beauty & lifestyle blog
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Be Beauty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Be Beauty. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 stycznia 2013

Styczniowe odkrycia :)))

Zapraszam na styczniowe odkrycia! Tym samym rozpoczynam nowy cykl, w którym planuję co miesiąc prezentować Wam, co takiego zachwyciło mnie w ostatnim czasie. I nie mam tu na myśli ulubieńców, bo ulubione kosmetyki często towarzyszą mi przez całe lata, a właśnie o godne polecenia nowości, które pojawiły się w moim makijażu i w mojej pielęgnacji w przeciągu mijającego miesiąca. Jak Wam się podoba ten pomysł? 


Jeśli chodzi o makijaż, styczeń w odkrycia był ubogi. Było tylko jedno, ale za to jakie! Catrice Eyebrow Set, nareszcie coś, co "robi" mi brwi :DDD









Ta paletka (dwa odcienie chłodnego brązu plus miniakcesoria zamknięte w solidnej, czarnej kasetce) to oczywiście żadna nowość, na pewno doskonale ją znacie. Ja skusiłam się na nią parę tygodni temu i skaczę z radości, bo wygląda na to, że po długich poszukiwaniach w końcu udało mi się dobrać produkt, którym jestem w stanie w nieprzerysowany sposób zdefiniować swoje brwi. Alleluja! :DDD 



Dużo więcej działo się w pielęgnacji. Zacznę od kremu do rąk, bo skradł moje serce bez reszty. A chodzi o najzwyklejszy i chyba najtańszy na rossmannowskiej półce krem Isana Hand Creme Kamille.






Cudo za grosze (a dokładnie za jakieś trzy złote :DDD)! Niepozorne, okrągłe pudełko kryje wspaniały krem rumiankowy, który świetnie pielęgnuje dłonie, będąc przy tym na tyle uniwersalnym, że spisuje się także w pielęgnacji stóp. Nawilża, odżywia, koi, dobrze się wchłania, ładnie pachnie, czego chcieć więcej? Zostaje u mnie na stałe.


Na płyn micelarny Be Beauty z Biedronki musiałam trochę polować. Wiedziałam z Waszych doniesień, że pojawił się w stałej ofercie, jednak dość długo nie mogłam na niego trafić. Aż w końcu się udało :)))






Kolejny hit za śmiesznie niską cenę (4,5 zł). W dodatku produkowany dla Biedronki przez Tołpę, czyli znaną i godną zaufania markę (dla niezorientowanych wspomnę, że producenta można sprawdzić wpisując kod kreskowy w odpowiednie wyszukiwarki, np. TUTAJ). Jest skuteczny, a przy tym łagodny, już zdążyłam go polubić. Nie mogę się nadziwić, że trafił do sprzedaży w tak atrakcyjnej cenie!


Oto dowód, że przypadkowy zakup może okazać się strzałem w dziesiątkę. Eva Natura, bezalkoholowy tonik pielęgnacyjny Herbal Garden z ekstraktem z czerwonej koniczyny.






Wpadł mi do koszyka w supermarkecie, potrzebowałam czegoś "na gwałt". Wyboru dokonałam w ciemno, stawiając po prostu na polską markę. Atrakcyjna cena (dokładnie nie pamiętam, około 8zł?) była dodatkowym atutem. To był bardzo dobry zakup! Na tyle dobry, że zamierzam trzymać się tego toniku. Jego stosowanie to sama przyjemność. Uwielbiam jego zapach, kojarzy mi się z rozgrzaną słońcem łąką :)))


Na koniec gadżety, jednorazowe papierowe ręczniki Alouette i chusteczki do demakijażu Lilibe z Rossmanna.






Papierowe jednorazowe ręczniki to genialne, bardzo higieniczne rozwiązanie dla każdego, kto boryka się z trudną, skłonną do zanieczyszczeń i stanów zapalnych cerą. Obawiałam się co prawda, że będą się rwać, ale papier okazał się chłonny i mocny, nie rozlatuje się w palcach pod wpływem wilgoci. Zużywam już drugie opakowanie (około 5,5 zł za 30 sztuk), trzecie czeka w zapasie. Chusteczek Lilibe też na pewno mi nie zabraknie. Przestawiłam się na nie zupełnie, całkowicie odchodząc od chusteczek dla niemowląt, którymi wcześniej wstępnie usuwałam makeup przed kolejnymi krokami demakijażu. Choć służyły mi dobrze, odkąd mam dziecko, ich zapach kojarzy mi się tylko z jednym ... Także Lilibe (około 5,5 zł za 25 sztuk) wybawiły mnie z kłopotu :DDD Jestem z nich bardzo zadowolona, są mocne i idealnie nasączone.


