli więcej niż przeciętny szampon, ale z drugiej strony sporo mniej niż wspomniane już wyżej szampony Lush.

Nie żałuję zakupu, ale raczej już go nie powtórzę. Chyba że z myślą o jakiejś długiej, dalekiej podróży. Mógłby to też być pomysł na fajny, drobny prezent dla kogoś.

Jesteście otwarte na takie wynalazki? A może wychodzicie z założenia, że dobry szampon to szampon tradycyjny (i tani)? Piszcie!

środa, 18 lipca 2012

Mam bzika ;)))

Pamiętacie moje zachwyty nad pachnącym asortymentem aromatella.pl [TUTAJ]? Powoli mogę zabierać się za recenzowanie tych wszystkich cudeniek, które wtedy prezentowałam. Zacznę od mydełka Hawaiian Flower od Bomb Cosmetics









Co aromatella pisze o mydłach Bomb Cosmetics?

Nasze ręcznie wytwarzane mydełka zawierają naturalną, nawilżającą glicerynę i czyste olejki eteryczne, specjalnie dobrane ze względu na swoje aromaterapeutyczne właściwości. 
Gliceryna zatrzymuje wodę w skórze, dzięki czemu mydełko nie tylko świetnie myje, ale i doskonale nawilża. Mydełka są bardzo delikatne, mają neutralne pH o wartości ok. 7 oraz zawierają mieszankę czystych olejków, dobranych do pielęgnacji konkretnego rodzaju skóry czy części ciała lub po prostu po to, by poprawić samopoczucie i wzmocnić pozytywne emocje. 
Poza tym, że są bardzo praktyczne, nasze mydełka są także wyjątkowo piękne i cudownie pachnące - więc ozdobią i napełnią Twoją łazienkę zapachem nawet wtedy, gdy ich nie używasz! 

A co konkretnie o Hawaiian Flower?

Wspaniały aromat kokosowo - ananasowej pina colady każdemu poprawi nastrój, podczas gdy naturalne olejki z pomarańczy i mandarynki pomogą odzyskać energię i werwę!

Zapach: pina colada
Naturalne olejki: słodka pomarańcza i mandarynka
Właściwości: rewitalizujące
Waga: min. 120g


Zgadzam się z opisem, mydełko jest śliczne i mocno pachnące. Cieszy oko, co biorę za duży plus, bo lubię otaczać się ładnymi rzeczami, spełniającymi swoją podstawową funkcję, a dodatkowo posiadającymi walory dekoracyjne. Co prawda na stronie aromatelli widziałam mydła ładniejsze nawet niż Hawajski Kwiat, ale w tym wypadku zadecydował opis zapachu. Co tu dużo gadać, skusiła mnie ta pina colada! 

Szczerze mówiąc spodziewałam się, że nuty kokosa i ananasa będą mocniejsze. Tymczasem zapach Hawaiian Flower jest jakby podsypany cukrem, który dominuje nad resztą kompozycji. Nadal zachowany jest jednak jej orzeźwiający charakter i rzeczywiście kąpiel z tym mydłem daje energetycznego kopa. Po pierwszym rozczarowaniu bardzo się z tym zapachem polubiłam. Naprawdę wypełniał łazienkę, zwłaszcza tuż po rozpakowaniu z folii, potem z czasem zelżał.

Kostka jest całkiem spora (120 g, 14 zł) i następne mydełko na pewno przetnę na pół, zanim zacznę używać, bo w oryginalnym gabarycie początkowo jest nieco nieporęczna. Zmydla się w standardowym tempie, tak to oceniam. Wykończyłam Hawajski Kwiat co prawda w niespełna trzy tygodnie, czyli w rekordowym czasie, ale muszę zaznaczyć, że był to okres największych upałów, kiedy prysznic brałam średnio trzy razy dziennie, a czasami nawet dodatkowo w środku nocy :)))

Obawiałam się trochę, że glicerynowa baza spowoduje, że w kontakcie z wodą mydło zacznie rozmiękać, ale na szczęście nic takiego się nie stało. Zachowało swoją formę prawie do samego końca, ostatni skrawek dopiero rozpadł się na kilka elementów. Ale oczywiście starałam się odpowiednio je przechowywać, bez narażania za zachlapanie.

Mimo całej sympatii dla Hawaiian Flower, myślę, że więcej tego akurat mydła nie kupię. Za bardzo kuszą mnie inne warianty zapachowe! I już nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po czekającą na mnie w moich mydlanych zapasach Waniliową Krówkę :DDD

Lubicie takie mydlane rozpieszczacze? Czy tylko ja mam na ich punkcie bzika? ;)))

wtorek, 8 maja 2012

Ostrzegałam! :DDD

Wiecie, że lubię rozpieszczać się zapachami. Zakupy na aromatella.pl chodziły mi po głowie od ładnych paru miesięcy, ale ciągle się im opierałam. W końcu jednak pękłam i żałuję, że dopiero teraz! Aromatella to sklep wprost stworzony dla osób takich jak ja :))) Ofertę ma bogatą, od zapachów do wnętrz po aromaterapię, ale w swoim pierwszym zamówieniu skupiłam się na produktach Bomb Cosmetics. Kolorowych, cieszących oko i kusząco pachnących!






Wybór mydeł mnie oszołomił. Ostatecznie zdecydowałam się na dwa: wzięłam słodką, karmelową, cukierkową Waniliową Krówkę (120 g, 14 zł) oraz kokosowo - ananasowy Hawajski Kwiat z olejkami ze słodkiej pomarańczy i mandarynki (120 g, 14 zł).






Dla mojego męża zamówiłam zmysłowy Błękit Oceanu (120 g, 14 zł), w którym dominują nuty mięty pieprzowej i lawendy oraz miętowo - eukaliptusowy Orzeźwiacz (140 g, 25 zł), masujące mydło pod prysznic.






Skusiłam się też na dwa szampony w kostce: nabłyszczający To Be Sheer (50 g, 19 zł) i zmiękczający Wow Factor (50 g, 19 zł). Niestety nie widzę ich już na stronie. Widzę za to inne :ppp






Ostatni gadżet, na jaki się zdecydowałam, to cukrowy scrub do ust Cytrynowa Beza (16 g, 21 zł).






Przeglądając asortyment aromatelli, naprawdę musiałam się powstrzymywać, żeby kompulsywnie nie wrzucać wszystkiego do koszyka. Było ciężko :))) Te kostki i olejki do masażu, te kule, babeczki i pudry do kąpieli, te masełka i balsamy do ciała, wszelkie maseczki, galaretki i peelingi! Wszystkie takie śliczne, kolorowe, obiecujące niezwykłe zapachowe doznania! Jestem pewna, że będę często do tego sklepu wracać, dopieszczając zmysły:)))

Uwaga, podaję linka! KLIK Ale wchodzicie na własną odpowiedzialność. W razie czego, ostrzegałam! :DDD