beauty & lifestyle blog
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W kąpieli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W kąpieli. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 stycznia 2015

Witajcie w Nowym Roku, czyli podsumowanie grudnia | popularne posty, rozrywka, blogowe odkrycie, zakupy i prezenty


Witajcie w Nowym Roku! Na podsumowanie ostatnich dwunastu miesięcy zaproszę Was za kilka dni, tymczasem chciałabym zatrzymać się na chwilę przy grudniu. Najpierw jednak noworoczne życzenia, których nie miałam jeszcze okazji Wam złożyć. Oby 2015 rok przyniósł Wam wiele dobrego! Ambitnych wyzwań, zrealizowanych planów, spełnionych marzeń, pozytywnych emocji i inspirujących ludzi wokół. Serdeczności!

Skoro noworoczne grzeczności mamy już za sobą, zapraszam na podsumowanie grudnia. Mam nadzieję, że z ciekawością sprawdzicie, jak mi ten miesiąc minął.




Na początek jak zwykle krótki przegląd najpopularniejszych grudniowych wpisów. Ze statystyk wynika, że najchętniej sprawdzałyście, co mam do powiedzenia na temat czytnika ebooków Kindle ---> KLIK. Zainteresowanie wzbudzał też post, w którym pokazałam Wam moją świąteczną listę marzeń ---> KLIK. Ciekawe byłyście również, czy do twarzy mi w brązowej szmince, którą ogłosiłam swoim grudniowym odkryciem ---> KLIK. Jeśli te posty przegapiłyście, teraz macie doskonałą okazję, żeby do nich zajrzeć.

Na FB ---> KLIK największy zasięg osiągnął wpis, pod którym dyskutowałyśmy o najpiękniejszych czerwonych lakierach do paznokci. Wskazałyście wiele interesujących typów, ja jednak zatrzymałam się przy jednym, szybko powiększając swoje lakierowe zbiory o Essie A list, przepiękną, głęboką czerwień o kremowym wykończeniu. Miałyście już okazję zresztą ją zobaczyć, o TUTAJ.




Jeśli chodzi o moje grudniowe rozrywki, to wieczory podobnie jak w listopadzie ---> KLIK upływały mi głównie pod znakiem The Big Bang Theory.




Obejrzałam już wszystkie dostępne odcinki i właśnie zastanawiam się, co dalej. Jakieś sugestie? Z chęcią poznam Wasze serialowe rekomendacje. W końcu muszę czymś wypełniać te długie zimowe wieczory :DDD

Seriale serialami, ale trochę mnie już znacie i dobrze wiecie, że bez czytania nie żyję. Moim grudniowym lekturom jak zwykle poświęciłam odrębnego posta, do którego odsyłam zainteresowanych tematem ---> KLIK.




W dwóch słowach dodam jedynie, że spośród wszystkich książek, które przeczytałam w grudniu, Waszej szczególnej uwadze polecam "Marsjanina" Andy'ego Weira i "Czy jesteś psychopatą?" Jona Ronsona. Zainteresowani historią po "Dzieci '44" sięgną pewnie i bez mojej podpowiedzi.

Po dość długim okresie posuchy mam też dla Was w końcu odkrycie blogowe. Chciałabym polecić Wam InspiYear Project ---> KLIK, którego autorka w 365 codziennych wpisach, jakie planowo mają powstać, na bieżąco zdaje relację ze zmian, jakie zaprowadza w swoim życiu, porządkując je, oczyszczając i szukając równowagi, skupiając się na czterech głównych obszarach - minimalizmie, ciele, umyśle i organizacji. Bardzo ciekawe podejście do samorozwoju, koniecznie zajrzyjcie!

Jeśli chodzi o grudniowe zakupy, to nie sposób nie wspomnieć o Dniu Darmowej Dostawy. Szykując świąteczne prezenty dla bliskich, skorzystałam z oferty Minti, Cocolity, Pan tu nie stał, Pudło nie nudno i Wydawnictwa Znak. Wspominam o tym, bo zetknęłam się z wieloma negatywnymi opiniami na temat tej akcji. Ja niczego niepożądanego nie doświadczyłam, wszystkie sklepy wywiązały się z transakcji na medal. Także Pachnąca Wanna, gdzie tuż przed północą zdążyłam też kliknąć kilka aromatycznych drobiazgów dla siebie, uzupełniając zimowe zapasy wosków.




Na zdjęciu oprócz Yankee Candle i Kringle widzicie też kilka wosków Craft&Beauty, które udało mi się wygrać w konkursie organizowanym przez Kasiaj85, autorkę Sweet&Punchy. Na razie jednak czekają na swoją kolej, aktualnie moim zapachowym hitem jest wosk Kringle Balsam Fir, tak wiernie odzwierciedlający zapach igliwia, że spokojnie może konkurować z żywą choinką, która ciągle jeszcze zdobi mój salon. Serdecznie Wam ten zapach polecam. A tak przy okazji, macie żywe choinki, czy sztuczne?

A reszta zakupów? Zdecydowanie najważniejszym grudniowym nabytkiem była zapewne dobrze Wam znana paleta Urban Decay Naked 2.




Tak jak wspominałam już na FB, uwielbiam sama robić sobie prezenty, bo zawsze są trafione ;))) O palecie pewnie jeszcze kiedyś napiszę, podejrzewam, że w ramach serii O tym się mówi.

Innych kosmetycznych zakupów większego kalibru w grudniu już nie robiłam, cała para poszła w książki (Publio.pl, zbankrutuję kiedyś przez Was!). Ale o nich nie będę Wam tu pisać, prędzej czy później i tak znajdą się w którymś z książkowych postów.

Dostałam za to kilka bardzo interesujących prezentów, czy to świątecznych, czy to w ramach moich blogowych współprac. Przemiłą niespodziankę zrobiła mi chociażby wspominana już dzisiaj Pachnąca Wanna ---> KLIK, która postanowiła umilić mi święta Śnieżnymi Babeczkami, czyli świecą zapachową Bomb Cosmetics o aromacie ciasta, karmelu i jagód oraz piernikowym Ciastkiem, czyli musującą kulą do kąpieli, również Bomb Cosmetics, pachnącą imbirem, cytrusami, goździkiem, kardamonem i piżmem.




