Docierają do mnie sygnały Waszego zainteresowania koreańskimi pudrami Innisfree No-Sebum Mineral Powder i No-Sebum Mineral Pact, które ostatnio pokazywałam, a zatem nie ma na co czekać, recenzja na życzenie! Piszę ją z tym większą przyjemnością, że oba, zarówno sypki, jak i prasowany, zasługują na najwyższe pochwały. Mistrzowie matu!

Wszystko zaczęło się od wersji sypkiej. Parę miesięcy temu wrzuciłam ją do koszyka z czystej ciekawości, zamawiając jakiś bb krem. Puder okazał się tak dobry, że nie dość, że szybko zużyłam całe opakowanie, to w międzyczasie tak go zachwalałam, że do jego zakupu namówiłam też swoje koleżanki.
Miałki, delikatny, wzbogacony o regulujący pracę gruczołów łojowych ekstrakt z mięty oraz wyciąg z zielonej herbaty, okazał się niezwykle skuteczny, trzymając mat najlepiej i najdłużej ze wszystkich pudrów, jakie znam. Jego bazą są minerały z Jeju, największej wyspy Korei Południowej. Niżej dla zainteresowanych wklejam dokładny skład.
SILICA, CORN STARCH MODIFIED, DIMETHICONE/VINYL DIMETHICONE CROSSPOLYMER, CAPRYLIC/CAPRICTRIGLYCERIDE, MICA, METHICONE, MINERALSALTS, CAMELLIA SINENSIS LEAF EXTRACT, MENTHA ARVENSIS LEAF EXTRACT, ETHYLHEXYLGLYCERIN, DIMETHICONE, GLYCERYL CAPRYLATE, ETHYLENE/ACRYLIC ACID COPOLYMER, 1,2-HEXANEDIOL, FRAGRANCE.
Niezawodny! Sprawdza się zarówno nakładany pod podkład (czy tam bb krem, jak to najczęściej jest w moim przypadku), jak i tradycyjnie, do utrwalenia makijażu. Jest biały, ale nie bieli (może odrobinę w pierwszej chwili, po paru minutach staje się niewidoczny), nie oksyduje, nie włazi w zmarszczki, ładnie stapia się z resztą produktów, znacząco ograniczając niepożądany błysk na twarzy. Na ten moment żaden inny puder nie daje mi takiego komfortu. Uwielbiam go, w ruch poszło już drugie opakowanie. I jeśli miałabym cokolwiek mu zarzucić, to właśnie stosunkowo małą wydajność. Z drugiej strony, siedem dolarów, które trzeba za niego zapłacić (na ebay albo bezpośrednio na stronie producenta ---> KLIK), to nie jest przecież jakaś zaporowa cena.

Kupując drugie opakowanie pudru sypkiego, wzięłam też od razu jego wersję prasowaną (jest nieco droższa, kosztuje 12 dolarów). Jak się okazało, niewielka, zgrabna, trwała. wyposażona w lusterko i puszek puderniczka, kryje niemal bliźniaczy pod względem działania produkt, choć proporcje w jego składzie są nieco zmienione.
MICA, SILICA, ETHYLENE/ACRYLIC ACID COPOLYMER, CORN STARCH MODIFIED, POLYETHYLENE, OCTYLDODECYLSTEAROYL STEARATE, SQUALANE, SORBITAN ISOSTEARATE, ETHYLHEXYLGLYCERIN, GLYCERYL CAPRYLATE, DIMETHICONE, MINERAL SALTS, CAMELLIA SINENSIS LEAF EXTRACT.
Zwróćcie też uwagę, że jednym ze składników wersji prasowanej jest dodatkowo skwalan, co dzięki jego właściwościom dbającym o właściwy poziom nawilżenia skóry pozwala zakładać, że lepiej tolerowany będzie przez osoby o cerze skłonnej do przesuszenia.
Generalnie mam wrażenie, że jego działanie jest nieco lżejsze niż wersji sypanej, ale zdecydowanie nie można odmówić mu skuteczności. Przez wiele godzin trwa na straży matu, z tą jednak uwagą, że to jednak sypkiemu oddałabym palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi o niezawodność w sytuacjach ekstremalnych, na przykład w przypadku podyktowanej okolicznościami konieczności nałożenia makijażu mocniejszego niż zwykle, jakiegoś wysiłku czy dużego stresu. W jednym punkcie jednak z sypanym wygrywa - jego prasowana formuła jest po prostu wygodniejsza.

