beauty & lifestyle blog
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alverde. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alverde. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 listopada 2014

Nie do odróżnienia, czyli olejki Alterra i Alverde


Zauważyłyście, że im bardziej coś jest dla nas z różnych względów niedostępne, tym bardziej tego pragniemy? Ja wyraźnie widzę tę prawidłowość. Chociażby na przykładzie asortymentu drogerii DM, koło którego nigdy nie potrafię przejść obojętnie, jeśli tylko mam okazję zrobić zakupy za granicą. Czy jednak naprawdę nasza rodzima oferta jest mniej atrakcyjna? Warto uzmysłowić sobie, że niekoniecznie. Przekonałam się o tym przyglądając się z bliska słynnym olejkom Alverde, które jak się okazało, do złudzenia przypinają olejki Alterra, dostępne dla nas w każdym Rossmannie na wyciągnięcie ręki.

Nie zamierzam raczyć Was dziś żadną recenzją, na temat olejków obu marek napisano już morze słów. Chciałabym raczej zwrócić Waszą uwagę na niesamowite podobieństwo tych produktów, które w moich oczach sprawia, że o ile komuś nie zależy na jakiejś charakterystycznej kombinacji olejków składowych bądź konkretnej nucie zapachowej, nie ma co stawać na głowie, żeby zdobyć akurat te z Alverde. Olejki Alterry w niczym im nie ustępują.




Olejki obu marek łączy naprawdę wiele. Począwszy od opakowania, poprzez gabaryty, na właściwościach kończąc. W obu przypadkach mamy kartonik o identycznych kształtach i identycznych wymiarach, w obu przypadkach w środku znajdujemy identyczną, kryjącą 100 ml produktu butelkę z identyczną pompką z charakterystyczną strzałką. Pod względem wizualnym nie różnią się nawet w najmniejszych detalach.




Obie marki oferują nam kilka wariatów olejków do wyboru. Jeśli chodzi o Alverde, do czynienia miałam z wersją porzeczkową, kokosową i różaną, z oferty Alterry poznałam natomiast widoczną na zdjęciach wersję limonkową, a także migdałową z papają i pomarańczowo-brzozową.




Nie zauważyłam istotnych różnic, jeśli chodzi o ich działanie. Generalnie wszystkie dobrze mi służyły. Ranking, jaki mogłabym stworzyć na własny użytek, uwzględniałby w pierwszej kolejności dominujące nuty zapachowe, bo właściwości olejków (uniwersalność zastosowań, konsystencja, dobroczynne wpływ na ciało i włosy) oceniam na bardzo podobnym poziomie. Niezależnie od marki i wersji, uwielbiam stosować je do szybkiego nawilżania i natłuszczania mokrego ciała po kąpieli, to zdecydowanie moja ulubiona forma ich aplikacji. Kocham łatwość i szybkość, z jaką odczuwalnie poprawiają kondycję mojej skóry, zostawiając na niej przy tym piękny zapach.





Jeśli miałabym odnieść się do jakości, to również nie potrafiłabym szczególnie wyróżnić żadnej z marek. Obie oferują nam olejki w pełni naturalne, wegańskie, o bezpiecznych, bogatych składach, w przyjaznych, niewygórowanych cenach (około 20 zł). Ich wydajność i uniwersalność jest niesamowita, nadają się zarówno do ciała, jak i do włosów, równie dobrze spisując się też jako dodatek do kąpieli, czy środek do masażu. Zdradzę Wam, że sama często używam ich też jako emulgującego ciężkie podkłady czyścika do gąbek do makijażu, sprawdzają się w tej roli znakomicie.

Jak widzicie, trudno powiedzieć, że któraś z marek proponuje nam produkt wyraźnie lepszy. Dla mnie są one naprawdę podobne. Próbowałam nawet ustalić, czy przypadkiem nie mają wspólnego producenta - za pomocą kodów kreskowych w prosty sposób można zrobić to TUTAJ - ale niestety rossmannowego olejku system nie rozpoznał (dla olejku z DM wskazując dm-drogerie markt GmbH + Co. KG). Może Wy wiecie coś więcej na ten temat? Z tego, co się orientuję, sieci drogerii Rossmann i  DM nie należą do jednego koncernu (poprawcie mnie, jeśli się mylę), ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że tak duże podobieństwo to przypadek. 