Kolejny prezent to przesyłka niespodzianka od Ecolore ---> KLIK, nowej polskiej marki oferującej kosmetyki mineralne. Polecam ją Waszej uwadze, naprawdę ciekawe produkty! Dwa z nich, róż Dolly Mist i cień Velvet Almond, zasiliły moje mineralne zasoby.




W ramach współpracy z Clareną ---> KLIK, do mojej pielęgnacji włączyłam w grudniu silnie nawilżający preparat z kwasem hialurownowym, Hyaluron 3D Elixir. Świetnie sprawdza się w walce ze skutkami ubocznymi kuracji Locacidem. Więcej za parę tygodni!




Nie sposób nie pochwalić się też świątecznymi prezentami od moich bliskich, zwłaszcza tak trafionymi. Zdecydowanie największą radochę zrobił mi mąż, dzięki któremu mój stary wysłużony HTC wymieniłam na piękny, smukły i jakże wielofunkcyjny iPhone 6. Uwierzcie mi, jakbym przesiadła się z malucha do mercedesa :DDD Kocham ten telefon od pierwszej chwili. 




Mogę też wykreślić już kilka pozycji z mojej świątecznej listy marzeń. Jeśli chodzi o kolorówkę, to jak już wspominałam Wam w którymś z ostatnich postów, pomiędzy innymi prezentami pod choinką znalazłam MAC Blankety. Dzięki, mamo!




Mam już też swoje wymarzone naszyjniki i przepiękny notatnik. Cieszę się, jak nie wiem co :))) Teraz muszę jeszcze tylko rozejrzeć się za jakimś ładnie wydanym terminarzem na 2015 rok.






Na koniec coś, o czym powinnam wspomnieć Wam już w listopadzie, bo właśnie wtedy trafił do mnie ten gadżet, ale całkiem wyleciało mi to z głowy. Cóż, wielkiej straty nie było, bo szczerze mówiąc produkt mnie nie oczarował. Chodzi o Jelid, chusteczki zmywające lakier do paznokci. Opakowanie zawiera 50 osobno pakowanych chusteczek nasączonych zmywaczem bez acetonu. Jedna rzekomo ma dawać radę zmyć lakier ze wszystkich 10 paznokci, ale niestety obietnicę tę między bajki można włożyć. Chusteczki kompletnie nie radzą sobie z brokatami, bardzo słabo z ciemnymi lakierami, jedynie te najjaśniejsze poddają się im bez oporów. Także szału nie ma. Choć awaryjnie kilka sztuk w torebce można nosić. Co myślicie o takich wynalazkach? Dałybyście tym chusteczkom szansę?




To już wszystko, o czym chciałam Wam napisać, podsumowując grudzień. Mam nadzieję, że nie nudziłyście się, mimo tej przydługiej formy. Zapraszam do komentowania, jeśli tylko macie ochotę do czegoś się odnieść. Zdradźcie też, jak upłynęła Wam końcówka roku. Co porabiałyście, jakie dostałyście prezenty, jakim świątecznym bądź poświątecznym promocjom uległyście? Piszcie, jak zwykle czekam na Wasze komentarze!

Buziaki,
Cammie.



poniedziałek, 12 maja 2014

Tym razem coś dla mnie, czyli prezent trafiony w dziesiątkę!


W poprzednim poście był prezent dla Was, dziś natomiast prezent dla mnie! Co prawda nie z okazji urodzin bloga, a zupełnie innej, całkiem prywatnej, ale to akurat dobry moment, żeby go Wam pokazać. Naprawdę najwyższy czas, czekał bowiem na te swoje pięć minut już ponad dwa tygodnie. Jak rasowa blogerka nie ruszyłam niczego, dopóki nie zrobiłam zdjęć :DDD Koleżanki po fachu na pewno mnie rozumieją, reszta może pukać się w głowę, proszę się nie krępować ;))) Niezależnie jednak od tego, czy podchodzicie do sprawy ze zrozumieniem, czy z pobłażliwym uśmiechem, pozwólcie, że się pochwalę. Spójrzcie, jaki cudowny zestaw The Secret Soap Store!




The Secret Soap Store to jedna z tych marek, które zachwyciły mnie w zeszłym roku, czemu dałam kilkakrotnie zresztą wyraz ---> KLIK i KLIK. Pisałam Wam nawet, że mam ogromną ochotę poznać lepiej jej asortyment i dzięki moim niezawodnym przyjaciółkom oto nadarzyła się sposobność. Prezent trafiony w dziesiątkę! W dodatku przepięknie zapakowany. Nie wiem, czy to norma we wszystkich sklepach firmowych, czy tylko w tym przypadku ktoś szczególnie się postarał, ale fakt jest faktem, że zadbano o każdy najmniejszy detal. Żałuję, że nie mogę Wam pokazać tego pakunku w pełnej krasie, ale niestety ucierpiał w czasie rozpakowywania. Ostały się za to rozmaite akcenty dekoracyjne, które możecie zobaczyć na zdjęciach.

Na początek mydełka, peelingujące mydło kokosowe i bio-mydło żurawinowe z prawdziwym bogactwem składników. W przypadku mydła kokosowego to ze zrozumiałych względów głównie wiórki kokosowe i zmielone łupiny orzecha kokosowego, dla których bazą jest olej ... kokosowy, a jakże :)))




Mydło żurawinowe z kolei to prawdziwa olejkowa bomba, w składzie ma tłoczone na zimno oleje jojoba, makadamia, awokado, olej ze słodkich migdałów, oliwę, a jakby tego było mało, dodatkowo jeszcze masło shea. Charakter nadaje mu naturalny ekstrakt z żurawiny.




Pora na kule do kąpieli. Niestety nie były opisane, ale po wyglądzie i zapachu domyślam się, że musi być to wersja żurawinowa i pomarańczowa.




Obie są pudrowe i dość kruche, w wodzie będą na pewno mocno musować. Wydaje mi się, że mogą okazać się fajną alternatywą dla mocno natłuszczających kul Bomb Comsetics, z którymi ostatnio miałam do czynienia.




Skoro już o kąpieli mowa, to wypada w tym miejscu pokazać malinowo-cytrynowe mleko, dzięki któremu zwykła domowa wanna ma szansę zmienić się na chwilę w prawdziwe spa.




