beauty & lifestyle blog

środa, 1 października 2014

Lista zwyciężczyń, czyli wyniki konkursu Bioderma Sebium


Konkurs, w którym z okazji tysięcznego posta na No to pięknie! walczyłyście o dziesięć zestawów Bioderma Sebium, dobiegł końca, pora zatem na jego wyniki. Chodźcie sprawdzić, czy wygrałyście!




Tysiąc postów, dziesięć nagród, dziesięć zwyciężczyń. Oto lista!


Mamibecia
Minimalna
Caffined
Magda Sz
Rudaaa12
Niekończące się marzenia
Zielone Serduszko
Marzena Próchniak
Alex
Włosovelove

Edit:
Minął tydzień, a jedna z dziewczyn, mimo moich ponagleń w wiadomościach prywatnych, nadal się do mnie nie odezwała w sprawie danych adresowych. W tej sytuacji wyłoniłam kolejną zwyciężczynię, którą została Katchan.


Dziewczyny, serdeczne gratulacje. Zaraz się do Was odezwę z prośbą o dane do wysyłki. Tymczasem życzę Wam skutecznej pielęgnacji z płynem micelarnym i kremem Bioderma Sebium! Mam nadzieję, że będziecie ze swoich nagród bardzo zadowolone :)))

Dziękuję wszystkim za udział w konkursie. Jeśli nawet tym razem nie udało Wam się wygrać, nie przejmujcie się, w następnym poście będę miała dla Was kolejną niespodziankę. Dla odmiany gra toczyć się będzie o książki! Już teraz zapraszam :)))

Buziaki,
Cammie.



poniedziałek, 29 września 2014

Makijażowa herezja, czyli odkrycie września


Witajcie! Wrzesień zmierza ku końcowi, najwyższa więc pora podzielić się z Wami moim wrześniowym odkryciem. Nie napiszę jednak tym razem o żadnym konkretnym produkcie, opowiem Wam za to o pewnym makijażowym triku, który w ostatnich tygodniach całkowicie zrewolucjonizował sposób, w jaki się maluję :))) 

Część z Was najprawdopodobniej już o tej metodzie słyszała, bo video Wayne'a Gossa, w którym doradzał, jak ograniczyć przetłuszczanie się cery i przedłużyć trwałość podkładu, ukazało się na jego youtubowym kanale wiosną. Wiele dziewczyn od razu ten pomysł podchwyciło i rozpropagowało, mnie jednak ta eksperymentalna gorączka wtedy jakoś ominęła i dopiero parę tygodni temu zachciało mi się sprawdzić na własnej skórze, o co tyle hałasu. I co? I przepadłam. 

O co chodzi? W największym skrócie o to, żeby twarz przypudrować przed nałożeniem podkładu, a nie odwrotnie, jak to wszystkie przecież zwykłyśmy robić. Wiem, brzmi jak makijażowa herezja, też w pierwszym odruchu pomyślałam "to nie ma prawa się udać". A jednak! Puder wstemplowany jako primer w nawilżoną kremem skórę stanowi wspaniałą bazę dla płynnych podkładów, zdecydowanie lepiej kontrolując w ciągu dnia błysk cery, a tym samym przedłużając świeżość makijażu, niż nakładany w ostatnim kroku tradycyjnie jako utrwalający wszystko finisher. 

Goss w swoim filmie zaleca przy tej metodzie makijażu używanie pudrów sypkich, ja jednak z powodzeniem sięgam po prasowany puder bambusowy FM (jest naprawdę świetny, chyba kupię drugie opakowanie, z pierwszego zbieram już ostatnie okruszki). Nakładam go oszczędnie stemplującymi ruchami ulubionym pędzlem kabuki z The Body Shop.




Tak przygotowana cera jeszcze przed nałożeniem podkładu zostaje dokładnie zmatowiona i wygładzona, a puder, choć transparentny, delikatnie wyrównuje też jej koloryt. Łatwiej osiągnąć potem satysfakcjonujący poziom krycia, nawet lekkim bb kremem. Ja ostatnio regularnie sięgam po swój najnowszy azjatycki nabytek, Skin79 Dear Rose BB Cream (jeszcze Wam o nim napiszę), ale metoda sprawdzała się też ze Skin79 Orange, a nawet Revlon Colorstay. Jedyne, czego zmieniając podkłady czy bb kremy konsekwentnie się trzymałam, to aplikacja na mokro, beauty blenderem lub pomarańczowym jajem Real Techniques, które niedawno sobie sprawiłam dla porównania z różowym oryginałem.




