beauty & lifestyle blog

sobota, 24 lipca 2010

Zielone wzgórza nad Soliną :)

Wybrałam się dziś na wycieczkę, ale pogoda niestety nie sprzyjała. Poranny duszny upał już koło południa przeobraził się w deszcz i wiatr. Mimo wszystko zrobiłam parę zdjęć i teraz mogę zabrać Was w wirtualną podróż nad Zalew Soliński.

Dla niezorientowanych wyjaśnię, że Solina to miejscowość słynąca z olbrzymiej zapory wodnej. Długa na 664 m a wysoka na prawie 90 m (najwyższa w Polsce!), sprawia monumentalne wrażenie, sama w sobie stanowiąc elektrownię wodną, atrakcję turystyczną, deptak i generalnie miejsce pełne rozmaitych rozrywek.

Solińską tamę wzniesiono w latach 60-tych. Z jej budową związana była konieczność wysiedlenia kilku wsi, które zostały zalane i zniknęły pod powierzchnią olbrzymiego jeziora. Łączna długość linii brzegowej to prawie 160 km, a głębokość zbiornika sięga miejscami nawet 60 metrów!

Dziś Zalew Soliński przyciąga masy turystów. Bliskość Bieszczadów sprawia, że jest to naprawdę popularne miejsce. Dookoła funkcjonują pensjonaty, kąpieliska, wypożyczalnie sprzętu pływającego.

Popatrzcie na Solinę i okolice moimi oczyma. Nie będą to niestety obrazki tak malownicze, jak bym sobie życzyła, ale jak już wspominałam, pogoda pozostawiała wiele do życzenia. Było pochmurno, mokro i mgliście.

Jak widzicie, na wodzie, mimo kiepskiej aury, całkiem sporo sprzętu rekreacyjnego.







Szczyt tamy tworzy szeroki deptak, w sezonie zawsze pełen ludzi. Oba brzegi w letnich miesiącach tętnią życiem, wszędzie mnóstwo knajp i straganów.





Niestety nie miałam możliwości sfotografować porządnie zapory z drugiej strony, dlatego wklejam zdjęcie pochodzące z www.energetykon.pl. Mam nadzieję, że uda Wam się uchwycić proporcje i zauważyć różnicę poziomów.





Na kolejnych zdjęciach już okolice tamy.







A na koniec ostrzeżenie. Przyjrzyjcie się dobrze tej roślinie, to barszcz Sosnowskiego. Toksyczny i "wgryzający" się coraz dalej w głąb kraju. Pochodzi z Kaukazu, gdzie czyniono nad nim eksperymenty, traktując go jako surowiec na paszę. Dawał wyjątkowo wysokie plony, w Polsce zresztą również próbowano go uprawiać. Zaniechano jednak tych prób ze względu na silne właściwości parzące, dziś roślina pleni się więc dziko jak chwast. Jest naprawdę niebezpieczna, przypadkowy kontakt może spowodować oparzenia II, a nawet III stopnia. Polski klimat niestety wyjątkowo jej sprzyja, wyrasta na wysokość nawet kilku metrów, a co najgorsze, nie ma możliwości skutecznej z nią walki. Także jeśli wybieracie się w Bieszczady, strzeżcie się.



Na tamie na szczęście żadne chwasty nie rosną ;)))

Kto był nad Soliną i widział wszystko na własne oczy? Palec do budki! :)))

9 komentarzy :

  1. niesamowite, piękne miejsce ! nie było mnie w tych stronach jeszcze...
    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam 2 razy (raz z rodziną, raz z wycieczką z liceum - achhh to były czasy... obozy w Bieszczadach :D), chętnie bym tam wróciła... Może namówię Radka i spotkamy się na tamie? ;))

    i ogromne dzięki za wzmiankę o barszczu Sosnowskiego, pierwsze słyszę... dobrze wiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Violl, z przyjemnością, przyjeżdżajcie! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. WOW! Przecież ja tu mieszkam!
    Cieszę się, że się podobało. Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Osa, świat jest mały :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś w okresie wakacyjnym bywałam nad Soliną niemalże, co weekend. Smak gofrów nad zaporą, bezcenne ;)

    angel

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiem coś o tym! Ale ciiiii ;)))

    OdpowiedzUsuń