Umyte, zrelaksowane ciało warto potraktować peelingiem. Na przykład cukrowym peelingiem o zapachu passiflory! Wiecie, że produkty tego typu The Secret Soap Store sprzedaje na ... gałki? 




A na koniec, jako przysłowiowa kropka nad "i", krem do rąk. Kremy The Secret Soap Store obrosły już legendą, co mnie absolutnie nie dziwi, bo to bardzo dobre produkty. Miałam już do czynienia z wersją pomarańczową i porzeczkową, teraz przyszła pora na marakuję. Może zdziwić Was opakowanie, jak widać, przeszło ogromną metamorfozę.




Sama nie wiem, co spodobało mi się najbardziej, wszystko trafia bowiem w moje kosmetyczne gusta. Tak jak wspomniałam, prezent trafiony w dychę. Całe szczęście, że w końcu porobiłam te zdjęcia i będę mogła cieszyć się nim naprawdę, a nie tylko tęsknie na niego patrzeć, bo to już powoli zakrawało na masochizm :DDD

Wpadło Wam coś w oko? Piszcie, czekam na Wasze komentarze. Dajcie też znać, czy doceniacie pięknie zapakowane prezenty!


Buziaki,
Cammie.


Zapraszam do udziału
w urodzinowym rozdaniu!
Do wygrania ekskluzywny zestaw
kosmetyków Bee Pure
na bazie jadu pszczelego i miodu manuka.



wtorek, 6 maja 2014

Dobry temat na dzień jak dziś, czyli eksplozja zapachów Bomb Cosmetics


Trudno wrócić do rzeczywistości po tak długim weekendzie, no nie? Ja w każdym razie mam z tym problem, ciągle jeszcze funkcjonuję na pół gwizdka, chcąc więc koniecznie coś dziś dla Was napisać, szukałam tematu, który byłby lekki i przyjemny i nie kłócił się z moim rozleniwionym nastrojem. Padło na wiosenną propozycję Bomb Cosmetics, mleczko do ciała o słodkim zapachu kokosa i ylang ylang, pomarańczowo - mandarynkowy żel pod prysznic i mydło w płynie pachnące świeżo niczym pranie wypłukane w wodzie z dodatkiem olejku z drzewa sandałowego i paczuli. Mówię Wam, prawdziwa eksplozja zapachów. Tak, to dobry temat na dziś!




Lotion do ciała Cloud Cuckoo Land
Rozkoszny zapach kokosa + dodatek naturalnego olejku kokosowego i ylang ylang = dogłębnie nawilżona i rozkosznie pachnąca skóra! Dzięki swojej lekkości lotion doskonale się wchłania, a dzięki pompce jest też praktyczny i wydajny!

Żel pod prysznic Flying High
Owocowy, odświeżający żel pod prysznic, który orzeźwia dzięki naturalnym olejkom z pomarańczy i mandarynki oraz tropikalnemu zapachowi z nutkami bergamotki i trawy cytrynowejŻel doskonale myje i nie wysusza skóry, bo nie zawiera SLS ani parabenów. Dzięki praktycznemu opakowaniu żelu używa się bardzo łatwo i jest on wyjątkowo wydajny.

Żel do mycia rąk Handbags&Gladrags
Żel o zapachu świeżej bawełny dla wielbicieli czystości i lekkich, naturalnych aromatów. Doskonale myje i nie wysusza skóry, bo nie zawiera SLS ani parabenów! W zapachu odnajdziesz także akordy kwiatu jabłoni, nuty cytrusowe oraz świeże kwiatyDzięki pompce żel jest praktyczny i wydajny!




Taaaaak, zapachy to zdecydowanie to, co wyróżnia te produkty wśród całej masy podobnych balsamów, żeli i mydeł. Są intensywne, głębokie, skoncentrowane i długo utrzymują się na skórze, wszystkie trzy!

Palma pierwszeństwa pod tym względem zdecydowanie należy się jednak balsamowi, który choć ma postać lekkiego mleczka, pachnie wyjątkowo mocno, przywodząc na myśl słodkie kokosowe ciasteczka. Naprawdę, zapach wyłącznie dla wielbicieli kokosanek, każdego innego może zemdlić ;))) 

Zapachy żelu i mydła są już dużo lżejsze, choć nadal bardzo, bardzo wyraziste. Moim faworytem od pierwszej chwili został żel pod prysznic, którego zapach jest kompozycją świeżych cytrusowych nut doprawionych bergamotką i ma tę cudowną właściwość, że zawsze mnie pobudza, strząsając ze mnie największe zmęczenie. Genialny! Dowodem na to, jak go lubię, niech będzie fakt, że na zdjęciach zapozowała niemal pusta butelka. Moje wyróżnienie dla żelu pod prysznic jest tym bardziej istotne, że jak pewnie wiecie, generalnie wolę myć ciało mydłami w kostce.

A jak pachnie mydło w płynie? Otóż pachnie suszonym na słońcu, powiewającym na wietrze praniem, świeżą, czystą, miękką bawełną przesiąkniętą zmysłową nutą drzewa sandałowego i paczuli. Zapach piękny, a na dłoniach tak wyczuwalny, jakbyśmy te pranie same przed chwilą ręcznie zrobiły :DDD

Można by zastanawiać się nad innymi walorami wiosennych produktów Bomb Cosmetics, ale chyba nie ma po co. Nie są to kosmetyki wybitne, ale bardzo przyzwoite, spełniają swoje funkcje, nawilżają, myją, odświeżają. Ale za to pachną po prostu bezkonkurencyjnie.

Bezkonkurencyjne mają też opakowania. Duże, pojemne butle (każda po 300 ml) wyposażone zostały w pompkę lub wygodny dozownik, dzięki czemu są niezwykle praktyczne i wygodne w użytkowaniu. Nie wspominając już nawet o tym, że po prostu cieszą oko, ładne są te zdobiące je rysuneczki.