Gorąco polecam Wam oba te pudry, są naprawdę warte rekomendacji. Nie zawiodą Was. Mnie spodobały się na tyle (zwłaszcza wersja sypana), że całkiem zrezygnowałam już z pudru bambusowego FM, który tak bardzo zachwalałam Wam w zeszłym roku. Swoją drogą był naprawdę dobry, zużyłam chyba ze trzy opakowania, no ale pudry Innisfree po prostu go zdeklasowały. Są lepsze. Mistrzowie matu, tak jak wspominałam.
Miałyście może z którymś z tych pudrów do czynienia? Jak je oceniacie? A może dopiero dziś słyszycie o nich po raz pierwszy? Wzbudziłam Waszą ciekawość? Dajcie znać. Chętnie poczytam też, jakie pudry matujące wygrywają w Waszych osobistych rankingach. Piszcie, jak zwykle czekam na Wasze komentarze!
Buziaki,
Cammie.
P.S. Nie zapomnijcie zajrzeć w niedzielę.
No to pięknie! obchodzić będzie piąte urodziny,
już teraz zapraszam na post z niespodzianką!
Cześć Cammie! Bardzo ważne pytanie - jaką masz cerę? Ja bardzo tłustą i nawet Kryolan nie daje rady, a bardzo zainteresowałas mnie puderkiem, i skład cudny... Z góry dziękuję i pozdrawiam ciepło! /Mei
OdpowiedzUsuńMei, witaj :) Mam cerę tłustą. Może nie ekstremalnie tłustą, ale walka z niepożądanym błyskiem to dla mnie codzienność. Jest to o tyle trudne, że lubię przy tym efekt zdrowego rozświetlenia, jaki zwykle daje azjatycka kolorówka. Bardzo trudno to pogodzić, ale jakoś daję radę, raz jest lepiej, raz gorzej :)
UsuńDziękuję Ci bardzo, zatem dopisuję do listy życzeń, podobnie jak Ty lubię tą azjatyckość - moim faworotem jest bb misha perfect cover, ale bez pudru nie wyjdę, jeszcze raz dzięki! Pomyślności /Mei
UsuńNie ma za co, do usług :) Zaglądaj częściej, całkiem sporo piszę o kosmetykach azjatyckich :)
UsuńDziękuję, zaglądam bardzo często :-*
UsuńOoo, super! Cieszę się :))) Nie kojarzę cię po nicku (przepraszam), myślałam, że jesteś przypadkowym gościem.
UsuńFakt, wstydzę się trochę jeszcze ujawniać ;-) ale obserwuję i jestem tu
UsuńNie ma się czego wstydzić, przecież tu sami swoi :))) Fajnie, że się przełamałaś!
UsuńNigdy nie słyszałam o tej firmie, a kosmetyki bardzo ciekawe! Muszę sobie poczytać więcej o niech ; )
OdpowiedzUsuńMinimalna, koniecznie! Innisfree to marka koreańska, warto się nią zainteresować.
UsuńZaciekawiłaś mnie tymi pudrami, niewykluczone, że kiedyś kliknę. Na razie jestem bardzo zadowolona z pudru wykańczającego HD Coda z kolorówka.com (jest też możliwość wzbogacenia go o składnik dodatkowo matujący, ale dla mnie wystarczający jest bez niego).
OdpowiedzUsuńFF, z kolorówki jakoś nigdy nie zamawiałam. Ale tak sobie myślę, że tam przecież minerały mają, podejrzewam więc, że jakość podobna. Może nie pod względem dodatkowych składników (mięta, herbata itp.), bo w każdym pudrze coś innego przecież siedzi, ale tych kluczowych, zapewniających mat.
UsuńŁadnie wygląda. Nie miałam jeszcze żadnych koreańskich kosmetyków.
OdpowiedzUsuńEva, wszystko przed tobą. Tylko uważaj, bardzo łatwo złapać bakcyla :)))
UsuńBrzmi na prawdę fajnie! Co prawda na co dzień nigdy nie szukałam super matujących pudrów, ale ostatnio moja strefa T zaczęła szaleć i nie wiem, czy nie kupić czegoś do torebki - ten prasowany wygląda zachęcająco :)) w ogólę to strasznie lubię takie przypadkowe odkrycia w trakcie azjatyckich zakupów na ebayu :D czasem można trafić na coś odjazdowego :P a przy ich cenach i opakowaniach to aż się prosi o dodatkowy 'klik' do koszyka :P
OdpowiedzUsuńKlaudia, coś w tym jest, bardzo często właśnie tak robię, dorzucam coś przypadkowego. Inna rzecz, że azjatyckie zamówienia zwykle bogate są w darmowe sample, można więc dodatkowo sobie coś potestować :)
UsuńJuż od dawna czytuję dobre opinie o tych produktach i myślałam, że może by kupić bo mam tłustą cerę ale.....nie używam pudru ;D Generalnie nie pociąga mnie idea dokładania kolejnej warstwy makijażu na facjatę...może kiedyś ;) Albo jak będę w sytuacji ekstremalnej.
