beauty & lifestyle blog
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wibo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wibo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 maja 2014

Białe toppery, czyli moja najnowsza lakierowa obsesja


Moja najnowsza lakierowa obsesja? Białe toppery. Zaczęło się niewinnie, od taniutkiego Wibo WOW Effect Matte Glitters, który nie sprawił jednak, że przestałam marzyć o dużo, dużo droższym Snow Angel od Lynnderelli. Koniec końców Snow Angel i tak kupiłam, a ostatnio nie oparłam się też białym płatkom Golden Rose z serii Carnival. Tym samym mój mały zbiorek liczy już trzy buteleczki, niby podobne, a jednak kompletnie się różniące. Co Wam zaraz udowodnię :)))




Wibo WOW Effect Matte Glitters, choć na pierwszy rzut oka wydaje się zupełnie biały, w rzeczywistości ma w sobie najwięcej koloru ze wszystkich tych trzech propozycji. Jego płatki opalizują na blady róż i jasny błękit, co dobrze oddaje to zdjęcie  ---> KLIK. W odpowiednim świetle sprawia wrażenie pastelowego. Wyróżnia go też półmatowe wykończenie, do którego nie do końca jestem przekonana, co sprawia, że sięgam po ten topper najrzadziej.




Snow Angel odznacza się z kolei subtelnością. Białe płatki nie opalizują, nie błyszczą brokatowym wykończeniem, nie rażą oczu ostrym odcieniem bieli ---> KLIK. Ten śmietankowy topper to mój ulubieniec, jest delikatny, pięknie zdobi paznokcie, dając dość kryjące, ale nie rzucające się w oczy wykończenie przypominające lukier. 





Golden Rose Carnival kupiłam całkiem niedawno, skorzystałam ze zniżki w ramach kwietniowych Stylowych Zakupów. Spodobał mi się od pierwszej chwili, choć w przeciwieństwie do dwóch poprzednich topperów okazał się bardzo wyrazisty. Jego baza jest co prawda zupełnie przezroczysta, jednak białe płatki mają różne wielkości i kształty, układając się na paznokciach w niesamowite wzory.




Najbardziej lubię łączyć te moje cudeńka z jasnymi, pastelowymi, rozbielonymi lakierami, które według mnie są dla nich najlepszych tłem, niezbyt rzucającym się w oczy, a jednak podkreślającym cały urok białych drobin. Dobrym przykładem jest zestawienie z bladoróżowym New romantic z serii Rimmel Salon Pro.




Jak widać, Wibo dał matowe wykończenie, nie gasząc jednak błysku opalizujących drobin brokatu, Golden Rose stworzył plątaninę wyraźnie widocznych płatków, Lynderella natomiast pokryła lakier bazowy równą, elegancką, jakby lukrową taflą.




Zaskoczeniem był dla mnie natomiast efekt, jaki uzyskałam ostatnio łącząc swoje białe toppery z lakierem beżowym. Takie kolory ze względu na odcień mojej skóry zwykle mi nie pasują, sama pewnie nigdy bym go nie kupiła, ale dostałam go w "spadku" po koleżance, której nie przypadł do gustu i postanowiłam jednak dać mu szansę. I co? Przepadłam! Nie dość, że okazał się najlepszym odcieniem nude, z jakim kiedykolwiek miałam do czynienia, to jeszcze pod Seche Vite trzyma się moich paznokci jak przyspawany! Nawet dziś noszę go już szósty (!) dzień i nie widzę nawet najmniejszego ubytku. Przy moich osłabionych, rozdwajających się paznokciach już dawno nie mogłam powiedzieć tego o żadnym lakierze. Rzecz o Essie Topless & Barefoot.




Spontaniczny eksperyment sprawił, że odkryłam jedno ze swoich ulubionych połączeń. Okazuje się, że biel może prezentować się dobrze także na ciepłym, cielistym odcieniu. Może dlatego, że Topless & Barefoot ma w sobie kapkę, odrobinkę dosłownie różu. Niebawem pokażę Wam go solo, tymczasem spójrzcie na zestawienie z topperami. Wybaczcie odcisk palca na środkowym próbniku.




Tak, białe toppery to aktualnie zdecydowanie moja największa lakierowa słabość. Mam nadzieję, że Wam też wpadły w oko. Dajcie znać, który jest Waszym faworytem, Wibo, Golden Rose czy Lynderella? A może macie swoją własną lakierową obsesję? Koniecznie napiszcie, czekam na Wasze komentarze!


Buziaki,
Cammie.



Ostatni dzwonek, nie przegapcie!
Zapraszam do udziału
w urodzinowym rozdaniu!
Do wygrania ekskluzywny zestaw
kosmetyków Bee Pure
na bazie jadu pszczelego i miodu manuka.



piątek, 14 marca 2014

Nude & neutral, czyli najsubtelniejszy trend na wiosnę 2014 | Cztery lakiery w odcieniu peachy nude


Wygląda na to, że po szaleństwach ostatnich miesięcy, tych wszystkich piaskach, matach i innych duochromach, do łask wraca stary dobry manicure typu nude & neutral. Oczywiście wiosenne trendy bogate są też w odważniejsze propozycje, jednak subtelna, bezpieczna klasyka wyraźnie się na ich tle wyróżnia. Jasne lakiery w naturalnych kolorach dopełniają w tym sezonie kolekcje największych  domów mody (na przykład Tom Ford czy Oscar de la Renta), a to oznacza, że za moment staną się pewnie absolutnym must have!



Źródła KLIK i KLIK



W grupie nude & neutral mieszczą się różne odcienie, od mlecznej bieli, przez pastelowy róż, aż po cielisty beż, ja proponuję Wam dziś natomiast kolor określany jako peachy nude, czyli pastelową, rozbieloną brzoskwinkę. To zdecydowanie mój ulubieniec wśród nudziaków. Oczywiście to nie jest tak, że ślepo podążam za modą, po prostu czasem zdarza się, że mój gust wpisuje się w trend. I w tym przypadku właśnie tak jest. Dzięki mojej słabości do brzoskwiniowych odcieni mogę pokazać Wam porównanie czterech lakierów z tą charakterystyczną nutą, Essie A Crewed Interest, P2 Lovely Madness, Inglot 355 i Wibo Peaches and Cream.