Żałuję jedynie, że ta seria kosmetyków Bomb Cosmetics nie jest nieco tańsza, bo każdy z nich kosztuje około 40 zł. Wyobrażam sobie, że w miarę lekką ręką można dać tyle za balsam do ciała, ale już płacąc za mydło czy żel pod prysznic, pewnie niejednemu ta ręka by zadrżała. Dobra wiadomość jest jednak taka, że dzięki Pachnącej Wannie (pisałam Wam o niej już tyle razy, że nie będę się znowu powtarzać, zainteresowanych odsyłam do starszych postów, szukajcie pod etykietą "W kąpieli") mamy szansę niektóre z nich dostać aż o 25% taniej. W ramach promocji "Produkt dnia" codziennie zniżką objęty jest inny produkt z asortymentu sklepu i z tego, co wiem, 9 maja taniej kupić będzie można opisywany dziś przeze mnie żel do rąk o świeżym zapachu prania, a pod koniec miesiąca, 29 maja, kokosowe mleczko do ciała. Wszystkie szczegóły na bieżąco TUTAJ.


Są tu jakieś miłośniczki mocnych zapachów? Który z tych trzech wydaje Wam się najbardziej kuszący? Słodkie kokosanki, orzeźwiające cytrusy czy świeżo wyprana bawełna? Dajcie znać, czekam na Wasze komentarze!

Buziaki,
Cammie.



piątek, 18 kwietnia 2014

Dla ciała i dla oka, czyli czyż to nie jest śliczne?| Bomb Cosmetics


Tuż przed świętami, w wirze wielkanocnych przygotowań, pewnie nie znajdziecie czasu na długą relaksującą kąpiel? W takim razie choć rzućcie okiem na dodatki do kąpieli Bomb Cosmetics! Jak zwykle prześliczne, urocze, słodkie. Kto wie, może nawet nabierzecie ochoty na chwilę wytchnienia w wannie? 




To jak, co wybieracie? Deser kakaowy, jagodową babeczkę, czy wiśniowo-jabłkową kulę? Wybór trudny, bo wszystko warte grzechu. Wiem, co mówię!


"Dalekie krainy", deser kakaowy do kąpieli z rumiankiem i olejkiem kokosowym. Owocowy koktajl łączący mleczne nuty kokosów ze słodkim ananasem. Cukierkowe serce zapachu cieszy nos, a jego słodką bazę tworzą karmel oraz wanilia.




"Tęcza", przywracająca równowagę kremowa babeczka do kąpieli z olejkiem szałwiowym i paczuli, pachnąca niczym przepyszny, jagodowy deser z lodami.




"Pocałunek motyla", podnosząca na duchu musująca kula do kąpieli z olejkami eterycznymi z mandarynki i neroli. Jabłuszka i wiśnie zaklęte w słodkiej kuli z motylkiem.




Powiem Wam szczerze, że ja mam z tego typu dodatkami do kąpieli pewien problem. Dość poważny nawet. Szkoda mi wrzucać je do wanny! Te wszystkie kuleczki, babeczki i inne muffinki są zwykle tak ładne, że najnormalniej w świecie lubię cieszyć nimi oko i moment rozpuszczenia ich w wodzie odwlekam w nieskończoność. Muszą swoje odleżeć, pełniąc w łazience funkcje dekoracyjne. Ale jak już się w końcu zdecyduję i przygotuję kąpiel z prawdziwego zdarzenia, to jest to dzięki nim najczęściej prawdziwa uczta dla zmysłów.

Nie inaczej było tym razem, nie zawiodłam się na żadnym z tych trzech dodatków. Nie było to dla mnie niespodzianką, bo tego typu produkty Bomb Cosmetics zdążyłam już dość dobrze poznać i wiedziałam, że za każdym razem czeka mnie odżywcza, kremowa, natłuszczająca ciało kąpiel. I tak właśnie było.

Najbardziej spodobała mi się kąpiel z "Pocałunkiem motyla", bo ta kula jako jedyna mocno musowała i wyraźnie zabarwiła wodę na piękną, żywą zieleń. Najtreściwszy okazał się deser kakaowy, bardzo skoncentrowany, według producenta wystarczający na nawet cztery kąpiele (mnie wystarczył na dwie, ale tylko od Was zależy, jak bardzo pozwolicie mu się rozpuścić za jednym razem). Kąpiel z "Tęczą" była natomiast zabawna, dzięki dodatkowi migoczącego brokatu, który na szczęście nie osiadał za bardzo na skórze.

Mankamenty? Jak zwykle te same. Brak piany i konieczność szorowania wanny z tłustego osadu. No i cena, bo trzeba liczyć się z wydatkiem rzędu 12-18 zł. Wbrew pozorom najekonomiczniej wypada najdroższy "Pocałunek motyla", bo teoretycznie powinien wystarczyć na cztery kąpiele, więc jego koszt rozkłada się na kilka seansów w wannie.


Produkty Bomb Cosmetics dostępne są w Polsce coraz szerzej, ale ja jak zwykle rekomenduję Wam Pachnącą Wannę ---> KLIK, której kibicuję od samego początku. Koniecznie zajrzyjcie, trwają tam teraz wiosenne porządki, wybrane produkty kupić można nawet o 50% taniej. Ja chyba też powinnam sprawdzić, co mają ciekawego, w końcu po kulach i babeczkach zostało mi tylko wspomnienie, pora więc zadbać o nowe dekoracje do mojej łazienki :DDD No bo same przyznajcie, czyż one nie są śliczne?


Buziaki,
Cammie.



piątek, 7 marca 2014

Mandarynkowa królowa i budyń z rabarbarem, czyli kąpiel z Bomb Cosmetics | Wiosenne nowości


Propozycja na piątkowy wieczór? Kąpiel! Gorąca, relaksująca, z pachnącym, pielęgnującym ciało dodatkiem. Co powiecie na kulę lub babeczkę Bomb Comsetics? "Mandarynkową królową" albo "Budyń z rabarbarem"? Nie powiecie pewnie nic, bo prawdopodobnie nic na ich temat jeszcze nie wiecie. Ale się dowiecie :D Zapraszam na recenzję! A zaraz potem na krótką prezentację wiosennych nowości od Bomb Cosmetics. Kąpielowych, a jakże! Ale nie tylko :)))


Jak możecie pamiętacie, "Mandarynkową królową" i "Budyń z rabarbarem" dostałam jakiś czas temu w prezencie od Pachnącej Wanny. Szybko zrobiłam z nich użytek!

