beauty & lifestyle blog

czwartek, 6 września 2012

Pora na dobranoc :)))

The Beauty Box w komentarzu pod wczorajszym postem poruszyła kwestię na tyle istotną, że uznałam, iż warta jest odrębnego wpisu. Zdrowy sen w ciąży. Jeśli jesteście ciekawe, co mam na ten temat do powiedzenia, zapraszam do lektury :)))



(Zdjęcie: www.parenting.pl)



Kiedy byłam w ciąży, wszyscy mi powtarzali: śpij, dziewczyno, ile wlezie, bo jak dziecko przyjdzie na świat, to długo się nie wyśpisz. Oczywiście liczyłam się z tym, ale do głowy mi nie przyszło, że deficyt snu dotknie mnie jeszcze przed porodem!

Bezsenność dopadła mnie znienacka. Po prostu pewnego wieczora nie zasnęłam tak szybko jak normalnie. Ani kolejnego. Ani kolejnego ... Każdej nocy czekałam na sen coraz dłużej. Do drugiej nad ranem, do czwartej, do szóstej ... Przewracałam się w łóżku z boku na bok, a sen nie przychodził. Płakałam ze zmęczenia, a sen nie przychodził. Wietrzyłam sypialnię, piłam ciepłe mleko, liczyłam barany, a sen nie przychodził.

Zgłosiłam się z tym problemem do lekarza, ale niewiele mi pomógł. Taki urok ciąży, usłyszałam. Leków żadnych przyjmować nie mogłam. Ale problemu zostawić też nie mogłam, bo przez brak snu fatalnie funkcjonowałam. W końcu przekopałam internet i po konsultacji z moim ginekologiem zwiększyłam dawkę suplementowanego magnezu. Eureka! Możecie wierzyć lub nie, ale problem zniknął już po kilku dniach. 

Magnez odgrywa w organizmie człowieka bardzo istotną rolę. Jego niedobór objawia się między innymi zaburzeniami snu. U mnie wywoływał także dotkliwe ataki zespołu niespokojnych nóg, które dodatkowo utrudniały zasypianie. Jeśli dotyka Was problem bezsenności, koniecznie zwróćcie uwagę na ten pierwiastek w swojej diecie. 

Podpowiem Wam też, jak w prosty sposób można podnieść jakość snu w ciąży. Nie ma co ukrywać, że przychodzi taki moment, w którym rosnący brzuch nie pozwala ułożyć się w wygodnej pozycji. Dla niezorientowanych dodam, że ciężarna ze względów bezpieczeństwa nie może spać ze zrozumiałych powodów na brzuchu, ale także na plecach i na prawym boku. Pozostają więc jedynie wariacje na temat boku lewego ... Możecie sobie wyobrazić, jak ciężko wytrzymać całą noc. 

Kiedy zaczął mi doskwierać ten problem, postanowiłam sobie ulżyć kupując specjalną poduszkę. To był strzał w dziesiątkę! Nie umiem wyrazić słowami, jak bardzo mi pomogła.

Poduszka dla ciężarnych ma kształt rogala i długość dorosłego człowieka. Jeden jej koniec służy za podgłówek, środek stanowi miękkie, odciążające kręgosłup oparcie dla brzucha lub pleców, drugi koniec natomiast wkłada się między nogi, co również odciąża kręgosłup.

Nie chcę tu uprawiać żadnej reklamy, ale poducha, na którą się zdecydowałam, ma  naprawdę świetną jakość i myślę, że warta jest rekomendacji. Kupiłam ją na stronie motherhood.pl KLIK.

Co najlepsze, ta poducha jest wielofunkcyjna! Same spójrzcie.















(Obrazki: www.motherhood.pl)



Spałam na tej poduszce do końca ciąży, miałam ją ze sobą w szpitalu, uratowała mnie po cesarskim cięciu. Ale szczerze mówiąc nie używam jej do karmienia, nie chciałoby mi się za każdym razem się nią owijać.

Teraz, o ile oczywiście Zuzia mi na to pozwala, na szczęście śpię jak suseł. Zasnę wszędzie, o każdej porze i w każdych warunkach ;)))

A Wy, moje piękne, jak sypiacie? Napiszcie, proszę, jakie są Wasze sposoby na dobry sen!

środa, 5 września 2012

Wspomagacz :)

W poprzednim poście wspominałam Wam, że w czasie ciąży miałam poważne problemy utrzymaniem właściwego poziomu nawilżenia skóry, która w tamtym okresie stała się nagle wyjątkowo sucha. Stosowałam oczywiście rozmaite balsamy i masła, ale to nie zawsze wystarczało. W końcu sięgnęłam po coś, co uzupełniło moją rutynową pielęgnację ciała i przyniosło pewną ulgę. Emolientowe emulsje do kąpieli. 