Essie i P2 są niemal bliźniaczo podobne, ten drugi jest tylko odrobinę jaśniejszy. Inglot jest najciemniejszy i najmocniej wpada w tony beżowe. Wibo natomiast (swoją drogą już chyba niedostępny? umieściłam go jednak w tym zestawieniu, bo swojego czasu był bardzo popularny i być może stanowi dla Was dobry punkt odniesienia) jest zdecydowanie najcieplejszy.






Wszystkie te lakiery są niestety dość kłopotliwe w aplikacji, jak to pastele. Wymagają trzech warstw, ale wysiłek się opłaca, na paznokciach prezentują się pięknie. Gdybym miała oceniać pod kątem jakości i trwałości, na pierwszym miejscu postawiłabym ex aequo Essie i P2, na drugim Inglota, na trzecim Wibo. 


Jak widzicie, na nadchodzący sezon jestem przygotowana. Co prawda przypadkowo, ale kto by się przejmował :D Wiosno, przybywaj!


Którą brzoskwinkę wybieracie? I w ogóle jak Wam się podoba trend nude & neutral? Koniecznie dajcie znać, bo jeśli będzie zainteresowanie, z chęcią przygotuję podobne zestawienie z odcieniami różu.


Buziaki,
Cammie.

Ostatnia szansa
na kurację kolagenową
Gesha Beauty, zagraj!



sobota, 23 listopada 2013

Ryzykując, czyli moje rossmannowe zakupy ;)))

Zamieszczając dzisiejszy post pewnie narażam się na hejt, bo na wpisy o rossamannowej promocji co niektórzy reagują już alergią, ale co tam, zaryzykuję :DDD Chcę pokazać, co kupiłam

Byłam twarda, trzymałam się listy ---> KLIK. I w zasadzie niemal w całości udało mi się ją zrealizować.






Nie dostałam jedynie czarnego lakieru do paznokci L'Oreal Black Swan, byłam w dwóch Rossmannach i w żadnym go nie było. Za to w obu stan reszty lakierów L'Oreal wołał o pomstę do nieba! Dramat. Wyeksponowane na samej górze, tuż pod głównymi lampami szafy, wszystkie co do jednego były obrzydliwie rozwarstwione. Zastanawiam się, kto to w ogóle kupi? Już nie wspominając o tym, że nawet gdybym upadła na głowę i jednak chciała za któryś zapłacić i tak nic by z tego nie było, bo nie mogłam do tej półeczki dosięgnąć i czegokolwiek z niej ściągnąć. W szpilkach! Owszem, nie jestem wysoka, no ale bez przesady. Nie wiem, nawet jeśli sposób ekspozycji nie interesuje producenta, to powinien interesować dystrybutora, który przecież przez te pozornie błahe sprawy traci potencjalnych klientów.

Także czarnego lakieru nie mam. Ale mam za to czerwony. I złoty top coat :DDD Próżni przecież być nie może ;)))






Złoty top coat Wibo chodził za mną już od kliku tygodni, ale jak na złość nigdy nie mogłam na niego trafić. Wczoraj nie było nawet śladu po reszcie kolekcji WOW, za to to jedno złotko na mnie czekało. Czerwień natomiast skusiła mnie swoim klasycznym odcieniem i idealnie kremową formułą. Brakowało mi takiego lakieru.

Trafił mi się też gratis! Dwie wiśniowe pomadki ochronne Nivea Fruity Shine.






Miła niespodzianka. Pomadek ochronnych mam teraz pod takim dostatkiem, że chyba na całą zimę wystarczy :))) A skoro już o pielęgnacji ust mowa, to na koniec dodam tylko, że Baby Lips jednak nie były objęte promocją, jedną sztukę na próbę kupiłam więc w regularnej cenie.


A jak tam Wasze zakupy? Udane? Jak wrażenia?


Buziaki,
Cammie.




wtorek, 12 listopada 2013

Kolejny piasek, czyli różowy Wibo Wow Glamour Sand

O brokatowych piaskach Wibo Wow Glamour Sand w ostatnich tygodniach napisałam tyle, że powtarzać się nie będę, po prostu pokażę Wam kolejny kolor z tej przebojowej kolekcji. Tym razem dwójeczka, czyli malina z drobinami różu i błękitu.






Skoncentrowany w buteleczce, kolor lakieru wydaje się niezwykle intensywny, ale na paznokciach jego nasycenie ginie, a blask brokatu jakoś się wycisza. Efekt jest bardzo przyjemny dla oka, nienachalny i nieprzerysowany. Oczywiście w sztucznym świetle jest znacznie mocniejszy, ale w dziennym prezentuje się zaskakująco delikatnie.






Szczerze mówiąc, spodziewałam się czegoś bardziej bijącego po oczach, ale o dziwo, drobiny brokatu tak dobrze komponują się z lakierem bazowym, że całość zyskuje na subtelności.

Nie wiem tylko dlaczego, ale mam wrażenie, że trwałość dwójki jest nieco grosza niż prezentowanej przeze mnie wcześniej trójki ---> KLIK. Już po dwóch dniach otarcia na końcówkach były na tyle widoczne, że trzeba było coś z tym zrobić. Na szczęście piaskowy manicure w łatwy sposób można odświeżyć, dokładając kolejną warstwę lakieru.

Róż na paznokciach bardzo lubię, także Wibo Wow Glamour Sand nr 2 trafia w mój gust, ale jednak nie zdołał zdetronizować nr 3, który jak dla mnie nie ma sobie równych. Oba piękne, ale nr 3 piękniejszy :DDD 


Jak Wam się podoba ten brokatowy róż? A może też macie innych faworytów w tej piaskowej kolekcji?