Zgadzacie się ze mną, że olejki Alverde i Alterra są niemal nie do odróżnienia? Dajcie znać. Napiszcie też koniecznie, czy podobnie jak ja macie skłonność do pożądania rzeczy w Polsce niedostępnych. Choć jak widać, czasami jest to zupełnie nieuzasadnione!

Buziaki,
Cammie.



środa, 5 marca 2014

Zachcianki i potrzeby, czyli zakupy ostatnich tygodni | Alverde, Balea, Hean, Missha


Prosiłyście o post zakupowy, więc jest! Zapraszam na szybki przegląd moich nabytków z ostatnich tygodni. Nie ukrywam, że tylko część z nich uzasadniała prawdziwa potrzeba, większość to po prostu zachcianki. Uległam pokusie i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, ale kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem :DDD


Niczym nieuzasadnioną zachcianką były z pewnością zakupy w DM. Skorzystałam z okazji, że mąż wybierał się w podróż służbową, przygotowałam mu stosowną listę i wysłałam do sklepu. Z zadania wywiązał się wzorowo, ze względu na braki w szafie nie udało mu się dostać jedynie kilku kolorówkowych nowości z P2, przywiózł za to wszystkie wskazane produkty Alverde i Balea - olejki do ciała, szampony i odżywki do włosów, kilka saszetek soli do kąpieli i krem do rąk z limitowanej edycji.






W ostatnim czasie zrobiłam też swoje pierwsze zamówienie w sklepie Hean. Chodziło mi głównie o bazę pod cienie, ale przy okazji wrzuciłam też do koszyka tusz do rzęs i korektor. Lakier do paznokci otrzymałam jako gratis.

Bazę znałam już wcześniej, pamiętam, że bardzo ją lubiłam, myślę, że będzie trafionym zamiennikiem Stay Don't Stray z Benefitu, która właśnie mi się skończyła. Tusz wybrałam w ciemno, ale używam go już od kilku dni i muszę przyznać, że jest bardzo fajny, świetnie rozdziela rzęsy. Na razie jest jeszcze dość mokry i pewnie pełnię swoich możliwości pokaże mi za jakieś dwa, trzy tygodnie. Korektor natomiast niestety nieco mnie rozczarował, liczyłam na to, że będzie jaśniejszy. Nie odznacza się na mojej skórze jakoś tragicznie, ale jednak nie wtapia się też bez śladu. Muszę jeszcze z nim poeksperymentować, zwłaszcza że zbiera wysokie noty nie tyle jako preparat kamuflujący, co redukujący wypryski. A lakier? Miły dla oka bardzo jasny róż, pewnie pokażę go w którymś z kolejnych postów.






Potrzebą z pewnością podyktowany był zakup bb kremu. Z dalekiej Korei dotarła do mnie nowa buteleczka Missha Signature Wrinkle Filler [recenzja TUTAJ]. Poprzednie opakowanie zużyłam do ostatniej kropelki, od razu decydując się na kolejne. To jeden z najlepszych bb kremów, jakie znam! Przez chwilę wydawało mi się, że ma godnego konkurenta w postaci Skin79 Scandal Rose&Vanilla [recenzja TUTAJ], ale wszystko wskazuje na to, że miałam pecha trafić na ten krem tuż przed jego zniknięciem z rynku ... Tak jak napisałam kiedyś na FB: prawo zakupowe Cammie - pokochaj jakiś produkt, a na pewno zostanie wycofany ze sprzedaży ;))) Całe szczęście, że choć krem Missha jest dostępny.






Chciałam zaprezentować Wam też dzisiaj róż z najnowszej limitowanej kolekcji MAC, Fantasy of Flowers, ale niestety nie zdążył jeszcze do mnie dotrzeć. Zamówiłam odcień Azalea in the Afternoon, wprost nie mogę się go doczekać! Co się odwlecze, to jednak nie uciecze, pokażę go Wam innym razem.

Dzięki Pachnącej Wannie trafiły za to do mnie wiosenne nowości Bomb Cosmetics, zasługują one jednak na odrębnego posta, także spodziewajcie się niebawem wpisu na ich temat. Pewnie połączę go z recenzją kul do kąpieli, które pokazywałam Wam TUTAJ. Już teraz zapraszam!