OdpowiedzUsuńChiao, to chyba nie masz aż tak tłustej cery, jak ci się wydaje, skoro puder uważasz za zbędny :) Ja, jeśli się nie przypudruję, już po godzinie wyglądam tragicznie.
UsuńMam, ale matujące azjatyckie emulsje i filtry dają radę :) Poza tym zrobiłam sobie już 2 kuracje kwasami, więc teraz przetłuszcza się jakby troszkę mniej...
UsuńU mnie kwasy dają raczej przesusz niż ograniczenie błysku, no ale mam już jednak 35 lat (większość moich czytelniczek jest młodsza), skóra staje się coraz bardziej wymagająca.
UsuńPierwszy raz o nich czytam, prezentują się wspaniale!
OdpowiedzUsuńUsmiechnieteoczy, no nie jest to jakaś popularna w Polsce marka, mało kto o niej słyszał, ale dla zainteresowanych rynkiem azjatyckim to jeden z jego ciekawych punktów :)
Usuńcorn starch modified kojarzy mi sie z dry-flo, bo na ich opakowaniu widnieje ta sama nazwa ^^ moze dlatego tak ci sie podoba, bo Dry-Flo jest niezastapione, przewspaniale i ja sie zachwycam juz 2 rok i nie mam zamiaru przestac :D
OdpowiedzUsuńNatalia, bardzo możliwe, to właśnie skrobia ma bardzo silne właściwości matujące.
UsuńIdę wiercić bratu dziurę w brzuchu. Niby mam pudry, ale po ryżowym Paese wszystkie doprowadzają mnie do szału.
OdpowiedzUsuńJakiego BB używasz? Czegoś żółciutkiego? Pamiętam, że używałaś czegoś z różami, co miało ładny kolor, ale chyba zostało wycofane.
Zoila, to był skin79 scandal rose&vanilla. Teraz nie mam żadnego typowego żółtka. Etude House okazał się lekko brzoskwiniowy, a Dr.G natomiast jest lekko szarawy. Ale mieszam je i wychodzi bardzo dobry odcień, najważniejsze, że odpowiednio jasny.
UsuńRozumiem. Ja mogę mieć średniojasny, tylko żółty. Chyba jestem potomkinią jakiegoś kurczaka :D.
UsuńTo może skin79 orange? Żółciutki jak marzenie. Dodatkowo bardzo dobre krycie i jak na bb krem naprawdę matowe wykończenie. Na pewno jeszcze kiedyś do niego wrócę.
UsuńZaciekawiła mnie firma ,pudry mineralne to dobra sprawa;)
OdpowiedzUsuńNaturalne metody, przyjrzyj się jej, bo warto :)
UsuńSuper, że się tak u Ciebie sprawdzają. Znalazłam ten puder sypki nawet w jednym polskim sklepie z kosmetykami azjatyckimi ( pinkmelon), ale trochę sobie za niego liczą (ok.50zł). A teraz po wpływem Twoich rekomendacji w ogóle zniknął. :D
OdpowiedzUsuńJane, nie sądzę, żebym miała aż taką siłę oddziaływania :DDD
UsuńJak zawsze, potrafisz zaintrygować :)
OdpowiedzUsuńMoim ulubieńcem jest ostatnio Prep+Prime sypany z MACa, ale chętnie spróbuję tego, zwłaszcza, że cena bardzo miła :)
M., robię, co mogę :DDD
UsuńPrep+Prime też od dłuższego czasu chodzi mi głowie, na pewno kiedyś go kupię. No ale to dopiero za jakiś czas, nie ma co mnożyć bytów w mojej toaletce. I tak jest tam dość tłoczno :DDD
Ja mam mega tłustą strefę T która aż wręcz się "poci" i muszę spróbować tego podkładu :) Można prosić linka do ebaya do tego pudru sypanego bo link mi się nie otwiera :(
OdpowiedzUsuńAnonimie, w takim razie wersja sypka powinna podratować sytuację :)
UsuńCo do linka, to za każdym razem kupuję gdzie indziej, po prostu wyszukuję najbardziej na dany moment atrakcyjną, a przy tym wiarygodną ofertę.
Dobra sprawa z takim pudrem :)
OdpowiedzUsuńKatsuumi, co prawda, to prawda :)))
UsuńWygladaja ciekawie. Nie slyszalam o tej firmie. Obecnie mam ogromne opakowanie Vichy, wiec za 2 lata pomysle o czyms nowym.