Buziaki,
Cammie.





niedziela, 20 października 2013

Brawa dla Wibo, czyli WOW Glamour Sand

Nie chcąc wystawiać na próbę Waszej cierpliwości, czym prędzej pokazuję drugi z kupionych przeze mnie niedawno nowych lakierów Wibo. Zapraszam na prezentację brokatowego piasku WOW Glamour Sand nr 3. Kiedy pokazywałam go Wam po raz pierwszy [KLIK], napisałam, że jest bordowy, ale okazało się, że byłam w błędzie. Nie wiem, zmyliło mnie chyba ostre, sztuczne światło w drogerii. Tak naprawdę to ciemnofioletowa, bakłażanowa baza z różowymi i złotymi drobinami brokatu. Ale nie czuję się rozczarowana, ten lakier jest przepiękny!









Dzięki drobinom brokatu piaskowa faktura jest mocno wyczuwalna i wyraźnie widoczna. Myślę, że nawet na zdjęciach będziecie w stanie dostrzec tę charakterystyczną dla piasków chropowatość. Ciemnofioletowa matowa baza plus złote i różowe iskierki, tym bardziej zauważalne, im mocniejsze światło na nie pada, bardzo to wszystko przyjemne dla oka. 

Lakier świetnie się nakłada, jest zwarty, ale nie za gęsty. Jest też dobrze kryjący, choć optymalny efekt dają dopiero dwie warstwy. Wysycha błyskawicznie, no i łatwo się zmywa, co w przypadku brokatów nie jest przecież wcale takie oczywiste.

Widzę w nim tylko jedną wadę. Choć trwałość ma fantastyczną (za pierwszym razem nosiłam go pięć dni), z biegiem czasu traci niestety nieco na świeżości. Wszystko przez to, że podatny jest na zanieczyszczenia. Niechronioną żadnym top coatem chropowatą fakturę trudno doczyścić po zwykłych codziennych czynnościach, chociażby z podkładu po porannym makijażu. To znaczy nic się na paznokciach nie zbiera, po prostu moc brokatu stopniowo słabnie. I tak się zastanawiam, czy w drodze eksperymentu nie zabezpieczyć tego lakieru jednak kiedyś top coatem. Ciekawe, jak by to wyglądało, możliwe, że się zdecyduję. Choć z drugiej strony, manicure bardzo łatwo odświeżyć, brak top coatu pozwala w dowolnej chwili dołożyć kolejną warstwę i na nowo cieszyć się świeżym efektem. Doskonała opcja dla w przypadku braku czasu na pełne malowanie paznokci.

Mimo tej drobnej niedogodności, o której wspomniałam, bardzo go polubiłam i raz za razem do niego wracam. Fajnie się prezentuje i pasuje do wszystkiego, bo kolor bazowy jest uniwersalny. Dobrze zainwestowane pięć złotych! Kolejny dowód na to, że lakier o ciekawym wykończeniu nie musi kosztować majątku. Wibo, brawo!


Kto jest na tak? :)))


Buziaki,
Cammie.




piątek, 18 października 2013

Pastelowe cukiereczki, czyli kolejna odsłona Wibo WOW Effect Matte Glitters

Zainteresowanych zapraszam dziś na kolejny pokaz możliwości Wibo WOW Effect Matte Glitters, czyli matującego topu z brokatem w odcieniu nr 2. Ostatnio [KLIK] zestawiałam go z jasnym lakierem bazowym, tym razem zgodnie z obietnicą prezentuję go na ciemnym tle granatowo-szarego Rimmel Salon Pro Punk Rock, który niebawem też na pewno doczeka się recenzji.

Tak jak przypuszczałam, na tle ciemnego lakieru top traci nieco ze swej subtelności, bo po prostu drobiny na zasadzie kontrastu są bardziej widoczne, można nawet rozróżnić poszczególne pastelowe odcienie brokatu. Uważne oko dostrzeże, że białe płatki opalizują na delikatny róż i błękit.

Jedna cienka warstwa gasi połysk lakieru bazowego, dając matowe tło dla płatków brokatu. Top aplikuje się zupełnie bezproblemowo, gładko i równomiernie. 






Dla wzmocnienia efektu kciuk pociągnęłam grubszą warstwą, ale szczerze mówiąc niezbyt mi się to podoba, za dużo się dzieje.






Po tych kilku eksperymentach mogę Wam powiedzieć, że jak na top za piątaka, to Wibo WOW Effect Matte Glitters spisuje się świetnie. W zależności od tła potrafi wyglądać całkiem inaczej. Na jasnym lakierze skrzy się jak lód, na ciemnym pokazuje swoje pastelowe, nieco cukierkowe oblicze. Zawsze jednak prezentuje się nienachalnie i mimo brokatu dość skromnie.

Gdybym miała wybierać, postawiłabym jednak na jasne tło. Jestem ogromnie ciekawa, jak wyglądałby na czystej bieli. Jest tylko jeden problem, nie mam białego lakieru :DDD


A Wy na którą opcję stawiacie? Mroźne kryształki czy pastelowe cukiereczki?


Buziaki,
Cammie.



piątek, 11 października 2013

Błyskotka skuta lodem, czyli Wibo WOW Effect Matte Glitters

Zaraz się wścieknę. Zrobiłam tysiąc pięćset sto dziewięćset zdjęć i tylko jedno jedyne jako tako oddaje to, co chcę Wam pokazać. Efekt nowego Wibo WOW Effect Matte Glitters nr 2 okazał się tak subtelny, że aparat nie mógł go uchwycić. Mam nadzieję, że mimo wszystko zdołacie dostrzec potencjał tego lakieru. Przypomnę, że chodzi o matujący top z białymi płatkami brokatu.






Formuła topu była dla mnie zagadką, brokat jakoś kłócił mi się z matem. Ale powiem Wam, że wbrew pozorom brokatowy mat to nie oksymoron :DDD Top rzeczywiście wyraźnie matuje lakier bazowy, który traci cały swój połysk, dając doskonałe tło dla brokatowych drobinek, których błysk, choć wyraźny, też jest mocno zdyscyplinowany matowym wykończeniem. Nie wiem, jak Wam to dobrze opisać, wydaje mi się, że najtrafniejszym porównaniem jest tafla lodu, brokatowe płatki wyglądają jak uwięzione pod jego warstwą.






