beauty & lifestyle blog

czwartek, 29 sierpnia 2013

Pośpiech jest wskazany, czyli przegląd letnich propozycji Yves Rocher

Nie wiem, jak długo letnie kolekcje limitowane Yves Rocher będą jeszcze w sprzedaży, dlatego mimo że trafiły do mnie całkiem niedawno, z recenzją produktów Smoothie i Retropical nie zwlekam. Może się jeszcze komuś przyda.

Zacznę od szamponu - żelu pod prysznic Retropical [KLIK] i kremowego żelu pod prysznic i do kąpieli Smoothie Les Plaisirs Nature [KLIK].







ŻEL RETROPICAL

Czas na tropikalny prysznic! Odkryj zmysłowość i słoneczną świeżość, wzbogaconego o wodę z bławatka bio, żelu 2w1 do ciała i włosów. Daj się uwieść retropikalnej fuzji kwiatowych i owocowych nut (cytrusy, akord świeżych tropikalnych owoców), które każdej kąpieli będą Cię rozbudzać nostalgicznym zapachem wakacji.

Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego. Nie zawiera alkoholu etoksylowanego. Formuła łatwo biodegradowalna. Bez parabenów. pH neutralne dla skóry. Opakowanie nadaje się do recyklingu.

Cena: 8,90 zł za 200 ml


ŻEL SMOOTHIE

Odkryj apetyczną przyjemność smoothie zamkniętego w kremowym żelu pod prysznic o zapachu Owoców Leśnych. Daj się rozpieścić jego kremowej konsystencji i letnim zapachu. Ten delikatnie perfumowany żel zmienia się w lekką i puszystą pianę. Marka Yves Rocher wybrała Truskawkę, Malinę i Jeżynę i połączyła je w owocowym koktajlu zapachowym. Soczysta truskawka, słodka malina i kwaskowata jeżyna kojarzą się z latem i wakacjami.

pH neutralne dla skóry. Przyjemny zapach owoców leśnych. Kremowa konsystencja żelu, który zamienia się w lekka pianę. Składniki pochodzenia roślinnego: wyciąg z poziomek, malin i jeżyn, woda z hamamelisu z ekologicznych upraw, baza myjąca pochodzenia roślinnego. Nie zawiera parabenów. Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego. Opakowanie nadaje się do recyklingu. Formuła łatwo ulega biodegradacji.

Cena: 15,90 zł za 400 ml / 6,90 zł za 50 ml



Pisałam Wam już, że przesyłka z tymi produktami była dla mnie niespodzianką, sama prawdopodobnie bym ich nie wybrała, jak dobrze wiecie, nie przepadam za żelami. Nic więc dziwnego, że nie zrobiły na mnie szczególnego wrażenia. To znaczy nie mogę im nic zarzucić, ale to po prostu nie jest to moja ulubiona formuła kosmetyków do mycia ciała, zdecydowanie wolę mydła. Jej zwolenniczki mogą się natomiast tymi żelami zainteresować.

Retropical ma ciekawy i zaskakująco złożony kwiatowy zapach, wyróżnia się też wydajnością, bo nawet najmniejsza ilość świetnie się pieni, dzięki czemu rzeczywiście daje sobie radę z myciem włosów. Nie mam co prawda przekonania do takich uniwersalnych kosmetyków do wszystkiego, ale przyznaję, że to doskonała opcja pozwalająca ograniczyć bagaż, jeśli gdzieś wyjeżdżamy. Na pewno trzeba też pochwalić opakowanie, którego stylistyka przyciąga oko kolorami i pięknymi tropikalnymi motywami. 

Pomimo wszelkich zalet Retropical, to żel Smoothie Owoce Leśne zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu, głównie dlatego, że można stosować go jako płyn do kąpieli, co też czynię. Słodki, owocowy zapach uprzyjemnia relaks w wannie. Jako środek do mycia ciała jednak nie za bardzo mi odpowiada, bo z wielkiej butli z szerokim ujściem trudno go dozować w niewielkich ilościach. Do wanny tym samym wlać go jednak łatwo, a pianę w kąpieli daje obfitą i miękką. Można go polubić. 