Tymczasem żegnam się z Wami i na koniec pytam o Wasze zakupy. Na co się ostatnio skusiłyście? Piszcie!

Buziaki,
Cammie.



sobota, 9 listopada 2013

Trudny wybór, czyli zakupy w DM

Ograniczony dostęp do produktów z DM sprawia, że często stają się dla nas obiektami pożądania. Mnie też to dotyczy, dlatego kiedy niedawno nadarzyła się okazja do zakupów, oczywiście skorzystałam. Nie chcąc nadużywać uprzejmości kochanej FF (:*), wiedziałam, że muszę się ograniczać, dlatego zdecydowałam, że wezmę tylko trzy rzeczy. Wybór był trudny, bo wszystko mnie kusiło, ale ostatecznie stanęło na słynnym już kamuflażu w kremie i bezbarwnym żelu do brwi Alverde oraz rozświetlającej kredce do oczu P2.






Ten kamuflaż już od dawna chodził mi po głowie i nawet planowałam kupić go w jednej z naszych rodzimych internetowych drogerii, ale odcień 002 Beige, który mnie interesował, ciągle był niedostępny. Nie dziwię się, że jest tak rozchwytywany, bo to jasny, żółtawy kolor idealnie pasujący większości z nas.






Kredkę Perfect Eyes Illuminator wzięłam w ciemno, zaciekawiła mnie koncepcja podobna do Benefit Eye Bright. Myślę, że świetnie spisze się w wewnętrznym kąciku oka, pod łukiem brwiowym, a może nawet i na linii wodnej.






Po bezbarwny żel do brwi sięgam codziennie, także wiedziałam, że coś takiego u mnie się nie zmarnuje. Spodobało mi się, że w zestawie jest też szczoteczka. Pojęcia nie mam, jak z funkcjonalnością tego rozwiązania, nie wiem też, jakiej jakości się spodziewać, liczę po prostu na mocne utrwalenie niesfornych włosków.






Jak Wam się podoba mój wybór? Ciekawa jestem, na co same postawiłybyście, mogąc wybrać dowolne trzy rzeczy z asortymentu DM. Piszcie! Ale pamiętajcie, tylko trzy :DDD


Buziaki,
Cammie.



niedziela, 30 grudnia 2012

Fav lista 2012 :)))

Koniec roku sprzyja podsumowaniom, na wielu blogach widuję ostatnio zestawienia tegorocznych ulubieńców. Uwielbiam je przeglądać, są dla mnie często źródłem inspiracji. Postanowiłam przygotować własną fav listę, ograniczając się jednak wyłącznie do kosmetyków, które odkryłam w 2012 roku. Zapraszam do lektury :)))


Na początek kosmetyki kolorowe. Nie jest ich dużo, ale za to naprawdę każdy mogę całym sercem polecić, praktycznie w żadnym nie dopatrując się wad.






Paletka Sleek Au Naturel ---> KLIK Genialna! Na pewno ją znacie albo przynajmniej o niej słyszałyście. Jej sława jest całkowicie zasłużona, to 12 świetnie dobranych neutralnych cieni, głównie beży i brązów, pasujących chyba każdej tęczówce. Potencjał tej niepozornej palety, pozwalającej stworzyć makijaże zarówno dziennie, jak i wieczorowe, zarówno matowe, jak i błyszczące, jest ogromny. Polecam ją Waszej szczególnej uwadze! Moim zdaniem to najlepsza paleta Sleeka.

Puder brzoskwiniowy Skin Food Peach Sake Silky Finish Powder ---> KLIK. Delikatny, idealnie miałki, niemal niewidoczny na twarzy, doskonale matujący i utrwalający makijaż. Bardzo wydajny. A dodatkowo pięknie pachnie! Jest transparentny, pasuje każdej karnacji. Warto wziąć pod rozwagę.

Lioele Dollish Veil Vita BB Natural Green ---> KLIKKLIK, mój absolutny faworyt w tej kategorii. Daje mi wszystko, czego oczekuję od kremu BB, fantastyczny poziom krycia bez efektu maski, nietłustą formułę i wysoką ochronę przeciwsłoneczną. Pozornie zielone dziwadło, rozcierające się jednak na ładny, zdrowo wyglądający, wtapiający się w cerę odcień beżu. Pisałam już o tym, ale powtórzę - to bb krem o najbardziej matowym wykończeniu ze wszystkich, jakie znam.