Tak jak wspomniałam, efekt, uzależniony od światła i kąta patrzenia, jest bardzo subtelny i trudno uchwycić go na zdjęciu, ale na żywo prezentuje się bardzo ciekawie. Ślicznie i nienachalnie. Brokat jest niby biały, ale migoce jak płatki śniegu, pokazując swoje delikatne pastelowe oblicze. Wydaje mi się, że jasnoszary lakier bazowy, którego użyłam (MeMeMe) dość dobrze to podkreśla. Podejrzewam jednak, że na ciemniejszym tle top byłby bardziej widoczny, dlatego następnym razem spróbuję pokazać go Wam w duecie z jakimś mocnym różem albo granatem. Mam nadzieję, że zdjęcia będą lepsze :DDD Choć oczywiście liczę na to, że i na tym dzisiejszym w jakimś stopniu zdołałam pokazać Wam urok tej skutej lodem błyskotki. Dajcie znać, jak Wam się spodobała!


Buziaki,
Cammie.





sobota, 5 października 2013

Wow, czyli lakierowe nowości Wibo

Z początkiem października pojawiła się nowa lakierowa kolekcja Wibo, w skład której wchodzą trzy linie, WOW Sand Effect, WOW Glamour Sand i Effect WOW Matte Glitters. Po pierwszych zdjęciach, jakie widziałam w sieci, napaliłam się na nią ogromnie i oczywiście przy pierwszej sposobności pobiegłam do sklepu. Resztką silnej woli powstrzymałam się przed zgarnięciem z półki wszystkiego, ostatecznie zwyciężył rozsądek i zdecydowałam się tylko na dwie sztuki, WOW Glamour Sand nr 3, czyli połyskujący brokatem bordowy piasek i WOW Effect Matte Glitters nr 2, czyli matowy topcoat ze śnieżnobiałymi płatkami brokatu. Spójrzcie tylko na te śliczności, naprawę wow!












Teraz żałuję, że nie wzięłam jeszcze złotego topcoatu, był taki piękny ... Coś czuję, że prędzej czy później będzie mój. Pozostałe odcienie piasków brokatowych też kuszą! Już sama nie wiem, czy ta moja wstrzemięźliwość w czasie zakupów w ogóle miała sens :DDD


Tylko ja uległam urokowi tych cudowności, czy Wy też straciłyście głowę?


Buziaki,
Cammie.





środa, 7 sierpnia 2013

Uffff, jak gorąco, czyli jak przetrwać lato w biurze

Jeśli chodzi o temperatury, sięgające ostatnio niemal czterdziestu stopni, to tegoroczne lato jest bezlitosne, nie daje wytchnienia. Jak przetrwać te upały w pracy, w nieklimatyzowanym biurze? Wiadomo, najlepiej wziąć urlop :DDD Co zrobić jednak, kiedy o urlopie można tylko pomarzyć? Trzeba zacisnąć zęby i jakoś sobie radzić.

Tak, w moim biurze nie ma klimatyzacji. Pracuję w dużej instytucji, jednak warunki pracy są, jakie są. Tyle dobrego, że nie obowiązuje mnie sztywny dress code, więc jeśli chodzi o strój, mam pewną swobodę, w upały mogę pozwolić sobie na nieco luźniejsze ubranie. Tak czy inaczej pewne normy powinny być standardem niezależnie od pogody i tego się trzymam. Takim właśnie standardem są dla mnie rajstopy. Gołym nogom w pewnych sytuacjach mówię: nie. Co oczywiście oznacza, że latem zawsze szukam tych najcieńszych z najcieńszych, czyli oznaczonych symbolem co najwyżej 8 DEN. Produkowane są co prawda rajstopy nawet 6 DEN, ale w zwykłych sklepach trudno je dostać. Na zdjęciu niezawodna Gatta, do kupienia chociażby w Rossmannie.






W upalne dni makijaż ograniczam do minimum, ale i tak muszę mieć go w ciągu dnia pod kontrolą, bo moja skłonna do błysku cera w wysokich temperaturach radzi sobie jeszcze gorzej niż zwykle. Dlatego nie rozstaję się z bibułkami matującymi, które szybko i skutecznie pozwalają mi zmatowić skórę i nieco odświeżyć makijaż. Od kilku lat wierna jestem bibułkom Wibo, są taniutkie (około 5 zł za 40 sztuk) i łatwo dostępne. Nie mam do nich zastrzeżeń, nie rwą się w palcach i skutecznie zbierają sebum. 






A dla ochłody woda termalna! Najbardziej lubię Avene i Uriage, którą widzicie na zdjęciu. Znalazłam ją w lipcowym ShinyBox, ale sama też regularnie tę wodę kupuję (z Waszego polecenia zresztą!), bo nad innymi termalkami ma tę przewagę, że po jej użyciu nie ma potrzeby osuszania cery. Rano spryskuję nią twarz, żeby pozbyć się pudrowości makijażu i przy okazji odrobinę go utrwalić, a w ciągu dnia po prostu odświeżam się jej chłodną mgiełką. Przynosi mi to ogromną ulgę i koi zmęczoną upałem, opuchniętą skórę. Letni must have!






Na koniec nie mogę nie wspomnieć o antyperspirancie. To naturalne, że w tak ekstremalnych upałach termoregulacja organizmu często zawodzi i łatwo się spocić nawet nic nie robiąc. W pracy jest to trochę kłopotliwe (przynajmniej dla mnie, niestety widzę, a raczej czuję, że wiele osób nic sobie z tego nie robi ...), dlatego ratuję się sprejem, który na awaryjne sytuacje trzymam w służbowym biurku. Co w nim takiego niezwykłego? Obniżona zawartość substancji zapachowych! Na zdjęciu widzicie akurat Lady Speed Stick, ale wydaje mi się, że inne marki też mają w ofercie coś podobnego. Ten antyperspirant jest bardzo delikatnie perfumowany (czuć w nim jedynie słabą nutę na kształt "fresh cotton" czy "fresh linen"), nie przytłaczając zapachem ani mnie, ani mojego otoczenia, co w czasie upałów naprawdę nie jest bez znaczenia, jednocześnie dość skutecznie chroniąc mnie przed potem i dając poczucie panowania nad sytuacją. Godny uwagi!






