beauty & lifestyle blog
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eveline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eveline. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 marca 2015

Apetyt na róż, czyli wiosna na paznokciach | Eveline i Maybelline


Jeszcze kilka miesięcy temu nie liczyło się dla mnie nic oprócz czerwieni, teraz, z pierwszym tchnieniem wiosny, nagle zapragnęłam na paznokciach różu. Mocnego, żywego, nasyconego, żadnych kompromisów. Niby mam trochę tych lakierów, ale jak przyszło co do czego, rozczarowanie, nie było w czym wybierać (znacie to uczucie? kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem :DDD). Jak możecie się domyślać, skończyło się zakupami. Nie mogąc się zdecydować pomiędzy głęboką fuksją a neonową różową landrynką, ostatecznie wyszłam ze sklepu z dwoma buteleczkami, Eveline Color Edition nr 920 oraz Maybelline Super Stay Gel Nail Color nr 155 Bubble Gum.

Na pierwszy ogień poszedł ciemniejszy odcień, czyli róż Eveline. Ogromnie podobał mi się na sklepowej półce.




W rzeczywistości na paznokciach okazał się bardziej zgaszony i cieplejszy, niż sobie wyobrażałam, ale muszę przyznać, że bardzo komfortowo mi się go nosi. Jest wyrazisty, ale jednocześnie na tyle stonowany, żeby pasować w zasadzie do wszystkiego.




Róż Maybelline to już inna historia, jest jaskrawy, niemalże neonowy, w dodatku mikroskopijny shimmer daje mu niebieskawy połysk. 




Koncentrat energii! Właśnie o to mi chodziło. Choć kolor ten na pewno nie można nazwać uniwersalnym, świetnie się czuję, nosząc go na paznokciach. Sto procent różu w różu, jest moc.




Na zdjęciu porównawczym wyraźnie widać, że te dwa odcienie różu to zupełnie inne bajki. Który ładniejszy? Sama nie wiem. 




Nie znałam wcześniej lakierów z tych konkretnych serii, kupiłam je po raz pierwszy. Choć oba kolory bardzo mi się podobają, to jednak uczciwie muszę przyznać, że pod względem jakości Maybelline bije Eveline na głowę. Pędzelki są niby podobne, szerokie i wygodne, ale już konsystencja, komfort aplikacji i nasycenie zdecydowanie leżą po stronie Maybelline, który dał świetne krycie, gładką taflę i niesamowity połysk. Z Eveline musiałam bardzo uważać, bo przy malowaniu miał lekką tendencję do bąbelkowania. Więcej kolorów na pewno nie kupię. Za to na kolejne odcienie Maybelline mam ogromną ochotę! Bardzo, bardzo udana seria.

Kto podziela moją słabość do różu? Który z prezentowanych dziś lakierów wpadł Wam w oko? Znacie serie, z których pochodzą? Co o nich myślicie? Koniecznie dajcie znać. Liczę też na Wasze "różowe rekomendacje", jaki różowy lakier możecie mi polecić? Bo czuję, że mój apetyt na róż nie został jeszcze zaspokojony! Piszcie, jak zwykle czekam na Wasze komentarze.

Buziaki,
Cammie.



sobota, 11 sierpnia 2012

Lepsze czasy ;)))

Muszę przyznać, że ostatnio miałam opory przed prezentowaniem Wam lakierów, bo moje dłonie były niestety w opłakanym stanie. Winowajcą jest wielkiej sławy odżywka do paznokci Eveline 8w1, która bije rekordy popularności i której skuteczność oceniana jest bardzo wysoko. W obliczu  zalewu pozytywnych recenzji ja również się jej nie oparłam, czego teraz gorzko żałuję. A chciałam tylko wzmocnić paznokcie ... 






W zasadzie mogłabym nic nie pisać, odsyłając Was po prostu do posta Mamy Stelli i Livii KLIK, bo generalnie mam bardzo podobne odczucia. Na początku wszystko pięknie, kuracja wydawała się przynosić pożądane efekty, ale z biegiem czasu to już tylko równia pochyła. Paznokcie nieoczekiwanie zaczęły się rozdwajać, łamać (co przy minimalnej ich długości, którą zwykle noszę, to naprawdę wyczyn!), a stan skórek wołał o pomstę do nieba, tak były powysuszane i pozadzierane. Odstawiłam więc i doprowadzam się do porządku. Bez odżywek. Na jakiś czas mam dość.

Jeśli macie z odżywką 8w1 jakieś doświadczenia, napiszcie, co o niej sądzicie.

Jako tako udało mi się te moje biedne dłonie wygładzić (choć poprzeczne bruzdy, jakich dorobiłam się na uwrażliwionych tą nieszczęsną odżywką paznokciach po rutynowym odsuwaniu skórek, zostały, widoczne są nawet na zdjęciu ...), dlatego dziś pokażę Wam mojego aktualnego ulubieńca. Misa nr PU04 Smokescreen, delikatny frostowy beż. Właśnie czegoś takiego potrzebowałam, nie chcąc eksponować zniszczonych rąk i podkreślać tego jakimś intensywnym kolorem (choć kikusie czekają niecierpliwie i kuszą, kuszą, kuszą :DDD).









Mam ten lakier już chyba ze dwa lata, kupiłam go na transdesign.com korzystając z czyjegoś uprzejmego pośrednictwa. Obiektywnie jest bardzo ładny, ale miał pecha dotrzeć do mnie w okresie, kiedy popadłam w zachwyt nad kolorami mocnymi, zdecydowanymi. I tak sobie leżał, czekając na lepsze czasy. Aż się doczekał :)))


1. Dostępność - 0 (słaba, jak wspominałam konieczne zakupy za granicą, poprawcie mnie, jeśli się mylę).
2. Cena - 1 (aktualnie 3,75$, czyli około 12 zł, niewiele jak za 15 ml).
3. Kolor - 1 (Smokescreen określany jest jako shimmer champagne i jest to słuszne określenie).
4. Aplikacja - 0 (bardzo, bardzo wygodna, konsystencja lakieru jest rzadka i płynna, dzięki czemu można nanosić go na paznokcie cieniutkimi warstwami, ale frostowe wykończenie powoduje, że łatwo o widoczne pociągnięcia pędzelka, do malowania trzeba się więc przyłożyć).
5. Pędzelek - 1 (taki, jak lubię najbardziej, długi i wąski, precyzyjny i wygodny do manipulowania).
6. Krycie - 1 (ładnie wygląda już jedna warstwa, dająca jedynie subtelną poświatę, druga w pełni kryje).
7. Wysychanie - 1 (błyskawiczne).
8. Współpraca z innymi preparatami (tu: Kiko Gel Look Ultra Glossy Effect Top Coat) - 1 (ten duet jest genialny!).
9. Trwałość - 0 (cóż, taka sobie, znowu charakterystyczna cecha frostów, łatwo o otarcia końcówek i zarysowania).
10. Zmywanie - 1 (bajecznie proste).

Moja ocena: 7/10.



Moje kolejne zamówienie z transdesign jest właśnie w drodze (już chyba ze dwa miesiące ...) i w sumie żałuję, że tym razem nie zdecydowałam się na żaden kolor tej marki. Chociaż, zanim to pechowe zamówienie do mnie dotrze (bo dotrze, prawda? ...), może znowu gust mi się zmieni i taki lakierowy nabytek leżałby dwa lata, czekając na lepsze czasy ;)))