Emolienty mają silne właściwości nawilżające, chronią też skórę przed utratą wilgoci, dbając o tak zwany naturalny płaszcz hydrolipidowy. Emolientowe emulsje do kąpieli często mają też właściwości myjące i zmiękczające. Ale zawsze kojarzyły mi się wyłącznie z pielęgnacją wrażliwej skóry niemowląt! Jakoś do głowy mi nie przychodziło, że dorosły człowiek też może je stosować.

Ale w krótkim czasie w moje ręce trafiły dwa takie preparaty. O jednym z nich już Wam pisałam, to olejek do kąpieli Dermedic z serii Emolient Linum. Co zabawne, okazało się, że zgodnie z zaleceniami producenta wcale nie jest przeznaczony dla małych dzieci :DDD

Drugi płyn, Atoperal Baby, to już typowy produkt dla niemowląt. Trafił do mnie za pośrednictwem Magazynu Drogeria. Trochę u mnie przeleżał, zanim zaczęłam go używać, a koniec końców stosowałam go także do kąpieli Zuzy.



Wybaczcie stan opakowania,
już tak zmaltretowane do mnie dotarło.



Atoperal® Baby to jedyna emulsja do kąpieli nawilżającej oparta na oleju lnianym (nie zawiera oleju parafinowego, który w stężeniach powyżej 10% nie powinien być stosowany u niemowląt). Emulsja przeznaczona do pielęgnacji skóry atopowej, suchej, wrażliwej dzieci i niemowląt powyżej 1 miesiąca życia. Zapewnia optymalne nawilżenie skóry. Delikatnie oczyszcza skórę (poprzez łagodne substancje absorbujące zanieczyszczenia z powierzchni skóry). Emulsja przeznaczona jest do codziennej pielęgnacji skóry atopowej, suchej, wrażliwej dzieci i niemowląt powyżej 1 miesiąca życia. Doskonale nawilża i natłuszcza skórę oraz tworzy na jej powierzchni delikatną warstwę okluzyjną (ochronną), zapobiegającą przeznaskórkowej utracie wody.



Opakowanie jest ładne, uroczemu obrazkowi na butelce daleko do kiczu, którym skażonych jest wiele dziecięcych produktów. Dzięki wąskiemu ujściu butelki jest też całkiem funkcjonalne, dozowanie to łatwizna.

Sama emulsja (bezzapachowa) jednak mnie nie zachwyciła. Nie zrobiła mi żadnej krzywdy, ale też nie była tak przyjemna w stosowaniu, jak wspomniany wcześniej olejek Dermcedic. Mam wrażenie, że trochę do życzenia pozostawiają jej właściwości nawilżające, formuła jest jakaś taka lekka, nietreściwa. Potrzebując naprawdę solidnego nawilżenia i natłuszczenia, czułam niedosyt, a to z kolei powodowało, że lałam jej do kąpieli pewnie więcej niż powinnam. Możecie sobie wyobrazić, jak to wpływało na wydajność ... W końcu odłożyłam ją na jakiś czas. Wróciłam do niej, pielęgnując Zuzię. I tu, w porównaniu do innych płynów tego typu, też oceniam Atoperal na średniaka. Skóra Zuzi w dużo lepszej formie była po Oilatum czy chociażby po zwykłej Ziajce (której swoją drogą nie polubiłam, ale z innych względów). Krzywdy nie robił, ale spektakularnych efektów też nie dawał.

Atoperal Baby w pojemności 200 ml kosztuje około 30 złotych, więc nie jest to cena jakoś szalenie konkurencyjna w stosunku do innych aptecznych preparatów tego typu. Ale muszę w tym miejscu zaznaczyć, że ani ja, ani moja córka nie borykamy się z problemami skóry atopowej, dla jakiej ta emulsja jest w głównej mierze dedykowana. Być może u kogoś dotkniętego tą chorobą ten łagodny płyn spisywałby się lepiej, a wtedy wiadomo, kwestia ceny schodzi na dalszy plan. Ja w każdym razie do niego wracać nie będę, zwłaszcza że moje kłopoty z suchą skórą minęły i nie potrzebuję już tego rodzaju "wspomagaczy".

Czy Wy macie doświadczenia z takimi emulsjami? Czy jeśli kąpiel, to tylko pachnące bąbelki? :DDD




poniedziałek, 3 września 2012

Spodziewajcie się wszystkiego :)))

Dziś zapraszam na parę słów o tym, co Was najbardziej interesuje, czyli o pielęgnacji w czasie ciąży. 



To jedno z nielicznych moich zdjęć z okresu,
kiedy byłam w ciąży.
Planowałam profesjonalną pamiątkową sesję zdjęciową,
ale nie zdążyłam ...



Nie czarujmy się, ciało się zmienia. Bardzo. Wizualnie widzi to każdy, ale tylko kobieta, która była w ciąży, wie, z jakimi dolegliwościami te zmiany się wiążą. Że to nie tylko kilogramy. Że to także ból różnego rodzaju. Często opuchlizna. Wariujące hormony, wyczyniające z naszą skórą cuda. Rozstępy na rozciągającej się skórze. W moim przypadku doszła jeszcze uciążliwa bezsenność, która wyjątkowo negatywnie wpływała nie tylko na moją formę i samopoczucie, ale także na wygląd. 