Podkład Bourjois 10 hour sleep effect. Jeszcze Wam o nim nie wspominałam, kupiłam go stosunkowo niedawno, podczas rossmannowskiego kolorowego tygodnia. Miłość od pierwszego użycia. Lekki, pięknie wtapiający się w cerę, sprawiający, że skóra wygląda na zdrową i wypoczętą. Aplikowany na mokro beauty blenderem czyni z moją twarzą cuda. Uwaga! Bardzo słabo kryje. Ja idealnej cery nie mam, co to to nie, ale wolę zakryć co trzeba korektorem, niż szpachlować się jakimś mocno kryjącym podkładem, pozbawiając się tego wspaniałego promiennego efektu, jaki daje 10 hour sleep effect.

Żelowa kredka Sephora Flashy Liner. Naprawdę, miałam już różne żelowe kredki, począwszy od Avonu, kończąc na Urban Decay, ale to właśnie tę uważam za najlepszą. Miękka, ale nie na tyle, żeby stwarzać problemy z temperowaniem, szybko zasychająca, ale nie na tyle szybko, żeby w razie potrzeby nie zdążyć jej rozetrzeć, no i piekielnie trwała, nie do zdarcia przez cały dzień. Duży wybór nasyconych kolorów!


Pora na moje odkrycia pielęgnacyjne. Wyłuskałam same debeściaki ;)))






Filtr The Face Shop Natural Sun SPF 45 PA+++ ---> KLIK. Hicior tego roku. Spodobał mi się na tyle, że mam już drugą tubkę. Nie bieli (wręcz przeciwnie, delikatnie wyrównuje koloryt cery), fantastycznie nadaje się pod makijaż (ma właściwości wygładzające), a co najważniejsze skutecznie chroni skórę przed słońcem i jego promieniowaniem. Polecam każdemu.

Naturalne mydła do mycia twarzy. Nawet nie to konkretne, które widzicie na zdjęciu (tu akurat bardzo fajne czarne afrykańskie mydełko z iherb), a ogólnie po prostu mydła. Do mycia ciała używam ich od lat, ale dopiero w tym roku na dobre porzuciłam wszelkie żele i regularnie zaczęłam oczyszczać nimi także twarz. Rok 2012 upłynął głównie pod znakiem Mydlarni TULI ---> KLIK.

Jedwab w płynie Green Pharmacy, serum na łamliwe końcówki ---> KLIK. Cudo za grosze, z całkiem dobrym składem bogatym w cenne oleje i ekstrakt z aloesu. Używam niemal codziennie. Doskonale wygładza włosy, nie obciążając ich i nie przetłuszczając. Koniecznie wypróbujcie!






Uniwersalne olejki Alterra i Alverde.  Niestety, te z Alterry jakiś czas temu zniknęły z drogerii (choć podobno wracają! ja w każdym razie jeszcze ich nie widziałam), porzeczkowy z Alverde z tego, co słyszałam, też zniknął z oferty ... Nie będę się na ich temat rozpisywać, doskonale je znacie, zdobyły przecież olbrzymią popularność. Są świetne. Ja stosuję je do pielęgnacji ciała, nakładam na mokro zaraz po wieczornej kąpieli. Mam nadzieję, że znowu pojawią się na półkach, bo inaczej trzeba będzie wrócić do zwykłej oliwki.






Last but not least, krem ujędrniający Tołpa Dermo Body Mum. To właśnie on poratował moje zwiotczałe po ciąży ciało. Działa! Odczuwalnie napina i wygładza skórę, z pewnością wspomaga powrót do formy w połogu. Do tego pięknie pachnie. Nie jest tani, ale wart każdej złotówki. Polecam każdej mamie!



Tak wygląda moja fav lista. Wszystkie te kosmetyki odkryłam dla siebie w 2012 roku, celowo nie wspominałam dziś o ulubieńcach towarzyszących mi od lat. Mam nadzieję, że zainteresowało Was to zestawienie, może nawet wypatrzyłyście coś, co mogłoby służyć także i Wam?

Dajcie koniecznie znać, jakie są Wasze największe tegoroczne kosmetyczne odkrycia. Stwórzmy naszą wspólną listę best of the best!