OdpowiedzUsuńTajka, zadowolona jesteś z tego pudru? Bo zdania są podzielone.
Usuńtak mnie zainteresowałaś, że najlepiej poszłabym na ebay teraz zaraz kliknąć, ale jednak się powstrzymam i postaram się najpierw zużyć, co mam...
OdpowiedzUsuńSimply, trzymam kciuki za wytrwanie w postanowieniu! Wiem, jak łatwo dać się ponieść zachciankom. Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem :DDD
Usuńno bo tak już jest, że czujemy potrzebę odmiany. ale jeśli się skuszę, za jakiś czas będę musiała dwa pudry cisnąć do kosza, a tego nie chcę...
UsuńI słusznie, bo to jak wywalanie pieniędzy. No chyba że coś faktycznie nam nie służy, wtedy nie ma się co męczyć. Dyspensę od zasady ograniczania kolorówki daję sobie tylko na róże i lakiery do paznokci, tutaj wielość odcieni w moim odczuciu jest nawet wskazana.
Usuńja jeszcze do tej grupy dołożę cienie i kosmetyki naustne, bo w tych kwestiach też lubię wybór :) co do pudru, mam bambuska z BU i nie mogę na niego narzekać. jego jedynym minusem jest olbrzymia wydajność - nudzi mi się po prostu ;) ale to nie jest powód, żeby go rzucić w kąt a potem do śmieci.
Usuńniemniej za ten rok czy więcej będę miała w pamięci Twoje rekomendacje :)
Problem polega na tym, że jak znam życie, to za rok będę rekomendować pewnie już coś innego :DDD Chociaż z drugiej strony pudrowi z FM wierna byłam dłużej, trzy opakowania pod rząd.
Usuńoj wzbudziłaś ciekawość, wzbudziłaś :) muszę poszukać przy okazji jakiś kolejnych zakupów
OdpowiedzUsuńSzpinakożerco, okazja zawsze się znajdzie :DDD
UsuńSkład nie powala, ale zainteresowałaś mnie :) Chętnie go wypróbuję.
OdpowiedzUsuńNena, bez przesady,składy nie są take najgorsze. Ale i tak najważniejsze działanie, a temu nie można nic zarzucić.
UsuńU mnie najlepiej z nadmiernym blaskiem radzi sobie puder Constance Carroll. Niestety, ostatnio ciężko go namierzyć, więc przerzuciłam się na puder bambusowy z Biochemii Urody.
OdpowiedzUsuńPS Chętnie wypróbowałabym jednego ze strażników matu, których zaprezentowałaś:)
Wieki całe CC już nigdzie nie widziałam. A pomyśleć, że kiedyś ta marka była po prostu wszechobecna.
UsuńCo do pudrów, które pokazałam, gorąco polecam sypki. Na ten moment niezastąpiony!
Nie słyszałam wcześniej o tych pudrach, ale zapowiadają się naprawdę ciekawie :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam, A
Rogaczki, to nie jest w Polsce jakoś super znana marka, ale warto ją sobie zapamiętać. Ja w każdym razie zamierzam dalej ją eksplorować :)
UsuńCzytałam, że koreańskie kosmetyki są warte uwagi :)
OdpowiedzUsuńNot too serious, i to jak! Ja mam do nich ogromną słabość.
UsuńWitaj :)
Pierwsze słyszę/widzę. Wyglądają bardzo ciekawie, a i opakowania mi się bardzo podobają :)
OdpowiedzUsuńNie Bieska, witaj :)
UsuńOpakowania są rzeczywiście bardzo ładne, a przy tym trwałe, nie niszczą się i nie ścierają.
Ja od tego pudru zaczelam moja przygode z sypancami i nie wyobrazam sobie uzywac innych pudrow! A skoro ten przypadl Ci do gustu, to polecam sypki puder z serii Peach ze Skin Food ;) w dzialaniu nie widzialam roznicy, a wychodzi taniej w sumie. I pieknie pachnie!
OdpowiedzUsuńKaranloth, miałam ten puder, lubiłam go, ale w moim odczuciu Innisfree matuje dużo lepiej :)
UsuńJa nie odczulam roznicy... Ale moze zle pamietam i pora znow Inisfree zamowic :-D
UsuńDla mnie różnica jest ogromna!
UsuńMam używam jest niezastąpiony przy święcącej się strefie T... teraz jak jest tak ciepło to wszędzie go zabieram :)
OdpowiedzUsuńStrawberry, też uważam, że jest niezastąpiony! Być może kiedyś trafię na coś lepszego, ale na ten moment nawet nie szukam, nie mam potrzeby.
Usuń