"Mandarynkowa królowa" to kremowa kuleczka o przepięknym, orzeźwiającym zapachu mandarynki z pomarańczą. Dzięki wysokiej zawartości masła kakaowego i nieco niższej shea cechują ją silne właściwości nawilżające i natłuszczające, przyczyniające się do odżywienia i uelastycznienia skóry.






Skład: Sodium Bicarbonate, Citric Acid, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Zea Mays (Corn) Starch, Sodium Lauryl Sulfate, Sucrose, Parfum (Fragrance), Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Aqua (Water), Citrus Nobilis (Mandarin) Peel Oil, Citrus Limonum, Hydrogenated Vegetable Oil, Lecithin, Shellac, Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax, Dextrin, Aroma (Flavor), Limonene, Citral, CI 19140 (Yellow 5), CI 45430, CI 15985 (Yellow 6), CI 16035 (Red 40).

Cena: 11 zł (aktualnie Pachnąca Wanna oferuje ją za 8,8 zł).






Kulka jest malutka, ale tym razem nie było to już dla mnie zaskoczeniem, pamiętałam "Owocowy raj", z którym miałam do czynienia kilka tygodni temu ---> KLIK. Mimo mikrych rozmiarów (spójrzcie, jak niewielka się wydaje chwycona w dwa palce), naprawdę ma moc! Wrzucona do wody rozpuszcza się około kwadransa, stopniowo uwalniając cytrusowy zapach, masła i olejki. Niestety nie pieni się, to nie ten rodzaj kąpielowego gadżetu. Trochę mi tego szczerze mówiąc brakowało, bo kocham kąpiel z pianką. Nie do przecenienia są jednak właściwości odżywcze tej niepozornej kulki. Bogata w składniki natłuszczające, zmienia wodą niemal w emulsję, odczuwalnie otulającą skórę, w działaniu przypominając dobrą oliwkę. Jeśli nie lubicie natłuszczać ciała w ten sposób, "Mandarynkowa królowa" pewnie nie przypadnie Wam do gustu, jednak jeśli kochacie ten rodzaj pielęgnacji, będziecie zachwycone. Nie wierzę jednak, że istnieje ktokolwiek, kto kochałby czyszczenie wanny po tym tłustym domowym SPA ...


"Budyń z rabarbarem" z kolei to babeczka o słodkim, owocowym zapachu jagód, rabarbaru i brzoskwini podszytym karmelowo-waniliową nutą, która mimo podobnych proporcji składników natłuszczających, sprawia jednak wrażenie produktu nieco lżejszego niż opisywana wcześniej "Mandarynkowa królowa".






Skład: Sodium Bicarbonate, Citric Acid, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Zea Mays (Corn) Starch, Sodium Lauryl Sulfate, Parfum (Fragrance), Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Sucrose, Aqua (Water), Elaeis Guineensis (Palm) Kernel Oil, Elaeis Guineensis (Palm) Oil, Lecithin, Amyris Balsamifera Bark Oil, Salvia Sclarea (Clary) Oil, Acacia Senegal Gum, Shellac, Linalool, CI 19140 (Yellow 5), CI 16255, CI 14270, CI 18050. 

Cena: 12 zł (aktualnie Pachnąca Wanna oferuje ją za 9,6 zł).






Prześliczna! Aż żal było wrzucać do wanny. W końcu jednak tam trafiła, powoli (około 20 minut) rozpuszczając się i zwykłą kąpiel, dzięki przyjemnemu zapachowi i właściwościom odżywczym, zmieniając w relaksującą sesję. Tak jak wspominałam, miałam wrażenie, że "Budyń" nie jest aż tak bogaty, tak tłusty, jak "Królowa", więc pewnie ma szanse przypaść do gustu szerszemu gronu. Zaznaczę tylko, że i w tym przypadku nie ma co liczyć na pianę. Z pewnością można jednak liczyć na porządne nawilżenie ciała, co najmniej na kilka dni zwalniające z nielubianej przez niektórych konieczności balsamowania.


Nie wyobrażam sobie wrzucać kul czy babeczek do każdej kąpieli, po pierwsze ze względu na ich cenę, po drugie (i ważniejsze) ze względu na ich bogaty skład. Nie widzę potrzeby częstego tak mocnego natłuszczania skóry. Ale od czasu do czasu, dlaczego nie? Cieszę się więc, że dzięki niezawodnej Pachnącej Wannie będę miała okazję poznać kilka kolejnych kąpielowych gadżetów od Bomb Cosmetics, tym razem z ich najnowszej wiosennej kolekcji. 






Na swoją kolej w mojej łazience czeka już musująca jabłkowo - wiśniowa kuleczka "Pocałunek motyla" z olejkami eterycznymi z mandarynki i neroli, kremowa jagodowa babeczka "Tęcza" z paczuli i szałwią oraz deser kakaowy "Dalekie krainy" z rumiankiem i kokosem. Wielkie butle, które widzicie na ostatnim zdjęciu, to z kolei kokosowy lotion do ciała, cytrusowy żel pod prysznic i mydło do rąk o zapachu świeżej bawełny. Szczegóły wkrótce, tymczasem odsyłam Was na stronę Pachnącej Wanny, gdzie możecie zobaczyć więcej wiosennych nowości ---> KLIK.



Lubicie umilać sobie kąpiel takimi gadżetami? Piszcie! I nie zapomnijcie zajrzeć jutro, z okazji Dnia Kobiet zaproszę Was na konkurs z atrakcyjną nagrodą!


Buziaki,
Cammie.

Edit:
Pachnąca Wanna dała znać,
że do niedzieli włącznie
na wszystkie produkty Bomb Cosmetics
obowiązuje zniżka 20% :)
Plus, jak zwykle, bezpłatna przesyłka
przy zamówieniu o wartości minimum 50 zł.