Moja cera w czasie ciąży całkowicie się zmieniła. Z przetłuszczającej się i wiecznie błyszczącej, skłonnej do wyprysków, przekształciła się w odwodnioną i wrażliwą. Siłą rzeczy sięgałam po produkty delikatne, ale jednocześnie mocno nawilżające. Recenzje z tamtego okresu możecie z łatwością prześledzić, służył mi na przykład Topicrem KLIK. Tak jak wspominałam w poprzednim poście z tej serii, ciąża uaktywnia wszystkie uśpione problemy zdrowotne, także zmagać się też musiałam z nawrotem dawno zaleczonego łojotokowego zapalenia skóry. Bardzo pomogło mi wtedy czyste masło shea KLIK.

Kwestię ochrony przeciwsłonecznej, przyznaję, przespałam. Wiedziałam, że ze względu na burzę hormonalną skóra kobiet w ciąży wyjątkowo narażona jest na przebarwienia, ale zareagowałam dopiero, jak problem już się pojawił. Kremu z filtrem o wysokim SPF zaczęłam używać zdecydowanie za późno, kiedy plamki były na mojej twarzy już dość widoczne. Postawiłam na zachwalany The Face Shop Natural Sun KLIK (który nota bene z przyjemnością stosuję do dziś).

Jeśli chodzi o ciało, to zrozumiałe, że skoncentrowałam się na pielęgnacji brzucha. Od samego początku regularnie smarowałam się oliwką, dzięki czemu skóra nie traciła na elastyczności. Po jakimś czasie okazało się jednak, że oliwka to za mało. Owszem, natłuszczała, ale nie nawilżała. Wtedy z pomocą nadeszła Mydlarnia TULI ze swoim masłem shea KLIK, które charakteryzowało się silnymi właściwościami odżywczymi. Myślę, że to dzięki smarowaniu uchroniłam się przed rozstępami. Owszem, pojawiło się ich kilka na tak zwanych boczkach, ale brzuch i biust ochroniłam. Kluczem do tego sukcesu na pewno była regularność.

Reszta ciała nie wymagała aż takiej uwagi i troski, ale i tak codziennie sięgałam po balsamy albo masła, starając się podnieść komfort wyjątkowo podatnej w czasie ciąży na przesuszenie skóry. I choć zawsze wydawało mi się, że mam odporność nosorożca, okazało się, że na tym świecie nie ma nic pewnego. Zaskoczyła mnie alergia! Podrażnił mnie balsam nawilżający z Flos - Lek, o czym mogłyście poczytać TUTAJ. Z innych przykrych niespodzianek, to po owocowym balsamie Gosh KLIK na ramionach dorobiłam się suchych placków ... Ratowałam się emolientami do kąpieli, które pomagały mi utrzymać odpowiedni stopień nawilżenia skóry. Pierwszy z nich, Dermedic, prezentowałam Wam TUTAJ, drugi jeszcze nie doczekał się wzmianki, ale poświęcę mu kolejny post.

Z rzeczy zabawnych, wspomnieć muszę o depilacji. Uwierzcie mi, że w pewnym momencie samodzielny zabieg zaczyna być problematyczny. Brzuch bardzo przeszkadzał i o ile łydki przy odrobinie wprawy mogłam ogolić, to doprowadzenie do ładu strefy bikini wymagało odwagi ;))) I lusterka :DDD Trudności podobnej natury dotyczyły pedicure.

Na koniec wspomnę tylko, że zakaz farbowania włosów w ciąży to według mojego ginekologa mit. I ja mu wierzę. Aczkolwiek nie zaszkodzi zachować szczególnej ostrożności i wybierać farby bez amoniaku.



Podsumowując, w ciąży możecie spodziewać się wszystkiego. Przybierania na wadze, nasilenia problemów dermatologicznych, kompletnej zmiany profilu cery i skóry, nadwrażliwości na rozmaite składniki kosmetyczne. Nie podam Wam tutaj złotego rozwiązania na wszystkie te problemy. Musicie obserwować swoje ciało i reagować na jego potrzeby. Ale z głową! Pamiętajcie, że stosowanie wielu substancji w czasie ciąży jest niewskazane, a często nawet zabronione, dotyczy to na przykład retinolu, kwasu salicylowego czy kwasów owocowych (warto przestudiować składy stosowanych kosmetyków, odsyłam Was do TEGO linka). Podobnie rzecz się ma z zabiegami kosmetycznymi, chociażby  depilacją gorącym woskiem, nie wspominając o laserowej, silnym złuszczaniem czy solarium. Co więcej? Przywiązujcie wagę do higienicznego trybu życia, wysypiajcie się, ruszajcie się, zdrowo się odżywiajcie, odstawcie wszelkie używki. Dbajcie o siebie, rozpieszczajcie się! I w dobrej formie czekajcie na swoje dziecko :)))