W zasadzie to tyle, nic więcej nie zasłużyło sobie na obecność w tym zestawieniu. I tak uważam, że rok zaczął się dość dobrze. Może nie luksusowo, bo wszystkie moje odkrycia to propozycje niskopółkowe, ale po prostu tak się złożyło. 

Napiszcie, proszę, co takiego Was zdołało zachwycić w styczniu!


Całuję,
Cammie.



piątek, 3 czerwca 2011

Wedle życzenia :)))

Pierwsze badanie ankietowe Ty wybierasz! zakończone. Oddałyście łącznie 160 głosów, z których aż 50 (31%) wskazywało na żel micelarny do mycia i demakijażu Be Beauty z serii Hydro Effect. Zgodnie z obietnicą, dziś jego recenzja, wedle życzenia :)))





Jak pewnie wiecie, Be Beauty to marka własna Biedronki. Jeszcze parę miesięcy temu do głowy by mi nie przyszło, że sięgnę po jakikolwiek produkt kosmetyczny właśnie stamtąd. Tymczasem nie dość, że dziś sięgam, to w dodatku zamierzam Was też do tego zachęcić! :)))

Co mnie skłoniło do eksperymentu z żelem micelarnym Be Beauty? Po pierwsze sensacyjna wiadomość, że producentem jest znana, ciesząca się znakomitą renomą marka Tołpa. Po drugie niezwykle atrakcyjna cena (około 5 złotych za 150 ml), jak to w Biedronce. Po trzecie wreszcie chęć wypróbowania specyfiku, w którym cząsteczki micelarne zamknięte są w formie żelu, a nie zwykłego płynu, jak w przypadku wszystkich preparatów, z którymi miałam do czynienia do tej pory.

Mimo że Biedronek w moim mieście jest kilka, zakup nie był łatwą sprawą. Wieść o świetnej jakości tego żelu odbiła się w internecie tak szerokim echem, że nie sposób było go dostać. W każdym razie któraś tam próba skończyła się powodzeniem, wypatrzyłam na półce, chwyciłam i do kasy!

Na zdjęciu mocno sfatygowane, puste już opakowanie.






Żel przeznaczony jest do cery suchej i wrażliwej. Oto informacja od producenta:


Hypoalergiczny preparat w postaci żelu micelarnego delikatnie oczyszcza wrażliwą skórę twarzy i oczu. Struktury micelarne zapewniają niezwykle wysoką skuteczność oczyszczania, dokładnie usuwają makijaż i zanieczyszczenia nie naruszając bariery hydrolipidowej naskórka. Zawarty w preparacie d-panthenol zapewnia naturalny poziom nawilżenia, łagodzi podrażnienia oraz przynosi uczucie natychmiastowego ukojenia. Skóra staje się gładka i czysta. Odzyskuje świeżości i komfortu.


Prawda, prawda, po trzykroć prawda! Choć moja skóra się przetłuszcza, to jednak ma tendencje do ciągłego, przewlekłego odwodnienia, dlatego staram się myć twarz łagodnymi preparatami. Be Beauty sprawdził się wyśmienicie. Okazał się delikatny, ale skuteczny, nie ściągał skóry, pozostawiał ją miękką i nawilżoną. No i oczywiście czystą :))) Nie stosowałam go co prawda do pełnego demakijażu, ale z pozostałościami podkładu czy tuszu radził sobie doskonale. Co ważne, nie podrażniał oczu! Żadnego pieczenia, szczypania, czy łzawienia. Myślę, że to dla Was ważna informacja, jeśli demakijaż często okupujecie takimi "atrakcjami". Uwaga, nie pienił się! Może to być pewną przeszkodą, ale ja szybko się z tym oswoiłam.

Mówię Wam, dajcie sobie i Biedronce szansę :) I bądźcie piękne z Be Beauty :)))