środa, 5 marca 2014

Zachcianki i potrzeby, czyli zakupy ostatnich tygodni | Alverde, Balea, Hean, Missha


Prosiłyście o post zakupowy, więc jest! Zapraszam na szybki przegląd moich nabytków z ostatnich tygodni. Nie ukrywam, że tylko część z nich uzasadniała prawdziwa potrzeba, większość to po prostu zachcianki. Uległam pokusie i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, ale kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem :DDD


Niczym nieuzasadnioną zachcianką były z pewnością zakupy w DM. Skorzystałam z okazji, że mąż wybierał się w podróż służbową, przygotowałam mu stosowną listę i wysłałam do sklepu. Z zadania wywiązał się wzorowo, ze względu na braki w szafie nie udało mu się dostać jedynie kilku kolorówkowych nowości z P2, przywiózł za to wszystkie wskazane produkty Alverde i Balea - olejki do ciała, szampony i odżywki do włosów, kilka saszetek soli do kąpieli i krem do rąk z limitowanej edycji.






W ostatnim czasie zrobiłam też swoje pierwsze zamówienie w sklepie Hean. Chodziło mi głównie o bazę pod cienie, ale przy okazji wrzuciłam też do koszyka tusz do rzęs i korektor. Lakier do paznokci otrzymałam jako gratis.

Bazę znałam już wcześniej, pamiętam, że bardzo ją lubiłam, myślę, że będzie trafionym zamiennikiem Stay Don't Stray z Benefitu, która właśnie mi się skończyła. Tusz wybrałam w ciemno, ale używam go już od kilku dni i muszę przyznać, że jest bardzo fajny, świetnie rozdziela rzęsy. Na razie jest jeszcze dość mokry i pewnie pełnię swoich możliwości pokaże mi za jakieś dwa, trzy tygodnie. Korektor natomiast niestety nieco mnie rozczarował, liczyłam na to, że będzie jaśniejszy. Nie odznacza się na mojej skórze jakoś tragicznie, ale jednak nie wtapia się też bez śladu. Muszę jeszcze z nim poeksperymentować, zwłaszcza że zbiera wysokie noty nie tyle jako preparat kamuflujący, co redukujący wypryski. A lakier? Miły dla oka bardzo jasny róż, pewnie pokażę go w którymś z kolejnych postów.






Potrzebą z pewnością podyktowany był zakup bb kremu. Z dalekiej Korei dotarła do mnie nowa buteleczka Missha Signature Wrinkle Filler [recenzja TUTAJ]. Poprzednie opakowanie zużyłam do ostatniej kropelki, od razu decydując się na kolejne. To jeden z najlepszych bb kremów, jakie znam! Przez chwilę wydawało mi się, że ma godnego konkurenta w postaci Skin79 Scandal Rose&Vanilla [recenzja TUTAJ], ale wszystko wskazuje na to, że miałam pecha trafić na ten krem tuż przed jego zniknięciem z rynku ... Tak jak napisałam kiedyś na FB: prawo zakupowe Cammie - pokochaj jakiś produkt, a na pewno zostanie wycofany ze sprzedaży ;))) Całe szczęście, że choć krem Missha jest dostępny.






Chciałam zaprezentować Wam też dzisiaj róż z najnowszej limitowanej kolekcji MAC, Fantasy of Flowers, ale niestety nie zdążył jeszcze do mnie dotrzeć. Zamówiłam odcień Azalea in the Afternoon, wprost nie mogę się go doczekać! Co się odwlecze, to jednak nie uciecze, pokażę go Wam innym razem.

Dzięki Pachnącej Wannie trafiły za to do mnie wiosenne nowości Bomb Cosmetics, zasługują one jednak na odrębnego posta, także spodziewajcie się niebawem wpisu na ich temat. Pewnie połączę go z recenzją kul do kąpieli, które pokazywałam Wam TUTAJ. Już teraz zapraszam!

Tymczasem żegnam się z Wami i na koniec pytam o Wasze zakupy. Na co się ostatnio skusiłyście? Piszcie!

Buziaki,
Cammie.



czwartek, 13 lutego 2014

Ręczna robota, czyli skarby z pracowni Craft'n'Beauty


Cóż to za zapach unosi się znad mojego kominka? Taki słodki, a jednocześnie leciutko kwaskowaty? Tak intensywny, ale zupełnie nie męczący? To "Wesoła żurawina", prosto z Craft'n'Beauty, pracowni kosmetycznych rękodzieł!






Te z Was, które śledzą No to pięknie! na fejsbuku [zapraszam! KLIK], już wiedzą, że kilka dni temu dostałam niespodziewany prezent od Craft'n'Beauty --->KLIK, pracowni oferującej ręcznie robione akcesoria do domowego SPA. Niezorientowanym wyjaśnię, że pracownia to projekt Patrycji i Gosi, w blogsferze znanych jako Smykusmyk i CosmeFreak. Jestem przekonana, że kojarzycie ich blogi, ale dla porządku i tak zalinkuję: KLIK i KLIK

Dziewczynom udała się trudna sztuka przekształcenia pasji w pracę. Podziwiam je za odwagę i gorąco kibicuję ich raczkującemu biznesowi. Coś czuję, że podbiją rynek. Asortyment pracowni jest tak atrakcyjny, że nie ma innej opcji. Ręczna robota, własne receptury, zapał do działania, to musi się udać!


W paczce niespodziance znalazłam dwa woski zapachowe, wspomnianą wyżej "Wesołą żurawinę", która właśnie wypełnia zapachem moje mieszkanie i "Kruszonkę", która czeka jeszcze na swoją kolej. 






Woski mają kształt minitart, są przeurocze. Myślę, że spokojnie można je dzielić na mniejsze części, ja jednak od razu rozpuściłam całość. Muszę przyznać, że zapach jest bardzo mocny, szczerze mówiąc nie spodziewałam się aż takiej intensywności, pewnie lepiej byłoby podzielić jednak wosk na porcje. Następnym razem tak zrobię, tym bardziej, że "Wesołą żurawinę" mam w kominku już trzeci dzień i póki co nie zapowiada się, żeby miała stracić na mocy, także mniejsze kawałki pewnie będą wystarczająco wyczuwalne.

Kompozycja zapachowa sprawia wrażenie prostej, ale dobrze wyważonej, dzięki czemu nawet tak skoncentrowana nie męczy, nie dusi, nie przyprawia o ból głowy. Oczywiście wiele zależy od osobistych preferencji, ale wybór wariantów jest spory, także każdy znajdzie coś dla siebie. Powiadam Wam, warto wydać piątaka :D Zwłaszcza, że woski Craft'n'Beauty charakteryzują się ciekawą formułą, po zastygnięciu nie przywierają do kominkowej miseczki! Przynajmniej "Żurawina" zrobiła mi taką miłą niespodziankę, która oznacza, że kiedy przyjdzie czas, wymiana wosku odbędzie się zupełnie bezproblemowo, bez mozolnego czyszczenia kominka. 


