Baza pod cienie Virtual, to sztandarowy produkt tej marki. Czy jest ktoś, kto choć trochę interesuje się makijażem i o nim nie słyszał? Nie sądzę.

(Obrazek: www. virtual-virtual.com)
Nawilżająca baza pod cienie, w cielistym kolorze o kremowej konsystencji. Zapobiega zbijaniu się cieni w załamaniach powiek, sprawia,
że stają się wodoodporne. Cienie lepiej się rozprowadzają,
mają intensywniejszy odcień i utrzymują się dłużej.
Baza jest bogata w składniki pielęgnujące i odżywcze:
olej sojowy, witamina A i E, olej z nasion krokosza,
kwas linolenowy.
Baza pod cienie zapewni Ci nieskazitelny makijaż,
co najmniej przez 14 godzin.
Baza ta zyskała swoją ogromną popularność przede wszystkim dzięki temu, że była chyba pierwszym polskim produktem tego typu (poprawcie mnie, jeśli się mylę), w dodatku niedrogim i dość łatwo dostępnym. Mimo że jest na rynku od wielu lat, ja jakoś nigdy nie miałam z nią do czynienia, choć byłam jej bardzo ciekawa. Tym bardziej ucieszyłam się, kiedy otrzymałam ją od producenta do testów i zrecenzowania.
Konfrontacja była nieunikniona, bo baz u mnie dostatek ;))) Bazę Virtual oceniałam, porównując ją do mojej ulubionej bazy Lumene, słynnej bazy Urban Decay i niezbyt udanej bazy z Sephory.
Wszystkie te bazy zadanie mają to samo, jednak wyraźnie się różnią. Przede wszystkim konsystencją. Lumene jest miękka i kremowa, Urban Decay rzadka i niemalże płynna, Sephora kleista i mazista, a Virtual gęsta i dość tępa.
Różnią się także kolorem, ale nieznacznie. W gruncie rzeczy wszystkie mają odcień cielisty, przy czym baza Urban Decay jest najjaśniejsza, a Sephora najciemniejsza. Roztarte na powiece wyglądają jednak podobnie i wszystkie są dobrym, neutralnym tłem dla nakładanych cieni.
Co do podstawowej funkcji, czyli utrwalania makijażu oka, to trzeba przyznać, że rozbieżności są spore. Najlepszą jakość według mnie mają bazy Lumene i Urban Decay (kolejność nieprzypadkowa :p). Bezdyskusyjnie najgorsza jest ta z Sephory. Virtual plasuje się gdzieś pośrodku, naprawdę porządnie przedłużając żywotność makijażu. Cienie rzeczywiście nie rolują się i nie ścierają przez długie godziny.
Przygotowałam też zestawienie, dzięki któremu możecie ocenić stopień podbijania koloru. Do tego testu wykorzystałam sypki cień mineralny Sassy Minerals w odcieniu Perplexed. Zerknijcie.
Jak widać, efekty osiągane przez Lumene, Urban Decay i Virtual są porównywalne. Wszystkie te bazy rzeczywiście wydobyły kolor, zintensyfikowały go. To, co zrobiła natomiast baza z Sephory, to jakiś koszmar. Podkreślone zostały wszelkie nierówności, pojawiły się jakieś dziwne grudki, a sam kolor uległ przekłamaniu.
Baza z Sephory jeszcze dziś ląduje w koszu, bo to porównanie uświadomiło mi, że nie warto dalej się z nią męczyć. Lumene i Urban Decay zyskują rangę moich faworytów, bo spełniają swoje funkcje bez zastrzeżeń i są przyjemne w użytkowaniu. To, co stanowi dla mnie pewien problem w przypadku bazy Virtual i według mnie obniża nieco komfort jej używania, to jej nieco toporna formuła, utrudniająca aplikację na powiekę. I w zasadzie to jest główny powód, dla którego uznałam ją za gorszą od tych z Lumene i Urban Decay. Ma jednak nad nimi pewną przewagę. Jest niedroga. I nasza. Polska :)))