Tak prezentują się moje biurowe sztuczki na upalne dni i jestem ogromnie ciekawa, jakie są Wasze sposoby na przetrwanie lata w pracy. Piszcie! Mam nadzieję, że coś jeszcze mi podpowiecie. Żebym nie musiała liczyć na to, że szef w swojej łaskawości znowu tak jak dziś z powodu wysokich temperatur po prostu wypuści nas wcześniej do domu ;)))


Buziaki,
Cammie.





czwartek, 18 lipca 2013

Mogło być lepiej, czyli lipcowy ShinyBox

No i jest, lipcowy ShinyBox. Letnia edycja szumnie zapowiadana była jako niezwykle bogata, nic dziwnego, że apetyt miałam wyostrzony. Owszem, w pudełku znalazłam aż osiem produktów, ale mimo tej obfitości wygląda na to, że uczta dla konesera niestety to nie jest. Choć muszę przyznać, że stonowana estetyka lipcowego pudełka naprawdę do mnie przemawia. Podoba mi się ten dekoracyjny i kolorystyczny minimalizm.






A w środku? Hmmmm, cóż ... Raz lepiej, raz gorzej.



BAZA POD CIENIE I DO UST ORAZ PERŁOWY CIEŃ DO POWIEK GRASHKA






Baza bardzo mnie zainteresowała, myślę, że to jeden z ciekawszych produktów w pudełku, w dodatku pełnowymiarowy. Cieszę się, że będę miała okazję bliżej ją poznać. Ciekawią mnie zwłaszcza jej właściwości utrwalające produkty do ust, jeszcze nigdy nie miałam czegoś takiego. 

Cień do powiek zupełnie nie trafiony niestety, kolor kompletnie do mnie nie przemawia, poza tym sugeruje się, żeby używać go na mokro, a ja nie lubię takich formuł. Szkoda, bo to jeden z dwóch produktów pełnowymiarowych, a ja na pewno nie będę miała z niego użytku.



ŻEL POD PRYSZNIC I MLECZKO DO CIAŁA WERBENA L'OCCITANE






Generalnie L'Occitane lubię i w innych okolicznościach cieszyłabym się z tych dwóch produktów, ale tak się składa, że nie jest to dla mnie żadna nowość, tę samą serię proponował bowiem w którejś z zeszłorocznych edycji konkurencyjny Glossybox. Nie zmienia to oczywiście faktu, że i żel, i mleczko z przyjemnością zużyję, nie będzie to miało dla mnie po prostu posmaku nowości.



WODA TERMALNA I KREM DO MYCIA CREME LAVANTE URIAGE






Analogiczna sytuacja - świetna marka, ale doskonale mi znana. Wodę termalną Uriage kupuję od dawna, więc miniatura na pewno się przyda, szkoda jedynie, że znowu znalazłam w pudełku produkt, który nie ma już przede mną tajemnic. Dobrze, że chociaż krem będzie dla mnie nowością, aczkolwiek zwykle podejrzliwa jestem w stosunku do kosmetyków tak uniwersalnych, że przeznaczonych jednocześnie i do ciała, i do twarzy. Ufam jednak marce Uriage, więc na pewno sprawdzę, co to za cudo.



No i na koniec kuriozalne "prezenty specjalne", jak określone zostały dwa ostatnie produkty.



LAKIER DO PAZNOKCI EXTREME NAILS I CIEŃ DO POWIEK WIBO






Zdecydowanie najsłabszy punkt tego pudełka. Lakier w kolorze zupełnie spoza "mojej" palety i cienie, których na bank nigdy nie użyję. Z pewnością nie zawiesiłabym na nich oka w sklepie. Już pomijam nawet fakt, jak tania i popularna to marka, nie mogę zrozumieć po prostu, po co umieszczać w pudełku tak nieciekawe kolorystycznie produkty? Zwłaszcza że marka Wibo, choć reprezentuje niską półkę, nadąża za trendami i na pewno mogłaby pokazać się z dużo lepszej strony.



Nie porwało mnie to pudełko jakoś szczególnie, ale przyznaję, że w dużej mierze też dlatego, że sporo produktów, które w nim znalazłam, już od dawna znam. Wrażenie popsuł ten nieszczęsny prezent specjalny, choć nie wykluczam, są osoby, dla których miałby on jakąś wartość estetyczną i praktyczną. Dla mnie nie ma. Cieszę się natomiast z bazy i wody termalnej, na pewno pójdą w ruch. 


Co myślicie o lipcowym Shiny? Mogło być lepiej, prawda? Ale na pewno dostrzegacie jakieś mocne punkty. Co wpadło Wam w oko?


Buziaki,
Cammie.




Wybierz podkład dla siebie!
Yves Rocher Pure Light
czy Maybelline Dream Satin Liquid?





poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Brzoskwinka, mięta i malinka, czyli blogerska kolekcja Wibo

Blogerskiej kolekcji Wibo Nail Obsession nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, bije rekordy popularności, znikając ze sklepowych półek niemal z prędkością światła. Nie dziwię się temu, uważam, że strategia marketingowa oparta na współpracy z Ambasadorkami Wibo to był strzał w dziesiątkę. Można kręcić nosem, że to niska półka, kwestionować jakość i tak dalej, ale fakt jest faktem, że to pierwsza tego typu akcja w Polsce, żadna inna marka jak dotąd nie odważyła się sięgnąć po potencjał beauty blogerek. A okazuje się, że ten jest całkiem spory! Czego najlepszym dowodem jest to, że ruszyła właśnie druga edycja programu ambasadorskiego.