Woski to oczywiście tylko część oferty Craft'n'Beauty. Pozwólcie, że pokażę Wam, co jeszcze będę miała okazję poznać bliżej.















Pewnie część z tych produktów doczeka się recenzji, podpowiedzcie, o czym chciałybyście poczytać. Bo mam nadzieję, że zdołałam Was pracownią Craft'n'Beauty zainteresować. Trzymajmy kciuki za dziewczyny i za powodzenie ich biznesu!


Buziaki,
Cammie.



sobota, 16 listopada 2013

Owoce i płatki róż, czyli pachnące dodatki do kąpieli

Propozycja na sobotni wieczór, kąpiel! Co powiecie na relaks w wannie z pachnącymi dodatkami? Z cząstkami owoców lub z płatkami kwiatów? Pozwólcie, że pomogę Wam się zdecydować. Zapraszam na recenzję kremowej kuleczki kąpielowej "Owocowy raj" Bomb Cosmetics oraz koziego mleka do kąpieli z płatkami róż The Secret Soap Store, cudowności z asortymentu opisywanej przeze mnie niedawno Pachnącej Wanny ---> KLIK.


Na pierwszy ogień kuleczka. Nie kula, nie kulka, kuleczka właśnie. Rozmiarów mniej więcej mandarynki. 






Poddaj się swojej grzesznej stronie! Soczysty, porzeczkowy aromat kulki, wzbogacony owocowymi akcentami letnich truskawek, malin i jagód na ciepłej bazie z kremowego karmelu i wanilii to tylko preludium do kąpielowej ekstazy! W kuleczkę wciśnięto ręcznie prawdziwe owoce kiwi i jeżyny oraz wegańskie perełki do kąpieli, a jej serce wypełniono czystymi olejkami eterycznymi z orzecha makadamii i z cedru!

Zapach: czarna porzeczka
Zawiera naturalne olejki: orzech Makadamii i Cedr
Zawiera owoce kiwi, wegańskie perełki do kąpieli i jeżyny
Właściwości: odżywia i nawilża
Waga: 30g
Cena: 11 zł






Kuleczka już na pierwszy rzut oka mnie oczarowała, urocza z tymi swoimi wszystkimi dodatkami i mocnym owocowym zapachem. Ale przyznam szczerze, że jej mikre rozmiary mnie zaskoczyły. Przyzwyczajona do dużych, podzielnych kul kąpielowych, spodziewałam się czegoś większych gabarytów. Ale jak to mówią, w małym ciele wielki duch, bo wrzucona do wody rozpuszczała się dłużej niż jakikolwiek znany mi produkt tego typu, dobrych 15 minut! Powoli, stopniowo uwalniała kawałki owoców, pielęgnujące ciało olejki i nasilający się porzeczkowy zapach. 

Sama kąpiel była niezwykle przyjemna, gorzej po kąpieli ... Okazało się, że kuleczka miała naprawdę bogaty skład. O ile olejki na mojej skórze zrobiły dobrą robotę, porządnie ją odżywiając, tak wannę pobrudziły niemiłosiernie. Po spuszczeniu wody został na niej gruby tłusty osad z masą owocowych paprochów. Także relaksująca kąpiel skończyła się mało relaksującym szorowaniem wanny ...

Sama nie wiem. Z jednej strony fantastyczna jakość, bogaty skład i odprężenie, z drugiej jednak denerwująca konieczność gruntownego sprzątania po kąpieli. No i cena, aż 11 zł. Sporo, jak na jednorazową przyjemność. Myślę, że to na pewno doskonały pomysł na prezent, dla siebie samej chyba pożałowałabym kasy. Zwłaszcza że kąpiel biorę kilka razy w tygodniu i poszłabym z torbami, gdybym miała rozpieszczać się tak za każdym razem. No chyba że kupiłabym taką kulkę w celach dekoracyjnych, bo naprawdę jest śliczna i roztacza intensywny zapach, więc na pewno byłaby miłym akcentem w łazience. Też tak macie, że szkoda Wam wrzucić co ładniejsze kule do wody? U mnie niektóre leżą tygodniami, najpierw ciesząc oczy, dopiero potem ciało.


Jeśli chodzi natomiast o mleko do kąpieli, nie mam żadnych wątpliwości, będę kupować. Moje, moje, moje! Wspaniałe. I ekonomiczne :DDD






Naturalne mleko do kąpieli z dodatkiem mleka koziego:
  • doskonale oczyszcza, odżywia i nawilża skórę, proteiny zawarte w mleku, ze względu na swe właściwości pielęgnacyjne, dobroczynnie wpływają na kolagen w skórze opóźniając procesy starzenia;
  • mleko jest źródłem wysokowartościowych białek i kwasów tłuszczowych w tym niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych;
  • zawiera witaminy A, D, E rozpuszczalne w tłuszczach oraz z grupy B rozpuszczalne w wodzie;
  • regularne stosowanie sprawia, ze skóra staje się bardziej jedwabista i utrzymuje elastyczność przez długi czas;
  • kąpiel z dodatkiem mleka przenosi do świata zmysłów, pielęgnuje skórę pozostawiając ją gładką i miłą w dotyku.
Róża, królowa kwiatów, najpiękniejszy i najdelikatniejszy kwiat,symbol gorących uczuć i ogrodowego piękna. Towarzyszy ludziom od zawsze urzekając swym zapachem i pięknem. Płatki czerwonej róży mają działanie ściągające i rozjaśniające skórę. Olejek różany pobudza produkcję kolagenu.