Makijaż dzięki stawiającej świat na głowie metodzie Gossa rzeczywiście trzyma się dłużej, bo skóra po prostu wolniej się przetłuszcza! Mam tłustą, wiecznie sprawiającą kłopoty cerę, więc wiem, co mówię. Puder pod podkładem oznacza mniej błysku, a czasami nawet brak konieczności poprawiania makijażu w ciągu dnia. Niżej możecie zobaczyć, jak wyglądałam dziś po jakichś dziewięciu godzinach bez poprawek. Żadnych bibułek, żadnego dodatkowego pudrowania, mimo normalnego funkcjonowania specjalnie nie kontrolowałam wyglądu. Zdjęcia nie retuszowałam, pozwoliłam sobie jedynie odrobinę zmiękczyć rysy. Wybaczcie mi ten przejaw próżności, ale nie chciałybyście oglądać mojej 35-letniej twarzy w takim zbliżeniu bez tego łaskawego dla dojrzałej skóry filtra :DDD

Nie jest najgorzej, prawda? To znaczy po tylu godzinach wylazły na wierzch pory, widać, że trochę skruszył się tusz do rzęs (Miss Sporty Pump Up Booster Mascara, nie kupujcie, kiepścizna!), brwi też straciły poranną świeżość, ale generalnie twarz nie wygląda na przetłuszczoną, a krem bb nadal trzyma się skóry, nie starł się i nie spłynął. Metoda Gossa działa!




Jeśli chcecie na jej temat dowiedzieć się więcej, odsyłam Was do źródła, czyli do filmu Gossa. Warto obejrzeć!




Choć tak jak wspominałam, trik Gossa może wydawać się herezją, jednak okazuje się skuteczny. Zachęcam Was do wypróbowania go na własnej skórze. A może już to zrobiłyście? Co myślicie o tej metodzie? Koniecznie dajcie znać. Napiszcie też oczywiście o swoich wrześniowych odkryciach. Czekam na Wasze komentarze!

Buziaki,
Cammie.

Ostatni dzwonek!
Zagraj o 1 z 10 zestawów
Bioderma Sebium,


czwartek, 25 września 2014

Jesień na paznokciach, czyli idealny odcień nude


Pięknej, złocistej, jesiennej aurze jak co roku towarzyszy tęsknota za stonowanymi kolorami ziemi, łagodnymi kremami, ciepłymi brązami, bezpiecznymi beżami. Idąc tym tropem, chciałam zaprezentować Wam dziś lakier, który idealnie wpisuje się w tę jesienną paletę barw, Golden Rose Rich Color nr 05. Po tych wszystkich soczystych, jaskrawych szaleństwach lata, być może zainteresuje Was spokojny, nienachalny nude w odcieniu słodkiego kakao. Popatrzcie.




Przyznam szczerze, że lakier ten długo musiał czekać na swoje pięć minut. Dostałam go wiosną od koleżanki i tak sobie stał, ciągle ustępując pola żywszym kolorom. Tymczasem wraz z nadejściem jesieni zachciało mi się czegoś pasującego do ciepłego swetra i kubka z herbatą, czegoś bezpiecznego i nie rzucającego się w oczy. Czegoś jesiennego po prostu.




Kolor, choć niepozorny, okazał się piękny, a co najważniejsze, idealnie wyważony, różowe, beżowe i szare tony zostały w nim bowiem doskonale zbalansowane. Żadna tam z niego brzoskwinka, żaden tam rozbielony mleczak, to najprawdziwszy z prawdziwych uniwersalny odcień nude!




Totalnie mnie ten lakier zauroczył. Jest zupełnie kremowy i daje pełne krycie. Bardzo dobrze mi się go nosi, kojarzy mi się z czymś naturalnym, skromnym i swojskim. 




To już kolejny lakier Golden Rose Rich Color, który zrobił na mnie takie wrażenie. I to nie tylko ze względu na sam kolor, ale także ze względu na jakość. Uważam, że ta seria jest generalnie niedoceniana, jakoś w sieci mało zachwytów na jej temat. Nie wiem, z czego to wynika, bo w moim mniemaniu to jedne z lepszych lakierów z tej półki cenowej, zupełnie bezproblemowe w aplikacji, bardzo trwałe i dostępne w ogromnej gamie naprawdę ciekawych kolorów. Warto się nimi zainteresować! Ja póki co mam trzy sztuki (niedługo pokażę Wam cudny fiolet), ale kolejne zakupy to tylko kwestia czasu.

Jeśli lubicie poddawać się jesiennej atmosferze, to pewnie bohater dzisiejszego posta wpadł Wam w oko. Dajcie znać, co o nim myślicie. Dobra propozycja na złotą polską jesień, czy niekoniecznie? A może stawiacie na zupełnie inne kolory? Piszcie, czekam na Wasze komentarze!


Buziaki,
Cammie.
Zagraj o 1 z 10 zestawów
Bioderma Sebium!