Ostatnim limitowanym produktem, jaki do mnie trafił, jest woda toaletowa Mango / Marakuja z kolekcji Smoothie [KLIK].






Daj się uwieść apetycznej przyjemności smoothie zamkniętej w letniej wodzie toaletowej o zapachu Mango-Marakuja. Marka Yves Rocher wybrała Mango i Maracuję ze względu na ich letnie zapachy. Mango, owoc słodki i pełny słońca, doskonale łączy się z maracują o soczystym, słodkawo - kwaskowatym miąższu.

Składniki pochodzenia roślinnego: olejek z mango, olejek z marakui. Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego.

Cena: 39,90 zł za 100 ml / 19,90 zł za 20 ml



Owocowe wody toaletowe Yves Rocher zdobyły sobie pewną popularność, są nieskomplikowane, ale przyjemne. W przypadku wersji Mango / Marakauja nie jest inaczej. Zapach jest bardzo ładny, letni, owocowy, słodki, ale nie duszący. Kompozycja oczywiście prosta, jednowymiarowa, jednak odświeżająca i miła dla nosa. Szkoda tylko, że tak nietrwała ... Kompletnie nie trzyma się skóry, jedynie na ubraniach pozostawiając po sobie nikły ślad. Nie spodziewam się cudów po wodzie toaletowej w tak niskiej cenie, ale życzyłabym sobie jednak większej mocy zapachu. Niestety, chcąc się nim otulić, trzeba go wielokrotnie reaplikować. W upalne letnie dni jest w tym może i jakaś korzyść, bo dobrze co jakiś czas się odświeżyć, ale na dłuższą metę to na pewno męczące. To raczej niezobowiązująca opcja dla niewymagających.


Widzicie wśród tych letnich limitowanych produktów coś dla siebie? Jeśli tak, to musicie się spieszyć. Lato ma się ku końcowi, pośpiech jest więc wskazany!


Buziaki,
Cammie.







środa, 28 sierpnia 2013

Stara miłość nie rdzewieje, czyli Essence Multi Action Mascara

Zasypałyście mnie niedawno [KLIK] komplementami na temat moich rzęs (za co jeszcze raz dziękuję), pomyślałam więc, że warto napisać kilka słów o tuszu, dzięki któremu tak dobrze się prezentowały. Dawno, dawno temu już o nim wspominałam, polecając kosmetyki za grosze, ale jakoś nigdy nie doczekał się odrębnej recenzji. Pora to nadrobić! Maskara Essence Multi Action zdecydowanie jest tego warta.






Niewodoodporny tusz do rzęs z bardzo gęstą szczoteczką. Pogrubia, zagęszcza, podkręca i wydłuża rzęsy. Nadaje im głęboki odcień czerni. Testowany dermatologicznie. 

Cena: 10 zł






Uprzedzając ewentualne pytania, od razu wyjaśnię, że moja opinia dotyczy wyłącznie najstarszej, podstawowej wersji w czarno - różowym opakowaniu. Pchana ciekawością skusiłam się kiedyś na wersję czarno - zieloną i pamiętam, że byłam z niej niezadowolona, tusz poleciał do śmieci. 

Essence Multi Action to maskara z tradycyjną szczoteczką, dość dużą i gęstą. Tusz od samego początku ma doskonałą konsystencję, nie za rzadką i nie za gęstą, nie za mokrą i nie za suchą, świetnie pokrywając rzęsy warstwą intensywnej czerni. Rzeczywiście można uznać, że jest wielofunkcyjny, bo wyraźnie je pogrubia i wydłuża, jedynie z podkręcaniem nie radząc sobie jakoś spektakularnie. Ponadto nie osypuje się, nie rozmazuje i nie podrażnia oczu, przynajmniej moich. To naprawdę fajny, niskobudżetowy tusz, który dostać można w każdej szafie Essence za niespełna 10 zł. 

Kiedyś kupowałam go regularnie, potem na długo jakoś o nim zapomniałam w pogoni za tuszowym Graalem, ostatnio jednak sięgnęłam po niego znowu. Robiłam zakupy w ogromnym pośpiechu i musiałam szybko zdecydować, co wziąć. Uznałam Multi Action za pewniaka, nad zakupem którego nie muszę się zastanawiać. Tym sposobem przekonałam się, że stara miłość nie rdzewieje, znowu zachwycając się efektem, jaki może dać drogeryjny zwyklak za dychę.


