Przez pierwsze tygodnie niedawnej promocji w Rossmannie odliczałam czas do wielkich zakupów lakierowych, tymczasem jak przyszło co do czego, okazało się, że kupiłam raptem trzy buteleczki. Chodziłam między tymi półkami, oglądałam różne cuda, ale ostatecznie postawiłam na sprawdzoną serię Rimmel Salon Pro. Do delikatnego, jasnego różu New romantic, który miałam już wcześniej, dołączył nasycony, malinowy róż Simply sizzling, jaskrawa, pomidorowa czerwień Hip hop oraz zapas granatu z domieszką szarości i fioletu Punk rock, który trafił do mnie już po raz drugi. Tym samym skompletowałam sobie wszystkie interesujące mnie na tę chwilę kolory z tej linii.

Miłością do Salon Pro zapałałam w tamtym roku dzięki Punk rock, który urzekł mnie swoim niecodziennym odcieniem. Gdyby nie ten niezwykły kolor, po lakiery z tej serii pewnie nigdy bym nie sięgnęła, zakładam, że odstraszyłby mnie szeroki pędzelek, który wydawał mi się toporny i nieprecyzyjny. Tymczasem zaskoczenie, okazał się jednym z wygodniejszych pędzelków, z jakimi miałam do czynienia. Komfort malowania paznokci pchnął mnie ku innym kolorom Salon Pro.

W pierwszej kolejności do mojego ukochanego Punk rock dołączył subtelny, pastelowy róż New romantic. Rzadko decyduję się na takie grzeczne odcienie, jednak ten wydał mi się idealny do zestawień z białymi topperami w stylu Lynderella Snow Angel. Miałam dobre przeczucie, rzeczywiście dobrze się z nimi komponuje, co niebawem Wam pokażę. Sprawdził się nawet mimo tego, że nie jest idealnie kremowy. Pływa w nim co prawda jakiś mikroskopijny rozświetlający pyłek, ale na paznokciach jest to prawie niewidoczne.

Korzystając ze wspomnianej już wyżej promocji w Rossmannie, zdecydowałam się na kolejne kolory. Wybór jest niby duży, jednak koniec końców spodobały mi się tylko dwa. Róż zawsze przyciąga mnie jak magnes i nie inaczej było tym razem, kiedy w pierwszym odruchu sięgnęłam po Simply sizzling, mocną, intensywną malinę.

Bardzo lubię też czerwienie, choć raczej te żywe, bez domieszki brązu. Hip hop jest dla mnie odcieniem idealnym, tak jaskrawym, że niemal pomarańczowym, do tego absolutnie czystym. Świetny kolor na słoneczne lato.

Punk rock nikomu chyba przedstawiać nie muszę, zdobył w ostatnim czasie olbrzymią popularność. Dla wielu z Was pewnie nie jest to kolor na wiosnę i lato, ale ja maluję nim paznokcie na okrągło. Nic dziwnego, że musiałam kupić drugą buteleczkę, pierwsza zdążyła już sięgnąć dna. Dawno już nie przydarzyło mi się to z żadnym lakierem.

Odpowiada mi w tych lakierach wszystko, ale najbardziej cenię sobie ich konsystencję, dość zwartą, dzięki czemu rozprowadzają się na paznokciach bez niekontrolowanego rozlewania się po skórkach. To lubię! Podoba mi się też stopień ich nasycenia, dzięki któremu bardzo dobrze kryją, bez smug, nawet w przypadku najjaśniejszego, pastelowego odcienia.

To chyba najbardziej udana drogeryjna, ogólnodostępna seria lakierów do paznokci, przynajmniej dla mnie. Piękne kolory, świetna jakość, a do tego przystępna cena, bo nawet bez promocji kosztują raptem 20 zł, czyli dużo mniej niż powszechnie zachwalane Essie czy OPI. Mam nadzieję, że z czasem pojawią się w sprzedaży nowe odcienie, a mój mały rimmelowy zbiór jeszcze się rozrośnie.

Znacie lakiery Salon Pro? Polubiłyście je tak samo jak ja? A może to inna drogeryjna seria wydaje się Wam najlepsza z najlepszych? Koniecznie napiszcie. Czekam na Wasze komentarze!
Buziaki,
Cammie.
Zapraszam do udziału
w urodzinowym rozdaniu!
Do wygrania ekskluzywny zestaw
kosmetyków Bee Pure
na bazie jadu pszczelego i miodu manuka.