Cena: 25 zł / 500 ml






Opakowanie kosztuje 25 zł i mieści 500 ml produktu. Ta ilość, jak szacuję, starczy na pięć, sześć kąpieli (a w wannach mniejszych niż moja pewnie więcej), co jednorazowo oznacza koszt nie większy niż 5 zł. Brzmi lepiej, prawda? :DDD

Brak mi słów, żeby opisać Wam walory tego produktu. Jest znakomity. Wsypany do wody, odczuwalnie zmiękcza ją, dając jednocześnie niewielką co prawda, ale gęstą pianę. Momentalnie uwalnia się też różany zapach, niesamowicie intensywny, mocny, a co najważniejsze naturalny, przy tym bardzo, bardzo odprężający. Płatki róż w opakowaniu nie wydają się może imponujące, ale pod wpływem ciepłej wody cudownie się rozwijają, unosząc się na powierzchni i dając prawdziwe poczucie luksusu. Z takiej kąpieli aż nie chce się wychodzić!

To mój pierwszy kontakt z The Secret Soap Store i coś czuję, że przepadłam. Jeśli to mleko do kąpieli jest reprezentatywne i inne produkty marki są równie dobre, to na pewno stanę się wierną klientką. Póki co mam ochotę wypróbować mleko z innymi dodatkami, może z piwonią albo passiflorą? Dostępne są jeszcze wersje z konwalią, lawendą, czerwoną borówką, a także miodem i ziołami.



Uwielbiam wszelkie dodatki do kąpieli, ale muszę uczciwie przyznać, że jak dla mnie mleko The Secret Soap Store zdystansowało kuleczkę Bomb Cosmetics. Oba produkty są fajne, ale mleko jest fajniejsze :DDD


To co, idziemy się kąpać? Co wrzucicie do wody? :)))


Buziaki,
Cammie.




Przypominam, że przez cały listopad
w Pachnącej Wannie trwa promocja "Oswajanie jesieni", 
dzięki której każdego dnia jeden wybrany produkt 
kupić można ze zniżką rzędu 25%
(dziś na przykład zestaw upominkowy Bomb Cosmetics
 "Hawajski kwiat" ---> KLIK).
Ponadto do końca roku wysyłka zakupów 
o wartości powyżej 50 zł gratis!




czwartek, 7 listopada 2013

Relaks w kąpieli, czyli Pachnąca Wanna

Bez czego nie możecie się obejść, przygotowując sobie relaksującą kąpiel? Cokolwiek by to nie było, założę się, że znajdziecie to w Pachnącej Wannie!

Pachnąca Wanna ---> KLIK to nowy sklep online oferujący wszystko to, bez czego kąpiel się nie liczy, czyli pieniące się płyny, pielęgnujące olejki, odprężające sole, bogate w dodatki kremowe i musujące kule, aromatyczne żele do mycia ciała, kolorowe mydła czy świece zapachowe. Prawdziwy sezam dla miłośników kąpielowych umilaczy. Oto dowód!






BOMB COSMETICS
KREMOWA KULECZKA DO KĄPIELI OWOCOWY RAJ

Soczysty, porzeczkowy aromat kulki, wzbogacony owocowymi akcentami letnich truskawek, malin i jagód na ciepłej bazie z kremowego karmelu i wanilii to tylko preludium do kąpielowej ekstazy! W kuleczkę wciśnięto ręcznie prawdziwe owoce kiwi i jeżyny oraz wegańskie perełki do kąpieli, a jej serce wypełniono czystymi olejkami eterycznymi z orzecha makadamii i z cedru!

THE SECRET SOAP STORE
KOZIE MLEKO DO KĄPIELI Z PŁATKAMI RÓŻY

Róża królowa kwiatów, najpiękniejszy i najdelikatniejszy kwiat,symbol gorących uczuć i ogrodowego piękna. Towarzyszy ludziom od zawsze urzekając swym zapachem i pięknem. Płatki czerwonej róży mają działanie ściągające i rozjaśniające skórę. Olejek różany pobudza produkcję kolagenu. 

THE SECRET SOAP STORE 
MYDŁO W KOSTCE MANDARYNKA I BERGAMOTKA 

Mydło 100% roślinne z dodatkiem 8 naturalnych olejów roślinnych: olejek Avocado (Eco-Cert), olejek Shea/ Karite, olejek Macadamia, olejek Jojoba, oliwa z oliwek, olejek ze Słodkich Migdałów, olejek winogronowy, olejki z Palm Kokosowych. Skoncentrowane działanie szerokiej gamy naturalnych olejów roślinnych i zawartych w nich witamin C, A, D, E, B oraz kwasów omega sprawia, że po umyciu skóra jest bardzo dobrze nawilżona, doskonale odżywiona i lekko natłuszczona. 

BOMB COSMETICS
ŚWIECA ZAPACHOWA BŁOGI ODPOCZYNEK

Piękna świeca o dynamicznym zapachu bergamotki z typowym, cytrusowym charakterem zielonego cytrusa, podkreślonym cierpką falą cytryny, limonki, grejpfruta oraz mandarynki. Sprzyja błogiemu wypoczynkowi! Świeca zawiera czyste, naturalne olejki eteryczne z lawendy oraz szałwii.

THE SECRET SOAP STORE
KREM DO RĄK 20% SHEA POMARAŃCZA

Krem do rąk, dzięki wysokiej - 20% zawartości masła Shea, jest znakomitym kosmetykiem do pielęgnacji suchej i podrażnionej skóry rąk. Dodatkową jego zaletą kremu jest zniewalający zapach pomarańczy.




Dzięki Pachnącej Wannie najbliższe wieczory upłyną mi pod znakiem aromatycznego relaksu. Pierwsze recenzje niebawem. Szykuje się też atrakcyjna niespodzianka dla Was! Tymczasem może zainteresuje Was aktualna promocja, Oswajanie jesieni, dzięki której przez cały listopad każdego dnia jakiś produkt z pachnącego asortymentu sklepu kupić można ze zniżką rzędu 25%. Dziś na przykład produktem dnia jest szampon w kostce Bomb Cosmetics Czynnik Wow. Pamiętajcie też, że do końca roku wysyłka zakupów o wartości powyżej 50 zł gratis!


Uważam, że Pachnąca Wanna ma ogromny potencjał i trzymam kciuki za ten biznes, tym bardziej, że rozkręca go jedna z Was. Pomysłodawczyni życzę powodzenia w interesach, a nam, klientkom, jak najszerszej oferty, niskich cen i wielu atrakcyjnych promocji!


Kusi Was oferta Pachnącej Wanny? Obok jakich dodatków do kąpieli nigdy nie możecie przejść obojętnie? 


Buziaki,
Cammie.