beauty & lifestyle blog

niedziela, 2 września 2012

Nie aż tak ;)))

Coraz więcej z Was ciepło spogląda na Kiko, mimo że marka niestety nadal nie jest dostępna w Polsce (why???). Ale podróżujecie, macie podróżujących przyjaciół i często decydujecie się na zakupy za granicą. Moje kikusie, jak pamiętacie, też dotarły do mnie dzięki czyjejś uprzejmości. Kiedy je Wam prezentowałam [KLIK], wzbudziły wiele emocji, gorąco prosiłyście o dokładniejsze zdjęcia. Zgodnie z życzeniem pokażę dziś pierwszy z lakierów, Kiko nr 282 Coral Pink :)))









Cóż, na zdjęciu ten odcień wydaje się  bardziej "pink" niż "coral", ale muszę podkreślić, że to kwestia światła. W ostrym słońcu kolor nabiera intensywności, wyglądając niemal neonowo, w miękkim, przytłumionym świetle sztucznym zyskując na subtelności. Właśnie w takich warunkach wychodzi z niego zgaszony koral.


1. Dostępność - 0 (marka w Polsce niedostępna).
2. Cena - 1 (do przyjęcia, regularnie 2,5 euro, czyli około 10 zł).
3. Kolor - 0 (odejmuję punkt, bo mimo całej jego urody, spodziewałam się czegoś wyraźniej wpadającego w koral).
4. Aplikacja - 1 (prosta, bez smużenia i zalewania skórek).
5. Pędzelek - 1 (wygodny, dobrze przycięty, nie za wąski, nie za szeroki).
6. Krycie - 1 (standardowy dwuwarstwowiec).
7. Wysychanie - 1 (bezproblemowe, przy pomocy topu wręcz błyskawiczne).
8. Współpraca z innymi preparatami (tu: rewelacyjny Kiko Gel Look Ultra Glossy Effect Top Coat) - 1 (bez zastrzeżeń).
9. Trwałość - 1 (przez pięć dni mani nieskazitelny, szóstego dnia wszystkie plagi jednocześnie - otarcia, pękanie, odpryski, no ale pięć dni to i tak dużo).
10. Zmywanie - 1 (banalnie łatwe, bez barwienia skóry wokół paznokci, czego szczerze nie znoszę).

Moja ocena: 8/10.



Bardzo udany róż, może nie tak koralowy, jakbym sobie tego życzyła, ale mimo to ładny. Jestem pewna, że będę po niego często sięgać, bo świetnie wpisuje się w gamę moich ulubionych kolorów. Nie jest jednak na tyle oryginalny, żeby czegoś podobnego nie znaleźć w ofercie naszych rodzimych marek. Jest fajny, ale nie AŻ TAK :DDD

A jakie odcienie Wy najchętniej widzicie na swoich paznokciach?


sobota, 1 września 2012

Tytułem wstępu :)))

Minęły właśnie trzy miesiące, odkąd Zuzia przyszła na świat. W tym czasie wielokrotnie prosiłyście mnie, żebym przygotowała wpis o ciąży, ciążowej pielęgnacji i sposobach na powrót do formy po porodzie. Nie da się tego wszystkiego zmieścić w jednym poście, dlatego postanowiłam stworzyć mały cykl. Jeśli jesteście zainteresowane tematem, zapraszam do lektury :)))



(Pierwsze buciki Zuzi, dostała je od zakochanej na zabój we wnusi babci.)



Moja ciąża była wyczekana, ale nieszczególnie zaplanowana, jeśli wiecie, co mam na myśli ;)))  Teoretycznie staraliśmy się o dziecko, przyjmowałam kwas foliowy, ale wszystko odbywało się bez spięcia, na zasadzie "będzie, co ma być". Także jak przyszło co do czego, musiałam trzy razy powtórzyć test, zanim uwierzyłam, że NAPRAWDĘ jestem w ciąży. Od razu pognałam do lekarza.

W tym miejscu bardzo, ale to bardzo chciałabym podkreślić rolę opieki lekarskiej w tym ważnym dla kobiety czasie. Lekarza prowadzącego ciążę wybierzcie rozważnie, bądźcie pewne, że możecie mu zaufać, powierzając mu na kilka miesięcy i siebie, i dziecko. Nawet nie wiecie, jakie to istotne. Gdyby ginekologa, do którego chodziłam, coś nie tknęło i gdyby nie zlecił pewnych ponadstandardowych badań, prawdopodobnie miałabym naprawdę poważne problemy.

