Parę dni temu minął miesiąc, odkąd poddaję się kuracji przeciwzmarszczkowej preparatami
Leorex marki
Abacosun [
KLIK]. Przypomnę [bo pisałam już o tym
TUTAJ], że stosowałam
Leorex Up-Lifting Moisturizer, krem nawilżająco - liftingujący oraz
Leorex Booster HWNB (hypoallergenic anti-wrinkle nano-booster), maskę liftingującą.
Wiecie, jak to jest z tymi zmarszczkami, jak już się raz pojawią, to prędzej się pogłębią, niż wygładzą. I lepiej mieć tego świadomość, nie spodziewając się cudów po kosmetykach, które siły igły i skalpela nie będą miały nigdy. Dlatego nie zakładałam, że moje bruzdy wargowo - nosowe znikną (to właśnie one były przyczyną, dla której zdecydowałam się na kurację), mimo wszystko liczyłam jednak na choć minimalny efekt wizualny. Jesteście ciekawe, czy się go doczekałam? Zapraszam na relację :)))
Każdego dnia, jako żelazny punkt porannej pielęgnacji stosowałam Leorex Up-Lifting Moisturizer (około 160 zł za 50 ml), czasami aplikując go także na noc.
Opatentowane nanocząstki krzemionki w fizyczny sposób spłycają zmarszczki i wygładzają skórę. Zastosowanie nanotechnologii pozwala na stopniowe uwalnianie odpowiednich dawek aktywnych składników, zgodnie z potrzebami skóry.
Zaawansowana formuła kremu jest wzbogacona minerałami z Morza Martwego i algami Dunaliella. Witaminy A, C i E chronią przed wolnymi rodnikami i działają odmładzająco. Krem regeneruje komórki skóry, nadaje jej elastyczność i zdrowy wygląd. Stosować rano i wieczorem na czystą twarz. W przypadku potrzeby poleca się zastosowanie dodatkowo wybranego kremu natłuszczającego.
Pozostałe składniki: oczar wirgilijski, róża stulistna, aminokwas seryna, mocznik, alantoina, wyciąg z rumianku.
Dzień po dniu sięgałam też po maseczkę Leorex Booster HWNB (około 350 zł za pełną, miesięczną kurację), starając się zgodnie z zaleceniami nakładać ją rano.
Nanopreparat liftingujący w sposób fizyczny spłyca zmarszczki. Leorex Matrix tworzy sieć nanocząstek krzemionki, która wypycha zmarszczki i wygładza skórę. Zastosowanie unikalnej nanotechnologii pozwala na stopniowe uwalnianie składników odżywczych i nawilżających przez wiele godzin. Nanocząstki krzemionki neutralizują wolne rodniki, usuwają toksyny i zanieczyszczenia oraz pobudzają skórę do regeneracji. Efekt widoczny jest bezpośrednio po aplikacji. Booster stosowany codziennie progresywnie spłyca zmarszczki i poprawia stan skóry. Jest też polecany na specjalne okazje, kiedy chcemy uzyskać utrzymujący się przez wiele godzin efekt natychmiastowego spłycenia zmarszczek oraz rozjaśnienia i wygładzenia cery. Produkt wzbogacony aloesem, witaminą E i retinolem.
Kremu od pierwszego zastosowania używa mi się bardzo przyjemnie. Spodziewałam się szczerze mówiąc efektu napinania, jednak nie odczuwam go. Jego formuła okazała się nadspodziewanie lekka, pewnie dzięki nieco piankowej konsystencji (kto zna krem przeciwtrądzikowy Siarkowa Moc? to mniej więcej właśnie taka postać). Szybko się wchłania, bez tłustego filmu, świetnie nadając się pod makijaż. Jako krem na dzień spisuje się doskonale, wygładzając cerę i nie obciążając jej, jednak na noc zdecydowanie potrzebuję czegoś bardziej odżywczego, więc nie mogłam pozwolić sobie na regularne sięganie po niego w wieczornej pielęgnacji, robiłam to tylko od czasu do czasu. Ale gdyby komuś pasował i na noc, nie ma przeciwwskazań. W tym miejscu muszę też zaznaczyć, że krem właśnie przez tę uniwersalność nie zawiera filtra, dla części z Was na pewno ta informacja będzie istotna.
Z maseczką nie polubiłam się od razu. Dlaczego? Po jakimś czasie zrozumiałam, że dlatego, że działa. Jest preparatem tak skoncentrowanym, że pierwsze aplikacje były wręcz bolesne, czułam wyraźne szczypanie i mocne napinanie skóry, po zmyciu cera bywała zaczerwieniona. Z biegiem dni przyzwyczaiłam się jednak do tego, przymykając oko na ten krótkotrwały dyskomfort. W zamian zyskiwałam napiętą i wygładzoną skórę, dobrze przygotowaną do kolejnych zabiegów pielęgnacyjnych i makijażu. Dla ciekawych dodam, że maska ma postać preparatu glinkowego, zyskującego płynność po rozgrzaniu saszetki w dłoniach (opakowanie zawiera 30 takich jednorazowych saszetek). Wysycha na skórze w przeciągu mniej więcej 15 minut i wtedy należy go zmyć.
No dobrze, ale czy moje bruzdy zniknęły? Nie zniknęły i nie spłyciły się jakoś szczególnie. Jak były, tak są i mają się całkiem dobrze :/// Potwierdziło się więc moje założenie, że widocznych, głębokich zmarszczek nie wygładzi żadna pielęgnacja, choćby najbardziej zaawansowana. Na pewno dobrze dobrane kosmetyki są kluczowe w profilaktyce przeciwzmarszczkowej, ale zmarszczki już istniejące to naprawdę trudna sprawa.
Nie ulega jednak wątpliwości, że moja miesięczna kuracja przyniosła efekty doraźne, może nie tyle widoczne dla innych, co odczuwalne dla mnie. Zwłaszcza maseczka dawała natychmiastowe uczucie napięcia. O ile dla mnie momentami za mocny, myślę, że byłby to efekt niezwykle pożądany dla każdej kobiety skarżącej się na wiotkość skóry. Krem sam w sobie nie działał tak spektakularnie, ale liczę na to, że jego stosowanie (mam zamiar nadal aplikować go na dzień) przyniesie mi korzyści profilaktyczne w dłuższej perspektywie. Pamiętajcie, że kremy potrzebują wielu tygodni, a nawet miesięcy regularnego stosowania, aby móc dać skórze skorzystać z pełni swego potencjału!
Gwoli ścisłości dodam jeszcze, że seria przeciwzmarszczkowa Leorex liczy sobie kilkanaście wąsko wyspecjalizowanych produktów [
KLIK]. Ja poznałam tylko dwa i nie wykluczam, że kompleksowa kuracja byłaby skuteczniejsza. Tak czy inaczej cieszę się, że miałam okazję włączyć do pielęgnacji produkty przeciwzmarszczkowe i choć można by uznać walkę ze zmarszczkami za walkę z wiatrakami, to wiem, że nie do końca tak jest. Czuję, że zrobiłam dla swojej skóry coś dobrego :)))
A Wy? Co dobrego robicie dla swojej skóry? Macie jakieś pielęgnacyjne rytuały, które być może nie dają natychmiastowych efektów, ale z biegiem czasu procentują? Zdradźcie swoje sekrety!