Zwieńczeniem pierwszej edycji było pojawienie się w sprzedaży kolekcji Nail Obsession. Gratuluję wszystkim dziewczynom, które przyczyniły się do jej powstania!

Na kolekcję składa się dziesięć kolorów, z których wybrałam dla siebie trzy. Każdy to wydatek rzędu raptem 6 zł, można więc poszaleć.



PEACHES AND CREAM
od Oleski






MINT SORBET
od Siouxie






MARY ROSE
od Jamapi






Jak pewnie wiecie, najbardziej pożądanym kolorem tej kolekcji jest kremowa brzoskwinka. Nie ujmuję mu urody, ale osobiście uważam, że przełożyła się na to po prostu popularność na You Tube jego autorki, Oleski. Tak czy inaczej to bardzo ładny odcień, ciepły i delikatny. Szkoda, że wymaga aż trzech warstw. Pierwsza smuży, druga smuży, dopiero trzecia daje przyzwoite krycie. Na szczęście lakier okazał się trwały, w zasadzie najtrwalszy ze wszystkich trzech, które mam, bez problemu utrzymuje się na paznokciach do czterech dni.

Miętowy sorbet naprawdę ma potencjał, świetnie wpisuje się w ciągle utrzymującą się modę na tego typu odcienie. Niby krem, ale jednak z mgiełką drobniutkiego zielonego shimmeru. Efekt ładny, ale wymagający nałożenia trzech warstw, w dodatku dość trudny do zmycia, lakier schodzi, a drobinki migrują po palcach. Jego trwałość niestety też mnie nie zadowala, po dwóch dniach nie tyle się ściera, co po prostu odpryskuje. Za to bardzo, ale to bardzo podoba mi się fakt, że nie ma w tej mięcie niebieskich nut, za którymi nie przepadam.

Mary Rose jest z tej trójki kolorem chyba najtrudniejszym do opisania. Na pierwszy rzut oka elektrycznie czerwony, po chwili pokazuje swoje wściekle różowo - malinowe oblicze, by na koniec w sprzyjającym ostrym świetle uderzyć jeszcze po oczach zimnym, niemal fioletowo - niebieskim błyskiem. Bardzo energetyczny, bardzo żywy, podoba mi się. Aplikuje się zupełnie bezproblemowo,  dla ładnego efektu wystarczą dwie warstwy. Niestety jest dość przejrzysty, jakby żelkowy, także może pojawić się problem z prześwitującymi końcówkami. Ja na szczęście lubię króciutkie paznokcie, więc mnie to nie dotyczy. To chyba mój ulubieniec, idealny na słoneczne lato!


Jestem pewna, że znacie te lakiery, ciekawa jestem Waszych faworytów. No i Waszego zdania o całej tej akcji. Ja uważam, że pomysł jest świetny i mam nadzieję, że ambasadorki drugiej edycji także będą miały okazję się wykazać :)))

Buziaki,
Cammie.



czwartek, 28 marca 2013

Obiecane porównanie brokatów

Zamykając już raz na zawsze temat O.P.I. by Mariah Carey, zapraszam Was jeszcze na obiecywane jakiś czas temu porównanie bladoróżowych brokatów O.P.I. Pink yet lavender i Wibo Futura nr 3. O sporym podobieństwie tych topperów pisałam TUTAJ, prosiłyście o swatch, więc jest :)))




Na palcu środkowym Wibo Futura nr 3,
na serdecznym O.P.I. Pink yet lavender.



Jak widać, dla obu bazą jest masa drobnego srebrnego shimmeru, którego nieznacznie więcej jest w Wibo. Różowe płatki w obu przypadkach mają niemalże ten sam odcień, choć te z Wibo mają tendencję do opalizowania w ostrym świetle, co można dostrzec na zdjęciu. W zasadzie największa różnica tkwi w wielkości brokatu, ten w O.P.I. jest zdecydowanie drobniejszy. Ale generalnie to naprawdę podobne lakiery. Nadal utrzymuję, że Wibo Futura to tania alternatywa dla drogiego O.P.I. Warto to przemyśleć, bo różnica w cenie jest niemalże dziesięciokrotna!

Dostrzegacie podobieństwo? 


A propos podobieństwa, to chciałabym jeszcze nawiązać do wczorajszego posta, w którym narzekałam na wtórność kolorów O.P.I. Oto dowód: Houston we have a purple, Casino Royale i Anti-bleak. Mam słabość do różu na paznokciach i lakiery w różnych jego odcieniach często trafiają do mojego kuferka. I tak się jakoś złożyło, że nagle mam trzy niemal identyczne opiki! Dobra, dostrzegam różnice, ale naprawdę subtelne.






O.P.I. często oferuje kolory oryginalne i niepowtarzalne, ale jak widać, czasami jest, jak jest ... Kolekcja kolekcję pogania, a interes się kręci. Tyle dobrego, że w zasadzie każda z nas jest chyba w stanie znaleźć odcień idealny, perfekcyjnie współgrający z tonami skóry. No i jeszcze miłośniczki ombre nails mają używanie ;)))


Całuję Was,
zaciskając kciuki za nadejście prawdziwie wiosennej pogody,
Cammie.




Nie przegap wiosennego konkursu!
Do wygrania dwa różne zestawy kosmetyków Yves Rocher,
jeden na blogu KLIK
jeden na fejsbuku KLIK,
każdy o wartości 150 zł.
Powodzenia!





środa, 27 lutego 2013

Tańsza alternatywa :)

Nawiązując jeszcze do wczorajszego posta, którego jednym z bohaterów był brokat Pink yet lavender z kolekcji O.P.I. by Mariah Carey, dziś chciałabym zestawić go z dużo, dużo, dużo tańszym brokatem Wibo z serii Futura Trend Edition (nr 3). Jak na moje oko, kolorystycznie są bardzo zbliżone.