Także nie lekceważcie badań. Żadnych. I tych obowiązkowych, i tych dodatkowych. Słuchajcie lekarza. Suplementujcie dietę w odpowiedni sposób (ja przez całą ciążę przyjmowałam Femibion Natal). Jeśli dopiero staracie się o dziecko, już zawczasu zadbajcie odpowiednio o swoje zdrowie. Ciąża ma to do siebie, że uaktywnia wszystkie uśpione problemy.

A prospos diety, bo to też bardzo istotna kwestia. Nastawienie "jeść za dwoje" przechodzi do lamusa, właściwsze jest "jeść dla dwojga". Posiłki powinny być urozmaicone i wartościowe, wolne od wysoko przetworzonej żywności, nadmiaru tłuszczu i cukru. Nie ma się co objadać! Zachcianki zachciankami, ale pamiętajcie, że w ciąży Wasze zapotrzebowanie energetyczne wzrasta raptem o 300 kalorii. To nie tak wiele.

Zachęcam Was także do uczestnictwa w kursach szkoły rodzenia. Początkowo na zajęciach czułam się co prawda dziwnie, bo wokół same młode dziewczyny ledwo po dwudziestce i ja, całą dekadę starsza, nijak tam nie pasowałam. Zwłaszcza że w grupie były same pary, a mój mąż, jak wiecie, był w tamtym czasie bardzo daleko, więc w zajęciach musiałam brać udział sama, co było dość przykre. Ale koniec końców nie żałuję, że jednak sobie nie odpuściłam. Wbrew powszechnym wyobrażeniom szkoła rodzenia to nie tylko wyśmiewane przez filmy komediowe ćwiczenia oddechowe symulujące akcję porodową, ale przede wszystkim solidna dawka wiedzy na temat przebiegu ciąży, porodu i połogu, pielęgnacji noworodka, pierwszej pomocy w razie jakiegoś nieszczęśliwego wypadku, karmienia piersią i diety wskazanej w czasie laktacji. W ramach mojej szkoły zorganizowana też była "wycieczka" na porodówkę, dzięki której oswoiłam sobie szpital, zorientowałam się w warunkach i w ogóle zobaczyłam, co i jak. Wszystko to bardzo mi się przydało! Poczułam się dużo bezpieczniej.

To tyle, luźne uwagi tytułem wstępu. Mam nadzieję, że udało mi się jakoś wprowadzić Was w temat. W kolejnym poście z tej serii opowiem Wam o pielęgnacji ciała w ciąży, wiem, że części z Was na tym zależy. Napiszcie też, proszę, czy byłybyście zainteresowane postem z pogranicza fizjologii, to znaczy, czy pisać cokolwiek o samym porodzie? Naprawdę nie wiem, jak daleko sięga Wasza ciekawość ;)))

piątek, 31 sierpnia 2012

31/08

Idea świętowania przypadającego na 31 sierpnia Blog Day bardzo mi się spodobała, postanowiłam więc dołączyć do inicjatywy i zgodnie z regułami wskazać pięć blogów, które w szczególny sposób mnie inspirują, licząc na to, że Was też zainteresują. O ile już ich nie znacie!



Green Canoe [KLIK], jakość sama w sobie. 






Piękny język i piękne zdjęcia.
Pochwała codzienności.
Celebrowanie życia.
Dbałość o detale.
Uwielbiam!



Babie Lato, czyli Z potrzeby piękna [KLIK], o wnętrzach.





Niebanalnie.
W umiłowaniu prostoty.
Prawdziwa uczta dla oka.
Kopalnia inspiracji.
Polecam!



Paula, czyli Just My Delicious [KLIK], o pasji gotowania.






Pysznie. 
Smakowicie.
Apetycznie.
Morze kulinarnych pomysłów.
Zajrzyjcie!



Na koniec moje dwa ostatnie odkrycia, zdecydowanie warte polecenia. 



Magda, czyli My Pink Plum [KLIK], uwaga, talent!






Zmysł estetyki.
Piękna grafika.
Przyjazna atmosfera.
Bliski mi lifestyle.
Same sprawdźcie!



Kasia vel Xkeylimex, czyli Keep calm and be beautiful [KLIK], beauty blog z duszą.





Dobry język.
Dystans do siebie.
Poczucie humoru.
Rzeczowość, kiedy trzeba.
Nie przegapcie!



To moje typy. Mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu. Ciekawa też jestem niezmiernie Waszych ulubionych stron. A może same blogujecie? Koniecznie zostawcie linki, z chęcią sobie poprzeglądam :)))