Znacie Multi Action? Co o nim myślicie?

A może też macie na koncie jakieś udane powroty po latach? 


Buziaki,
Cammie.






poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Color Shock i Master Drama Chromatics, czyli czy ja się starzeję? ;)))

Wielokrotnie dostawałam od Was prośby o przybliżenie maskar Maybelline z serii Color Shock i nie mogę pozostać wobec nich obojętna, mimo że szczerze mówiąc tusze te nie zrobiły na mnie wrażenia i najchętniej wcale bym o nich nie pisała. Skoro jednak obiecałam, to napiszę, a brak entuzjazmu nadrobię, wspominając też przy okazji o Master Drama Chromatics, świetnych żelowych kredkach do oczu. Ale o nich za chwilę, najpierw rozprawię się z Color Shock.


Wersję turkusową oddałam w rozdaniu, niebieską podarowałam koleżance, sobie zostawiając fioletową. To znaczy wyobrażałam sobie, że Electric Purple okaże się pięknym fioletem, tymczasem, ku mojemu przerażeniu, jest to wściekły ni to to fiolet, ni to róż, ni to błękit. Sugerując się nazwą, spodziewałam się, że kolor będzie żywy, no ale nie aż tak!









Oh no! Ja już się chyba starzeję ... Pomalowałam się tą maskarą raz i od razu wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Efekt kompletnie mi się nie podobał, moje czarne z natury rzęsy oblepione tak jasnym neonowym kolorem wyglądały wręcz karykaturalnie. Także wybaczcie, ale pełnej prezentacji nie będzie. Jedyne, na co zdołałam się zdobyć, żeby zrobić dla Was zdjęcia, to nałożenie tego tuszu na warstwę czarnego, co pozwoliło znacznie złagodzić ten wściekły odcień, podkreślając kolorem w zasadzie tylko końcówki rzęs. 



Przy okazji możecie obejrzeć sobie moje przebarwienia, na które ciągle tak się skarżę ;)))



Trzeba jednak przyznać, że wersja Color Shock zachowała wszelkie zalety tradycyjnej Colossal Volum' Express, począwszy od świetnej szczoteczki, poprzez porządne wydłużanie rzęs (chyba widać to na zdjęciu?), aż na dobrej trwałości tuszu skończywszy. Także jeśli takie neonowe kolory Wam niestraszne, warto po Color Shock sięgnąć (regularna cena: około 30 zł). Tradycjonalistkom odradzam :DDD


Co innego kredki Maybelline Master Drama Chromatics! Te polecam uwadze wszystkich bez wyjątku. Owszem, w linii jest kilka mocnych kolorów, które nie każdemu pewnie przypadną do gustu, ale bezpieczna, klasyczna czerń też się znajdzie. Na zdjęciu widzicie Purple Light. I chyba jednak nie starzeję się tak bardzo, bo w tym przypadku kolor niesamowicie mi się podoba :DDD









Chromatics mają w sobie wszystko, czego można by wymagać od kredek żelowych - miękką formułę, niesamowitą pigmentację i świetną trwałość. Przypominają mi cieszące się zasłużoną popularnością kredki Supershock z Avonu, myślę, że spokojnie można je też porównać do słynnych 24/7 Liners z Urban Decay. Rzekłabym nawet, że te z Maybelline mają pewną przewagę, łatwiej bowiem się temperują. Ich cena oczywiście też jest konkurencyjna, regularnie to około 25 zł za sztukę.


Color Shock zdecydowanie nie dla mnie (oddam tę fioletową maskarę pierwszej osobie, która zgłosi się po nią w komentarzu!), ale Chromatics bardzo sobie chwalę. Przyjrzyjcie się tym kredkom przy okazji. A może już je znacie?

A co do Color Shock, podobają Wam się tak intensywne, żywe kolory na rzęsach? Czy tylko ja jestem tak sceptycznie nastawiona? Dajcie znać, co myślicie.


Buziaki,
Cammie.