Owszem, O.P.I. wydaje się bardziej nasycony, ale to przede wszystkim dlatego, że różowe drobiny brokatu w Pink yet lavender są mniejsze i jest ich o wiele więcej niż w jego odpowiedniku z Wibo, w którym z kolei więcej jest srebrnego glitteru. Nieznaczna różnica dotyczy też kształtu drobin, różowy brokat w O.P.I. jest okrągły, w Wibo sześciokątny. Zauważam też, że brokat z Wibo jest bardziej ... hmmmm .... metaliczny? Ma jakby większą skłonność do odbijania światła. Ale to w sumie detale, ostatecznie na paznokciach wyglądają może nie identycznie, ale naprawdę dość podobnie. 

Efekt, jaki daje O.P.I., jest co prawda szlachetniejszy i bardziej stonowany, uważam jednak, że Wibo może być dla niego alternatywą, zwłaszcza jeśli nie mamy ochoty wydawać na tego typu dekor większej sumy. O.P.I. to wydatek rzędu powyżej 40 zł, lakiery Wibo z serii Futura Trend Edition kosztują zaledwie 6,50 zł. To jednak przepaść cenowa, prawda?

Mam nadzieję, że zaciekawiłam Was tym zestawieniem. Dajcie znać, co myślicie o tańszych zamiennikach produktów z górnej półki.


Buziaki,
Cammie.


Maybelline
Dream Touch Blush
dla Ciebie!



wtorek, 5 lutego 2013

Złoty akcent :)))

Dzisiejszy post to kolejna odsłona O.P.I. Nail Apps, tym razem chciałabym pokazać Wam złote naklejki Positively Shocking. A żeby nie było nudno, prezentację połączę z recenzją brązowego Wibo nr 346 z serii Express Growth.






Jak widzicie, Positively Shocking to czyste, dość chłodne złoto. Wygląda pięknie, jednak już kiedyś Wam wspominałam, że ten akurat wzór (bardzo prosty, bez wyszukanych zdobień) mnie nie przekonuje, podobny efekt możemy osiągnąć lakierem do paznokci, nie płacąc prawie 30 zł (czy nawet 50 zł w cenie regularnej) za zestaw naklejek. Ale do jakości przyczepić się nie mogę. Aplikacja jest bardzo łatwa, opisałam ją szczegółowo przy okazji prezentacji Gold Lace, do której zainteresowanych teraz odsyłam ---> KLIK. Co do trwałości, to bez najmniejszych uszkodzeń naklejka zabezpieczona O.P.I. RapiDry przetrwała u mnie cztery dni, po których lakier na pozostałych paznokciach domagał się zmycia, więc usunęłam od razu wszystko, najzwyklejszym zielonym zmywaczem z Isany. 

Jak Wam się podoba efekt zestawienia złota z brązem? Sięgnęłam po dość ciemny brąz z Wibo, sądząc, że będzie ładnym tłem dla złotego akcentu na palcu serdecznym. Kupiłam go już dość dawno, pochodzi z regularnej kolekcji i pewnie nadal jest dostępny, ale szczerze mówiąc nie polecam go, niestety ma słabą jakość.


1. Dostępność - 1 (każdy Rossmann).
2. Cena - 1 (bardzo przystępna, około 5 zł).
3. Kolor - 0 (na paznokciach kolor nieadekwatny do koloru w butelce, dużo ciemniejszy).
4. Aplikacja - 1 (łatwa).
5. Pędzelek - 1 (charakterystyczny dla Wibo, poręczny).
6. Krycie - 0 (niestety słabe, dla uzyskania głębokiego koloru bez smug konieczne jest nałożenie aż trzech warstw).
7. Wysychanie - 0 (trzy warstwy schną dłużej niż dwie ... top coat oczywiście rozwiązuje sprawę, ale przez pewien czas i tak trzeba zachować ostrożność).
8. Współpraca z innymi preparatami (tu: Sally Hansen Miracle Cure i O.P.I. RapiDry) - 0 (trzeba mocno się postarać, żeby uniknąć bąbelkowania, nie bez znaczenia jest fakt, że top coat w tym przypadku to już piąta warstwa na paznokciach).
9. Trwałość - 1 (mimo wszystko przyzwoita, cztery dni).
10. Zmywanie - 1 (łatwe, bez przebarwień i farbowania skóry).

Moja ocena: 6/10.


Też macie takie wrażenie, że przy sezonowych kolekcjach Wibo kolekcja stała wypada blado? Ten brąz zupełnie się nie obronił, choć muszę przyznać, że w duecie ze złotem O.P.I. na moje oko wygląda bardzo przyzwoicie. Jest jednak na tyle słaby, że dla tego uroczego złotka będę szukać innego partnera. Może czerń, którą niedawno udało mi się dorwać? Nie wiem, nie wiem ... 

A może Wy zaproponujecie jakieś ciekawe połączenie?


Całuję,
Cammie.




środa, 23 stycznia 2013

Nudy na pudy ;)))

Już trochę zmęczona jestem tymi wszystkim szalonymi kolorami na paznokciach, z którymi rozstać się nie mogłam przez ostatnich kilka tygodni. Co za dużo, to niezdrowo, no nie? Dlatego jakoś tak mnie naszło na coś spokojnego, stonowanego, nieszczególnie rzucającego się w oczy. Wybór padł na Wibo, skromny, raz brązowawy, raz szarawy greige z serii Back to nature (nr 1), którego zestawiłam ze znanym Wam już różowym brokatem z serii Futura (nr 3).









Niezwykle trudno oddać ten kolor na zdjęciach, w zależności od światła i ujęcia za każdym razem prezentuje się inaczej. To typowy grzybek, czasami na pierwszy plan wybijają się w nim jasnobrązowe tony, innym razem dominują nuty szarości. W każdym razie delikatny różowy brokat wygląda na nim superowo :)))


1. Dostępność - 1 (każdy Rossmann).
2. Cena - 1 (bardzo przystępna, około 5 zł).
3. Kolor - 1 (ciekawy przez swoją niejednoznaczność).
4. Aplikacja - 1 (bezproblemowa, idealna konsystencja, nie za gęsta, nie za rzadka).
5. Pędzelek - 1 (typowy dla Wibo, proporcjonalny do dość krótkiej, ale poręcznej nakrętki).
6. Krycie - 1 (standardowe, czy dwie warstwy wydobywają optymalne nasycenie koloru).
7. Wysychanie - 1 (szybkie).
8. Współpraca z innymi preparatami (tu: Sally Hansen Miracle Cure i Golden Rose Gel Look Top Coat) - 1 (bez przykrych niespodzianek).
9. Trwałość - 0 (maksymalnie do trzech dni i w sumie nie wiem, o co chodzi, bo lakiery Wibo są zwykle na moich paznokciach nie do zdarcia).
10. Zmywanie - 1 (łatwe).

Moja ocena: 9/10.



Może i nuda, ale czuję, że mi jej teraz potrzeba. Brokat na palcu serdecznym i tak wprowadza w ten mani trochę życia. Jak Wam się podoba? Nudy na pudy, czy może być? :)))


Miłego wieczoru,
Cammie.



Bell Bronze Sun Powder
szuka nowego domu!



sobota, 15 grudnia 2012

Będę chwalić!

Jak Wam mija sobota? Mam nadzieję, że równie niespiesznie i relaksująco jak mnie. Dla podtrzymania tej miłej weekendowej atmosfery zapraszam na recenzję, w której nie będę krytykować, nie będę narzekać i nie będę marudzić. Będę za to chwalić. Bo jest za co! Lakier MeMeMe Nail Collection Long Lasting Gloss (otrzymałam go niedawno od drogerii kosmetykomania.pl, pamiętacie?) naprawdę zasługuje na dobre słowo. A w duecie z bladoróżowym brokatem z nowej serii Wibo dodatkowo zyskuje :)))






Odcień MeMeMe, który widzicie na zdjęciach, to nr 59 Refined, czyli delikatna, gołębia szarość. Idealnie wpisuje się w gamę moich ulubionych kolorów. Na paznokciach prezentuje się bardzo subtelnie, dlatego postanowiłam trochę "podrasować" go srebrno - różowym brokatem Wibo nr 3 z kolekcji Futura. Tak do mnie migał ze sklepowej półki, wołając "weź mnie, weź mnie, weź mnie!". Wzięłam :DDD

Przyznajcie, że wyjątkowo do siebie pasują, dając razem przyjemny dla oka nienachalny efekt.









1. Dostępność - 0 (tylko przez internet).
2. Cena - 0 (15 zł za pojemność 5 ml i 24,50 zł za 12 ml, czyli sporo, zwłaszcza w przypadku wersji mini).
3. Kolor - 1 (bardzo czysty, jasny, ale dobrze napigmentowany).
4. Aplikacja - 1 (bardzo łatwa, przypominająca nieco chwalone kiedyś przeze mnie właściwości lakierów Bella Oggi z serii Gel Effect).
5. Pędzelek - 1 (poręczny, bardzo wygodny).
6. Krycie - 1 (typowe, konieczne dwie warstwy).
7. Wysychanie - 1 (doskonałe tempo).
8. Współpraca z innymi preparatami (tu: Sally Hansen Miracle Cure, Poshe Super-fast Drying Topcoat i brokat Wibo) - 1 (absolutnie bez zarzutu).
9. Trwałość - 1 (rewelacyjna! 5 dni bez skazy).
10. Zmywanie - 1 (zupełnie bezproblemowe).

Moja ocena: 8/10.


Nie ma się do czego przyczepić! Chyba że do słabej dostępności w Polsce. Bo jakość sama w sobie naprawdę jest świetna. 

Jak Wam się podoba efekt, jaki osiągnęłam łącząc ten piękny, gołębi lakier z bladoróżowym brokatem? Ja jestem pod urokiem tego zestawienia :)))

Dziewczyny, a jakie są Wasze ulubione połączenia? Piszcie, może się zainspiruję!



Zapraszam do udziału
w konkursie mikołajkowym!
Do wygrania dwa zestawy
kosmetyków ufundowanych
przez drogerię Rossmann!




poniedziałek, 26 listopada 2012

Łupy :)))

Pytałyście, co takiego upolowałam przy okazji rossmannowskiego Kolorowego Tygodnia. Z chęcią Wam moje łupy pokażę, dlaczego nie :))) Nie jest tego dużo, ale bardzo się z moich zakupów cieszę. Tym bardziej, że na część z nich bez zniżki pewnie jeszcze długo bym sobie nie pozwoliła. Bo przecież ja i tak naprawdę mam się czym malować! :DDD



BOURJOIS
10 HOUR SLEEP EFFECT
(71 Abricote Clair)

MANHATTAN
EYEBROW PENCIL
(108 T, szary)

WIBO
EYEBROW STYLIST
(brązowy)

MAX FACTOR
MASTERTOUCH UNDER-EYE CONCEALER
(303 Ivory)









Bourjois to odpowiedź na nowe potrzeby mojej cery. Jej stan niewiarygodnie po ciąży mi się poprawił (pomijając przebarwienia ...). I jak zawsze celowałam w podkłady mocno kryjące (typu Revlon ColorStay), tak teraz zachciewa mi się podkładów leciutkich, rozświetlających. Nad tym, co mam do zakrycia, wolę popracować korektorem. 10 hour sleep effect wydaje się być idealnym wyborem.

Kredka i żel do brwi to kolejna próba ujarzmienia moich niesfornych włosków i wykreowania ładnej oprawy oczu. Z woskiem mi nie po drodze, większość cieni jest dla mnie za brązowa / za ruda / za czarna, słynna Delia, choć ją lubiłam za mocne utrwalanie, robiła ze mnie czarownicę, także kolejną szansę daję produktom Manhattan i Wibo.

Korektor Mastertouch chodził za mną już ładnych parę lat, ale zawsze odmawiałam go sobie ze względu na cenę i stosunkowo niewielką pojemność. Nie mogłam więc nie kupić go w końcu z tak okazyjną zniżką.

To tyle. I choć Kolorowy Tydzień trwa w najlepsze, moja noga w Rossmannie w najbliższym czasie już nie postanie. Co to, to nie, nie dam się skusić! :DDD